Niektóre zbrodnie zostawiają ślady na ciele. Inne – w umyśle.
Doktor Robin Wright sądziła, że nic gorszego niż śmierć córki nie może jej już spotkać. Gdy wraz ze swoim partnerem, prywatnym detektywem Johnem McLarenem, trafia na miejsce brutalnego morderstwa, trauma wraca do niej ze zdwojoną siłą.
Green Village – opuszczona posiadłość zmarłego generała Braxtona – staje się sceną krwawych zbrodni. Jeden z dowodów przypomina ten znaleziony pięć lat wcześniej, kiedy zginęła córka Robin i wszystko wskazuje na to, że nieuchwytny morderca powrócił…
W miarę rozwoju śledztwa przeszłość kobiety zaczyna przeplatać się z teraźniejszością. Niegdyś doktor Wright pracowała nad kontrowersyjnym projektem „Brainstorm”, mającym wpływać na umysły pacjentów. Dziś odkrywa, że była tylko pionkiem w grze, której zasad nikt do końca nie rozumie.
Eksperymenty, luki w pamięci, instynkty wykraczające poza ludzkie możliwości… Robin i John muszą dotrzeć do prawdy, zanim zginie kolejna osoba.
Ale zabójca cały czas jest o krok przed nimi.
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2026-02-20
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 512
Język oryginału: polski
Hej!
Nareszcie nastał piątek. Upragniony i wyczekany! Będzie czas na pyszne lektury, nowy odcinek serialu i czas z bliskimi. Ja mam w planach czytać, czytać i jeszcze raz czytać. A wy, po jakie książki najczęściej sięgacie? Opasłe tomiszcza czy raczej szybkie spotkania literackie na jedno lub dwa posiedzenia? Osobiście bardzo lubię te ceglaste egzemplarze, choć ostatnio ich w moich rękach niewiele. Natomiast śmiało mogę zaliczyć do grubasków książkę, którą właśnie udało mi się skończyć. Posłuchajcie kilku słów o „Projekcie Brainstorm” autorstwa Magdaleny Fuss, którą mogę wam zrecenzować dzięki współpracy z wydawnictwem Novae Res.
Niektóre zbrodnie zostawiają ślad na ciele, inne – na umyśle. Robin Wright była przekonana, że nic gorszego niż śmierć córki nie może jej już spotkać. A jednak – gry wraz z Johnem McLarenem trafia do miejsca brutalnego morderstwa, trauma do niej wraca. Opuszczona posiadłość pewnego generała staje się miejscem krwawych zbrodni. I jedna mała czerwona wstążeczka pokazuje, że morderca małej Listy powrócił i szuka kolejnych ofiar. Przeszłość doktor Wright wraca. Jej praca nad tajemniczym projektem na psychice ludzkiej i eksperymenty na osobach upośledzonych okazują się nie bez znaczenia. Czy parze detektywów uda się powstrzymać mordercę przed upolowaniem kolejnej ofiary?
Powiem tak. Zapowiadał się naprawdę świetny thriller. Książka zaczyna się od wysokiego C i nie sposób się od niej oderwać. Jednak, gdy pojawia się wspomniany projekt Brainstorm, zaczynają się maleńkie schody. Mam wrażenie, że dostałam małe „paranormal activity”. Średnio mi podpasowało to całe nadnaturalne mieszanie w ludzkich genach.
Książka momentami przypominała mi „Instytut” Stephena Kinga. I choć wspomniana historia bardzo mi się podobała, tak ta była dla mnie dość średnia. Myślę, że fanom mocnej psychologii i analizy umysłu człowieka ta opowieść może się spodobać. Spędziłam z nią miło czas, ale nie kliknęło na tej płaszczyźnie tak jak bym chciała. Wiem, że autorka planuje tą książką rozpocząć cykl kilku tomów. Według mnie – ten jeden zdecydowanie wyczerpał temat.
*współpraca reklamowa*
Dla takich książek, dla takich debiutów żyję. Poproszę o więcej takich książek. Okładka niewiele mi mówiła, tytuł coś sugerował, podobnie jak opis, także do lektury podchodziłam ze sporą dawką ostrożności. W sumie nawet nie wiem dlaczego się na nią zdecydowałam, ale to była jedna z najlepszych decyzji, bo totalnie przepadłam, czytałam z oczami jak pięć złotych i chcę więcej, bo wszystko wskazuje na to, że będzie więcej. To moim zdaniem fantastyczny thriller psychologiczny z mocnym naciskiem na psychologiczny. Dla mnie wow.
