Wszyscy jesteśmy zamknięci w pętli wiecznego powrotu…
Wielki stary dwór otoczony zaniedbanym ogrodem i przeogromnym parkiem jest upiornie odpychający, a jednocześnie przyciąga do siebie jak magnes. Dwoje nieznanych sobie ludzi dręczą sny, które przenoszą ich tam niemal każdej nocy. Nie wiedzą, dlaczego tak się dzieje, jednak wyraźnie czują, że w murach domu uwięzione jest zło.
Artysta Seweryn Gardy wraz z księdzem Wincentym, proboszczem z miejscowego kościoła, chcą poznać przyczynę tych zagadkowych koszmarów. Impulsem do rozpoczęcia poszukiwań, a także kluczową wskazówką, jest pewien stary obraz, który pojawił się w domu Gardego wiele lat wcześniej. Odsłanianie prawdy ukazuje im coraz więcej mrocznych tajemnic, przed którymi nie ma ucieczki…
To dopiero początek niezwykle zawiłej historii, w której cierpienie, miłość i pasja są nieskończone jak wąż, który trzyma w pysku własny ogon…
Ta książka całkowicie pochłania, porusza najczulsze struny uczuć i gwarantuje pełną emocji lekturę.
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2022-02-11
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 628
Od wydawcy: Ważnych bohaterów Eratosfery jest wielu, a łączą ich niewidzialne więzi, które odkrywają stopniowo, z jakąś nieodpartą, choć niezrozumiałą...
Przeczytane:2026-01-09, Ocena: 5, Przeczytałam, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2025,
Powieść „Podszepty” Danuty Szulczyńskiej-Miłosz to książka, którą nie tyle się „czyta”, ile wchodzi się w nią powoli, niepewnie, jak do starego domu, który zna nas lepiej, niż my znamy jego. To lektura wymagająca uważności, cierpliwości i gotowości na to, że nie wszystkie pytania dostaną jednoznaczne odpowiedzi – ale właśnie w tym tkwi jej siła.
Już od pierwszych stron uderza atmosfera niepokoju podszytego melancholią. Autorka nie straszy tanimi chwytami ani gwałtownymi zwrotami akcji. Zamiast tego buduje napięcie subtelnie, niemal szeptem – zgodnie z tytułem. Koszmary Seweryna Gardy nie są typowymi „snami grozy”; są raczej pęknięciem rzeczywistości, przez które do codziennego życia sączy się coś dawnego, wypartego i bolesnego. To nie strach przed czymś zewnętrznym, ale lęk przed pamięcią, przed tym, co domaga się nazwania.
Bardzo poruszający jest dla mnie sposób, w jaki autorka pokazuje bezradność wobec własnego umysłu. Seweryn nie jest bohaterem dynamicznym, heroicznym – to człowiek zmęczony, rozdarty, próbujący funkcjonować mimo narastającego poczucia obcości wobec samego siebie. Jego sny niszczą relacje, podkopują zaufanie do własnych zmysłów, a jednocześnie są jedynym tropem prowadzącym do prawdy. W tym sensie „Podszepty” są opowieścią o cenie, jaką płacimy za poznanie.
Szczególnie cenię w tej powieści motyw wiary i zwątpienia, reprezentowany przez postać księdza Wincentego. To jeden z tych literackich duchownych, którzy nie są figurą ani symbolem, lecz człowiekiem z krwi i kości – pełnym wahań, pytań, niepewności. Jego rozmowy z Sewerynem nie mają w sobie dydaktyzmu; są raczej spotkaniem dwóch osób, które próbują zrozumieć sens cierpienia w świecie, gdzie Bóg nie zawsze odpowiada. Ten wątek dodaje książce głębi i sprawia, że historia wykracza poza ramy thrillera czy powieści grozy.
Ogromną rolę odgrywa przestrzeń – stary dwór, park, ruiny, obrazy i witraże. To nie są tylko dekoracje, lecz nośniki pamięci, miejsca, które „pamiętają” więcej niż ludzie. Autorka bardzo sugestywnie pokazuje, że przeszłość nie znika; ona trwa, zaklęta w murach, przedmiotach, snach. I że czasem wystarczy jeden impuls – obraz, dźwięk, sen – by ta przeszłość zaczęła się domagać uwagi.
Styl Szulczyńskiej-Miłosz jest oszczędny, a jednocześnie poetycki. Nie ma tu nadmiaru metafor, ale każde zdanie zdaje się mieć swój ciężar. To proza, która sprzyja refleksji, zatrzymaniu się, czasem nawet cofnięciu kilku stron, by jeszcze raz odczytać sens. Tempo narracji bywa wolne – i wiem, że dla części czytelników może to być wada – dla mnie jednak było to świadome zaproszenie do wejścia głębiej, bez pośpiechu.
„Podszepty” nie są książką łatwą ani jednoznaczną. To opowieść o traumie, pamięci, winie i próbie pojednania się z tym, co zostało wyparte. O tym, że nie wszystko da się racjonalnie wyjaśnić, ale nie wszystko też jest jedynie urojeniem. Granica między snem a jawą, między wiarą a lękiem, między przeszłością a teraźniejszością pozostaje tu celowo rozmyta.
Po lekturze zostałam z poczuciem lekkiego niepokoju, ale też z wdzięcznością – za książkę, która nie traktuje czytelnika protekcjonalnie, nie podaje gotowych odpowiedzi i nie zamyka historii w wygodnej klamrze. „Podszepty” to powieść, która jeszcze długo po odłożeniu wraca myślami – jak sen, którego sens dopiero po czasie zaczynamy rozumieć.