Noralie. Tom I. Uskrzydlona

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020-09-14
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788381479356
Liczba stron: 0

Tom 1 cyklu Noralie

Ocena: 4 (3 głosów)

Jak długo można trwać w zawieszeniu między dwoma światami?

Nastoletnia Olivia ma serdecznie dość swojego życia w Oksfordzie. Wiecznie zajęci pracą rodzice, brak przyjaciół i niekończące się kłótnie z bratem sprawiają, że dziewczyna czuje się coraz bardziej przygnębiona i wyobcowana. Pewnego dnia w tajemniczych okolicznościach trafia do krainy, w której wszystko przypomina kolorową bajkę, zaś ona sama zamienia się w piękną i obdarzoną wyjątkowymi mocami dziewczynę. Jednak wkrótce okaże się, że również ta bajka ma swoje mroczne strony, a Olivia jest jedną z niewielu osób, które są w stanie ją uratować…

– Cześć – przywitała się krótko. – Nad czym tak myślisz?

– Pewnie nad tym samym co wszyscy. Tylko nieliczni lubią tutaj być – westchnął głęboko.

– A wiesz, że użalaniem się nad sobą nie sprawisz, że czas przyspieszy? Musisz się czymś zająć, a ja mam świetny pomysł.

– Mówisz, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie – odburknął i odwrócił wzrok, zupełnie jakby się obraził.

Już po chwili popatrzył na nią znowu.

 – Jaki pomysł?

– Obiecałeś mi, że mnie oprowadzisz, nie?

– Ale tutaj nie ma nic do zobaczenia, absolutnie nic – skrzywił się.

– Może i nie, ale na pewno jest masa rzeczy, których jeszcze nie wiem o Utalii, a które mi się przydadzą – starała się jakoś przekonać go, by nie siedział tutaj cały dzień.

Dla niej sprawa nie była jeszcze zamknięta.

– Od kiedy chcesz zostać tutaj na dłużej?

–Od kiedy mam moc – odpowiedziała z bardzo nietypową dla siebie pewnością i werwą.

Tagi:

Kup książkę Noralie. Tom I. Uskrzydlona

REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Noralie. Tom I. Uskrzydlona

Tym razem sięgając po kolejną książkę, nie kierowałam się niczym innym jak okładką. Piękne motylki przyciągnęły moją uwagę, poza tym chciałam dać się zaskoczyć (oczywiście pozytywnie), więc nie przeczytałam nawet opisu okładki i właśnie tym sposobem padło dzisiaj na recenzję książki „Noralie. Uskrzydlona" Celii Anny, która okazała się fantastyką. Czy była to ciekawa lektura? Zapraszam do dalszego czytania.

Oliwia jest siedemnastoletnią zagubioną i wyobcowaną dziewczyną. Mieszka w Okfordzie z wiecznie zapracowanymi, niemającymi dla niej czasu rodzicami oraz z dwoma braćmi, czyli z nastoletnim rozrywkowym i dokuczającym jej Lucasem oraz z młodszym Martinem, który jako jedyny się o nią martwił, kiedy pewnego razu nie wróciła do domu na noc. Oliwia, jeśli miałaby zniknąć na zawsze, z nich wszystkich, tęskniłaby tylko za swoim młodszym bratem. I tak właśnie się dzieje, kiedy pewnego dnia trafia do tajemniczej krainy, jaką jest Utalia. Tam życie wygląda inaczej łącznie z nią samą... Wszędzie jest pełno kwiatów i przyjaznych owadów, a sama nie przypomina już szarej myszki, która nie grzeszy urodą, a piękną dziewczyną. Posiada ona również tajemniczą i wyjątkową moc. Niestety i ten piękny kraj, jakim jest Utalia posiada również swoje mroczne strony i krainie tej grozi niebezpieczeństwo.... Czy Oliwia zdoła ją uratować? W którym świecie odnajdzie ona wreszcie szczęście?

