Świat się zmienił. Zmieniły się również problemy ludzi na nim żyjących. Zmienił się też nasz język. Stał się mniej wyrafinowany, trochę bardziej brutalny, a co najważniejsze, nie ma już takich profesorów. Tomasz Kowalski nie kryje, że swoją najnowszą książką chciał oddać cześć Jerzemu Szaniawskiemu i jego Opowiadaniom Profesora Tutki.
Zbiór opowieści zawartych w dziele pod tytułem Przysionek – dom dla pozornie umarłych porusza różne tematy. Snute przez bohaterów historie mówią o ludzkich lękach, niesprawiedliwości, przemijaniu, bolesnych wspomnieniach, niezrozumieniu, buncie, miłości i pożądaniu, ale również o uszkodzonych słuchawkach i kąpieli w Bałtyku. Narratorami są czterej mocno dojrzali mężczyźni. Przyjaciele spotykają się co wtorek w knajpce, by przy kawie, piwie i papierosie pogadać o życiu. Każde opowiadanie jest wypadkową konkretnej sytuacji, zdarzenia czy rozmowy. Okazuje się przy tym, że pozornie zwykli faceci mogą być nie tylko wnikliwymi obserwatorami rzeczywistości, ale też wrażliwymi i sentymentalnymi ludźmi, poetami dojrzałego już życia. I to chyba w tym wszystkim jest najdziwniejsze, najbardziej nieprawdopodobne. A może nie?
Wydawnictwo: MG
Data wydania: 2018-08-22
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 224
Moja pierwsza książka recenzencka popełniona przez Tomasza Kowalskiego o tajemniczym tytule „Przysionek, dom dla pozornie umarłych”. Przyznam szczerze, nie kojarzyłem autora, ale urzekła mnie okładka, nie stawiałem ogromnych wymagań, nie czytam wiele książek które wyszły spod polskiej ręki. Teraz już wiem jaki byłem małostkowy. Książka jest wspaniała, z jednej strony lekka i przyjemna, często rozbawia do łez, ale z drugiej wzrusza. Pisarz umiejętnie porusza naszymi emocjami jak zawodowiec żongler. Czytając ją czułem się jak dziecko — nie wiedziałem, że można być tak wspaniałym obserwatorem codzienności. Jak całe nasze życie raz zabawne, później nagle denerwujące, smutne i wzruszające, może być przyczyną do tak głębokiej analizy. Autor pokazał doskonale jak wiele w naszym życiu jest rzeczy pięknych i ulotnych a każda sytuacja wymaga od nas chwili zastanowienia. Nie jestem mistrzem rozpracowywania relacji jakie łącza nas z każdym przechodniem na ulicy, z każda kelnerką czy ludźmi na przystanku, ta pozycja na pewno pozwoli mi je dostrzec. Książka pomaga nam zauważyć lekkość i ulotność codzienności, opowiada w najpiękniejszy sposób sytuacje których doświadcza każdy z nas, a robi to w fenomenalny sposób. Poznajcie Grzegorza, Dawida, Artura i Rafała, czterech mężczyzn których łączy wspólna przeszłość i cotygodniowe wypady do pubu. Co tydzień we wtorki, „dlaczego wtorki?” Zapytacie, a ponieważ wtorek to najnudniejszy dzień tygodnia, nijaki. Trzeba go jakoś sobie umilić, piwo i przyjaciele. Czego chcieć więcej? Każdy z nas doskonale wie jak wyglada taki wypad. Rozmowy oscylują dookoła naszego życia przyjmując często niemal metafizyczne zabarwienie. Śmieszne, groteskowe, smutne a czasem wzruszające. „— Mówi się, że informacja raz wrzucona do Internetu zostaje w tam na zawsze — odrzekł na to Rafał, po czym dodał melancholijnie. — Tylko że nasze cybernetyczne listy są jak plastikowe butelki na wysypiskach śmieci. Przetrwają tysiące lat, nie mówiąc jednak nic o tych, którzy pili z nich wodę. — Ale trzeba przyznać, że zgrabna jest — dodał na koniec Grzegorz, zerkając na kelnerkę.” Książka jest mi o tyle bliższa, że jej akcja toczy się w Katowicach a dokładniej w barze na ulicy Mariackiej. To moje miasto, często przechadzam się po tej ulicy. Polecam ją każdemu, kto chciałby spojrzeć na życie z innej perspektywy, analizować codzienność, płakać raz ze śmiechu raz ze smutku. Jak często Ty myślisz o codziennych „błahych” sprawach? Zostawię Cię z tym pytaniem. Tymczasem ja idę na Mariacką. Może i ja w ich wieku będę miał takie relacje z przyjaciółmi, oby. ;D Zapraszam: https://www.instagram.com/books_maze/ https://kochaneksiazki.blogspot.com
Czy można w sposób zabawny mówić o śmierci, religii, sztuce, i patriotyzmie? A o samobójstwie, alkoholizmie, literaturze i wampiryzmie? Otóż można. Wystarczy...