Robin myślała, że już nic gorszego niż śmierć córki jej nie spotka. To wydarzenie zburzyło jej poukładane życie i odcisnęło mocne piętno. Kiedy jednak wraz ze swoim partnerem, prywatnym detektywem Johnem trafia na miejsce brutalnego morderstwa, traumy z przeszłości wracają z podwójną siłą, tym bardziej, że Robin ma przeczucie (a ono nigdy się nie myli) że to ten sam sprawca co przed laty. Wraz z rozwojem śledztwa na jaw wychodzą niepokojące fakty i powiązania z dawną pracą Robin, a projekt którego była opiekunką ma z tym wszystkim ogromny związek. Robin i John wkraczają na niestabilny grunt, gdzie nauka miesza się z szaleństwem, gdzie eksperymenty na ludziach stają się namacalne, a siła ludzkiego mózgu jest nieograniczona, a pani doktor musi stoczyć najcięższą z walk, tą z własnym umysłem.
To było GENIALNE. Kiedy zaczęłam czytać nie spodziewałam się, że aż tak ta książka mnie wciągnie, tak mocno zacznie na mnie oddziaływać, a przede wszystkim nie przypuszczałam, że to będzie tak rewelacyjne. Zaczęło się tak jak lubię, czyli od konkretów i mocnej zbrodni, tutaj uwaga bo dla niektórych może być drastycznie, ogólnie jeśli macie problem z drastycznością w książkach to może lepiej dobrze przemyślcie czy chcecie tą książkę czytać. Bo ten poziom jest tutaj wysoki, a opisane tematy są tak mocne, głębokie, kontrowersyjne, czasami może nawet i bestialskie, że to z pewnością nie jest książka dla wszystkich. Dla mnie było to wszytko przerażająco genialne, niemal w punkt. Po jakże konkretnym początku, mamy równie konkretne rozwinięcie, autorka wprowadza naw w śledztwo, zabiera nas w trudną i złożoną podróż po ludzkiej psychice, po tych wszystkich zakamarkach ludzkiego umysłu, o których nam się nie śniło. Przy tej lekturze główka pracuje na najwyższych obrotach.
Mamy tutaj fenomenalny moim zdaniem thriller psychologiczny, świetny kryminał, choć tutaj przyznam, że przewidzieć kto jest za to wszytko odpowiedzialny nie było dla mnie jakimś mega trudnym wyzwaniem, bo pierwsze podejrzenia miałam już niemal na samym początku, choć autorka bardzo umiejętnie mieszała, i naprawdę chciała zrobić mi z mózgu papkę. Dużo trudniej zaś było odgadnąć jak i dlaczego, tutaj ta nasza zdolniacha przeszła chyba samą siebie, przypuszczam, że wielu czytelników będzie tutaj zbierało szczęki z podłogi, a wow i wtf to będą najbardziej łagodne reakcje na to co się zadziało. Dla mnie był to majstersztyk, ale ja kiedyś oglądałam film oparty na podobnym motywie, więc też w pewnym momencie podłapałam wątek, który choć mega zachwycił to już tak mocno nie zaskoczył. W książce fabularnej jednak spotkałam się z tym jednak po raz pierwszy. W fabule oczywiście pojawiają się też wątki obyczajowe z delikatnym romansem, co fajne wydaje się ona bardzo naturalny, nie jest nachalny czy dominujący, to taka troszkę jakby odskocznia, czy element mający dać nam chwilę na oddech. Pojawia się też tutaj nuta sci-fi, że tak ją nazwę, i tu wam powiem że też jestem pełna podziwu na to jak autorka zgrabnie to wplątała w fabułę.
