Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy

Wydawnictwo: Wydawnictwo Psychoskok
Data wydania: 2016-09-30
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788379005253
Liczba stron: 499

Ocena: 5.5 (8 głosów)

Riese – to kryptonim największego projektu górniczo - budowlanego realizowanego przez III Rzeszę w latach 1943-1945 w Górach Sowich na Dolnym Śląsku. Cel jego budowy do dziś nie został jednoznacznie wyjaśniony. Jesień 1946 roku. Do Głuszycy, niewielkiej miejscowości w Górach Sowich, z tajną misją przybywa zagadkowy mężczyzna. Przedmiotem jego zainteresowania są sztolnie wykute we wnętrzu gór. Poczynania mężczyzny bacznie obserwuje UB i NKWD. Wiosna 1992 roku. W ręce sędzi Laury Szeligi wpadają dokumenty, z których wynika, że jej zmarły ojciec nie był tym, za kogo ona go uważała. Usiłując dojść prawdy, przekona się, że tajemnica skrywana przez Riese nadal rzuca złowrogi cień, wciąż budzi emocje i popycha ludzi do zbrodni. W powieści odnajdziemy także dalsze losy bohaterów „W cieniu Olbrzyma” – debiutu literackiego autorki.

Kup książkę Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - speedi
speedi
Przeczytane:2016-11-11, Przeczytałem,
Rzeczywistość potrafi być bardziej wyrafinowana niż najbardziej wybujała wyobraźniaRiese - nazwa budząca wiele sprzecznych uczuć: ciekawość, niepokój, grozę, lęk, zdumienie. Nazwa mocno pobudzająca wyobraźnię. Riese - kryptonim największego projektu górniczo-budowlanego hitlerowskich Niemiec, realizowanego w czasie wojny w Górach Sowich niedaleko Wałbrzycha oraz na zamku Książ. Ogromne nakłady finansowe, mnóstwo stali i betonu, niewolnicza i naznaczona tysiącami ofiar praca więźniów m.in. obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, jeńców wojennych i robotników przymusowych. Tajemnicze podziemne sztolnie, głoszony po wojnie brak jakiejkolwiek poważnej dokumentacji obiektów, ciągłe zainteresowanie zwykłych ludzi dziwnymi budowlami i niemal ostentacyjny brak zainteresowania oficjalnych władz. Nazwa „Olbrzym" (niemieckie Riese) budzi emocje, a związana z nią aura niedomówień i tajemniczości prowadzi do powstawania szeregu teorii. To właśnie w cieniu Riese rozgrywa się akcja nowej powieść Jolanty Marii Kalety, zatytułowanej Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy. Mamy dwie płaszczyzny czasowe: lata dziewięćdziesiąte XX wieku oraz rok 1946, okres tuż po zakończonej wojnie. Wydarzenia współczesne oraz te sprzed kilkudziesięciu lat. Z jednej strony - losy sędzi Laury Szeligi, z drugiej - jej ojca, którego kobieta praktycznie zna tylko z opowieści chorej na Alzheimera ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy

Avatar użytkownika - jaszczowka
jaszczowka
Przeczytane:2016-11-29, Ocena: 5, Przeczytałam,
Intrygująca i wciągająca książka napisana w świetnym stylu. Polecam.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Bookendorfina
Bookendorfina
Przeczytane:2016-11-12, Ocena: 5, Przeczytałam,
"Przez ostatnie lata swego życia nauczył się nikomu nie ufać, w nic nie wierzyć i być czujnym. Ważył każde słowo i mierzył każdy krok, zanim podjął jakąkolwiek decyzję. Tylko dzięki temu nadal żył. Zdrady mógł się dopuścić nawet serdeczny przyjaciel." Rewelacyjny styl pisarski, niezwykle intrygująca fabuła, mnóstwo zaskakujących wydarzeń, świetnie przedstawione sylwetki bohaterów, powodują, że mocno wciągamy się w powieść już od pierwszych stron. Tajemnice z czasów drugiej wojny światowej, perfekcyjnie skrywane także dziś, których odkrywanie przyprawia o dreszcze, wyzwala sporo emocji, poruszenia, ekscytacji, ale także wyczuwalną