W książce występuje narracja trzecioosobowa. Rozdziały nie są ani za długie, ani za krótkie (dla kogoś, kto jest zwolennikiem krótkich rozdziałów, mogą być one zbyt długie). Każdy z nich ma swój bardzo ciekawy tytuł. Z początku, kiedy główna bohaterka trafia do Utalii, książka ta przypomina lekką przyjemną bajkę, gdzie wszystko jest piękne i ogólnie lepsze niż na Ziemi. Nowe miejsce, chociaż z początku jest obce, wydaje się wręcz idealne. Jednak oczywiście nie obeszło się też od czarnych charakterów w książce, które zakłóciły spokój i harmonię. Wtedy nie przypominała ona już sielankowej bajki... Niestety nie zdradzę czy dobro zwyciężyło. Powiem szczerze, że nigdy nie przepadałam za takim gatunkiem literackim, jakim jest fantastyka i niestety po przeczytaniu tej książki nadal nie zmieniłam swojego zdania. Ogólnie treść i styl pisania autorki są ciekawe i przyjemne, dlatego myślę, że książka ta bardziej przypadnie do gustu fanom tego gatunku literackiego.

"Noralie. Uskrzydlona" jest przyjemną książką w sam raz do poczytania do poduszki przed snem. Polecam ją fanom bajek, baśni i fantastyki. Niestety nie jest to książka w moim typie, ale dało się ją przeczytać, z czego jestem z siebie dumna, ponieważ mogłam zaprezentować Wam inny gatunek literacki niż kryminał czy thriller, których jest pełno wśród moich recenzji na profilu.

Link do opinii

„Nawet w tłumie ludzi można czuć się samotnym” – to powiedzenie mogłoby wydawać się nieprawidłowe, niezgodne z rzeczywistością, jednak prawda wygląda zgoła inaczej. Niejednokrotnie bywamy traktowani jak powietrze przez tych, na których ogromnie nam zależy. Pragniemy ich uwagi, choć jednego słowa, by wiedzieć, że dla nich istniejemy i że jesteśmy przez nich szanowani, lecz życie uwielbia pluć nam w twarz. Niewidoczni, pozostawieni sami sobie, sami zwalczamy przeciwności losu, radujemy się z własnych sukcesów, lecz te bardziej radują, gdy można nimi dzielić się z innymi. Dlatego nieraz uciekamy w stronę wyobrażeń. Wymyślamy sobie światy, gdzie bywamy ważni, doceniani. Tamtejsi ludzie szanują nas, a nasze serca rosną od nadmiaru ciepła i dobroci. A kiedy powracamy do tego, co jest prawdziwe, często ubolewamy, że to nie tamta wizja jest tą właściwą.

Ale co, gdyby jednak nasze marzenia się spełniły i zmienilibyśmy miejsce zamieszkania, wraz z tożsamością? Na dodatek zyskując okazję, aby wiele zmienić?


NIGDY NIE POZWÓL NA TO, ABY KTOŚ LUB COŚ STANĘŁO NA TWOJEJ DRODZE DO UPRAGNIONEGO SZCZĘŚCIA, A PRZEDE WSZYSTKIM DO AKCEPTACJI SAMEJ SIEBIE.


Olivia od zawsze miała napięte stosunki z wiecznie zapracowanymi rodzicami oraz kochającym towarzyskie życie bratem bliźniakiem. Jedyne wsparcie miała w o kilka lat młodszym bracie, któremu praktycznie matkowała, próbując dać mu wszystko to, co najlepsze. Jednakże okazja zaznania szczęścia gdzie indziej; gdzieś, gdzie nie będzie niewidoczna, sprawiła, że bez wahania porzuciła ówczesne życie, aby zasmakować tego nowego. Tym samym, wraz z nadejściem wielkich zmian, przybyła pora na odkrycia. Wraz z główną bohaterką, nieco nieumiejącą odnaleźć się w nowej rzeczywistości, kroczek po kroczku poznawałam kolorową, iście bajkową Utalię oraz jej niesamowitych, pełnych ciepła mieszkańców. Odkrywałam jej bogatą w przeszłość historię, zapoznawałam z tutejszymi zwyczajami, starając się również oswoić to, co przynosiła teraźniejszość. A trzeba przyznać, że autorka nie zamierzała pozwolić dowiedzieć się wszystkiego od razu. Dawkując wszystko, nieraz wprowadzała chaos, wrzucając bohaterkę i jej towarzyszy w wir zdarzeń, niekoniecznie pozytywnych. Niejednokrotnie puls przyśpieszał, kiedy niebezpieczeństwo wkraczało do akcji, grożąc swymi krzywymi paluchami, co owocowało większą chęcią odkrycia tego, co znajdzie się na kolejnych stronach. Z trudem powstrzymywałam się od przeskakiwania pomiędzy stronami, tłumacząc sobie, że w ten sposób stracę wątek i tyle będzie z tego wszystkiego. Jednakże momentami wydawało mi się to naprawdę posunięciem, bo i tak w głowie widziałam już, że… Chwila, o tym opowiem akapit niżej.