Mogę o tej książce mówić w samych superlatywach, to jeden z najlepszych debiutów jakie czytałam. To jedna z nielicznych książek, przy których po zakończeniu mnie zatkało (a to nie lada wyczyn), gdzie pierwsze co przychodziło do głowy to WOW, a zaraz później "ja chcę, jeszcze raz". To książka obszerna, trudna, kontrowersyjna, mocna, ale w mojej opinii to MAJSTERSZTYK. Jestem pod ogromnym wrażeniem, wciąż trudno mi znaleźć słowa, żeby w pełni oddać co czułam zarówno przy czytaniu jak i po lekturze. To książka, która mnie zachwyciła a jednocześnie mocno mną wstrząsnęła. Oczywiście mam nadzieję na kontynuację, bo koniec już ją lekko sugeruje, i coś czuję, że to będzie jedna z moich ulubionych serii, a sama książka może być w topce moich najlepszych książek w tym roku. Polecam, zachęcam ale z rozwagą, bo to zdecydowanie nie jest lektura dla wszystkich, ale WARTO!
Czy można ufać własnym wspomnieniom, jeśli ktoś mógł je w nas… zaszczepić?
A może jeszcze gorzej, nam je wymazać?
Po „Projekt Brainstorm” sięgnęłam z czystej ciekawości, ale też z potrzeby czegoś mocnego, nieoczywistego. Debiut zawsze jest dla mnie pewnym ryzykiem, bo albo autor mnie porwie, albo zostawi z poczuciem niedosytu. W przypadku "Projekt Brainstorm" autorstwa Magdalena Fuss dostałam historię, która nie tylko mnie wciągnęła, ale momentami autentycznie wytrąciła z równowagi.
Okładka jest mroczna, chłodna, niepokojąca. Ma w sobie coś laboratoryjnego, coś klinicznego, a jednocześnie bardzo osobistego. Patrząc na nią, czułam, że to nie będzie zwykły thriller o mordercy. I nie jest czego szukam i to co lubię.
To historia doktor Robin Wright – kobiety złamanej po śmierci córki. Kobiety, która myślała, że najgorsze już ją spotkało. Do momentu, gdy trafia na miejsce brutalnej zbrodni w Green Village – opuszczonej posiadłości generała Braxtona. Jeden z dowodów… jest niemal identyczny jak ten sprzed pięciu lat. Z czasu, gdy zginęła jej córka.
I w tym momencie zaczyna się coś znacznie większego niż śledztwo.
Bo przeszłość Robin zaczyna przenikać teraźniejszość. Wraca projekt „Brainstorm” – eksperyment mający wpływać na ludzki umysł. Projekt, przy którym pracowała. Projekt, którego konsekwencji nikt do końca nie przewidział. A może przewidział… tylko nie powiedział?
Najmocniejsze momenty?
Dla mnie zdecydowanie te, w których Robin zaczyna wątpić we własną pamięć. Gdy pojawiają się luki. Gdy nie wiemy, czy to trauma, manipulacja czy coś jeszcze gorszego. Autorka bardzo sprytnie buduje atmosferę niepewności. Czy to klasyczny thriller psychologiczny? Na początku tak. Ale później historia zaczyna balansować na granicy gatunków,co przyprawia nie raz o gęsią skórkę.
Podobało mi się też to, że relacja Robin i Johna McLarena nie jest przerysowana. Nie dominuje fabuły, nie jest tanią wstawką romantyczną. To partnerstwo, które musi przetrwać coś znacznie trudniejszego niż zwykłe śledztwo.
Ta książka nie jest łatwa. I dobrze.
To nie jest historia, którą czyta się jednym tchem tylko dlatego, że akcja gna do przodu. Tu trzeba się zatrzymać. Pomyśleć. Czasem cofnąć o kilka stron. Bo autorka gra z czytelnikiem. Podrzuca tropy. Zasiewa wątpliwości.
Emocje? Czułam niepokój, frustracja i rosnące napięcie.
Chwilami wręcz klaustrofobiczne poczucie osaczenia.
A do tego bardzo silny motyw traumy po stracie dziecka. I pytanie, które nie daje spokoju... czy w imię nauki wolno przekraczać każdą granicę?
Najbardziej spodobało mi się to, że to dopiero pierwszy tom, a już czuję, że to nie jest historia zamknięta. To początek czegoś większego. Świata, w którym zbrodnia jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. I mam ogromną ciekawość, dokąd to wszystko zmierza.
Lubię, kiedy thriller zostawia mnie z pytaniami. Kiedy nie daje pełnego komfortu. Kiedy po zamknięciu książki jeszcze przez chwilę siedzę w ciszy i analizuję. „Projekt Brainstorm” dokładnie taki jest.
