Miedziaki

Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2019-10-31
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-8125-614-8
Liczba stron: 288
Tytuł oryginału: The nickel boys
Tłumaczenie: Robert Sudół

Ocena: 5.11 (9 głosów)

Wstrząsająca opowieść o przyjaźni dwóch chłopców – naiwnego idealisty oraz cynika – skazanych na pobyt w okrutnym zakładzie poprawczym na Florydzie w czasach segregacji rasowej zainspirowana historią prawdziwej instytucji karnej dla młodzieży, która działała na południu Ameryki przez ponad sto lat.

HISTORIA, KTÓREJ NIKT WCZEŚNIEJ NIE OPOWIEDZIAŁ…

Najnowsza powieść laureata Nagrody Pulitzera i National Book Award, autora bestsellerowej „Kolei podziemniej”.

Colson Whitehead, z właściwym sobie geniuszem, podejmuje kolejny dramatyczny wątek z historii Ameryki.

Tym razem akcja rozgrywa się na Florydzie w latach 60. XX wieku, kiedy to nasilił się ruch walki o równouprawnienie czarnych Amerykanów, a fabuła koncentruje się na losach dwóch chłopców skazanych na pobyt w poprawczaku.

Gdy idee ruchu na rzecz praw obywatelskich docierają wreszcie do Frenchtown, czarnej dzielnicy Tallahassee, Elwood Curtis postanawia wziąć sobie do serca słowa dr. Martina Luthera Kinga i nabiera przekonania, że jest „równie dobry, jak każdy inny”. Choć rodzice go porzucili, jego babcia dba, by trzymał się z dala od kłopotów, Elwood jest więc na dobrej drodze, by dostać się do lokalnego college’u dla Czarnych.

Ale dla czarnoskórego chłopca, żyjącego we wczesnych latach 60. XX wieku na amerykańskim południu, w którym stosunki społeczne wciąż regulują prawa Jima Crowa, niewinny błąd może przekreślić nadzieje na świetlaną, a nawet jakąkolwiek, przyszłość. Elwood zostaje skazany na pobyt w poprawczaku, nazywanym Miedziakiem, którego misją jest „fizyczne, intelektualne i moralne” kształtowanie młodocianych przestępców, tak żeby pod ich pieczą wyrośli na „uczciwe i honorowe” jednostki.

W rzeczywistości instytucja okazuje się miejscem kaźni i wyzysku, piekłem, w którym sadystyczna kadra bije i wykorzystuje seksualnie podopiecznych, korupcja i kradzieże są powszechne, a każdy chłopiec, który odważy się na opór przepadnie bez wieści.

Ten zakład poprawczy na Florydzie istniał naprawdę – przez sto jedenaście lat przewinęły się przez niego tysiące podopiecznych, których bezlitośnie katowano, poniżono i łamano.

Prawa Jima Crowa: regulacje prawne wprowadzone po zakończeniu wojny secesyjnej na szczeblu stanowym i lokalnym głównie w południowych stanach USA, mające na celu utrzymanie i pogłębienie segregacji rasowej. Na Florydzie zasada głosząca, że czarni i biali nie mogą uczyć się razem była wyjątkowo restrykcyjnie przestrzegana. Stwarzało to pole do niewyobrażalnych wręcz nadużyć.

Tagi: literatura piękna

Kup książkę Miedziaki

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Miedziaki

W którymś momencie życia powinniśmy nauczyć się, jak odróżniać dobro od zła. Wśród tych wszystkich umiejętności, których uczymy się przez całe życie, właśnie to jest jeden z najważniejszych aspektów naszej edukacji. Wszyscy wiemy, że świat nie jest czarno-biały, więc w ogóle zdefiniowanie dobra czy zła jest tylko próbą pokategoryzowania go. Nie zmienia to faktu, że są czyny, które są po prostu złe i nie ma tu żadnej dyskusji. Można zadać pytanie, z czego konkretnie wynikają, dlaczego to właśnie one są złe. Jeśli nawet znaleźlibyśmy tak konkretną odpowiedź jak dowód matematyczny, to nic ona by nam nie dała. Trzeba się udać do samych podstaw i zadać pytanie ogólniejsze, większej rangi – skąd bierze się nienawiść i brak tolerancji?

