A gdyby rzucić wszystko i wyjechać tam, gdzie kończy się mapa? Młoda lekarka z Oslo postanawia spędzić rok w niewielkiej miejscowości na dalekiej północy Norwegii, w samym sercu tundry.
,,Lekarka z tundry" to nie tylko opis zawodowej przygody, ale także głęboko osobista podróż, która odmienia spojrzenie autorki na medycynę i ludzi.
Zabawna, szczera i pełna empatii relacja ze świata codziennych spotkań z pacjentami, lokalną społecznością i współpracownikami.
Z każdą wizytą domową, rozmową w szpitalnym korytarzu czy chwilą samotności pośród bezkresnych przestrzeni bohaterka coraz głębiej zanurza się w życie tej niezwykłej krainy. Uczy się słuchać -- nie tylko ciał, ale też milczenia, tradycji i ukrytych emocji.
Ingvild Holtan-Hartwig (ur. 1995) - norweska lekarka, ukończyła studia medyczne na Uniwersytecie w Oslo, a przed przeprowadzką na północ Norwegii pracowała w izbie przyjęć w Oslo oraz w szpitalu Ulleval.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-10-15
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 272
Tytuł oryginału: Legen p vidda. Et r i Karasjok
Młoda lekarka, Indgvild postanawia na rok przenieś się z zatłoczonego Oslo, gdzie szpitale działają jak dobrze naoliwiona fabryka, do małej miejscowości, gdzieś daleko na krańcach północnej Norwegii. Czy zdaje sobie sprawę co ją tam czeka? Jak w takim miejscu wygląda praca lekarki, z czym będzie musiała się zmierzyć i co ją zachwyci?
Książka jest opowieścią autorki o samej sobie. O tym, że kiedy zdecydowała się wyruszyć w dalekie strony swojego kraju nie przypuszczała jak bardzo inaczej tam będzie. W miejscu gdzie na kilometr kwadratowy przypada pół człowieka. Gdzie temperatury zimą przekraczają minus 30 stopni Celsjusza i tylko korzystając z naturalnych wyrobów można tę zimę przetrwać.
To historia o tym jak na przestrzeni jednego pełnego roku, bohaterka zmieniła podejście do życia, do pacjentów i do postrzegania świata.
Bardzo osobista, bazowana na własnym doświadczeniu autorki, powieść o tym jak człowiek potrafi się przystosować do danych warunków, jak inaczej odbiera rzeczywistość i jak spokojniej może żyć będąc w pełni szczęśliwym. O poczuciu bezradności wobec nieuniknionego i pogodzeniu się z losem. Było też kilka historii przy których można się pośmiać, ale nie zabrakło i tych smutnych.
Bardzo polecam przeczytać , chodźby po to aby poznać inny świat od tego znanego nam na codzień.
??
Ingvild, młoda lekarka z Oslo, pragnie zmienić coś w swoim życiu i postanawia przepracować pół roku w odległym Karasjoku na północy Norwegii. Kobieta chce uciec od wielkomiejskiego gwaru stolicy i bezosobowej pędzącej machiny, jaką wydaje jej się być tamtejsza ochrona zdrowia. Chce nieco zwolnić, poświęcać pacjentom więcej czasu, by móc zobaczyć w nich po prostu ludzi, a nie uszkodzone przedmioty do naprawienia pod presją czasu.
??
,,Lekarka z tundry. Opowieść z krańców Norwegii" to ciekawie napisane wspomnienia kobiety, która postanawia wyjść poza swoją strefę komfortu w poszukiwaniu szczęścia i satysfakcji z wykonywanego zawodu.
Czytelnik może przyjrzeć się codzienności Ingvild, jej kontaktom z pacjentami i próbom odnalezienia się w nowym środowisku. Na naszych oczach dokonuje się naprawdę ciekawa przemiana bohaterki, a to wszystko rozgrywa się w malowniczej scenerii pięknej, surowej Norwegii.
Na pochwałę zasługuje też wspaniała okładka z hipnotyzującym efektem zorzy polarnej, od której trudno oderwać wzrok!
Myślę, że będzie to idealna lektura dla osób, które lubią wątki medyczne, ale też dla tych, którzy szukają wyciszenia i chwili refleksji z książką.
??
[współpraca reklamowa z @wydawnictworelacja]
,,Lekarka z tundry" to jedna z tych książek, które wciągają nie tyle dynamiczną akcją, co spokojnym, szczerym i niezwykle ludzkim tonem. Ingvild Holtan-Hartwig zabiera nas na daleką północ Norwegii -- do świata, gdzie zima potrafi trwać wieczność, ludzie mówią niewiele, a natura rządzi się własnymi, bezkompromisowymi prawami. W tym surowym, ale pięknym krajobrazie młoda lekarka podejmuje się pracy, która szybko staje się czymś znacznie więcej niż tylko zawodowym wyzwaniem.
To opowieść o zderzeniu dwóch światów -- nowoczesnej medycyny i tradycyjnej, zamkniętej społeczności. Autorka z dużą dozą pokory opisuje swoje początki w nowym miejscu, nie ukrywając trudności, nieporozumień, a czasem wręcz poczucia zagubienia. Ale właśnie dzięki tej szczerości książka zyskuje autentyczność.
