Rzeczpospolita wyzionęła ducha. Po jej rozczłonkowanym korpusie tuła się wysłannik pruskiego monarchy, Gottlieb von Donitz. Emerytowany wojak i chemik otrzymał nietypową misję. Usypia smoki. Dzięki jego pracy po dwóch latach od finalnego rozbioru dawna Polska nie jest już zapyziałym ciemnogrodem, w którym mityczne stwory czują się jak u siebie. Tropiciel dobrze się o to postarał.
Gdy wydaje mu się, że gadzie zagrożenie powoli mija, spotyka na swojej drodze coś, przy czym wszystkie dotychczasowe stworzenia jawią się jako igraszka. Dociera do miejsca, o jakim dawni Piastowie woleli zapomnieć, a ich potomkowie nawet nie chcieli wiedzieć o jego istnieniu.
Zawadiaka przekona się na własnej skórze, że prawdziwe zło czuje się najlepiej tam, gdzie nikt o nim nie pamięta. Czai się na rubieżach, w których granice państw, a nawet zaświatów, niepostrzeżenie się zacierają. A za wchodzenie z nim w układy trzeba zawsze zapłacić wysoką cenę.
Wydawnictwo: Nowoczesne
Data wydania: 2026-02-06
Kategoria: Historyczne
ISBN: b.d
Liczba stron: 145
Schyłek osiemnastego stulecia. Na wciąż jeszcze ciepłym truchle świeżo zdemontowanej Rzeczypospolitej uwijają się rzesze pruskich urzędników, pragnących...
Przeczytane:2026-02-10, Ocena: 5, Przeczytałem, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, 52 książki 2026, 26 książek 2026, 12 książek 2026,
Witajcie moi kochani
Dziś przychodzę do Was z kolejną częścią przygód Gottlieba von Donitza.
Tytuł: Smoczpospolita. Tom 2 - Na kresach Gadzirodu
Autor: Łukasz Pacia
Wydawnictwo: NowoCzesne
Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Autorowi - współpraca reklamowa
#współpracareklamowa #współpracabarterowa #współpracarecenzencka
Pruski usypiacz smoków Gottlieb von Donitz, należycie wywiązujący się ze swych obowiązków, przez czyste zrządzenie losu trafia do miejsca, do którego nawet sam władca nie chce zaglądać. Bowiem jest ono zapomniane nie tylko przez władców, ale i przez samego Boga. W tym ponurym miejscu, pod niespodziewaną oraz niezwykłą postacią, panuje czyste zło. Jednakże Gottlieb trafiając do tak złowrogiej lokalizacji zostaje niejako zmuszony do stanięcia oko w oko z niebezpieczeństwem oraz powstrzymania jego ekspansji.
To była bardzo dobra lektura.
Fabuła od razu mnie zaciekawiła. Z resztą już po przeczytaniu pierwszego tomu byłam bardzo ciekawa kolejnych przygód Gottlieba. Także ucieszyłam się, gdy od razu mogłam przejść do kolejnej powieści. Jednak tym razem główny bohater, który przecież zawodowo zajmował się usypianiem smoków, musiał zmierzyć się z całkiem nowym zagrożeniem. I jakież było moje zdziwienie, gdy zorientowałam się z czym konkretnie miał do czynienia. Naturalnie było to bardzo pozytywne zdziwienie, ponieważ czułam, że taki obrót spraw zagwarantuje niesamowitą przygodę. I nie myliłam się.
Pod względem fabularnym dałam się pochłonąć, ale niestety pewna kwestia nie daje mi spokoju. Mianowicie opuszczenie zamku przez Gottlieba, a konkretnie sposób oraz czas w jakim do tego doszło. Miałam wrażenie, iż zadziało się to bezproblemowo, zbyt szybko i zbyt łatwo. Przez co mój dreszczyk emocji trochę osłabł. I w związku z zaistniałą sytuacją zakończenie powieści również nastąpiło zbyt szybko.
A tak ogólnie akcja powieści rozwijała się powoli, dawkując informację dzięki czemu mogłam zanurzyć się w nowym, mrocznym i niesamowitym świecie.
Pod względem bohaterów to tym razem najbardziej zainteresowała mnie Drachentruda. Nietuzinkowa choć bezwzględna postać, która przez lata utrzymywała swoje panowanie na danym terytorium. Ubolewam jednak na tym, iż nie został rozwinięty wątek jej relacji z profesorem, a konkretnie wątek ich wspólnych działań. Choć muszę przyznać, iż zalążek ich planów był bardzo kreatywny. Pod względem poczynań Gottlieba przede wszystkim jestem pod wrażeniem jego umiejętności adaptowania się do zaistniałej sytuacji. Mimo, iż nie parał się zajęciem, które pochwalam to zdecydowanie zasługuje on na pochwałę ze względu na dokonywanie działań, wynikających z troski o innych.
Pod względem zakończenia, tak jak już wcześniej wspomniałam, w moim odczuciu nastąpiło ono niestety zbyt szybko. Jednakże okazało się ono satysfakcjonujące, co zrekompensowało mi niedogodności.
Reasumując ,,Smoczpospolita. Tom 2 - Na kresach Gadzirodu" to ciekawa, ale i niewielka objętościowo powieść, z której lektury jestem bardzo zadowolona. W tej części również mam pewne zastrzeżenia od strony technicznej, ponieważ znów odstępy między wierszami były dla mnie zbyt małe. Jednakże tym razem starałam się postrzegać to też jako plus, dzięki czemu mogłam dłużej delektować się lekturą. Z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne części ,,Smoczpospolitej" i odkryje nowe przygody Gottlieba.
Serdecznie polecam, strona.394