Objawy: skłonność do wzruszeń byle czym, poczucie, że wszystko jest trochę anachroniczne, wysyłanie życzeń dalekim krewnym, tkliwość na widok wyrastających spod chodnika źdźbeł trawy, ględzenie i zapominanie, wspominanie i kolekcjonowanie sumy dobra, dokarmianie ptaków i wynoszenie resztek jedzenia na kompost z nadzieją, że jakieś małe zwierzę je zje.
Rozmarudzenie pomieszane z troską o siebie, traktowanie siebie z nową ostrożnością i powagą uznałam za pierwszy objaw starości Katarzyna Sobczuk tropi symptomy powolnej zmiany, oznaki starości, przygląda się wiekowi średniemu, a także tej dziwnej pułapce, gdy jednocześnie jest się dzieckiem starzejących się rodziców oraz coraz starszym rodzicem dziecka.
Jak wybaczyć ojcu starzenie się? A jak samemu nie wpaść w pułapkę starczych nawyków?
Nic jeszcze nie wiem o prawdziwej starości, ale mam o niej pewne wyobrażenie. Wczoraj zjadłam zupę, opłukałam talerz i położyłam na niego drugie (krokieta). Wtedy poczułam, że mogę jednak coś napisać coś już wiem.
"Mała empiria" to esej uczestniczący o wczesnej starości i zagadce rodzicielstwa. Nie ma tu jednak perspektywy psychologicznej ani naturalistycznego skupienia, to rejestr małych, codziennych epifanii.
Wydawnictwo: Dowody
Data wydania: 2024-11-28
Kategoria: Publicystyka
ISBN:
Liczba stron: 240
Język oryginału: polski
Niezwykła, wręcz minimalistyczna książka o starości. Mając w domu rodziców osiemdziesięcioletnich czułam tę prozę całą sobą, sporo rzeczy zrozumiałam, wiele znam z autopsji.
Przeczytane:2026-03-28, Ocena: 3, Przeczytałam, 2026,
Sięgając po ,,Małą empirię", spodziewałam się eseju o doświadczeniu ,,wieku środka", który pokaże ten etap życia w całej jego złożoności. Niestety książka nie wzbudziła mojego zachwytu. Odebrałam ją przede wszystkim jako bardzo pesymistyczną refleksję nad starzeniem się. Autorka uważnie obserwuje codzienność, ale w jej interpretacji niemal wszystko prowadzi do jednego wniosku: życie nieuchronnie zmierza ku utracie, rozczarowaniu i śmierci. Zamiast dostrzec w ,,wieku środka" moment dojrzałości, równowagi czy pewnej wolności, widzi głównie zapowiedź starości.
A przecież autorka znajduje się dopiero w połowie życia. Jeśli przyjąć, że prawdziwa starość zaczyna się znacznie później, ma przed sobą jeszcze dwadzieścia czy trzydzieści lat aktywnego, intensywnego życia. Tymczasem zamiast korzystać z tego czasu i cieszyć się nim, zdaje się przeżywać go głównie jako zapowiedź końca. Trudno oprzeć się wrażeniu, że sposób myślenia autorki jest już teraz naznaczony starością - nie biologiczną, lecz mentalną. Pojawia się więc pytanie: skoro już teraz dominuje w nim tak silna melancholia, to jak będzie wyglądała jej perspektywa później?
Oczywiście można powiedzieć, że ,,Mała empiria" jest po prostu osobistą refleksją. I w tym sensie trudno mieć pretensje do autorki o jej własne emocje czy sposób przeżywania świata. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy jednostkowe doświadczenie zaczyna być przedstawiane jako coś powszechnego. W książce często pojawiają się uogólnienia dotyczące ludzkiego losu, relacji rodzinnych czy doświadczenia starzenia się. Dla mnie te uogólnienia są nieuprawnione - wynikają raczej z indywidualnej wrażliwości autorki niż z rzeczywistego obrazu życia.
Coraz bardziej męczy mnie dominacja tego typu literatury w polskim obiegu krytycznym. Brakuje mi literatury, która pokazuje życie nie tylko w perspektywie utraty i przemijania, ale także energii, ciekawości świata i zwyczajnej radości istnienia.