Milenka to dziewczyna, którą trudno zaszufladkować. Trochę po trzydziestce (ale naprawdę tylko trochę!), trochę za bardzo przejmująca się tym, co myślą inni, i trochę za często wpadająca w sytuacje, których nie da się przewidzieć... ani opanować. Jedno jest pewne - jej życie zdecydowanie nie należy do nudnych.
Na co dzień musi radzić sobie nie tylko z własnymi emocjami i nieustającym poszukiwaniem miłości, ale też z całkiem barwnym otoczeniem. Jest Bachor - siedmiolatka o niewyparzonym języku i zaskakującej przenikliwości. Jest ciotka Zofia Kruk - kobieta, która dawno przestała przejmować się konwenansami i z ogromnym apetytem korzysta z życia. No i jest Parys Antonio - pies z charakterem, który zdaje się mieć więcej godności niż niejeden człowiek.
,,Milaczek" to ciepła, pełna humoru opowieść o kobiecie, która - choć czasem się gubi, potyka i podejmuje decyzje, których sama do końca nie rozumie - wciąż idzie do przodu. Bo gdzieś pod tym całym chaosem kryje się ogromne serce i pragnienie, by być kochaną taką, jaka jest.
To historia o miłości - tej romantycznej, tej do siebie i tej, która pojawia się tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy. Lekka, zabawna i wzruszająca. Idealna na wieczór, kiedy chcesz się uśmiechnąć i na chwilę zapomnieć o całym świecie.
Wydawnictwo: Flow
Data wydania: 2026-05-20
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 320
Milenka była już niejednokrotnie zakochana. Zawsze na zabój, zawsze na poważnie. Jednak jej wybrankowie za bardzo w związek, na zawsze, brnąć nie chcieli. Aż któregoś dnia, ukochana ciocia, kobieta wulkan, korzystająca z życia pełnymi garściami, umawia siostrzenicę z dentystą, podobno przystojnym i w ogóle niczego sobie. Mężczyzna mieszka z młodszą siostrą, a ta żeruje na nim ile wlezie, oczywiście mydląc oczy naiwnemu braciszkowi. Czy coś z tego wyjdzie? Coś tam na pewno.
Zapomniałabym, a to wręcz czyn karygodny. Jest jeszcze Bachor, rezolutna siedmiolatka, Zuza, wychowywana przez ojca i przeprowadzająca swoje własne kwalifikacje na potencjalną macochę. To też dziewczynka o wielkim sercu dbająca o potrzeby starszych, a już "biednej" emerytki Zosi, zwłaszcza.
Nieźle się ubawiłam czytając tę powieść. Napisaną w roku 2008, wznowioną, w przepięknym wydaniu - zwłaszcza kolorowa okładka podbiła moje serce.
Opowiada o kobiecie,mówią,że już starej pannie, poszukującej miłości, będącej na wiecznej diecie, trochę ślepej na poczynania innych. Milenka, czy jak w tytule - Milaczek, bardzo chce kochać i kochaną być. Marzy o rodzinie, tęskni za kimś z kim mogłaby "konie kraść". Jednak kiedy w relacje wtrącają się inni - w osobie przyszłej teściowej zwłaszcza - nic dobrego z tego wyjść nie może.
Kończąc tę książkę miałam ochotę za naszym narodowym wieszczem powtórzyć:
"Tęskno mi Panie! "
Do gadu gadu, do Naszej Klasy, do czasów gdy komputer i telefon nie był centrum i pochłaniaczem czasu, do dni, które niby trwały tyle samo, a jednak były jakby dłuższe i do relacji międzyludzkich. Bardziej prawdziwych, bardziej teraz i bardziej - ludzkich.
To zaiste zabawna i odprężająca podróż w czasie.
Jest lekko, jest przyjemnie, jest śmiesznie, jest idealnie na lato. Jestem bardzo ciekawa dalszych perypetii Milaczka i kibicuje temu co się tam klaruje. Polecam!
Książka otrzymana w ramach współpracy recenzenckiej z wydawnictwem FLOW.
Poznajcie Milaczka, czyli Milenę.
Z co najmniej dwóch powodów jest jej smutno, a jeden (niedobór męża) jej zdaniem wynika z drugiego (nadmiar kilogramów).
Ale bez obaw, Milaczek ma bardzo otwartą na życie i jego uciechy ciotkę Zofię (lat 65, brak zahamowań, znaczne zasoby finansowe odziedziczone po zmarłym mężu), a ciotka, czuła na żale siostrzenicy, chętnie pomoże jej znaleźć faceta.
Ot, taki dentysta, co to podczas borowania żali się na brak swojej drugiej połówki pomarańczy, jabłka czy innego owocu...
No co może pójść nie tak, jakby ich zeswatać?
Dalej następuje karuzela przeróżnych wydarzeń, z których niektóre są pozytywne, inne zupełnie nie, a wszystkie w jakiś sposób się ze sobą łączą.
Milaczek bezustannie martwi się o wagę oraz uwagę narzeczonego, zaś Zofia nie martwi się niczym (choć też zaczyna się martwić sprawami sercowymi kiedy okazuje się, że serce to nie tylko uczucia, ale również kwestie kardiologiczne - niekoniecznie jej własne).
Do kompletu mamy jeszcze sąsiadkę Mili z parteru, siedmioletnią Zuzię zwaną Bachorem, ta bowiem również odegra pewną rolę w wydarzeniach... a nawet kilka ról, bo dziewczyna ma rozmach.