Jako że jest to lektura iście młodzieżowa, to zatwardziali fani tegoż gatunku na pewno się zasmucą na wieść, iż większość zdarzeń, które tutaj mają miejsce, bywały przewidywalne. Na palcach jednej dłoni zliczę akcje, gdzie ich bieg akcji mnie zaskoczył. Pani Celia Anna nieraz miała dobre pomysły na wywołujące ciarki wątki, lecz uproszczenie rozwiązań, spłaszczenie ich, odbierało im smaku. Liczyłam na mocniejsze uderzenia, strącenia z nóg, lecz tutaj nic z tego nie wyszło. Wiem jednak, iż to debiut autorki i dopiero wiele przed nią, tym samym liczę, że następne książki bardzo mocno mnie zaskoczą pod tym kątem. I nie tylko pod tym, bo nieraz pojawiały się również nieścisłości. Akurat tutaj jestem zmuszona przytoczyć pewną scenę, bo pozostawienie tego bez słowa wyjaśnienia byłoby słabym posunięciem. Do czego w końcu biję? Do sytuacji z duszeniem. Osoba, która ledwo co przeżywa coś takiego, raczej nie ma możliwości mówienia normalnym tonem, a co dopiero krzyczenia, bo jednak opuchlizna robi swoje. I też nigdy nie wiemy, czy krtań nie została uszkodzona. Tym samym ta scena wydała mi się odrealniona. Dobrze, w sferze fantastycznej doszukuję się takich elementów, ale jednak one też są dość ważne, czyż nie? Również warto pochylić się nad samym podejściem Noralie/Olivii. Dotąd najbardziej zżyta z młodszym bratem, pochłonięta nowymi bodźcami, tylko od czasu do czasu pamiętała, że ktoś takowy istniał w jej życiu, gdzie na początku miałam wrażenie, iż w ogóle o nim zapomniała. Oszołomiona, zaskoczona powinna inaczej reagować, ale cóż – nie można dostać wszystkiego, czyż nie?

Powrócę jeszcze do pozytywów, bo takowe jeszcze można tutaj znaleźć. Po autorce widać, że uwielbia kombinować przy tworzeniu, dlatego też wykreowana przez nią rzeczywistość ma różnorakie barwy, a żyjąca tam społeczność oraz tamtejsza roślinność wywołują istną ciekawość. Już same korzenie tej ludności oraz sąsiadujących z nimi krain intrygują, ale to, co mamy przed sobą, wprost zachęca do tego, aby raz za razem to odkrywać. Pani Celia Anna (mam nadzieję, że autorka – dość młodsza ode mnie – nie zapragnie mnie wybatożyć kaktusem za to „pani”!) świetnie się bawi, co widać, słychać i czuć. Nie oferuje jedynie cukierkowych atrakcji. Pamięta, że życie nie jest usłane różami, co wyraźnie podkreśla. A gdy tylko pogłębi zarys tego, co obecnie dostaliśmy, będzie jeszcze lepiej, a wtedy człowiek poczuje, jakby dorastał na nowo!


POWIADAJĄ BOWIEM, ŻE OCZYTANE OSOBY SĄ MĄDRZEJSZE OD RESZTY. ILE W TYM PRAWDY?


