Wzruszająca opowieść o miłości, która przekracza czas
Strzyżów, lato 1939 roku. Jedenastoletni Ignacy poznaje Sarę, córkę miejscowego fotografa. Dziecięce zauroczenie szybko przeradza się w pierwszą miłość - delikatną i czystą. Tuż przed wybuchem wojny Sara znika bez pożegnania. W pamięci Ignacego pozostaje jedynie wspomnienie pocałunku i motyla tańczącego nad ich głowami.
Gdańsk, 2022 rok. Malwina cudem unika śmierci w wypadku samochodowym. Postanawia opuścić rodzinne miasto, by zacząć od nowa. W niewielkiej miejscowości otwiera kwiaciarnię, a do każdego bukietu dołącza dobrą wróżbę. Pewnego dnia w progu jej sklepu staje ktoś, kto sprawi, że dawno zapomniana historia zacznie budzić się do życia...
Los splata ze sobą przeszłość i teraźniejszość, pokazując, że uczucia - choć uśpione - nigdy naprawdę nie umierają.
Jutro może być za późno to nowa powieść Katarzyny Grzebyk, autorki ciepło przyjętej przez czytelników książki Pomiędzy nami tajemnice.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2026-02-10
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 320
"Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta."
Carlos Ruiz Zafón
Sięgając po książkę "JUTRO MOŻE BYĆ ZA PÓŹNO" autorstwa Katarzyny Grzybek, spodziewałam się poruszającej historii - ale nie sądziłam, że aż tak mnie pochłonie i zostanie ze mną na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
To książka, która od pierwszych chwil budowała we mnie nostalgię i delikatne wzruszenie. Historia Ignacego i Sary - ich niewinnej, dziecięcej miłości - uderzyła mnie swoją prostotą i autentycznością. Ten jeden pocałunek, motyl unoszący się nad ich głowami i nagłe zniknięcie Sary... to wszystko zostaje w sercu jak niedokończona melodia. Czułam razem z Ignacym tę pustkę i tęsknotę, która nie przemija mimo upływu lat.
Równie mocno poruszyła mnie współczesna historia Malwiny. Jej decyzja o rozpoczęciu życia od nowa, o budowaniu czegoś własnego - kwiaciarni pełnej symboli, nadziei i drobnych gestów - była dla mnie niezwykle inspirująca. Bardzo spodobał mi się motyw dołączania cytatów i wróżb do bukietów. To drobny element, ale nadaje całości wyjątkowej poetyckości i sprawia, że książka ma w sobie coś magicznego.
Najpiękniejszym momentem tej powieści jest jednak chwila, gdy przeszłość zaczyna przenikać się z teraźniejszością. Autorka robi to spokojnie, bez nachalności, z ogromną czułością dla bohaterów. Właśnie wtedy najbardziej poczułam sens tej historii - że uczucia nie znikają, tylko czekają. Czasem latami.
Motyw motyla mnie zaintrygował do przemyśleń nad życiem, jakie jest ulotne. Ta książka uświadomiła mi coś bardzo ważnego - że nie warto odkładać uczuć, słów i decyzji na później. Bo ,,jutro" naprawdę może nie nadejść. To historia o miłości, która nie gaśnie, o tęsknocie silniejszej niż czas i o drugich szansach, które czasem przychodzą wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy.
To jedna z tych powieści, które nie tylko się czyta, ale też przeżywa. Daje nadzieję, otula ciepłem, a jednocześnie skłania do refleksji nad własnym życiem.
Bohaterowie stali mi się bliscy - tacy, których chce się poznać i którym kibicuje się z całego serca.
Jeśli ktoś szuka wzruszającej, ciepłej historii z nutą historii i ponadczasową miłością w tle - zdecydowanie polecam. To książka, która zostaje w sercu.
,,Istnieje tylko to, o czym pamiętamy"
Często mówimy, że coś zrobimy jutro. Odkładamy słowa, decyzje i uczucia, wierząc, że czas będzie dla nas łaskawy. Jednak życie potrafi brutalnie przypomnieć, że "Jutro może być za późno". To też tytuł, która pokazuje to w sposób wyjątkowo przejmujący, splatając ze sobą dwie historia, które początkowo biegną obok siebie, by później zazębić się w sposób nieoczywisty, a jednocześnie bardzo poruszający.
Fabuła rozpoczyna się mocnym, dramatycznym prologiem osadzonym w 1940 roku w Strzyżowie. Już na pierwszych stronach czytelnik zostaje skonfrontowany z brutalnością wojny -- sceną, która wstrząsa i nadaje ton całej historii. To właśnie wtedy pojawia się motyw klątwy, dotycząca kamienicy, w której doszło do przejmującej tragedii.