Elwood jest czarnoskórym dzieckiem, które wykazuje się niesamowitą pracowitością, poświęceniem i wytrwałością. Temu wszystkiemu towarzyszy pogodny uśmiech, dobro, oddanie swoim ideom i inteligencja. Podsumowując – Elwood jest kochanym dzieckiem, które ma przed sobą wspaniałą przyszłość wybrukowaną przez jego własne cnoty. Mijają lata i Elwood dostaje propozycję nauki na politechnice. Jest zaszczycony i podekscytowany nową drogą edukacji. Pierwszego dnia z radością maszeruje na uniwersytet, ale ma szczęście, bo łapie autostopa. Wtedy jeszcze nie wie, że zwykły fart zaprowadzi go do owianego złą sławą poprawczaka – Miedziaka. Jak tam trafia? To opowiada książka, ale myślę, że i tak już wszyscy domyśliliśmy się, że odpowiedź jest jedna – kolor skóry.

O "Miedziakach" słyszałam wiele pozytywnych opinii i jest to bodajże druga książka w mojej historii, którą świadomie czytam między innymi ze względu na nagrodę Pulitzera. Bardzo ceniona nagroda w świecie literackim, na którą zwykle nie zwracam uwagi. I teraz po przeczytaniu "Miedziaków" postanowiłam przyjrzeć się baczniej nagradzanym powieściom, by sprawdzić, czy to zwykły przypadek, że ta książka zmieniła moje postrzeganie na świat, czy może tendencja w historii tej nagrody. W tej chwili nie ma to znaczenia, ponieważ liczą się tylko "Miedziaki", które wstrząsnęły mną dogłębnie i zostawiły wypalony ślad w mojej duszy, bym nigdy nie zapomniała, co ta historia niosła ze sobą.

Cała książka jest napisana w bardzo dopracowany sposób, dzięki któremu powoli czytelnik może poznać historię Elwooda i pozornie przyjemnie dostrzegać, jak wygląda nasz świat. Autor wykorzystał zabieg, który uwielbiam, ale uważam też za wybitnie trudny – skoki czasowe. Mamy główną linię fabularną, jednak czasami przenosimy się do innych czasów, by móc zajrzeć w nieznaną nam przyszłość. Początkowo wydawało mi się to po prostu ciekawe, ale z czasem zrozumiałam, że to klucz do zrozumienia całej opowieści, a raczej jej poczucia. Bo tu nie ma, co rozumieć, tu trzeba czuć.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi fakt, że zdradziłam w opisie trochę fabuły. Zwykle staram się tego nie robić, ale uważam to za tak istotny aspekt całej książki, że nie wyobrażam sobie pisania recenzji bez tej podstawy. Dla mnie jest to właśnie powieść, gdzie trzeba wiedzieć przed, jak wielkim wyzwaniem stajemy. A tutaj tematyka – przez wielu uważana już za oklepaną – jest niezmiernie trudna i wybitnie ważna. Oczywiście mowa tutaj o rasizmie. Bez wątpienia jako ludzkość robimy postępy, lecz chyba wszyscy się zgodzimy, że one są zbyt wolne, że czas, który mija, byśmy wreszcie zrozumieli, że kolor skóry w żaden sposób się nie liczy, rani zbyt wielu i przede wszystkim zadali sobie kolejne z wielkich pytań – jak w ogóle doszło do rasizmu i tak nieuzasadnionego okrucieństwa w historii człowieka?

Historia Elwooda oddziałuje na mnie w sposób, którego długo nie zapomnę, jeśli w ogóle do tego dojdzie. Gdy czytałam, miałam wrażenie, że po prostu poznaję losy zwykłego, czarnoskórego chłopca, którego co jakiś czas ktoś obrazi. Oburzałam się wtedy, bo to po prostu niesprawiedliwe, nieuzasadnione i podłe. Dopiero kiedy skończyłam czytać powieść, zrozumiałam, że tu nie wystarczy się oburzyć, że jedno niechlubne wydarzenie dodane do drugiego i jeszcze kolejnego stwarza historię rasizmu i braku tolerancji. A to wszystko okupione biernością ludzi, którzy wiedzą.

Ale przecież to nie koniec trudnej tematyki – przed nami poprawczak, który ma właśnie chwalebne zadanie resocjalizacji... Napisane tylko na papierze. Tymczasem łamie wszelkie człowieczeństwo w młodych chłopcach, którzy popełnili w życiu jakiś błąd albo po prostu się urodzili. Na początku pisałam o tym, że świat nie jest czarno-biały, ale są czyny, które nie mają żadnego wybaczenia. Miedziak ukazuje właśnie tę zależność. Opisuje życia osób, gdzie splot zdarzeń i cierpień doprowadza dobrych ludzi do złych czynów, które można, a nawet trzeba wybaczyć. Zarazem pokazuje też niczym nieuzasadnioną nienawiść przejawiającą się w brutalności i okrucieństwie. Mój wniosek jest tylko jeden – nie można nikogo oceniać, ale są czyny, przy których nie można milczeć.

