reklama

Między światłem a ciemnością

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020-10-19
Kategoria: Dla młodzieży
ISBN: 978-83-8219-051-9
Liczba stron: 190
Język oryginału: polski

Ocena: 3 (1 głosów)

Kiedy kochasz naprawdę, nic nie jest niemożliwe.

Szesnastoletnia Julia dowiaduje się, że choruje na nowotwór. Diagnoza nie pozostawia żadnych złudzeń: zostało jej najwyżej pół roku życia. Dziewczyna, nie chcąc tracić czasu na pogrążanie się w rozpaczy, postanawia żyć każdą chwilą i cieszyć się towarzystwem najbliższych sobie ludzi. Wkrótce Julia przekona się, że śmierć wcale nie oznacza końca życia. Trafia do Jasności, którą zamieszkują dobre dusze. Jednak pobyt w raju zostaje nagle przerwany przez wiadomość, że jej ukochana właśnie została skazana na Ciemność. Jeśli Julia chce ją uratować, musi wyruszyć w niebezpieczną podróż i zmierzyć się z otaczającymi ją mrocznymi siłami…

Życie przemija za szybko. Nim się obejrzysz, stoi przed tobą kostucha z listem, w którym jest napisana data Twojej śmierci. Wtedy rozmyślasz, czy dokonałeś tego, co sobie w dzieciństwie wyznaczyłeś. Rachunek sumienia. Bieg po prawdziwe życie został zatrzymany. Witaj, śmierci? –pomyślała. Siedziała w długim korytarzu, czekając na ostateczny wyrok. Patrzyła na dyplomy wiszące na jasnozielonych ścianach, ich zdaniem było uspokojenie pacjenta. Ona nie była spokojna. Co jakiś czas zerkała na siedzącą obok mamę. Czuła rosnący w niej smutek i ból. Czas stał w miejscu. Nie mogła doczekać się, aż wywołają jej nazwisko. Chciała już usłyszeć: „Pani Julia Szeword”, wejść do gabinetu i poznać diagnozę.

Tagi: novae res między światłem a ciemnością Oliwia Więcek literatura młodzieżowa

Kup książkę Między światłem a ciemnością

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Między światłem a ciemnością

Avatar użytkownika - Elfik13Book
Elfik13Book
Przeczytane:2020-11-06, Ocena: 3, Przeczytałam, 26 książek 2020, Mam,

Nasze życie jest ulotne. Niesie ze sobą wiele wspaniałych chwil, które będziemy wspominać do końca naszych dni, ale niesie również ze sobą mnóstwo cierpienia i goryczy. To paradoks konieczny, niezmienny, który można akceptować w momentach szczęścia lub gdy dzień wygląda tak jak poprzednie. Jednak gdy już czas na smutek i nieoczekiwany zwrot akcji w naszym życiu, większość ludzi nie może w sobie odnaleźć tych pokładów akceptacji. A co zrobić w sytuacji, kiedy na papierku dostaniemy podpisany wykaz naszej śmierci z przybliżoną datą odejścia z tego świata? W tym momencie prawdopodobnie ktoś na świecie dowiaduje się, że ma raka, a rokowania są tragiczne. Nie brzmi to przerażająco? Nie wywołuje wspomnień, gdzie część z nas musiała być w tamtym momencie przy bliskiej osobie? 

Julka stanęła przed obliczem śmierci. Pół roku – tyle jej zostało i nieprzewidziane są żadne zmiany. Chyba że te negatywne. Przez ten czas musi załatwić dużo spraw, by móc odejść w spokoju i z poczuciem przeżycia szczęśliwego życia. To wyzwanie trudne, ale możliwe do wykonania. Trzeba zacząć od tego, co się ma, by iść dalej i spełniać swoje ostatnie marzenia. Tak też robi nastolatka, tylko jeszcze nie wie, że czeka ją coś więcej niż mogła kiedykolwiek planować. Dni mijają szybko, a czas się kończy. Czy aby na pewno? A co z obiecanym życiem pozagrobowym? 

Do samej książki przyciągnęła mnie przede wszystkim okładka. Zdaję sobie sprawę, że to dość próżne podejście, które nie powinno być stosowane przez weteranów czytelnictwa, ale sami doskonale wiecie, jak wygląda nasza rzeczywistość. Na szczęście mogę się obronić pomysłem, bo to on ostatecznie zadecydował, że zapragnęłam przeczytać tę powieść. Niesztampowy i łamiący cały schemat opowieści o przewlekłych chorobach. Jak można się nie oprzeć historii, gdzie jest coś dalej, gdzie możemy razem z bohaterem przejść koniec i wcale się nie zatrzymywać? Brnąć przez nieznane i wierzyć, że być może wyobraźnia nas uratuje? Czy to nie jest intrygujące?