Jeśli lubicie thrillery psychologiczne, które skręcają w nieoczywistą stronę…
Jeśli nie boicie się historii, które podważają to, co uznajemy za pewnik…
To zdecydowanie warto.
Ja wchodzę w ten cykl. Bez wahania.
„Projekt Brainstorm” to jedna z tych książek, które od pierwszych stron wciągają w świat pełen napięcia, niepewności i pytań „co by było, gdyby…?”. Już sam tytuł sugeruje burzę myśli – i dokładnie to dostałam 💭⚡
To historia osadzona we współczesnych realiach, która kręci się wokół świata nowych technologii, ambicji i pomysłów mogących realnie wpłynąć na ludzkie życie.
Punktem wyjścia jest innowacyjny projekt – coś, co z założenia ma być przełomowe i zmienić zasady gry. Szybko jednak okazuje się, że za sukcesem, wizją i ekscytacją kryją się napięcia, rywalizacja, presja oraz trudne moralnie decyzje.
To opowieść o ludziach uwikłanych w system oczekiwań, ambicji i własnych słabości. O tym, jak cienka bywa granica między genialnym pomysłem a czymś, co może wymknąć się spod kontroli.
Książka łączy elementy thrillera psychologicznego z wątkiem obyczajowym, pokazując, jak rozwój technologii i dążenie do sukcesu wpływają na relacje, psychikę i poczucie odpowiedzialności.
Fabuła opiera się na intrygującym punkcie wyjścia, który szybko przeradza się w coś znacznie głębszego niż można się spodziewać. To historia o decyzjach, konsekwencjach i o tym, jak cienka bywa granica między kontrolą a chaosem. Bez spoilerów powiem tylko tyle – dzieje się dużo, ale wszystko ma tu swoje miejsce i sens.
Bohaterowie są wyraziści, niejednoznaczni i bardzo „ludzcy”. Nie zawsze się z nimi zgadzałam, czasem miałam ochotę nimi potrząsnąć, ale właśnie to sprawiło, że tak mocno przeżywałam tę historię. Emocje? Od napięcia, przez frustrację, aż po momenty refleksji. To książka, która zostawia w głowie sporo myśli jeszcze długo po odłożeniu jej na półkę.
Tempo akcji jest dobrze wyważone – nie ma tu zbędnych dłużyzn, a zwroty akcji pojawiają się w odpowiednich momentach. Styl autorki jest przystępny, dynamiczny, a jednocześnie potrafi zatrzymać czytelnika na chwilę przy ważniejszych fragmentach. Czyta się szybko, ale nie powierzchownie.
Myślę, że „Projekt Brainstorm” spodoba się osobom, które lubią historie z nutą psychologicznej głębi, współczesne tematy i fabuły, które skłaniają do myślenia. Jeśli cenicie książki, które oprócz rozrywki oferują też coś więcej – to może być tytuł dla Was.
Moja ocena: 9/10🌟
Zdecydowanie jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku!
BRUNETTE BOOKS
Recenzja
Premiera 20.02.2026 r.
,,Projekt Brainstorm" - Magdalena Fuss
Współpraca reklamowa z Novae Ras
Motywy:
- zabójstwa
- zagadka kryminalna
- zaburzenia psychiczne
- tajny projekt
- wiele zaskoczeń
Kryminał z zabójczą zagadką o profilu psychologicznym. Morderca w okrutny sposób zabija dzieci i nie można go złapać. Robin wybitna pani doktor psychiatrii z szóstym zmysłem. Po zabójstwie córki nie potrafi się odnaleźć, potrzebuje zmian i właśnie dlatego zostaje partnerką Johna. Razem prowadzą różne sprawy, aż przypada im zabójstwo i to potrójne, a najgorzej bo dzieci. Wszystkie znaki potwierdzają, że wrócił zabójca córki Robin. Kobieta jest zdeterminowana aby go odnaleźć i to za wszelką cenę. Z tym, że nie wie co te poszukiwania oznaczają i co czai się za prawdą.