Jedyną wadą książki, którą zauważyłam, jest niezbyt dokładna kreacja bohaterów. Samego Elwooda to nie dotyczy, bo nie ma wątpliwości, że autor poświęcił mu wiele uwagi. Jednak niektórzy z chłopców mogliby zostać lepiej skonstruowani, byśmy jako czytelnicy widzieli dogłębniej ich perspektywę, a nie opierali się tylko na analogii opowieści głównego bohatera. Mimo to z czystym sumieniem wybaczam to pisarzowi, ponieważ Elwood jest postacią dogłębnie przemyślaną. Poznajemy jego historię od najmłodszych lat, by później obserwować jego poczynania w Miedziaku. Miałam wrażenie, że ten chłopiec jest dobrze mi znany od wielu lat, a ja jestem gotowa na wielkie poświęcenia, by mógł być szczęśliwy.

Po raz pierwszy, odkąd piszę dla Was recenzje, boję się, że nie uda mi się przekazać Wam, czemu ta powieść jest tak bardzo ważna, czemu powinniście ją przeczytać i w jak wielkim stopniu wpłynęła na moje życie. "Miedziaki" nie są kolejną moralizującą powieścią o rasizmie. One sprawiały, że moje postrzeganie świata rozpadło się na kawałki. Jak każdy człowiek mam swoje własne uprzedzenia, lecz nigdy nie dotyczyły one pochodzenia. Mimo to jestem wstrząśnięta tym, co przeczytałam i tym co poczułam. Po prostu nie jestem w stanie po przeczytaniu tej książki wziąć się w garść. Moje istnienie cały czas pozostaje na kartach historii opowiadającej o kochanym chłopcu, który tak bardzo pragnie być dobrym człowiekiem. Na koniec powiem jedno – weźmy z niego przykład.

Link do opinii

Książka pięknie odwzorowuje obecną sytuację na świecie zwiazaną z brakiem tolerancji dla osób czarnoskórych. Opowieść naprawdę inspirująca i dająca do myślenia.

Link do opinii

Dobrze się uczył, a po lekcjach pracował i odkładał pieniądze, by otrzymać miejsce w college’u dla kolorowych. Jedna błędna decyzja sprawiła, że zamiast do wybranej szkoły, trafił do poprawczaka. A raczej miejsca, na pobyt, w którym nikt sobie nie zasłużył.

Choć nie miałam wcześniej przyjemności spotkać się z twórczością Colsona Whiteheada, to wybór tematu jego nowej powieści zainteresował mnie na tyle, że sięgnęłam po nią z dużą ciekawością i niecierpliwością. Fabuła obiecywała trudną i ważną tematykę, poruszanie się wokół ponadczasowych i aktualnych problemów oraz emocje związane z rozwinięciem tematu. Tego się spodziewałam i właśnie to otrzymałam.

Już pierwsze strony książki utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie będzie to lektura lekka i przyjemna. Choć krótka to wyraźnie dająca co myślenia i skupiająca się na kwestiach, które niezależnie od tego, ile razy nie byłyby omawiane, zawsze poruszają. „Miedziaki” uderzają w czytelnika tym mocniej, że akcja powieści osadzona została w miejscu, jakie rzeczywiście istniało. Książkowy zakład poprawczy przez ponad 100 lat był miejscem poniżenia i krzywdy wielu chłopców, szczególnie tych czarnoskórych.

Temat segregacji rasowej to jeden z tych, o których napisano już sporo, a które jednak zawsze pozostawiają autorowi szereg możliwości. Nie da się jednak ukryć, że sięgając po niego, podnosi on sobie poprzeczkę bardzo wysoko i wystawia się na ryzyko związane z nieuzyskaniem czytelniczej aprobaty. Ani przez chwilę nie przeszło mi jednak przez głowę, że mogłabym do czegokolwiek się w tej powieści przyczepić. Jeśli temat omawiany przez autora jest interesujący i istotny, to chętnie się w nim zagłębiam, niezależenie od tego, ile podobnych publikacji już powstało.