Niestety tyle wychwalania na ten moment, ponieważ w kolejnym kroku ze smutkiem i żalem przyznaję, że cały warsztat pisarski autorki jest do poprawy. Teraz to dopiero brzmi przerażająco. Przede wszystkim na pierwszy ogień idą zdanie pojedyncze albo łączone wyłącznie spójnikiem "i". Perfekcyjnie się sprawdzają, gdy chcemy zbudować napięcie i przyśpieszyć akcję, jednak są niedopuszczalny jako całościowy styl. Prawie całe życie popełniam w pisaniu dokładnie ten sam błąd i doskonale wiem, jak ludzie to odbierają – wprowadza chaos i burzy całą językową płynność. W efekcie brakuje podstaw, a cała historia staje się tylko rozmazanym tłem... Uratować mogłyby to wyłącznie dialogi, które okazały się po prostu nienaturalne. Ale w tym zamęcie i otchłani błędów jest olbrzymi promyk nadziei w postaci poczucia, że winę za to ponosi zbyt szybkie wydanie książki. Czuję, że jeśli pisarka poświęciłaby jeszcze trochę czasu na ćwiczenia, to mogłaby być to naprawdę fantastyczna powieść. Może kolejna... 

Początek jest bardzo typowy, ale nie uważam tego za wadę – w końcu trudno jakoś inaczej poprowadzić tak często opisywany w literaturze wątek. Wraz z kolejnymi rozdziałami robiło się coraz ciekawiej. Tylko tutaj cały czas daje o sobie znać to niedopracowanie i w wielu miejscach niespójności. Brakowało logicznego poprowadzenia linii fabularnej i brakowało emocji. Sprawę ratowały tak bardzo lubiane przeze mnie refleksje. Było ich pełno, a ja z olbrzymią radością czerpałam wszystko, co się dało. 

Tematyka jest zarazem niezmiernie ważna, ale też mocna i wyjątkowo przygnębiająca. Trudno się czyta powieści, gdzie trzeba się pogodzić z tak wczesną i okrutną śmiercią szesnastolatki. To porusza i podejrzewam, że jest zbyt zgodne z prawdziwym życiem, by machnąć na to rękę i powiedzieć, że to przecież tylko wymyślona fabuła. Ta może i tak, ale niczym się nie różni od tego, co przeżywają na co dzień ludzie. "Między światłem a ciemnością" bierze na warsztat uczucia samej Julki, ale również jej bliskich. Podkreśla, że to olbrzymie cierpienie młodej osoby, ale za tym stoi też tragedia jej bliskich. 

Jeszcze warto spojrzeć na bohaterów, których jak na tak krótką pozycję, jest naprawdę wielu. Niestety razem z nimi idzie kolejny raz niedopracowanie. Brakowało widocznych cech i całego portretu psychologicznego. W samej Julce nie podobał mi się jej spokój. Było wiele opisów przedstawiających emocjonalne sceny, lecz one nadal pozostawały na płaszczyźnie słów, a nie prawdziwie odczuwalnych emocji. To był czyny, a żadnych odczuwalnych przeżyć wewnętrznych. Podobnie miałam z Izą, którą naprawdę polubiłam, ale jeśli miałabym wskazać za co, to nie miałabym najmniejszego pojęcia... 

"Między światłem a ciemnością" należy do powieści tak zwanym z potencjałem. Tutaj głównym czynnikiem, który nie pozwala na fajerwerki, jest niedopracowanie i jeszcze raz niedopracowanie. Niemniej na pewno była to ciekawa przygoda, a jeżeli pisarka zdecyduje się na napisanie kolejnej powieści, z olbrzymią ciekawością zajrzę do niej, żeby sprawdzić, czy rozwija swoje umiejętności. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - writeratpl
writeratpl
Przeczytane:,

Jaka jest różnica między światłem a ciemnością? Między jasną a ciemną stroną życia pośmiertelnego? Czym one się różnią i jak dostać się do jednej z nich?
O czym właściwie jest książka Między światłem a ciemnością? To historia o szesnastoletniej Julii, która dowiaduje się, że choruje na nowotwór. Żadna chemioterapia czy inne sposoby leczenia nie są w stanie powstrzymać choroby. W końcu dowiadujemy się, że po życiu jest… inne życie?