aurę napięcia, niepewności i niepokoju. W błyskawicznym tempie pochłaniamy kolejne rozdziały książki, poddajemy się wartkiej akcji i z wyczuciem dozowanemu napięciu. Przywiązujemy się do głównych postaci, angażujemy w odkrywanie kart historii i warstw nieoczekiwanej prawdy, wyjaśniamy sensacyjne okoliczności, podejmujemy grę snucia nieprawdopodobnych wręcz przypuszczeń i domniemywań. Ogromny plus za mocno nieprzewidywalne zakończenie, świetnie wzmacniające uczucie satysfakcji po przeżyciu zajmującej i porywającej przygody czytelniczej. Kolejna powieść autorki fantastycznie umilająca wieczorne zaczytanie, a przy tym przenosząca w klimat dolnośląskich krajobrazów. Laura Szeliga, sędzia w wydziale karnym, podczas pracy nad zleconym zadaniem, przypadkowo trafia na niebywale zajmujące dokumenty, zapowiadające niespodziewane odkrycia i sensacyjne spojrzenia w przeszłość jej rodziny. Za wszelką cenę zgłębia wyjątkowo skomplikowaną prawdę, usilnie stara się dotrzeć do już nielicznych żyjących świadków dawnych wydarzeń, odnaleźć dowody na wysuwane domysły, potwierdzić lub wykluczyć pojawiające się sprzeczne hipotezy. Prowadzone przez nią śledztwo napotyka wiele barier, trudności i zmów milczenia. Jednocześnie coraz silniej ogarnia ją niepokój i nerwowość, zdaje się wyczuwać skalę podejmowanego ryzyka i związane z nim niebezpieczne brzmienia. Jednak wiedziona ogromną ciekawością nie ustaje w dociekaniach. Z czym przyjdzie się zmierzyć głównej bohaterce? Komu tak bardzo zależy, aby dawne tajemnice i sekrety pozostały nieodkryte? Jakie fakty szokują, mrożą krew w żyłach, wprawiają w konsternację? Czy uda się rzetelnie wyjaśnić i odpowiednio naświetlić przynajmniej częściowy obraz złożonej i niejasnej rzeczywistości? Co wspólnego z opisywaną historią ma projekt górniczo-budowlany Riese, którego realizacja okupiona była wieloma ofiarami i ogromnym poświęceniem? Jakim celom miała służyć ta tajna inicjatywa prowadzona przez organizację Todt? bookendorfina.blogspot.com
Link do opinii
Avatar użytkownika - Isgenaroth
Isgenaroth
Przeczytane:2016-10-11, Ocena: 5, Czytam, E-book,
W ciągu ostatniego roku światła kamer bardzo często zwrócone były w kierunku Dolnego Śląska. Związane było to z poszukiwaniami tzw. „złotego pociągu”. Osobiście z ogromnym zaciekawieniem śledziłem doniesienia związane z eksploracją wskazywanego przez poszukiwaczy terenu, niestety nikt z nas nie doczekał się rozwiązania zagadki legendarnego skarbu III Rzeszy. Tajemnica nie została odkryta i dalej pozostanie „konikiem” dla wielu zainteresowanych regionem osób. Wspomniane wydarzenia zapewne przyczyniły się do popularyzacji tego przepięknego rejonu naszego kraju, jednak dla mnie - czytelnika, ale także osoby zachwyconej tajemniczym Dolnym Śląskiem, już jakiś czas temu najlepszym jego ambasadorem stała się wrocławska pisarka Jolanta Maria Kaleta. Teraz przydarzyła mi się niewątpliwa przyjemność zapoznania się z jej najnowszą powieścią „RIESE. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy”. Książka ta jest jedenastą powieścią w dorobku Jolanty Marii Kalety, która od 2012 roku - od czasu rozpoczęcia swojej kariery pisarskiej - zdobyła chyba przepis na świetną powieść sensacyjną. Receptę tę, coraz bardziej ją ulepszając, z powodzeniem zastosowała przy konstruowaniu fabuły i akcji swojego najnowszego „dziecka”. Dla czytelników zaznajomionych z prozą Jolanty Marii Kalety nie będzie żadną nowością, że autorka, konstruując fabułę, akcję powieści prowadzi dwutorowo - w tym przypadku współcześnie oraz w okresie przypadającym bezpośrednio po zakończeniu