Tym, co szczególnie spodobało mi się w tej książce, jest szczerość i autentyczność przekazu. Whitehead podchodzi do opisywanych spraw rzeczowo i z wielką naturalnością opowiada o bolesnych i krzywdzących kwestiach, o których wielu wolałoby zapomnieć. Wyciąga na światło dzienne to, co naprawdę ważne. Skłania do refleksji, zmusza do zajęcia stanowiska, ale również przypomina i uświadamia. A może nawet nieco motywuje, by docenić to, co się posiada i w jakim miejscu się jest?

„Miedziaki” to powieść angażująca i niepozwalająca o sobie zapomnieć. To jedna z tych powieści, których niepozorna wielkość zaskakuje poruszaną tematyką. Najlepszy dowód na to, że książka nie musi być długa, czy skomplikowana, by dotrzeć do serca czytelnika. Nowa książka Whiteheada to dość krótki, ale konieczny przekrój przez historię Ameryki ubiegłego wieku. Wskazanie tego, co było nie tak i ukazanie zachodzących zmian, ale także towarzyszące temu nastroje społeczeństwa i emocje ludzi.

A to wszystko w osobie rezolutnego i bystrego, choć niesłusznie skazanego i nieco zagubionego chłopca, który potrafi czytelnika zaskoczyć. Kreacja postaci sprawia, że lektura, choć przykra, upływa przyjemniej. W tym bohaterze udało się autorowi zawrzeć to, co niezbędne.

„Miedziaki” to książka, którą można przeczytać jednego dnia, choć pośpiech nie wydaje się w tym przypadku dobrym doradcą. Ja cieszyłam się lekturą przez kilka dni, poświęcając jej sporo przemyśleń. Jeśli i Wy jesteście gotowi na taką tematykę, to serdecznie Wam tę powieść polecam.    

Link do opinii

Kiedy na początku lata zabrałem się za nadrabianie zaległości czytelniczych, gdzieś na szczycie jednego ze stosów leżała, czerwieniąc się na znak wściekłości tak długiego oczekiwania, powieść Colsona Whiteheada Kolej podziemna. Kiedy dwa lata wcześniej książka miała swoją premierę w Polsce, po zdobyciu Nagrody Pulitzera i National Book Award, we wszystkich czasopismach literackich i nie tylko dzieło Whiteheada zbierało świetne recenzje. Na fali ogólnego zachwytu nad powieścią także ją kupiłem, po czym odłożyłem na kupkę “do przeczytania w pierwszej kolejności”. Kolej na Kolej podziemną przyszła z opóźnieniem godnym PKP, ale trzeba przyznać, że laury dla Whiteheada były jak najbardziej zasłużone, gdyż książka zadziwiała konceptem, jej temat był i jest ważny, został dobrze zrealizowany, a wizja świata wydawała się spójna i mocno oddziaływała na czytelnika. Gdy usłyszałem o nowej powieści amerykańskiego pisarza, który wg tygodnika “Time” jest jedną ze stu najbardziej wpływowych osób na świecie, musiałem ją przeczytać.


Lata 60. XX wieku, akcja zawiązuje się w Tallahassee na Florydzie, gdzie nastoletni Elwood Curtis stara się, jak może, by odebrać dobre wykształcenie, pracując jednocześnie w sklepie jako subiekt, by zarobić na wymarzone studia. Chłopak jest ambitny, pracowity i uczciwy, chętnie pomaga swojej babci, która go wychowuje i unika złego towarzystwa i kłopotów. Chociaż życie go nie rozpieszcza, to Elwood ma jasno wyznaczony cel, w kierunku którego podąża. Wygląda na opowieść o złotym chłopcu, który przezwycięża wszystkie przeciwności, by osiągnąć szczęście? Może i tak właśnie by było, gdyby nie jeden szkopuł - Elwood popełnił największy grzech, jaki mógł popełnić człowiek w Stanach Zjednoczonych w tamtym czasie, zwłaszcza na południu. Elwood był czarny.