Mogę powiedzieć, że z Noralie (czyli naszą ziemską Olivią) wiele mnie łączyło. Również jak ona nieraz czułam się osamotniona wśród najbliższych, tak samo uwielbiam zatapiać się w historie spisane na papierze, ale to nie wszystko. Niczym nastolatka czułam się oczarowana Utalią, gdzie sama chętnie zamieszkałabym, aby do końca życia rozkoszować się tymi bajkowymi widokami. Ale… Właśnie, słynne ale – nie umiałam pogodzić się z… naiwnością nastolatki. Nieraz ręce mi opadały nad decyzjami dziewczyny. Próbowałam zrozumieć jej tok rozumowania, ale nie za często mi to wychodziło, bo z każdym kolejnym postępkiem było coraz ciężej. Noralie odznaczała się odwagą i sprytem, tego nie można jej odmówić, ale jeżeli ktokolwiek pakuje się w niebezpieczeństwo, musi wiedzieć, jakie są tego konsekwencje i co rusz nie zawodzić, iż los rzuca kłody jej pod nogi. Wraz z rozwojem fabuły bywało coraz lepiej, co nieco uczyła się na błędach, ale i tak potykała się o własne nogi, dzięki czemu wróg mógł po prostu turlać się ze śmiechu. Chociaż ten też pozostawia wiele do życzenia, ale o nim za moment…

Aiden. Mieszkaniec Utalii, który pomagał Noralie/Olivii odkryć nowe miejsce, tylko stwarzał pozory tajemniczego, małomównego chłopaka. Niejednokrotnie udowadniał, że ma język za zębami, rzucając cięte riposty nastolatce i jej, pozostającej wiecznie dzieckiem w ciele nastolatki, przyjaciółce Elianie (gdzie – swoją drogą – niespecjalnie za nią przepadałam). Uwielbiałam go za naturalność oraz to, że umiał trzeźwo myśleć, czego nieraz nawet sama królowa Flora nie potrafiła. Władczyni Utalii przypominała łanię, której ktoś napatoczył się na drogę i biegała na boki, próbując się ewakuować. Przyparta do muru przez antagonistę, pragnącego strącić ją z tronu, po prostu głupiała. Czy prawdziwy władca tak się zachowuje? Na pewno odczuwa strach, ale nie pozwala na to, by ktoś go dojrzał w jego oczach. Tym samym Flora się nie postarała. Już więcej szacunku bym miała do starego, poczciwego Sapiegina, który swoją mądrością oraz wsparciem społeczności bardziej zasługiwał na koronę.

Antagonista. Zraniony przed laty mężczyzna, szukający zemsty za to, co się niegdyś wydarzyło. Niby niebezpieczny, bezlitosny, a jego zachowania nieraz wywoływały u mnie zmieszanie. Owszem, miewał dobre zagrywki, wykorzystujące słabości przeciwników, ale nie wydaje mi się, by zasługiwał na miano naprawdę mrocznego. Może o dekadę (lub bardziej) młodsi ode mnie zobaczą go w innych barwach, ale według mnie więcej zła siała rodzina Olivii, gdzie ich pracoholizm i obarczenie nastolatki ich obowiązkami przyniosło nieco więcej szkód. Dobrze, nie powinnam tego porównywać, ale jednak to, co robili, odbiło się na ich córce…

A skoro mowa o nieobecnych w życiu dziecka rodzicach, to autorka zwróciła uwagę na coś, co jest naprawdę ważne – skutki ignorancji. Ktoś, kto nie ma oparcia w najbliższych, nieraz ma zaniżoną samoocenę. Czuje się znacznie gorszy od pozostałych, tym samym odsuwa się, zamykając się w sobie, co może prowadzić do depresji, a nawet gorszych konsekwencji. Dlatego ważne jest to, aby wspierać najbliższych. Pomagać im walczyć z problemami, pokazywać możliwe ścieżki rozwikłania ich, cieszyć się z ich sukcesów, a przede wszystkim BYĆ! Samo okazanie, że ktoś nie jest sam, nieraz dodaje skrzydeł i pozwala uwierzyć, że będzie dobrze.


