“Kwantofrenia” Cezarego Lewanowicza jest niczym system zarządzania życiem, w którym każdy organizm – od człowieka po jętkę i jemiołę – dostaje swój kod i zostaje wciągnięty w chłodną logikę katalogu. Efekt jest niepokojący. Bo kiedy człowiek pojawia się tu jako jeden z wpisów: powtarzalny, wariantowy, pozbawiony uprzywilejowania, coś zaczyna się kruszyć. Ta pozycja, perspektywa, z której zwykle opowiada się o świecie. To już nie antropocentryczne gadanie przez mikrofon, to automatyczny raport z wszechistnienia. Autor gra w podwójną grę. Z jednej strony podszywa się pod kwantofrenicznego naukowca, stąd te wszystkie numery, indeksy i taksonomie. Z drugiej podkłada pod to miękką, lepką materię: ciało, rozpad, przemoc, niepokój, coś bardzo pierwotnego, nieklasyfikowalnego. I właśnie tam, w tym zgrzycie, ten zbiór zaczyna swoją mrówczą pracę. Nie ma tu jednak „piękna przyrody”. Jest jej bezwzględna obojętność. Nie ma tu też pocieszenia. Co najwyżej świadomość, że jesteśmy tylko jednym z rekordów. A może to w zupełności wystarczy?
Wydawnictwo: Mamiko
Data wydania: 2026-05-13
Kategoria: Poezja
ISBN:
Liczba stron: 52
Język oryginału: polski
Zbiór czterdziestu wierszy, za każdym z nich stoi jakaś historia. W większości to historie prawdziwe. Ich tytuły to liczby. Czytelnik szybko zorientuje...