W Miedziakach Whitehead opisuje rzeczywistość zakładu poprawczego dla młodocianych mężczyzn, wzorowanego na prawdziwej amerykańskiej placówce. Elwood został niesłusznie oskarżony i z uwagi na kolor skóry dostał wyrok skazujący go na pobyt w ośrodku wychowawczym, nazywanym od nazwiska założyciela Miedziakiem (nickel to w USA pięciocentówka). Chłopak jest zaskoczony tym, że większość osadzonych-uczniów nie przypomina zwyrodnialców ani degeneratów, tylko zagubionych chłopców pozbawionych rodzin. Elwood daje się zwieść pierwszemu wrażeniu, sądząc, że Miedziak nie jest wcale strasznym miejscem, a raczej szkołą i miejscem resocjalizacji. Szybko jednak jego złudzenia zostają rozwiane, a wychowawcy pokazują swoją okrutną naturę. Placówka to istne piekło na ziemi, w którym nastolatkowie są bici, pozbawiani godności i molestowani. Nie ma tu żadnego planu wychowawczego, chodzi tylko o wyniszczenie młodych ludzi, którzy i bez pobytu w Miedziaku nie mieli w życiu z górki.

 


Fabuła Miedziaków od pierwszej do ostatniej strony krąży wokół rasizmu i okrucieństwa; sceny rozmów Elwooda z innymi wychowankami przeplatane są maltretowaniem i gwałtami, zarówno tymi widzianymi lub słyszanymi, jak i tym w domyśle. Tajemnicą poliszynela jest istnienie cmentarza dla tych, którzy nie potrafili lub nie chcieli się podporządkować. W trakcie czytania przestają już dziwić elementy znane z prozy więziennej. Whitehead przedstawia świat ustawiony przez dorosłych białych mężczyzn, pełen brutalności i niesprawiedliwości, a pozbawiony wartości będących częścią człowieczeństwa. Młodzi wychowankowie Miedziaka często do niego wracają, ale nie dlatego, że chcą, tylko z powodu braku przystosowania do normalnego środowiska. Wszyscy ci chłopcy w trakcie swojego pobytu stają się miedziakami, nic niewartymi pięciocentówkami, po które mało kto schyliłby się, by podnieść z ziemi.


Colson Whitehead opisuje wydarzenia bardzo na chłodno, nie daje się ponieść emocjom w narracji i formie, która przywodzi na myśl reportaż, na co wielu recenzentów zwracało uwagę. Miedziaki na pewno nie są z czysto literackiego punktu widzenia tak ciekawe jak Kolej podziemna, jednak temat powieści oraz jego realizacja nie pozwalają przejść obok niej obojętnie. Największym mankamentem książki wydaje mi się główny bohater, który prezentuje się nijako, zwłaszcza na tle wyrazistych postaci drugiego planu. Czasami wydaje się, że Elwood jest zbyt płaski, zbyt czysty, by mógł być prawdziwy, tak jakby nie był człowiekiem, tylko ideą. Choć Miedziaki są powieścią ważną, to chyba zbyt często narrator mówi głosem autora. Wracam na stację podziemnej kolei, a Miedziaki polecam tym, którzy szukają społecznie potrzebnej lektury.

Link do opinii

W swojej najnowszej powieści "Miedziaki" Wihitehead ponownie pisze o tej stronie historii Ameryki, która daleka jest do wizji kraju marzeń, przypomina raczej koszmar - pełen okrucieństwa.
"Miedziaki" są fikcją literacką, jak możemy przeczytać w Podziękowaniach, jednak inspiracją do ich napisania była sprawa Dozier School for Boys w stanie Floryda. Ośrodek z założenia był placówką "wychowawczą" jednak nie miał z nią nic wspólnego. Trafiający tam chłopcy byli bici, poniżani, molestowani, a kiedy próbowali się sprzeciwiać, stawiać opór, to przepadali bez wieści.
Tytułowe Miedziaki to wychowankowie właśnie tego ośrodka - zwanego Miedziakiem, z uwagi na nazwisko swojego patrona - Trevora Nickela.

 

"Nickel, pięciocentówka, nędzna jak miedziana moneta". 

 

Akcja toczy się w latach 60. XX wieku. Elwood Curtis - główny bohater powieści stoi u progu rozpoczęcia nauki na uniwersytecie dla kolorowych. Jednak jest w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwym czasie - system sprawiedliwości kierowany rasistowskimi pobudkami karze go za niepopełniony czyn i staje się jednym z wychowanków cieszącego się złą sławą ośrodka. Tam podziela los wszystkich osadzonych chłopców i nawiązuje znajomość z Turnerem. 