działań II wojny światowej. Wydaje mi się, że jest to sprawdzony zabieg, tym bardziej, że rozdziały przenoszące czytelnika w dany czas i miejsce następują po sobie naprzemiennie. Sprzyja to oczywiście łatwiejszemu odbiorowi czytanego tekstu, jednocześnie nie wywołując poczucia zagubienia. Bezboleśnie wprowadza czytelnika w bieg pasjonujących wydarzeń oraz w pozwala na szczegółowe zaznajomienie się z postaciami bohaterów opowieści. Główną bohaterkę - sędzię Annę Szeligę - poznajemy w chwili podejmowania decyzji, która będzie miała ogromny wpływ na jej życie. Decyduje się ona bowiem na podjęcie pracy w Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W trakcie wykonywania czynności służbowych, wśród wielu teczek związanych ze sprawami prowadzonymi przez PRL-owski Urząd Bezpieczeństwa, odnajduje informacje, z których wynika, że jej tragicznie zmarły przed wieloma laty ojciec był SS-manem, zaś po wojnie został skazany przez ówczesne władze polskie na śmierć za szpiegostwo na rzecz hitlerowskich Niemiec. Zawartość teczki wywraca życie Laury do góry nogami, dlatego - wykorzystując możliwości związane z zajmowanym stanowiskiem - postanawia przeprowadzić śledztwo związane z jej ojcem, a co za tym idzie również ze swoją tożsamością. Od tej chwili poznanie tajemnicy związanej z ojcem Gustawem Zarmbą vel Horstem stanie się jej obsesją. Pierwsze ustalenia prowadzą do jej rodzinnego miasta Głuszycy a także Jedliny Zdrój, związane są też z Górami Sowimi i znajdującym się w nich rozbudzającym ludzką wyobraźnię, zagadkowym, poniemieckim kompleksem Riese. Kiedy skończyłem czytać tę powieść, zadałem sobie pytanie: co decyduje, że uznajemy książkę za dobrą? Odpowiedź wydała mi się prosta i jednoznaczna: powieść jest dobra wtedy, gdy staje się dla czytelnika inspiracją. „RIESE. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy” niewątpliwie taką inspiracją dla mnie się stała. Zainspirowała mnie choćby do zaplanowania kolejnej podróży, podczas której będę mógł osobiście odkrywać Riese, poczuć klimat, który w tak realistyczny sposób przedstawiła i zaraziła mnie nim autorka. Była także impulsem do przemyśleń, zastanowienia się nad sensem obsesyjnej chęci odkrywania tajemnic. Być może lepiej jest wtedy, gdy tajemnica nadal nią pozostaje? Może mieć wtedy znacznie mniejszą siłę rażenia. Wreszcie uzmysłowiła mi, że nie godzi się wydawać sądów o ludziach, bez możliwości całkowitego poznania motywów, które kierowały ich postępowaniem. „RIESE. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy” okazała się też dla mnie najlepszą powieścią, która wyszła spod pióra Jolanty Marii Kalety. Uznałem ją za najbardziej dojrzałą, najpiękniej opowiedzianą i właściwie pozbawioną wad. Oczekiwałem mistrzowskiego połączenia faktów z fikcją, świetnego oddania ducha epoki, ale, prócz tego, w pakiecie dostałem też element zaskoczenia, ogromne emocje, a także wiele ciekawostek, świetnie wkomponowanych w fabułę. Skorzystałem z możliwości obserwacji złożonych losów ludzkich, relacji kat-ofiara. Jednocześnie goniłem za tajemnicą, a kiedy już zdawało się, że zostanie ona wyjaśniona, zastępowała ją kolejna. Pomyślałem wtedy, że życie pisze najlepsze scenariusze. Trzeba umieć je odpowiednio wykorzystać, prawda Pani Jolanto? Być może będzie tak, że dla innych powieść ta stanie się impulsem do odkrycia nowej, wspaniałej pasji? Wszystko przed Tobą Czytelniku…
Link do opinii
Avatar użytkownika - flickma
flickma
Przeczytane:2016-10-10, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,