Z każdą kolejną stroną obserwujemy, jak bohaterka coraz bardziej otwiera się na otoczenie -- zaczyna rozumieć nie tylko symptomy chorób, ale też to, co niewypowiedziane: samotność, lęk, dziedziczone traumy czy siłę ciszy. Uczy się słuchać ludzi i ich historii, często zawartych między słowami, w spojrzeniu czy geście.
,,Lekarka z tundry" to hołd dla prostego, codziennego życia -- tego, które nie trafia na pierwsze strony gazet, ale które ma w sobie ogromną wartość. To opowieść o relacjach z pacjentami, współpracownikami, z samą sobą i z miejscem, które -- choć odległe i obce -- staje się bliskie.
To książka pełna empatii i ciepła, a jednocześnie trafia prosto w serce. Po lekturze zostaje w nas coś ważnego -- może to większa uważność na drugiego człowieka, może tęsknota za spokojem, który bije z pustki tundry.
Zdecydowanie warto sięgnąć -- nie tylko dla ciekawej historii, ale i dla chwili zatrzymania się w codziennym pędzie.
Przeczytane:2025-11-02,
„Lekarka z tundry” to jedna z tych książek, które przyciągają wzrok już samą okładką. Nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Przyznaję, że spodziewałam się opowieści pełnej faktów, wspomnień i autentycznych doświadczeń autorki. Tymczasem trafiłam na coś zupełnie innego – przyjemną historię, która pozytywnie mnie zaskoczyła.
Główna bohaterka, młoda lekarka z Oslo, podejmuje odważny krok: porzuca wielkomiejską rutynę i wyjeżdża na rok do niewielkiej miejscowości na dalekiej północy Norwegii. Ma to być jedynie zawodowa przygoda, egzotyczna przerwa w życiu pełnym obowiązków i dyżurów. Szybko jednak okazuje się, że ta podróż staje się dla niej czymś znacznie głębszym – duchowym doświadczeniem, które zmienia jej spojrzenie na medycynę, ludzi i samą siebie.
„Lekarka z tundry” to książka, która zabrała mnie tam, gdzie kończą się drogi – w sam środek bezkresnej, surowej tundry. To opowieść o ludziach, naturze i codzienności w miejscu, które dla większości z nas jest jedynie odległą plamką na mapie. A jednak podczas lektury to miejsce staje się zaskakująco bliskie, jakby znajome.
Ingvild Holtan-Hartwig, norweska lekarka i autorka, stworzyła historię, w której w wyjątkowo lekki sposób połączyła literaturę obyczajową, podróżniczą i autobiograficzną. W efekcie powstała opowieść ciepła, mądra i pełna humoru – idealna do czytania wieczorem pod kocem, z kubkiem herbaty w dłoni.
Autorka w piękny sposób oddaje klimat północnej Norwegii. Kiedy opisuje tundrę, niekończące się noce, lodowate wiatry i tańczącą na niebie zorzę polarną, naprawdę można poczuć chłód na skórze i ciszę, która aż dzwoni w uszach. A jednocześnie w tej książce nie brakuje ciepła i uśmiechu – codzienne sytuacje, językowe gafy, zabawne spotkania z pacjentami… to wszystko sprawia, że czujemy się jak goście w małej, pełnej życia społeczności.
Najbardziej poruszyło mnie jednak to, jak mocno w centrum tej historii stoi człowiek. Holtan-Hartwig z ogromną empatią pisze o mieszkańcach północy – prostych, ale niesamowicie mądrych ludziach, którzy uczą bohaterkę cierpliwości, pokory i uważności. Z każdą rozmową, z każdą wizytą domową coraz bardziej widać, że medycyna to nie tylko wiedza o ciele, lecz także sztuka słuchania i rozumienia ludzkich historii. Czasem warto po prostu się zatrzymać, wsłuchać w ciszę i docenić to, co mamy tu i teraz.
Styl Holtan-Hartwig jest prosty, ale pięknie wyważony, dzięki czemu „Lekarka z tundry” to lektura, która odpręża, wzrusza i naprawdę zostaje w sercu. Idealna na długie jesienne wieczory, kiedy potrzebujemy historii, które przynoszą spokój.
„Lekarka z tundry” to książka, która mnie absolutnie oczarowała. Nie jest długa, czyta się ją lekko, niemal jednym tchem, a jednak pozostaje w sercu – przynosi spokój, czułość i refleksję. Z jednej strony jest zabawna i pełna ciepła, z drugiej – mądra i poruszająca, skłaniająca do refleksji nad własnym życiem: nad tym, gdzie się znajdujemy i czego tak naprawdę szukamy. Po lekturze trudno oprzeć się marzeniu, by choć na chwilę rzucić wszystko i pojechać tam, gdzie kończy się mapa – do miejsca, w którym cisza mówi więcej niż słowa, a człowiek może naprawdę usłyszeć samego siebie.