Książkę rozpoczyna prolog, który od razu uderza czytelnika falą okropieństw, jakie odbywały się na terenie "szkoły dla chłopców". Przechodzimy przez tajny cmentarz i odkrywamy ogrom makabry jaki fundowano wychowankom - dowiadujemy się co się działo z tymi, którzy odważyli się przeciwstawić krzywdzie.
Następnie poznamy losy Elwooda, poprzez kolejne części i rozdziały prześledzimy jak trafił do Miedziaka i co go tam spotkało, by przejść do zaskakującego zakończenia powieści.

 

Książka jest przesycona smutkiem i bólem. Krzywdą, niesprawiedliwością i opisami wielu kar cielesnych i upodlenia człowieka jakiego dopuszczano się w ośrodku, ale i poza jego murami. To nie czyny, a kolor skóry tworzyły z człowieka przestępcę. Nikt nie chciał słuchać, a wyrok był wydany już po aresztowaniu, a sama droga oficjalna przez tzw. wymiar sprawiedliwości, była jedynie formalnością.

 

Choć ośrodek przechodził różne kontrole, to żadna nigdy nic nie wykazała.
Elwood nie godził się na to, co tam się odbywało i stale próbował coś zrobić, mimo że był za to karany fizycznie. To jak chłopcy rozumieli pojęcie "lody" albo czym jest "biały dom" - jest po prostu straszne i nie sposób pojąć jak ktokolwiek, kiedykolwiek mógł na takie coś zezwalać.
Narracja stosowana przez Colsona Whiteheada, jest kompletnie pozbawiona emocji. To prawie reporterski zapis wydarzeń, które choć fikcyjne, mogły mieć miejsce, a niektóre były inspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Autor korzystał z historycznych źródeł i opisów wystosowanych przez byłych wychowanków ośrodka, które możemy przeczytać na stronie internetowej, którą podaje autor - http://officialwhitehouseboys.org/. Mi jednak nie udało się tej strony otworzyć... 
Często cytuje Martina Luthera Kinga. Elwood to symbol przeciwstawianiu się dyskryminacji, jakoby kolor skóry definiował kogokolwiek jako gorszego.


Temat, który według mnie należy znać i stale zgłębiać. Mówić o nim - by przeciwdziałać jakimkolwiek podziałom ludzi z uwagi na ich pochodzenie, kolor skóry, przekonania czy wyznanie.


Jednak styl wypowiedzi, jaki stosuje autor, nie jest stylem, w którym ja jako czytelnik się odnajduję. Książka jest bardzo nierówna i w wielu momentach, mimo tego o czym opowiada, jest bardzo nużąca. I to do tego stopnia, że się zamyślałam i nie wiedziałam, w którym momencie skończyłam czytać...

Myślę, że podzieli ona czytelników. I to wcale nie na dwie grupy, a na trzy. Jedni będą nią poruszeni, drudzy - właśnie z uwagi na styl wypowiedzi autora - zmęczeni, a trzeci, kiedy przeczytają ile nagród autor otrzymał - wpiszą się w grupę entuzjastów, bo takie książki wypada czytać.


Historię - segregacji rasowej i wynikających z niej konsekwencji przemocowych, nadal będę poznawać, bo chcę wiedzieć i chcę pamiętać do czego dopuściliśmy.
Czytanie - nawet o trudnych i bolesnych tematach, powinno mimo wszystko być przyjemne, a nie stawać się obowiązkiem.
Po "Kolej podziemną" raczej nie sięgnę, poszukam autora, który o niechlubnej historii Ameryki mówi w inny, bardziej odpowiadający mi sposób.

Link do opinii
Inne książki autora
Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki
Colson Whitehead0
Okładka ksiązki - Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

Cora jest niewolnicą w trzecim pokoleniu na plantacji bawełny w stanie Georgia. Jej życie nie jest łatwe, a będzie jeszcze gorzej, bo lada moment z dziecka...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Selfie z Toskanią
Monika B. Janowska;
Selfie z Toskanią
Ucieczka Sary H.
Paulina Wróbel;
Ucieczka Sary H.
Dom sekretów
Natalia Bieniek
Dom sekretów
Magiczne skrzypce
Izabella Klebańska
Magiczne skrzypce
Wizna
Jacek Komuda
Wizna
Zapach makadamii
Anna Wojtkowska-Witala
Zapach makadamii
Trzecia strona medalu
Dariusz Grochal
Trzecia strona medalu
Bezsenna
Lou Morgan
Bezsenna
Drogi Edwardzie
Ann Napolitano
Drogi Edwardzie
Pokaż wszystkie recenzje