Podsumowując. „Noralie” to pierwszy tom dobrze zapowiadającego się cyklu. Ta książka to dobra powieść fantastyczna dla młodych czytelników, którzy dopiero co wkraczają w te rejony i pragną odkryć, czy zdołają się w nich odnaleźć. Jednakże książka byłaby jeszcze lepsza, gdyby autorka popracowała nad zamykaniem wątków, nie pozwalając im uzyskiwać tak prostych rozwiązań. Wierzę jednak, że nasza debiutantka chwyci byka za rogi i jeszcze mi udowodni, że stać ją na więcej, przez co aż spadnę z łóżka. I szczerze jej tego życzę, bo ma spory potencjał, aby zatrząść polską literaturą fantastyczną.

Link do opinii
Avatar użytkownika - writeratpl
writeratpl
Przeczytane:,

Kiedy zobaczyłam okładkę Noralie, od razu stwierdziłam, że muszę ją mieć w swojej kolekcji. Dodatkowo zachęcił mnie opis, a w szczególności zdanie: "Jak długo można trwać w zawieszeniu między dwoma światami?". Wtedy już nie było innej opcji – musiałam sięgnąć po tę powieść i tak też zrobiłam.

Kim jest Noralie?
Warto zwrócić uwagę, że na początku poznajemy dziewczynę o zupełnie innym imieniu – Olivię. Nastolatka mieszka w Anglii wraz z rodzicami i dwójką braci, jednak ma absolutnie dość swojego dotychczasowego życia. Nieustannie kłóci się z bratem bliźniakiem, a ciągła nieobecność rodziców sprawia, że Olivia musi się również opiekować młodszym Martinem. Na dodatek nie posiada ona przyjaciół, co skutkuje brakiem ekscytacji w jej życiu. Lecz jeden dzień zmienia wszystko, co do tej pory znała. W dziwnych i nie do końca dla niej zrozumiałych okolicznościach trafia do Utalii – krainy przypominającej bajkę. Jest to świat, w którym panują zupełnie inne zasady niż na Ziemi. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie, lecz pozory potrafią mylić.
W tym świecie dziewczyna zyskuje nową dla niej tożsamość, a jej imieniem jest właśnie Noralie. Musi również nauczyć się wielu rzeczy o rzeczywistości, do której trafiła, a przede wszystkim obudzić drzemiącą w niej moc. Powstaje przed nią szereg wyborów i decyzji ważących na jej dalszym losie.

Alicja w Krainie Czarów?
Czytając opis Utalii, miałam wrażenie, jakby autorka inspirowała się m.in. Alicją w Krainie Czarów czy Dzwoneczkiem. Nie należy tego traktować jak coś złego, chociaż zagłębiając się w ten świat, czułam, że jest on aż zbyt bajkowy i cukierkowy. Wydawał mi się nazbyt idealny; ludzie ciągle chodzili weseli, samochody zostały zastąpione ogromnymi biedronkami i konikami polnymi, a pocztę roznosiły pszczoły.  Brzmi jak bajka, prawda? Muszę jednak przyznać, że autorka bardzo dobrze wprowadza czytelnika w ten świat. Stopniowo dawkuje najważniejsze informacje, tłumacząc funkcjonowanie tej krainy. Bardzo spodobało mi się, że Utalię poznawałam razem z główną bohaterką. Sprawiło to, że czułam, jakbyśmy trafiły tam razem.

Absurd goni absurd
Niestety przed autorką jeszcze sporo pracy nad warsztatem pisarskim. Styl oraz język są do wypracowania, jednak widzę w nich potencjał na dalszy rozwój. Problem jednak nie leży tylko w jednym miejscu, ponieważ zarówno fabuła, jak i kreacja bohaterów mają swoje słabe punkty. Zachowania postaci, a w szczególności Noralie, często były dla mnie wręcz irracjonalne. Dziewczyna w jednym momencie potrafiła zgodzić się na coś z wielką radością i bez jakiegokolwiek przemyślenia sytuacji, a następnie dziwiła się temu, co ją spotkało. Nie chcę tutaj przytaczać konkretnych fragmentów, żeby nie zdradzać wam fabuły, ale kilkukrotnie podczas czytania spotkałam się z bardzo absurdalnymi sytuacjami.
Sama fabuła i ciąg zdarzeń też pozostawiają wiele do życzenia. Pomimo świetnego pomysłu na całość, wykonanie okazało się wcale nie tak zachwycające. Często można się tu spotkać z niezwykle łatwymi rozwiązaniami problemów. Celina Anna rzucała bohaterce różne przeszkody pod nogi, aby następnie się ich pozbyć, idąc po linii najmniejszego oporu. Samo przewidzenie dalszych wydarzeń również nie jest trudne.