Następnie przenosimy się do współczesności, do Gdańska, gdzie poznajemy Malwinę, która właśnie pragnie zmienić swoje życie i uciec od bolesnej przeszłości. Los kieruje ją do małej miejscowości - Strzyżów, gdzie owianą złą sławą kamienicę i otwiera w niej kwiaciarnię. Mieszkańcy miasteczka omijają to miejsce szerokim łukiem, więc Malwina wpada na pomysł, by do każdego bukietu dołączać dobrą wróżbę. Jej życie zaczyna powoli wracać na właściwe tory, aż pewnego dnia w drzwiach kwiaciarni staje ktoś, kto nieświadomie otworzy drzwi do przeszłości sprzed ponad osiemdziesięciu lat.
Ale to nie jedyna osoba, która pojawia się w życiu Malwiny. Obok kogoś związanego z tragiczną historią Ignacego i Sary pojawia się również ktoś zupełnie nowy, ktoś, kto powoli, cierpliwie i z wyczuciem zaczyna leczyć jej zranione serce. Ta postać wnosi do powieści ciepło, nadzieję i delikatne światło, które stopniowo rozprasza mrok przeszłości. Dzięki temu współczesny wątek nie jest jedynie odbiciem dawnych wydarzeń, ale staje się opowieścią o odradzaniu się, o drugiej szansie i o tym, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odnaleźć spokój i bliskość.
Drugą warstwą powieści jest historia Ignacego jedenastoletniego chłopca, który zakochuje się w Sarze, córce fotografa. Ich uczucie jest niewinne, delikatne, pełne dziecięcej nadziei. Pani Grzebyk z ogromną czułością oddaje emocje młodego bohatera: niepewność, zachwyt, tęsknotę, pierwsze drżenie serca. To jedna z najpiękniejszych części książki, bo pokazuje, jak kruche jest to, co wydaje się nam oczywiste -- dzieciństwo, bezpieczeństwo, przyszłość. Niestety, wojna przychodzi szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać, i rozdziela młodziutkich zakochanych na zawsze.
Autorka opowiada dwie niezwykle wzruszające i życiowe historie, które początkowo biegną obok siebie, jakby nie miały ze sobą nic wspólnego. Z czasem jednak zaczynają się zazębiać w sposób szczególny, nieoczywisty, a jednocześnie bardzo poruszający. To właśnie w tym splocie przeszłości i teraźniejszości tkwi największa siła powieści. Pani Grzebyk pokazuje, że losy ludzi -- nawet tych, którzy nigdy się nie spotkali -- mogą być ze sobą nierozerwalnie związane. Przeszłość nie znika, nie rozpływa się w czasie.
W tej historii nie tylko główni bohaterowie są ważni. Autorka z dużą wrażliwością kreśli także postacie drugoplanowe -- mieszkańców Strzyżowa, ludzi, którzy noszą w sobie pamięć o dawnych wydarzeniach, ale też własne lęki, uprzedzenia i traumy. To sprawia, że świat przedstawiony jest pełny, wiarygodny i żywy. Śledzimy losy Malwiny i Ignacego, ale też zanurzamy się w codzienność miasteczka, które istnieje naprawdę, tak jak niektóre miejsca wymienione w książce. Z kolei historia jest fikcją literacką, ale na tyle wiarygodną, że mogłaby wydarzyć się naprawdę.
Styl pani Katarzyny Grzebyk ma w sobie emocjonalny klimat, dzięki któremu wnikamy w historią całkowicie. Potrafi jednym zdaniem oddać atmosferę chwili, a jednym obrazem, cały ból bohaterów. Jej język jest prosty, ale nie banalny; ciepły, ale nie przesłodzony. Dzięki temu książkę czyta się z dużą przyjemnością, a jednocześnie z rosnącym napięciem. Wciągnęłam się w tę historię od pierwszych stron i z ciekawością śledziłam losy bohaterów -- zarówno tych pierwszoplanowych, jak i drugoplanowych, którzy wcale nie są tu jedynie tłem.
Muszę jednak przyznać, że w trakcie lektury brakowało mi większej przejrzystości w oznaczeniach czasowych. Gdyby nie opis na okładce, trudno byłoby jednoznacznie ustalić, kiedy dokładnie dzieją się poszczególne sceny. Jedyną wyraźną datą jest ta z prologu. Później przeskoki między czasami bywają nagłe, a retrospekcje -- nieoznaczone. Wątek Malwiny szczególnie mnie zmylił: najpierw widzimy ją pakującą się do wyjazdu, a w kolejnym rozdziale nagle trafiamy do sceny w szpitalu, która okazuje się wydarzeniem sprzed roku. Dopiero po chwili można to poskładać.