Powiem, że kryminał psychologiczny genialnie poprowadzony, z wieloma profilami psychicznie chorych ludzi. Mogłam zagłębić się w ich dziwną i niezrozumiałą psychikę. Poznać przyczyny schorzenia oraz to co przynosi ich inność. Uwielbiam takie historie i wnikanie do ludzkiego umysłu, a jeszcze gdy on jest zainfekowany, to staje się jeszcze bardziej interesujący. A Robin potrafi prześwietlić każdego zarówno zdrowego jak i chorego. Ma niezwykły dar do przeczuć, wyczuwania nastrojów i widzi więcej niż inni by przypuszczali. Idealnie nadaje się do takiej pracy. Wyzwala w niej wiele pokładów zaangażowania i samorealizacji. Jednak sprawa z córką totalnie ją przybiła, dlatego czuje, że musi ratować inne dzieci.
Wątek kryminału przedstawiony tak interesująco, że elementy układanki same się układają. Jednak powiem nieskromnie, że miałam duże przeczucie kto może być zabójcą. Do połowy, książka opiera się na zabójstwach i psychicznych mordercach, jednak później wchodzi fantastyka. Trochę przypomina mi serial Strenger Things, ale nie będę zdradzać co konkretnie. A Ci co oglądali będę wiedzieć. Powiem tak serial mocno mi się podobał a podobne elementy zawarte w historii sprawiły nabrała ona nadnaturalnego kształtu. Autorka w ciekawy sposób pomieszała kryminał z rozpracowywaniem psychiki ludzkiego umysłu, romansu oraz fantastyki.
Romansu jest w małej ilości, ale poczułam niebywałą chemię między nimi. Mocno się wspierali, pomimo, że byli tylko partnerami w pracy. John dawał jej wiele zrozumienia i wsparcia, ona czuła to i była wdzięczna. Uczucia narodziły się same i myślę, że właśnie z tego.
Genialna historia z mocnym wątkiem i niezwykłymi umiejętnościami autorki do łączenia wielu motywów i gatunków. Nic nie było naciągane, chociaż to co tam się było na pewno kontrowersyjne i niekoniecznie moralne. Pojawi się również wątek polityczny oraz chęć przejęcia władzy przez wysoko postawionych ludzi. Chęć władzy wyzwoliła coś czego nikt się nie spodziewał. I z tym akcentem zakończę, a Wam dam szansę na poznanie bliżej historii niezwykłej Robin.
10/10
"Projekt Brainstorm" Magdaleny Fuss - thriller, który ukradnie Wam pewność siebie.
Czy można czuć się bezpiecznie, gdy wróg atakuje jednocześnie z dwóch stron? Z mrocznych zaułków rzeczywistości i z samego wnętrza Twojej własnej głowy? Magdalena Fuss w swojej debiutanckiej powieści "Projekt Brainstorm" kreśli wizję strachu totalnego.
Tutaj brutalne morderstwo stanowi zaledwie wstęp do równie przerażającej zbrodni: kradzieży tożsamości. To historia o tym, że najtrudniejsza walka o przetrwanie zaczyna się wtedy, gdy usiłujecie dopaść prześladowcę i nagle orientujecie się, że nie możecie już ufać nawet własnym zmysłom.
Wszystko zaczyna się od jednej, mrożącej krew w żyłach sceny w opuszczonej posiadłości Green Village. To tam dawny lęk spotyka się z brutalną teraźniejszością. Doktor Robin Wright, psychoanalityczka i doświadczona profilerka, wciąż niosąca ciężar niewyobrażalnej straty sprzed lat, zostaje wezwana na miejsce zbrodni, które okazuje się lustrzanym odbiciem jej najgorszego koszmaru.
Gdy wraz z detektywem Johnem McLarenem zaczynamy łączyć kropki, odkrywamy mroczną prawdę. Okazuje się bowiem, że klucz do zagadki tkwi w przeszłości ekspertki, a konkretnie w mrocznym znaczeniu samego tytułu książki. To, co miało służyć nauce, stało się niebezpiecznym narzędziem manipulacji. Robin musi więc odpowiedzieć na pytanie: czy ściga mordercę, czy może sama jest jedynie pionkiem w eksperymencie, którego reguł nikt jej nie wyjaśnił?