Życie po śmierci
Chyba nie ma osoby, która nie zastanawiałaby się: „co jest po śmierci?”. To jest coś niewytłumaczalnego i niepoznanego. Mówi się, że odkryliśmy niewielki procent życia w oceanie, a pozostałe organizmy to jedna wielka zagadka. Ale czy Bóg, niebo i piekło nie są jeszcze bardziej tajemnicze? Z logicznego punktu widzenia niemożliwe jest przewidzenie tego, co się z nami stanie, kiedy przyjdzie po nas śmierć.

Istnieje jednak wiele teorii. Razem ze spaleniem naszego ciała, spalona zostaje nasza dusza. Po prostu „byliśmy”. Nie „jesteśmy” i nie „będziemy”. To nasz koniec. Kolejna to reinkarnacja. Po śmierci trafiamy w nowe ciało, nie pamiętając o swoim poprzednim. Inna to teoria chrześcijańska, gdzie nasza dusza jest wieczna i jeśli byłeś dobrą osobą, pójdziesz do nieba. Piekło natomiast czeka na grzeszników.

Jeśli jesteście ciekawi, jaka teoria kryje się w książce Wszyscy patrzymy na ten sam księżyc, zajrzyjcie do niej.

Fabuła
Cała akcja rozpoczyna się od zapoznania czytelnika z główną bohaterką i jej rodzicami oraz największym wrogiem — rakiem. Pasożytem, który znajduje się w jej organizmie i za nic w świecie nie chce z niego wyjść. Ale co, jeśli napiszę, że jej lokatorem był Tomasz? Czy nie poczujecie się dziwnie? „Jak to, człowiek żyjący w czyimś organizmie?”. Tak, mnie też to zaciekawiło. I przyznam, że ten wątek był jednym z najciekawszych,

Jako że sama mam szesnaście lat, przyznam, że podziwiam Julię. Nie wyobrażam sobie teraz stanąć w progu drzwi do gabinetu lekarza i usłyszeć, że jestem śmiertelnie chora. Jednak ona się z tym pogodziła i poradziła sobie. Według mnie należy się szacunek dla tej postaci.

W książce poruszone zostały tematy także te bliżej znane nastolatkom. Czy nieraz spotkaliście się z sytuacją, że łatwiej komuś coś napisać niż powiedzieć w cztery oczy? Autorka świetnie pokazała, że to faktyczne zjawisko, tym bardziej, gdy chodzi o coś ważnego. Jednak właściwie dlaczego tak jest? Boimy się reakcji drugiej osoby? W internecie czujemy się pewniej?

Mamy także wątek homoseksualizmu. I to ciekawe posunięcie, bo temat, choć dla niektórych kontrowersyjny, jest ciekawy. Jednak zabrakło mi szerszego rozwinięcia, ponieważ gdyby autorka wykorzystała potencjał tego wątku, historia byłaby znacznie lepsza. Przyznajmy sobie szczerze, ludzie nie lubią obnosić się ze swoją seksualnością. Wolą żyć w samotności niż przyznać się, że „jestem lesbijką” czy „jestem transseksualna”. I tutaj tego potrzebowałam – jakichś głębszych rozmyślań na ten temat: „może moi przyjaciele mnie znienawidzą?”, „może moja rodzina się ode mnie odsunie?”. Żyjemy w takich czasach, gdzie inne orientacje seksualne są po prostu inne. Nie różne, nie nienaturalne. Inne.

Podsumowanie
Pozwolę tutaj sobie użyć młodzieżowego słówka „cringe„. Dlaczego? Cóż, niekiedy ten „cringe” odczuwałam, głównie podczas dialogów. Może to mnie tak zraziło? Słowem wytłumaczenia – niektóre teksty wydawały mi się nienaturalne, sztuczne. Papierowość i nuda sprawiły, że sama nie odczuwałam głębszych emocji, czytając tę pozycję.

Kolejnym minusem powieści była pędząca akcja. Poświęcenie jednej lub dwóch stron więcej dla opisania uczuć bohaterki mogłoby zmienić wszystko. Bylibyśmy w stanie poznać ją lepiej, dokładniej, bo oprócz tego, że miała dobre oceny i raczej była lubiana (chociaż miała kilku wrogów), nie wiemy o niej nic.

Chociaż książka Między światłem a ciemnością nie była najgorsza, nie jestem w stanie jej polecić. Wybór czy ją przeczytacie, czy nie, należy tylko i wyłącznie do Was. Choć historia sama w sobie miała potencjał, uważam, że temat był zbyt wymagający dla autorki, aby mogła ująć go dokładniej. Mimo wszystko jestem przekonana, że inne pozycje pisarki mogą być dobre i z pewnością po nie sięgnę.

Link do opinii