Mówią, trening czyni mistrza. Coś w tym jest. „Riese, tam gdzie śmierć ma sowie oczy” to jedenasta powieść Jolanty Marii Kalety. Bez wątpienia najlepsza. Z każdą kolejną powieścią autorka coraz bardziej rozwija skrzydła. Literacko powieści są coraz lepiej skonstruowane, w każdej z nich z łatwością rozpoznać można jej indywidualny styl, co stanowi o klasie autorki. „Riese...”, będę używał tego skrótu, to jak większość utworów tej autorki powieść sensacyjno-przygodowa z elementami sfabularyzowanych autentycznych wydarzeń z powojennych dziejów Dolnego Śląska. Powieść o naprawdę niezwykle kunsztownie skonstruowanej, wielowątkowej fabule, wartkiej akcji, niespodziewanym finale, rozgrywająca się w dwóch wymiarach czasowych, tuż po wojnie i w roku 1992 osnuta jest wokół do tej pory nie rozwiązanych tajemnicach związanych z największym projektem górniczo-budowlanym realizowanym przez hitlerowską Rzesze w Górach Sowich, będących częścią Sudetów. Jest ona jednocześnie peanem na cześć ofiar stalinowskiego terroru, więzionych, torturowanych i mordowanych przez Ubowskich i NKWDowskich oprawców. Najważniejszym jednak przesłaniem powieści jest uzmysłowienie czytelnikowi, że nic nie musi być takim na jakie wygląda, że każde zdarzenie, sytuacja, fakt mogą mieć drugie a często i trzecie dno. Rzeczywistość może okazać się fikcją, a fikcja.... cóż..... wcale nią być nie musi. Gorąco zachęcam do lektury tej powieści. Pięćset stron łyknąłem w jedną noc. Wam też to grozi
Link do opinii
Avatar użytkownika - awiola
awiola
Przeczytane:2016-10-01, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2016, Mam,
"Ponoć w tych górach czyha śmierć o sowich oczach...". Skomplikowana i pełna tajemnic, polska historia, chyba już zawsze będzie wpływać na życie kolejnych pokoleń naszych rodaków. Tezę tę potwierdza w swojej najnowszej książce Jolanta Maria Kaleta, pokazując jednocześnie, że niestety zbyt często to właśnie zło i kłamstwo triumfują nad dobrem i prawdą, zbierając obfite żniwa od tylu już lat. Po lekturze tej książki zaczęłam się zastanawiać, czy nasz kraj jest na pewno taki, jaki się z pozoru wydaje, czyli wolny, na którego nie wpływają żadne, obce siły. Mam co do tego sporo wątpliwości. Jolanta Maria Kaleta to wrocławska pisarka, z wykształcenia historyk i politolog, znana głównie z powieści sensacyjnych, których akcja dzieje się we Wrocławiu lub na Dolnym Śląsku. Jej książki nawiązują do nieodkrytych tajemnic naszej historii. Autorka pracowała we wrocławskich muzeach, oraz uczyła w szkołach średnich historii i wiedzy o społeczeństwie. Jest miłośniczką górskich, pieszych i rowerowych wędrówek oraz kocha zwierzęta. "RIESE. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy" to kontynuacja powieści "W cieniu Olbrzyma". Czasy współczesne - sędzia Laura Szeliga przyjmuje propozycję pracy w Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Podczas przeglądania akt znajduje teczkę swojego ojca, który zmarł, gdy bohaterka miała zaledwie rok. Laura aby odnaleźć prawdę na temat swojego pochodzenia, postanawia wyjechać do Głuszycy - rodzinnego miasteczka, w którym wszystko się zaczęło. Akcja tej sensacyjno-przygodowej książki rozgrywa się głównie w Głuszycy i w Jedlinie-Zdroju, a jej akcja przedstawiana jest dwutorowo, z dwóch perspektyw czasowych - współcześnie oraz we wczesnych latach powojennych, gdy na ziemiach polskich panował zupełny chaos, a zbrodniarze potrafili wtopić się w tłum anonimowych ludzi. Tak poprowadzona akcja pozwala odkrywać kolejne elementy układanki, jaką zafundowała czytelnikom Jolanta Maria Kaleta. Układanki składającej się z rodzinnej tajemnicy i uwarunkowań społecznych