Fundamentem emocjonalnym tej opowieści jest trauma. Główna postać po tragicznych wydarzeniach z przeszłości wciąż funkcjonuje w cieniu nieprzepracowanej żałoby. Pisarka nie zatrzymuje się jednak na powierzchni thrillerowej intrygi, lecz zapuszcza się w najmroczniejsze rejony ludzkiej psychiki, eksplorując mechanizmy wypierania oraz kreowania fałszywych wspomnień.
Psychologiczna głębia tej prozy objawia się zwłaszcza w sposobie, w jaki Wright - wykorzystując swoją wiedzę z zakresu psychoanalizy - zaczyna kwestionować fundamenty własnego ja. Każdy krok w śledztwie to bolesne zdzieranie kolejnych warstw systemów obronnych, co sprawia, że jako czytelnicy współodczuwamy jej paraliżujący lęk. Boimy się momentu, w którym własna jaźń okaże się jej największym wrogiem.
Warto dodać, że Fuss po mistrzowsku wodzi czytelników za nos. Serwuje gęstą sieć fałszywych tropów i nieoczywistych wskazówek, przez co każdy rozdział staje się nową warstwą tajemnicy podważającą nasze dotychczasowe domysły. Niemal do samego finału trudno odróżnić sojusznika od wroga, a fakty od zręcznie sfałszowanych obrazów pod powiekami.
Ta nieustanna gra potrzebuje jednak przeciwwagi w świecie rzeczywistym. Zapewnia ją John McLaren - doświadczony śledczy, który wnosi do sprawy surowy instynkt i staje się dla Robin niezbędnym oparciem w chwilach, gdy manipulacja zaczyna brać górę. Razem tworzą duet idealny, w którym precyzyjne profilowanie kryminalne spotyka się z bezwzględną skutecznością policjanta.
Sama struktura książki jest tak samo precyzyjna, jak opisywane w niej procedury. Choć pozycja ta jest dosyć obszerna, bo liczy nieco ponad 500 stron, czyta się ją niezwykle szybko i z ogromnym zaangażowaniem, chcąc jak najszybciej poznać rozwiązanie mrocznej zagadki. Autorka trzyma nas w nieustannym poczuciu ciekawości tego, co wydarzy się za chwilę, a czeka nas wiele szokujących wręcz zaskoczeń i niespodziewanych zwrotów w tym, co powoli przed nami odkrywa. Tempo akcji przypomina nerwowe tętno osoby osaczonej przez niewidzialne zagrożenie, a krótkie, dynamiczne segmenty są cięte z chirurgiczną dokładnością. W połączeniu z chłodnym, oszczędnym stylem sprawia to, że każda strona przybliża nas do finału bez zbędnych przestojów.
Biorąc pod uwagę, że jest to debiut, muszę przyznać, że autorka poradziła sobie znakomicie. W moim odczuciu wchodzi ona na literacką scenę z ogromną pewnością siebie. Rzadko spotyka się pierwszą powieść, która byłaby tak spójna, przemyślana i pozbawiona typowych potknięć. To otwarcie kariery, które już teraz dostarcza rozrywki na najwyższym poziomie.
Co ciekawe, wątek etyczny skupia się tu na przerażającej wizji nauki, która przestaje służyć człowiekowi, a zaczyna go formatować. Dzięki temu thriller wymyka się ramom rasowego kryminału, stając się fascynującym science fiction spod znaku techno-horroru. Debiutantka kreśli wizję przyszłości, w której zaawansowane technologie stają się narzędziem totalnej kontroli.
Ta futurystyczna warstwa sprawia, że historia wykracza poza schemat zwykłego dochodzenia w stronę mrocznej dystopii. Lektura zostawia nas z dojmującym poczuciem niepokoju, a adrenalina szybko ustępuje miejsca chłodnej refleksji nad kruchością ludzkiego umysłu. Po odłożeniu tomu jeszcze długo będziecie z rezerwą spoglądać na każdą nowinkę ze świata technologii.
Tę pozycję polecam przede wszystkim miłośnikom thrillerów psychologicznych oraz fanom mrocznych klimatów spod znaku Black Mirror. Warto po nią sięgnąć, ponieważ oferuje rzadkie połączenie emocjonalnego autentyzmu z wizjonerską fikcją, zmuszając do myślenia długo po zamknięciu ostatniego rozdziału.