Czy jest więc aż tak źle?
Absolutnie nie. Owszem, nie mogę powiedzieć, że Noralie jest książką wybitną. Nie nazwę jej też moją ulubioną pozycją czy nowym, świetnym odkryciem. Jednak nie skreślam też całkowicie tej książki, bo – tak jak wspomniałam wyżej – widzę w autorce potencjał. Sam świat pomimo swojej cukierkowości potrafi wciągnąć czytelnika i w pewien sposób go zaintrygować. Myślę, że jak pisarka trochę bardziej popracuje nad warsztatem, kolejne części tej serii okażą się dużo lepsze. Warto też zaznaczyć, że jest to jej debiut, a jak wiadomo "nie od razu Rzym zbudowano".
Dla mnie Noralie jest przyjemną historią nie za dużo wymagającą od czytelnika, lecz też niecałkowicie złą. Czy siedziałam przy niej z zapartym tchem? Nie, ale również się przy niej nie nudziłam. Jeśli macie ochotę ją przeczytać, jak najbardziej zróbcie to, a może akurat wam spodoba się ona bardziej. Pomimo wszystko i tak sięgnę po następną część, kiedy tylko zostanie wydana, aby poznać dalsze losy bohaterki.

Link do opinii
Avatar użytkownika - klaudyna96
klaudyna96
Przeczytane:2020-10-07, Ocena: 5, Przeczytałem,

„Noralie” Celii Anny jest powieścią fantasy dla młodzieży. Poznajemy w niej Olivię, która mieszka w Wielkiej Brytanii z rodzicami, bratem bliźniakiem i najmłodszym braciszkiem. Nienawidzi swojego życia, czuje się bardzo samotna. Tak naprawdę jedyną jej bliską osobą jest najmłodszy członek rodziny, którym opiekuje się jak matka. Rodzice nie mają dla nich czasu, a z bliźniakiem nigdy nie miała dobrego kontaktu. W szkole też nie jest popularna. Marzy by zniknąć z rodzinnego Oxfordu.
Pewnego dnia jej pragnienie się spełnia. Nieznajomi porywają ją i trafia na planetę Utalia gdzie nazywa się Noralie, jest jedynaczką i całym światem dla swoich rodziców. Dodatkowo zyskuje tajemnicze moce. Nowe życie wydaje się idealne, ale czy Utalia jest tak bezpieczna i spokojna jak się wydaje?
Powieść czytało mi się bardzo przyjemnie i szybko. Jednak przyznam, że jest raczej przeznaczona dla młodszych czytelników. Niektóre momenty wydawały mi się zbyt naiwne, może już jestem za stara na niektóre książki ? Np. to z jaką łatwością Olivia zgodziła się na opuszczenie swojej rodziny i domu. Ale ta kraina była naprawdę magiczna, autorce udało się stworzyć wyjątkowy świat. Polubiłam też bardzo bohaterów. Dlatego bardzo chętnie przeczytam kolejny tom!

Link do opinii
Recenzje miesiąca
Na wieki wieków Pani Amen
Bianka Kunicka - Chudzikowska
Na wieki wieków Pani Amen
Spowiedź Goebbelsa
Christopher Macht
Spowiedź Goebbelsa
A miał być happy end
Katarzyna Kalicińska
A miał być happy end
Niskorosła
Joanna Bartoń
Niskorosła
Wędrówka
Anna Onichimowska
Wędrówka
Sam i Watson patrzą sercem
Ghislaine Dulier
Sam i Watson patrzą sercem
Największy sekret
Rhonda Byrne
Największy sekret
Pokaż wszystkie recenzje