Mimo tych drobnych minusików, powieść "Jutro może być za późno" to historia złożona z kilku warstw, pełna emocji, smutku, wzruszeń, ale też ciepła i nostalgii. Pani Grzebyk pięknie splata przeszłość z teraźniejszością, pokazując, że uczucia, nawet te uśpione, potrafią przetrwać czas. To historia o pamięci, o ranach, które nie zawsze widać, i o tym, że czasem trzeba wrócić do miejsca naznaczonego bólem, by odnaleźć siebie. A także o tym, że los lubi splatać ludzkie drogi w najmniej spodziewanych momentach. To książka, która zostaje w myślach na długo, nie tylko dzięki emocjom, ale także dzięki świadomości, że takie historie mogły wydarzyć się naprawdę. Pani Grzebyk przypomina nam, jak ważne jest ,,tu i teraz", by nie odkładać słów, uczuć i decyzji na później. ,,Co masz zrobić jutro, zrób dziś", bo czasami naprawdę jutro może być za późno, by nie stracić czegoś ważnego.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem Zysk i S-ka
,,Jutro może być za późno"
Pamiętam, jak czytałam książkę ,,Pomiędzy nami tajemnice", jak duże zrobiła na mnie wrażenie, mimo, że był to debiut. Dlatego gdy teraz zobaczyłam zapowiedź drugiej książki Katarzyny Grzebyk, wiedziałam, że to jest dla mnie.
Nie żałuję swojej decyzji, bo spędziłam cudowne chwile poznając historię Malwiny i Ignacego (do tego imienia mam wyjątkowy sentyment, bo mój wnuczek ma tak na imię).
Ale po kolei.
,,Jutro może być za późno" to powieść, której akcja toczy się dwutorowo, na dwóch płaszczyznach czasowych. Malwinę poznajemy w 2022 roku, gdy po wypadku samochodowym postanawia zmienić swoje życie. Wyprowadza się z Gdańska do Strzyżowa na Podkarpaciu, gdzie w opuszczonej kamienicy postanawia otworzyć kwiaciarnię.
Ignacego z kolei poznajemy jako jedenastolatka, który przed wybuchem II wojny światowej poznaje w miasteczku Sarę, żydowską dziewczynkę. Podczas kolejnych spotkań ich uczucie zaczyna dojrzewać. Tuż przed wojną Sara wyjeżdża. Ignacy cierpi, myśli o swojej ukochanej. Niestety wybucha wojna, która zmienia życie małego chłopca oraz całej ludzkości.
Książka pokazuje, jak przewrotne i zaskakujące bywa życie. Jak zupełnie obce sobie osoby potrafią się odnaleźć, jak prawdziwa miłość potrafi przetrwać lata w ukryciu, jednak trwa do ostatnich minut życia człowieka. Pokazuje, że warto podążać za głosem serca, że to, co nieuniknione, zawsze nastąpi, że prawdziwa miłość wygra z upływem czasu, a kochające serca się połączą. Książka daje olbrzymią nadzieję, jest jak plaster miodu na serce.
Polecam.
W labiryncie ludzkich losów Rok 1950. Do małej wioski na południu Polski przyjeżdża kino objazdowe. Podczas seansu wybucha pożar, podczas którego...
Sekrety Rzeszowa to skarbnica niezwykłych opowieści - wciągających niczym sensacyjna powieść. Na kolejnych stronach swoje ślady zostawiają słynni naukowcy...
Przeczytane:2026-05-12, Przeczytałem,
Historia zaczyna się latem 1939 roku w Strzyżewie. Jedenastoletni Ignacy zakochuje się w Sarze - córce żydowskiego fotografa. Ich relacje są pełne dziecięcej miłości, a jednocześnie naznaczonej przeczuciem nadchodzącej wojny. Chłopiec jest nieszczęśliwy, kiedy Sara znika przed wybuchem wojny Ojciec wywozi ją do innego miasta. Ignacy tęskni za nią. ale wierzy że jeszcze się kiedyś spotkają i być może będą pisać do siebie listy.
Gdańsk 2022 rok, Malwina cudem unika śmierci w wypadku samochodowym. Postanawia po tym wydarzeniu opuścić miasto i zacząć wszystko od nowa w niewielkiej miejscowości. Otwiera tam kwiaciarnię. Do każdego bukietu dołącza wróżbę. Pewnego dnia do jej sklepu przychodzi ktoś, kto sprawi że dawna historia obudzi się na nowo.
Dwie linie czasowe. Dwie historie, które wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. O losach Malwiny opowiada narrator, a losy Ignacego poznajemy z jego perspektywy. Klimat książki jest nostalgiczny.
To piękna i emocjonalna powieść o miłości, która przekracza granice czasowe. Historia o pamięci, ranach, tęsknocie, odwadze do walki o samego siebie i drugiego człowieka, zanim czas odbierze nam taką możliwość. Opowieść o tym, że los potrafi płatać figle w najmniej oczekiwanych momentach.
To historia, która dostarcza wzruszeń. Pokazuje nam, że nawet ta dziecięca miłość może być trwała i silna. Wielbiciele książek obyczajowych z tłem historycznym będą zadowoleni po jej przeczytaniu.