"Projekt Brainstorm" to historia, która nie tylko dostarczy Wam adrenaliny, ale też sprawi, że z niepokojem spojrzycie w lustro. Zastanówcie się zatem, ile z Was jest naprawdę Wami, i przygotujcie się na to, że Magdalena Fuss nie da Wam łatwych odpowiedzi. Da Wam jedynie jeszcze więcej powodów, by nie ufać własnej pamięci.
Przeczytane:2026-03-15, Ocena: 5, Przeczytałam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026,
„Projekt Brainstorm” autorstwa Magdaleny Fuss przeczytałam z poczuciem, że wchodzę w historię, która z jednej strony jest thrillerem, a z drugiej dotyka bardzo osobistych i bolesnych przestrzeni ludzkiej psychiki. Już od pierwszych stron miałam wrażenie, że autorka prowadzi mnie przez świat, w którym granica między nauką, pamięcią, manipulacją i emocjami jest niebezpiecznie cienka. Ten cichy, narastający niepokój towarzyszył mi przez całą lekturę.
Historia doktor Robin Wright zaczyna się od tragedii, która właściwie nigdy się nie kończy. Śmierć córki pozostawia w jej życiu pustkę, a jednocześnie staje się punktem, wokół którego zaczyna obracać się cała fabuła. Gdy bohaterka trafia na miejsce brutalnego morderstwa w opuszczonej posiadłości Green Village, przeszłość wraca z ogromną siłą, jak echo, którego nie da się zagłuszyć. Zbrodnia nie jest tu jedynie początkiem śledztwa – jest raczej kluczem otwierającym drzwi do dawno zamkniętych wspomnień.
Najbardziej poruszający w tej powieści jest sposób, w jaki autorka traktuje pamięć. Projekt Brainstorm – tajemniczy eksperyment mający wpływać na ludzki umysł – jest nie tylko elementem fabularnej intrygi. To metafora pytania, które pojawia się podczas lektury coraz częściej: czy nasze wspomnienia naprawdę należą do nas?
Czytając tę historię, miałam momentami wrażenie, że grunt pod nogami bohaterki powoli się rozpada. Każdy nowy trop w śledztwie nie tylko przybliża ją do prawdy, lecz także odbiera jej kolejne fragmenty pewności o własnej przeszłości. Ten psychologiczny niepokój jest chyba najmocniejszym elementem książki.
Dużą rolę odgrywa też atmosfera. Opuszczona posiadłość, ślady dawnych eksperymentów, luki w pamięci i wrażenie, że ktoś zawsze jest o krok przed bohaterami – wszystko to buduje klimat gęsty od napięcia. Jednak mimo dynamicznej akcji książka pozostaje przede wszystkim opowieścią o człowieku próbującym odzyskać kontrolę nad własnym życiem.
Robin Wright jest postacią bardzo ludzką. Nie jest nieomylną bohaterką, lecz kobietą zranioną, która czasami działa bardziej z desperacji niż z racjonalnej kalkulacji. To właśnie ta emocjonalna kruchość sprawia, że jej walka o prawdę wydaje się autentyczna.
Styl Magdaleny Fuss wydał mi się bardzo przystępny, a jednocześnie nastawiony na budowanie napięcia. Autorka prowadzi narrację w sposób spokojny, bez przesadnego epatowania brutalnością, ale potrafi stopniowo zagęszczać atmosferę. Tajemnice odsłania powoli, dawkując informacje tak, aby czytelnik cały czas miał poczucie niedosytu i chciał iść dalej. Podobało mi się również to, że elementy naukowe – związane z badaniami nad mózgiem czy pamięcią – są wplecione w historię w sposób naturalny i nie przytłaczają fabuły.
To thriller, który oprócz napięcia oferuje coś jeszcze: refleksję nad granicami nauki, pamięci i odpowiedzialności za własne decyzje. A takie książki – nawet jeśli opowiadają o fikcyjnych eksperymentach, bądź tylko nawiązują do tych prawdziwych ( projekt MK Ultra) – zostają z czytelnikiem na długo.
Po zamknięciu książki zostaje pewien niepokój. Powieść przypomina bowiem, że największym polem walki nie zawsze jest miejsce zbrodni, lecz ludzki umysł – miejsce, gdzie prawda i iluzja potrafią wyglądać niemal identycznie.