Książkę czyta się szybko, napisana jest dość lekko.
ALE.
Dopiero doszedłszy do posłowia dowiedziałam się, że "Milaczek" jest wznowieniem debiutu autorki.
I to wiele wyjaśniło. Wcześniej bowiem przeczytałam, że autorka ma na koncie kilkadziesiąt książek.
I dziwiło mnie, że mając taki dorobek z "Milaczka"... cóż, jaskrawo wyzierają kwestie charakterystyczne dla debiutów właśnie. Trochę nieskładna narracja. Pourywane sceny - bo powieść jest mocno fragmentaryczna - z których wiele można by usunąć bez uszczerbku dla fabuły (choćby szwendający się po wydarzeniach pies Parys Antonio właściwie niczego nie wnosi).
Nie ukrywam, że mam też wątpliwości natury moralnej. Jestem przekonana, że ładnych parę scen z tematyką około-? było zbędnych; nie, nie chodzi o sceny keksu jako takiego, chodzi o wzmianki i sugestie.
Mamy tu choćby aż dwie bohaterki, które nie mają nic przeciwko przygodnemu keksowi; wydaje mi się, że jak na jedną niezbyt grubą książkę dwie takie panie to co najmniej o jedną za dużo.
Mamy też kwestię alkoholu, do którego część bohaterów, w tym tytułowy Milaczek, podchodzi nader swobodnie. Zbyt swobodnie,
by mogło to być zdrowe tak dla nich jak i dla czytelniczek. Bo trochę tego alkoholu się przez strony książki przelało.
Biorę poprawkę na fakt, że czasy,
w których powieść pierwotnie została napisana, były nieco inne.
I że dla przyjętej konwencji (casus Bridget Jones, która walczy z nadwagą i szuka tego jedynego, pakując się w związek z gościem, który już w pierwszej rozmowie powiewa czerwonymi flagami, nie zauważając innego, znacznie sympatyczniejszego kandydata, którego ma tuż pod nosem) nieco swobody w obyczajach i pikantności jest zabiegiem celowym. I że to może się podobać, bawić, wreszcie - sprzedawać.
To tylko fikcja, komedia na dodatek, więc wielu osób na pewno nie będzie to w ogóle razić.
Jak dla mnie jednak było tego wszystkiego nieco za dużo.
Czy jednak bawiłam się źle przy "Milaczku"? Brońcie bogowie.
To była rozrywkowa, lekka i szybka lektura. W sam raz na poprawę humoru wieczorem po pracy, nawet jeśli parokrotnie się przy lekturze krzywiłam - no ale to ja, a o gustach się nie dyskutuje.
Dodatkowo na uwagę zasługuje nowe wydanie. Okładka narysowana jest wprawdzie w stylu, który nie każdemu się może spodoba, jednak wydanie
z barwionymi brzegami w stonowanej, fioletowo-różowej kolorystyce wydaje się doskonale pasować do konwencji i treści.
Jeśli więc lubicie lekkie powieści romantyczno-obyczajowe, siadajcie i czytajcie.
"Jestem w czarnej dupie". Słyszałaś to kiedyś? - Wiele razy? - No to wyobraź sobie. Przychodzę do ciebie i mówię, że jestem w czarnej dupie. Pewnie...
„Zamek z piasku” to powieść o miłości, małżeństwie, pragnieniu dziecka, samotności i pożądaniu. W tej kolejności. Młode małżeństwo, które...
Przeczytane:2026-06-24, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam,
Milena, zwana Milaczkiem, ma dwadzieścia kilka lat i marzy o wielkiej miłości. Chciałaby też mieć zgrabną figurę, ale gubienie zbędnych kilogramów nie jest łatwe (umówmy się, sporo z nas choć raz w życiu próbowało, więc wiemy, że to trudne).
Bachor, moja absolutna faworytka tej historii, nie lubi sukienek, kocha bojówki i koszulki rockowe. Prowadzi pamiętnik, w którym zapisuje, co Antoni Parys lubi jeść, oraz prowadzi listę bab ,,nie halo". Skrycie marzy, by mieć nową mamę i żeby tata przestał randkować z potencjalnymi mamusiami, które są nie halo.
Zofia Kruk to pełna energii i pomysłów ekscentryczna ciotka Milaczka (która usiłuje wyswatać siostrzenicę) oraz idolka Bachora. Postać genialna, jak dorosnę, chcę być taka jak ona.
Bachor postanawia, że Milaczek jest halo i ktoś musi coś z tym zrobić, by jej tato to zauważył. Chce pomóc ukochanej Zosieńce, by nie przymierała głodem na emeryturze.
Lekka i zabawna lektura, pozbawiona zbędnych opisów oraz nadmiernego analizowania wydarzeń. Historia pełna humoru, który jest subtelny i niewymuszony, co sprawia, że książkę czyta się z dużą przyjemnością.
To ciepła historia przypominająca, że życzliwość, miłość i wsparcie potrafią nadejść z zupełnie nieoczekiwanej strony. Książka pokazuje również, że przyjaźń nie daje się zamknąć w sztywnych ramach - czasem nazywa się Zofia Kruk, a czasem Bachor. Pełna optymizmu i pozytywnej energii książka zapewni wam rozrywkę po ciężkim dniu. Bardzo polecam!