okraszonych potężną dawką historii, jakiej nie uczą w szkole. Odkrycie przez główną bohaterkę, tajemnicy swojego przyjścia na świat i genezy dalszych wydarzeń, jakie się z tym wiązały, okazało się dla mnie wielkim zaskoczeniem. Kompletnie nie przewidziałam, że autorka łącząc działalność tajnych służb, donoszenie oraz rodzicielską miłość, wykreuje taki scenariusz. Scenariusz, który skłania niewątpliwie do moralnej oceny oraz refleksji własnej. Po lekturze tej powieści stwierdziłam, że czasami lepiej nie znać dalszych losów bohaterów naszych ulubionych książek. Wolałabym bowiem w tym przypadku nie wiedzieć, jaki okrutny los spotkał Antoninę Górską, kierowniczkę sierocińca mieszczącego się w pałacu Jedlinka, której powodzeniu w życiu, czytając "W cieniu Olbrzyma", tak mocno kibicowałam. Jolanta Maria Kaleta w fabule tej kontynuacji nie oszczędziła mi dużej dozy smutku, a w zasadzie przez całą tę lekturę targała mną złość za dziejową niesprawiedliwość i nieumiejętność oddzielenia katów od swych ofiar, za brak tak potrzebnego napiętnowania oprawców i za historyczne zapomnienie, które nigdy nie powinno mieć miejsca. Niestety wiem, że pomimo tego, iż losy wykreowanych przez autorkę bohaterów, są fikcyjne, z pewnością takich prawdziwych, tragicznych przypadków w naszej historii było naprawdę dużo. Jolanta Maria Kaleta w historii poszukiwania własnych korzeni przez główną bohaterkę, zręcznie wplotła kilka tematów, które tylko nieznacznie zaakcentowane, bardzo mocno mnie zaintrygowały. Otóż autorka nawiązuje do pewnych czystek oraz do zdrady dokonanej w Magdalence, czy też do zamordowania Jaroszewiczów związanych z Dolnym Śląskiem. Jednak najbardziej intrygującym wątkiem, nieco spiskowym, jaki odnalazłam, okazała się dla mnie teza, jakoby pewne grupy ludzi blokowały poznanie przez Polaków prawdy o Górach Sowich. Przyznam, że pewien fragment rozmowy umieszczony w książce przyprawił mnie o dreszcze niepokoju. Tam, gdzie śmierć ma sowie oczy, tam najlepsza przygoda w połączeniu z tajemnicą, ma oczy Jolanty Marii Kalety. Ta przygoda to Dolny Śląsk, sekret skrywany we wnętrzu Gór Sowich, przeszłość wpływająca na teraźniejszość, a wszystko to okraszone wartką akcją, która niczym rozpędzony rollercoaster, zabiera czytelnika na niesamowitą, czytelniczą ucztę. To przygodowo- sensacyjna proza w najlepszym wykonaniu. Zdecydowanie polecam.
Link do opinii
Avatar użytkownika - agnieszka3201
agnieszka3201
Przeczytane:2016-09-30, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam,
Świetna powieść, szczerze i gorąco polecam!!!!
Link do opinii
Inne książki autora
Wrocławska Madonna
Jolanta Maria Kaleta0
Okładka ksiązki - Wrocławska Madonna

„Wrocławska Madonna” autorstwa Jolanty Marii Kalety to powieść sensacyjna z wątkiem miłosnym w tle. Prolog wprowadza czytelnika w tragiczne...

Strażnik Bursztynowej Komnaty
Jolanta Maria Kaleta0
Okładka ksiązki - Strażnik Bursztynowej Komnaty

Jesienią 1991 roku znaleziono zwłoki znanego wrocławskiego poszukiwacza Bursztynowej Komnaty, inżyniera Pawła Rylskiego. Z prowadzonego śledztwa niewiele...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Sekret Heleny
Lucinda Riley;
Sekret Heleny
Czas pomsty
Maciej Liziniewicz
Czas pomsty
Budząc lwy
Ayelet Gundar-Goshen
Budząc lwy
Dzisiaj umrzesz Ty
Sue Wallman
Dzisiaj umrzesz Ty
Czas pokuty
Grzegorz Kopiec
Czas pokuty
Nie wiem, gdzie jestem
Gayle Forman;
Nie wiem, gdzie jestem
Wielka księga Klary
Marcin Wicha;
Wielka księga Klary
Wisznia ze słowiańskiej głuszy
Aleksandra Katarzyna Maludy
Wisznia ze słowiańskiej głuszy
Pokaż wszystkie recenzje