Tomasz Kowalski – urodzony w 1970 roku Katowicach. Autor powieści: "Rozmowy na trzech grabarzy i jedną śmierć", "Mędrzec kaźni", "Nie pozwolisz żyć...
Przeczytane:2025-12-18, Ocena: 5, Przeczytałam, 26 książek 2025, POSIADAM,
Co wtorek w pewnej knajpce spotyka się grupa przyjaciół. Dojrzali mężczyźni, którzy sporą część życia mają już za sobą, umawiają się na kawę, piwo, lub coś do jedzenia, by pielęgnować swoją przyjaźń i opowiadać. Książka jest zbiorem ich bardzo krótkich opowieści, anegdotek z życia wziętych. Każda z nich nawiązuje do jakiegoś tematu, który w mniejszym lub większym stopniu na pewno będzie nam bliski.
Zacznę od bohaterów tej książki. Właściwie to nie polubiłam ich, wiele razy zdawali mi się irytujący, denerwowały mnie ich poglądy i podejście do życia. Jednak możliwe, że właśnie miało tak być, a oni sami nie raz zauważali swoje błędy, choć nie zawsze. Nie byli też jakoś specjalnie charakterystyczni. Za to naturalni, nieprzerysowani, po prostu ludzie, których można spotkać w życiu. Jedynie ich sposób wypowiedzi można uznać za zbyt literackie, jak na zwykłe rozmowy, które odbywają się w knajpie. W pewnym momencie zaczęłam się gubić, który z mężczyzn, jaką historię opowiadał wcześniej, jednak nie było to takie ważne dla całości. Liczyły się same opowiadania, a one sprawiały, że książkę uważam za wartą uwagi.
Opowieści dotyczą prostych często codziennych sytuacji. Tylko parę razy trochę bardziej niespotykanych. Każde jednak niesie ze sobą przemyślenia, które dopadają bohaterów a w których myślę, że większość czytelników odnajdzie swoje własne. Historie były naprawdę różne. Niosły ze sobą czasem skrajne emocje. Jedne wprawiały w smutek i melancholie, były wręcz przygnębiające. Inne dawały nadzieję, jeszcze inne po prostu mnie rozśmieszyły. Przy niemal każdym warto było się zatrzymać i pozwolić sobie na własne przemyślenia dotyczące danego tematu, czasem się po prostu uśmiechnąć i pokiwać głową ze zrozumieniem, czasem na chwilę odłożyć książkę.
Niemal przy każdym, bo były też takie moim zdaniem trochę wepchane na siłę, które niewiele wniosły i były chyba tylko rozszerzeniem powieści, a może po prostu akurat do mnie nie trafiły. Najbardziej podobały mi się te na początku książki, im dalej tym moim zdaniem było coraz słabiej. Mimo to polecam ,,Przysionek -- dom dla pozornie umarłych", jest to książka, przy której warto się zatrzymać.