Gdy powinność staje się początkiem pięknego trelu...
Węgierski król Albrecht umiera. Cała Europa zadaje sobie jedno pytanie - kto zostanie następcą?
Jednym z kandydatów na tron jest król polski, Władysław III, przez co na Węgry zostaje wysłane poselstwo. Nieszczęśliwie się składa, że to młody polski szlachcic, Feliks, zostaje wybrany do tej misji. Wyrwany z dotychczas sielankowego życia musi, wbrew swojej woli, wyruszyć w długą podróż. I to zimą. A nawet nie wie, czego właściwie dotyczy to niby-jego poselstwo.
Obca ziemia nie jest Feliksowi łaskawa. Wkrótce po przybyciu dostaje gorączki i zmuszony jest zostać dłużej. Cała ta wyprawa jawi mu się jako ciemna otchłań i jedynym, co ją rozświetla, są momenty spędzone z Piroską - córką właściciela ziemskiego, u którego się zatrzymał. Jej towarzystwo sprawia, że coś mu kołacze w piersi. A gdy dziewczyna się uśmiecha... takich odczuć jeszcze w swoim życiu nie doznał.
Książka urzeka lekkością stylu i autentycznym staropolskim klimatem, dzięki czemu historia wciąga już od pierwszych stron. Autorka z dużą wrażliwością opisuje nie tylko emocje bohaterów, ale też przemyślenia i wewnętrzne rozterki młodego Feliksa, subtelnie pokazując rodzące się między nim a Piroską uczucie. To opowieść, która łączy historyczne tło z poruszającą opowieścią o dojrzewaniu i pierwszej miłości.Magda Knedler, autorka Medei z Wyspy Wisielców
Wydawnictwo: Nowa Baśń
Data wydania: 2026-04-30
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 432
Przeczytane:2026-05-14, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki 2026, 26 książek 2026, 12 książek 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026,
,,Miłosny trel słowika" to książka, która zaskoczyła mnie swoją prostotą i spokojem. Nie ma tutaj ciągłych dramatów ani szybkiej akcji. To bardziej opowieść skupiona na emocjach, zmianach zachodzących w człowieku i na tym, jak czasem jedno wydarzenie potrafi całkowicie zmienić sposób patrzenia na życie.
Najciekawsze było dla mnie obserwowanie, jak z osoby zamkniętej w swoim bezpiecznym świecie można powoli stać się kimś bardziej otwartym i odważnym. Autorka dobrze pokazała niepewność, zagubienie i ten moment, kiedy człowiek musi poradzić sobie z czymś, czego wcześniej unikał. Wszystko rozwija się spokojnie, bez sztucznego przyspieszania wydarzeń, dzięki czemu łatwo uwierzyć w tę opowieść.
Wątek uczuciowy został napisany bardzo subtelnie. Nie opiera się na wielkich słowach, tylko na emocjach ukrytych w codziennych sytuacjach. To właśnie sprawia, że relacja między bohaterami wydaje się naturalna i niewymuszona. Bardzo podobało mi się to, że autorka postawiła bardziej na atmosferę i drobne momenty niż na przesadny dramatyzm.
Również plusem tej książki jest klimat. Czuć w niej spokój, zimową aurę i pewną melancholię. Podczas czytania miałam wrażenie, jakbym sama zatrzymała się na chwilę z dala od wszystkiego. To jedna z tych historii, które najlepiej smakują wieczorem, kiedy można po prostu usiąść i dać się wciągnąć w spokojną narrację.
Bardzo dobrze wypada też styl autorki. Język jest lekki, naturalny i pełen emocji, ale nieprzesadzony. Dzięki temu książkę czyta się szybko, mimo że sama fabuła rozwija się raczej powoli. Widać dużą dbałość o nastrój i relacje między postaciami.
Momentami brakowało mi większej dynamiki i mocniejszego rozwinięcia niektórych tematów, szczególnie historycznych, bo sam pomysł miał potencjał na coś jeszcze bardziej rozbudowanego. Nie zmienia to jednak faktu, że całość ma swój urok i trudno odmówić tej historii autentyczności.
To opowieść dla osób, które lubią spokojniejsze książki skupione bardziej na emocjach niż na akcji. ,,Miłosny trel słowika" zostawia po sobie poczucie ciepła i przypomina, że czasami najważniejsze rzeczy przychodzą wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewamy.