Spadek

Wydawnictwo: Harper Collins
Data wydania: 2018-11-14
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788327641052
Liczba stron: 432
Język oryginału: polski

Ocena: 4.67 (6 głosów)

Zdrada małżeńska to banał… o ile przydarza się innym. 
Kiedy Natalia odkrywa zdradę męża, najpierw próbuje uratować związek, szybko jednak dochodzi do wniosku, że nie warto. Z dnia na dzień podejmuje decyzję o przeprowadzce na wieś. W domu odziedziczonym po dziadkach, wśród życzliwych ludzi, pragnie odzyskać wewnętrzną równowagę. Na początku rzeczywiście jest miło, ale atmosfera wokół niej gęstnieje z dnia na dzień. Przebite opony można potraktować tylko jako ostrzeżenie, ale kolejne wydarzenia to już jawna groźba. Komuś tak bardzo zależy, by Natalia wróciła do miasta, że posunął się nawet do morderstwa. 
Na jaw wychodzi coraz więcej rodzinnych sekretów, nie zawsze przyjemnych. Wydaje się, że Natalia oprócz domu dostała w spadku pokaźną listę kłopotów i trudnych spraw do załatwienia, ale też szansę, by wreszcie uporać się z przeszłością.

http://www.harpercollins.pl/ksiazka,4239,spadek.html

Kup książkę Spadek

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Spadek

"Spadek" to debiut literacki Beaty Dmowskiej. Nie przeczę, że główną zachętą aby sięgnąć po książkę był jej krótki opis. Dawno nie miałam do czynienia z historią, która łączy w sobie różne gatunki literackie. Byłam niezmiernie ciekawa czy tego typu mieszanka przypadnie mi do gustu.


Co robi żona, gdy jej mąż powinien dawno być już w domu? Na smsy nie odpowiada, telefonów też nie odbiera. Na pewno wpada w panikę, a do głowy napływają same czarne myśli. Musiało stać się coś złego. W końcu my kobiety posiadamy coś takiego jak intuicja. Natalia nie marnując więcej czasu wsiada w samochód i jedzie do firmy, w której pracuje jej mąż. Dojeżdżając na miejsce doznaje niewyobrażalnego szoku. Wiktor, mężczyzna, który ślubował jej miłość, wierność, itd. całuje się jakby nigdy nic z inną kobietą. Co czuje w takiej chwili ? Chyba nie muszę tego pisać. Na szczęście udało jej się jakoś pozbierać i wrócić bezpiecznie do domu. Na drugi dzień czekała na Natalię kolejna niemiła niespodzianka. Otóż Wiktor zwyczajnie wszystkiego się wyparł, jednocześnie sugerując, że to z nią jest coś nie tak. W końcu w jej rodzinie w przeszłości pojawił się problem związany z chorobą psychiczną. Niby dała mu szansę na logiczne wytłumaczenie się, ale on dalej upierał się przy swoim. W związku z tym składa pozew rozwodowy i decyduje się na wyjazd z Sopotu. Od teraz jej nowym domem będzie Romanówka, siedlisko odziedziczone po śmierci dziadka. To tam w ciszy i spokoju będzie mogła zastanowić się nad swoim życiem. Na wsparcie dorosłej już córki nie ma co liczyć bo murem stanęła za swoim tatusiem.

Z czasem okazuje się, że pobyt w Romanówce raczej  do spokojnych należeć nie będzie. Jakby to powiedzieć, chyba Natalia wpadła z deszczu pod rynnę...                                                                                         


Co my tutaj mamy? No tak, zdradzona kobieta wyrusza na prowincję aby móc odnaleźć duchową równowagę. Jest to ostatnio dość popularny wątek jeśli chodzi o literaturę obyczajową. Sama lubię sięgać po historie w których akcja toczy się na wsi. Z drugiej też strony targają mną wątpliwości czy aby nie za dużo już tego typu opowieści. Biorąc do ręki książkę pani Beaty coś czułam, że pojawi się w niej element zaskoczenia. I nie myliłam się. Jak dobrze, że autorka nie skupiła swojej uwagi wyłącznie na  Natalii i Wiktorze, a tego najbardziej się obawiałam. Małżeńskie dylematy tym razem zostały wyparte przez historię z dawnych lat.

Zdrada zawsze boli, tym bardziej gdy dopuściła się jej osoba, którą się kocha i łączy nas z nią przysięga małżeńska. Ale chyba jeszcze większy ból sprawia kłamstwo, mając dowody, że jednak coś takiego miało miejsce. A wmawianie komuś choroby psychicznej to już szczyt szczytów. Czegoś tak wstrętnego dopuścił się Wiktor, mąż naszej głównej bohaterki. Jeśli w ogóle można tak go nazwać bo na to miano zwyczajnie nie zasługuje. Natalia była dla niego praczką, sprzątaczką i kucharką. Co  do domowych obowiązków miał swoje wymagania. Mało brakowało, a przeprowadziłby test "białej rękawiczki". Drań jakich mało. Przed znajomymi udawali kochające się małżeństwo, ale jak było naprawdę wiedziała tylko ona. Gdyby było tego mało, zawiodła się również na swoim jedynym dziecku. Można totalnie się załamać. Rozwód w takiej sytuacji był chyba najlepszym rozwiązaniem, a zamieszkanie gdzieś daleko od Sopotu jeszcze lepszym. Na początku pobytu Natalii w Romanówce nic nie wskazywało na to, że będzie musiała stanąć twarzą w twarz z dramatycznymi wydarzeniami z przeszłości. Stare domy skrywają w sobie tajemnice, ale nawet przez myśl jej nie przeszło, że działy się w siedlisku odziedziczonym po dziadkach takie rzeczy. Z dużym zainteresowaniem kontynuowałam lekturę, bo im dalej robiło się coraz bardziej ciekawie i...strasznie. Jedna z recenzentek napisała, że lepiej czytać książkę w dzień niż w nocy. To stwierdzenie jeszcze bardziej mnie zachęciło i powiem wam, że chyba miała rację. Opuszczone nieruchomości mają to do siebie, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Krążą o nich różnorakie opowieści. Te o straszących w nich duchach też. Z czymś takim mamy do czynienia w  książce. Ponoć w Romanówce rządzi duch zmarłej babci Natalii. W nocy słychać krzyki i wrzaski Zofii, która za życia zmagała się z chorobą psychiczną. Na początku kobieta podeszła dość sceptycznie do tych wszystkich rewelacji opowiedzianych przez miejscową społeczność, ale z czasem zaczęły dziać się dość dziwne rzeczy. Niby drzwi były zamknięte, a jednak otwarte. A może ktoś się włamał i próbuje ją zwyczajnie nastraszyć? Tego typu ekscesów wydarzyło się kilka, ale tajemniczy napis na jednej ze ścian sprawił, że nie były to głupie żarty. Natalia postanowiła dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Pomaga jej w tym miejscowa pani weterynarz, z którą bardzo się. polubiła. Mając drugą osobę u boku poczuła się jakoś raźniej i bezpieczniej.


Powiem wam, że takiej książki było mi trzeba. Ciekawej, wciągającej i powodującej dreszcze. Tajemnice, sekrety, zdjęcia i jeden duch. Wyszło z tego coś naprawdę interesującego. Niby jest to "obyczajówka", ale ma w sobie to coś. Coś co sprawia, że trudno się oderwać od lektury. Czytelnik jest zwyczajnie ciekawy co będzie dalej. A te fragmenty, w których mamy styczność z wydarzeniami paranormalnymi dodają jej wyjątkowego smaczku.

Jeśli jesteście w trakcie poszukiwań książki przy której chcecie stracić poczucie czasu to mam dla was świetną propozycję i wydaje mi się, że to jeszcze nie koniec i Beata Dmowska podaruje swoim czytelnikom dalszy ciąg opowieści o Natalii.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Cantata
Cantata
Przeczytane:2019-01-14, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam,

Sięgając po książkę, która na okładce ma przedstawicielkę płci pięknej z herbatką w ręku, z reguły wiem czego mogę się spodziewać. Jak jeszcze do tego obrazku dołożymy słowa miłość, rozwód, zdrada i domek na wsi to mamy gwarantowany przepis na łzawą kobiecą obyczajówkę. Rzadko komu zdarza się wyjść poza ten schemat. Dlatego by byłam bardzo zaskoczona kiedy okazało się, że "Spadkowi" bliżej jest to thrillera czy mrocznego kryminału niż do typowej powieści dla kur domowych. A kiedy dowiedziałam się, że Beata Dmowska jest debiutantką na polskim rynku wydawniczym to wprost nie mogłam wyjść z podziwu. Czytało mi się nadzwyczaj dobrze i choć pisarce nie udało się ominąć wszystkich pułapek zastawianych przez ten gatunek, to muszę przyznać że książka zrobiła na mnie dobre wrażenie, a atmosfera którą udało się autorce zbudować sugeruje, że sprawdziłaby się również w nieco mroczniejszych klimatach.


Kiedy Natalia odkrywa, że mąż ją zdradza postanawia spakować walizki i wyprowadzić się do odziedziczonego po dziadku domu na wsi. Kiedy dojeżdża na miejsce okazuje się, że dworek wymaga gruntownego remontu. Zwiedzając posiadłość Natalia odkrywa tajemniczą piwnicę z pryczą i przymocowanymi do ścian łańcuchami. Kobieta zaczyna czuć się nieswojo a wrażenie to potęgują dziwne głosy, rozbrzmiewające w środku nocy, znikające przedmioty oraz drzwi, które same się otwierają. Jednak to dopiero początek. W wyniku prowadzonego przez Natalię śledztwa na jaw wychodzą rodzinne sekrety. Wydaje się, że Natalia oprócz domu dostała w spadku pokaźną listę kłopotów i trudnych spraw do załatwienia, ale też szansę, by wreszcie uporać się z przeszłością.



Już na samym początku tej książki, miałam nieodparte wrażenie że autorka do końca nie wie, w jakim gatunku chce zakotwiczyć. Z jednej strony mamy tutaj powieść obyczajową , z drugiej kryminał. Momentami jest zabawnie, często strasznie. Pojawiają się elementy romansu i horroru. Jest to istny miks gatunkowy za którymi niestety nie przepadam. Jednak tym razem, ten brak zdecydowania i konsekwencji zaplusował. Przecież o wiele łatwiej było napisać książkę o załamanej, zrozpaczonej i porzuconej czterdziestolatce, która ucieka od męża, wyjeżdża na drugi koniec Polski i tam odnajduje miłość swojego życia. Właśnie taki jest, uwielbiany przez polskie autorki schemat. Klina leczy się klinem. Cieszę się, że Dmowska postawiła na oryginalność. Nie dość, że nie pojawia się tutaj książę na białym koniu, z chusteczką w ręku to główna bohaterka zamiast odnaleźć na wsi spokój i wytchnienie, wpada w sam środek doskonale  skrojonej intrygi. Beata Dmowska w znakomity sposób buduje klimat powieści. Wyobraźcie sobie wielki dom na skraju wioski, gdzie od lat nikt nie mieszkał a sąsiedzi są przekonani, że jest on nawiedzony. Chyba wszędzie, w każdym miasteczku, siole czy kolonii , są takie miejsca o których krążą legendy. Tam gdzie mieszkałam był to opuszczony budynek zwany przez miejscowych Belwederem. Do dziś pamiętam jak uwielbialiśmy się tam zakradać, oglądać pozostawione obrazy i stare meble. Dziwiło mnie, że miejsce to nie zostało zdewastowane przez okoliczną młodzież, ale może i oni bali się duchów? To właśnie mój "Belweder" stawał mi przed oczami podczas lektury. Ten sam klimat, ta sama atmosfera tajemnic, sekretów i tragicznej przeszłości. Autorka ma niezwykły talent do "malowania" słowem, czym gra na emocjach czytelników. Moment kiedy wraz z Natalią zeszłam do ukrytej po podłogą piwnicy, która służyła za więzienie, sprawił że przeszły mnie dreszcze. Zasłony, które same się odsuwały, tajemnicze postaci przemykające w ogrodzie, nawet taka banalna rzecz jak znikające przetwory, sprawiły że przez cały czas moje nerwy były na postronkach. Czułam się nieswojo. Wszyscy domownicy spali a ja zastanawiałam się czy ktoś nie chodzi po moim strychu. Lubię książki, które wywołują tyle emocji, szczególnie kiedy się tego nie spodziewamy.


Jednak Dmowska cały czas pamiętała o tym, że po książkę sięgną w większości przedstawicielki płci pięknej. A obserwując polski rynek wydawniczy, łatwo się zorientować co jest od kilku już lat na topie. Mówię oczywiście o literaturze herbatkowo-siedliskowo-miłosnej, gdzie bohaterowie chodzą w wełnianych papuciach, piją z filiżanek w kwiatki, wdychają aromaty wsi i oczywiście muszą mieć kota. Natalia jest idealną przedstawicielką tego nurtu. Co prawda przez całe swoje dorosłe życie obracała się w luksusie, jeździła audi i robiła proszone kolacje dla wspólników biznesowych męża, do których zakładała buty najlepszych, światowych projektantów, jednak nie przeszkodziło jej to w odkryciu w sobie duszy traperki, wieśniaczki i jednocześnie kobiety wyzwolonej. Jak na typowego mieszczucha radzi sobie całkiem nieźle, umie od razu napalić w piecu, zorganizować pomoc sąsiedzką, restaurować meble i skuwać kafelki. Już drugiego dnia poznaje swoją "najlepszą" przyjaciółkę. Brakowało tylko przystojnego farmera-rozwodnika i wszystko byłoby na swoim miejscu. Całe szczęście autorka oszczędziła nam łzawego romansu. Niestety nie zrobiła tego samego z opisami, które momentami są rozbuchane do granic możliwości. Nie wiem kiedy pisarze nauczą się, że czytelnik swój rozum i wyobraźnię ma i nie są nam obce szczegóły i rytuały z dnia codziennego. Już same słowa "Natalia wypiła kawę", potrafią zadziałać na naszą wyobraźnię. Nie trzeba mi mówić, że filiżanka była niebieska, spodeczek obtłuczony i zabrakło cukru trzcinowego. Te ozdobniki nie robią nic innego tylko spowalniają fabułę, dzięki czemu traci znacząco na dynamice. Owszem, gdyby pozbyć się większości opisów, to książka znacząco straciła by na objętości, jednak moim zdaniem zyskałaby na jakości, szczególnie że historia o jakiej opowiada jest interesująca i wykracza daleko w przeszłość aż do czasów II Wojny Światowej, kiedy to wszystko się zaczęło.


Książka porusza ważny temat przemocy domowej, i to tej w jej najgorszym wydaniu czyli molestowaniu psychicznym. Natalia wyszła za mąż, za bogatego architekta, który oczekiwał że jego partnerka będzie idealną panią domu na wzór żon ze Stepford. W kuchennej szufladzie zostawiał jej pieniądze na zakupy, często z bonusem na nową kreację czy kosmetyki. Kobieta miała tylko dbać o to by było posprzątane a na stole nie zabrakło obiadu. To w teorii. W praktycy do jej obowiązków należało dbanie o sterylność pomieszczeń i organizowanie przyjęć. Zawsze miała wyglądać idealnie, mieć smukłą sylwetkę i ułożone włosy. Musiała się wszystkim podobać. Jeśli coś odbiegało od normy Wiktor wpadał we wściekłość. Co prawda ręce trzymał przy sobie jednak to podobno słowa ranią najbardziej. Wyzywał więc swoją żonę od leniuchów, spaślaków i kretynek. A najgorsze w tym wszystkim było to, że również córkę nastawiał przeciwko swojej rodzicielce. Ta książka pokazuje nam obraz małżeństwa po katastrofie. Daje nadzieję dla innych kobiet będących w podobnej sytuacji, że jeszcze nie jest za późno by odmienić swój los.


"Spadek" to zaskakująco dobra, przemyślana książka, która wpadnie w gusta zarówno wielbicielek powieści obyczajowych jak i fanek thrillerów i rodzinnych zagadek. Beata Dmowska wie jak trafić do czytelnika i go zainteresować nawet pozornie błahym tematem. W końcu rozwodzi się co druga para a i spadki są czymś na porządku dziennym. Mało tego autorka, zdaje sobie sprawę z różnorodności naszych gustów, i swoją powieść stworzyła tak, by spodobała się jak największemu gronu. "Spadek" to powieść uniwersalna i niezwykle współczesna. czekam na więcej. Polecam.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Erna
Erna
Przeczytane:2019-01-07, Ocena: 4, Przeczytałam,

Czasem potrzeba radykalnych decyzji, aby zmienić swoje życie na lepsze. To niełatwe zadanie, zwłaszcza w sytuacji, gdy ciągle napotykamy na swojej drodze przeszkody. Czy maczają w tym palce nadprzyrodzone siły? A może prawda jest prostsza?

Rok zaczynam od debiutu — i to z naszego rodzimego rynku wydawniczego! Beata Dmowska w końcu spełniła swoje marzenie, znalazła czas na stworzenie konkretnej powieści, a pisać lubiła już od lat licealnych. Tym sposobem w ręce czytelników wpadł „Spadek”, czyli historia, która okazała się zaskoczeniem. Stwierdziłam, że z pewnych osobistych względów nie mam siły na literaturę wymagającą ode mnie maksymalnego skupienia. Dlatego nadeszła pora, aby sięgnąć po coś lżejszego. Uznałam, iż książka Dmowskiej może być dobrym wyborem, choć troszkę obawiałam się infantylnego romansu, takiego przyprawiającego o ból głowy. Mój strach prędko został rozwiany, bowiem „Spadek” to powieść naprawdę zajmująca, całkiem dobrze skonstruowana, potrafiąca wciągnąć. Czas z nią spędzony minął mi bardzo szybko, zdołałam oderwać myśli od rzeczywistości, na co liczyłam. Warto dać autorce szansę, drzemie w niej potencjał!

Gdybym miała sklasyfikować tę książkę w ramach jednego gatunku, to byłoby mi trudno. Trochę klasycznej „obyczajówki”, a do tego wątki kryminalne, sensacyjne. Amatorzy romansów mogą poczuć się rozczarowani, bo próżno w dialogach szukać wyrazów gorącej miłości. Natomiast akcja kręci się wokół rodzinnych tajemnic, skupionych w domu, gdzie rzekomo straszy duch babci głównej bohaterki. Beata Dmowska łączy ze sobą sielską wieś i sekrety, które wywracają życie Natalii do góry nogami, a kolejne wydarzenia sprawiają, że nie jest łatwo odgadnąć zakończenie. Ta nutka niepewności bardzo mi się spodobała, dzięki utrzymywaniu napięcia zawsze lektura zawsze nabiera blasku.

Chciałabym zwrócić uwagę na sam styl autorki, zasługuje na uznanie. Czuć, że pisanie to dla niej przyjemność, a głowa kipi od pomysłów. Może trudno w to uwierzyć, ale w książce znajdziemy również wątki komediowe! Chyba mamy podobne poczucie humoru, ponieważ niejednokrotnie śmiałam się pod nosem, gdy czytałam dane fragmenty. Ogólnie, dobrze się z tym „Spadkiem” bawiłam, całkiem możliwe, iż jeszcze wrócę do tej fabuły, a już na pewno poczekam na kolejne publikacje Beaty Dmowskiej. Trzymam kciuki za rozwój jej kariery.

Wspominana już Natalia, główna bohaterka, od razu wzbudziła moją sympatię. Miło skonstruowana postać, po prostu ludzka, ze swoimi problemami, marzeniami, zaletami i wadami. Natomiast w prawie samych negatywach można opisać jej męża oraz córkę, osoby roszczeniowe, pozbawione umiejętności głębszego patrzenia. Oczywiście, nie jest to żaden zarzut w stronę autorki. Antagoniści są niezbędni, zawsze dodają do powieści odrobinę pikanterii, kiedy śledzi się ich poczynania. W tym przypadku, zwłaszcza Wiktora, jednak nie chcę za wiele zdradzać! Cała plejada bohaterów, wywołujących różnorakie emocje. Czy mogę się do czegoś doczepić? Chyba nie. „Spadek” świetnie wypada wśród fabuł, które zwyczajnie powinny dostarczyć czytelnikowi rozrywki.

Boże Narodzenie już minęło, ale warto podzielić się książką. Jeśli macie wokół siebie mamę, babcię lub siostrę przepadające za literaturą prostą, acz nie prostacką, to koniecznie musicie im zarekomendować debiut Beaty Dmowskiej. Kto wie, może wkrótce ukaże się kontynuacja? Szczerze, trochę na to liczę, bo szkoda byłoby zmarnować pisarski talent. Oby autorka szła w tym samym kierunku. Wspaniała propozycja do poczytania pod kocem, gdy mamy ochotę odpocząć po ciężkim dniu. Dużo w tym tajemnic, lecz też uśmiechu.

Link do opinii
Avatar użytkownika - NaWidelcu
NaWidelcu
Przeczytane:,

Miała być miłość, wierność i uczciwość małżeństwa. Ale chyba nie każdy potraktował to dosłownie. Z pewnością nie on. Co może zrobić zdradzona żona? Oczywiście znaleźć ukojenie na wsi. Tam przecież cisza, spokój i... rodzinne tajemnice.


To nie tak miało wyglądać! Natalia jest pewna, że jej życie nie miało przypominać kiczowatego filmu obyczajowego. Zdrada jej męża spada na nią, jak grom z jasnego nieba i niszczy cały poukładany świat. Kiedy nie ma już czego ratować, decyduje się wyjechać na wieś. Przecież najgorsze, co ją tam może spotkać, to nuda. Prawda? Okazuje się, że jest w błędzie. Nie każdemu w smak jej przeprowadzka, niektórzy wciąż mają w pamięci dawne problemy i konflikty. Natalii przyjdzie stawić czoło rodzinnym sekretom, chociaż nie o wszystkim chciałaby wiedzieć...

Ten tytuł chyba najlepiej oddają dwa słowa „literatura kobieca”. Ma w sobie wszystko to, za co lubi się ten gatunek. Jest temat, z kategorii tych dnia codziennego, niewierność męża i związane z tym emocje. Jest proces oczyszczania i jedne z najbardziej medialnych sposobów na radzenie sobie w tej sytuacji: wyjazd na wieś. Tak, początek może przypominać zdartą płytę, ale nadal jest dobry. A z czasem jest już tylko lepiej.

"Nie martw się kochanie, nikt w twojej rodzinie nie był obłąkany, a ta odrobina szaleństwa, to i tak jest wkomponowana w naszą ludzką naturę. Od tego tylko świat jest bardziej pociągający".

Dość szybko nawiązuje się pierwsza intryga, która wzbogaca historię o dreszczyk emocji. Razem z bohaterką z niepokojem oczekujemy następnych wyrazów sąsiedzkiej niegościnności. Potem z kolei z zainteresowaniem śledzimy wyjaśnianie rodzinnej tajemnicy. Tak, „Spadek” to powieść wciągająca i wielowątkowa, z pewnością spodoba się osobom ceniącym rozwiązywanie zagadek.

Ciąg dalszy na:

Link do opinii

Pierwszy raz czytałam książkę tej autorki. Zakochałam się w jej książce.  I będę szukać kolejnych jej autorstwa.  Główna bohaterka Natalia odkrywa zdradę swojego męża Wiktora.  Po nieudanej próbie uratowania małżeństwa postanawia wyprowadzić się z Sopotu na wieś do Dąbrowej gdzie odziedziczył posiadłość po zmarłych dziadkach.  I zamiast zaznać spokoju i zacząć żyć od nowa Natalię spotykają same niespodzianki i to niemiłe.  Ktoś próbuje ją zastraszyć i wlamujesię do jej domu, przestawia meble, firanki w oknach. Natalia myśli że traci zmysły jak jej babcia Zosia.  Że strachu postanawia sprawić sobie psa. Los chciał że za jednym trafem załatwiła opał u leśniczego do domu psa i kota. Dzięki zwierzakom Natalia poznaje Karolinę panią weterynarz,  która staje się jej przyjaciółka i wsparciem w trudnych chwilach. Niespodziewanie Natalię odwiedza mąż,  który prosi by wróciła z nim do domu. Odmawia i wygrania go.  Po kilku dniach wraz z Karoliną schodzą do piwnicy i odkrywają że przykuta do ściany  jest jej mąż.  Wycieńczony trafia do szpitala. Od tej pory Natalia ma same problemy. Córka ją nienawidzi, ktoś pragnie wygonic ją z Romanówki. Jednak Natalia się nie poddaje i W końcu odkrywa prawdę.  Żona leśniczego i Wiktor uknuli intrygę by zniszczyć Natalię i sprzedać Romanówke. Sytuacja wymknela się spod kontroli i Dorota oszalała z pragnienia posiadania bogactwa grozi Natalii.  Zamierza zamknąć ja w piwnicy. Na szczęście Natalię ratuje jej własną córka , która wreszcie przejrzała na oczy i wstawila się za matką.  

Link do opinii

Ta książka to prawdziwe wyzwanie. Po czterdziestu stronach miałam rzucić ją w cholerę. Irytowana zachowaniem bohaterki zmuszałam się, by czytać dalej. Aż dotarłam do setnej strony. Właściwie doczołgałam się. I nagle stało się coś dziwnego.

Nurt ciekawości porwał mnie i całkowicie pochłonął. Utopiłam się w akcji jakbym topiła się w rzece, z której ciężko samodzielnie wypłynąć.

Od początku. Oficjalnie stwierdzam, że nic mnie tak nie wkurzało, jak główna bohaterka. To Natalia, czyli chodząca wyrzutnia emocji. Załamuje się i szlocha, by dosłownie za moment otrząsnąć się z tego i zająć czymś zupełnie innym. Jak dla mnie za szybkie tempo. Nie potrafiłam utożsamić się z jej aktualną sytuacją. Popada w paranoję, biega mi po całej książce jak szalona i mam wrażenie, że jej myśli teleportują się z miejsca na miejsce. A za nimi goni ich właścicielka.

Szlag mnie trafiał, gdy czytałam o jej zdziwieniu. Ona się WSZYSTKIEMU dziwi! Mąż mnie zdradzał? Ojej, niemożliwe. Ludzie na wsi wciąż wierzą w zabobony? Ojej! Telefon do mnie? Ojej! (A do kogo, skoro jesteś sama w całym domu i dzwoni TWOJA własna komórka?!)

Dalej. Gdyby mi do domu wparował bez pukania jakiś nieznany typ, szybko nauczyłby się kultury. Tymczasem kobieta robi dobrą minę do złej gry i jeszcze pozwala mu na siebie warczeć.

Planuje jechać do weterynarza ze zwierzakami. Gdy tylko pies pakuje się na siedzenie, ona stwierdza, że powinna tam rozłożyć koc. „Trudno, od teraz będę już wiedziała, jak to jest, gdy się przewozi zwierzaki.” (str. 106). Warto dodać, że jeszcze nawet nie odpaliła silnika. Naprawdę nie mogła wrócić do domu po koc? W ogóle cała ta scena u weterynarza nie pasowała mi do reszty. Jakby na siłę ktoś próbował mnie rozśmieszyć. Dopiero później okazało się, jakie miała znaczenie.

Pewnie zaskoczę Was zatem, że… czekam na drugi tom! Po dotarciu do dwunastego rozdziału, czyli mniej więcej jakoś za 120 stronę, wciągnęłam się w tajemnice i spiski w powieści tak bardzo, że nie byłam w stanie jej odłożyć. Oczywiście sama Natalia dalej działała na mnie jak płachta na byka. Ale zwroty akcji totalnie zaskoczyły, a na końcu wyczułam coś niesamowitego. Dosłownie w ostatniej scenie. Mam nadzieję, że będzie drugi tom, bo gorąco liczę na rozwinięcie tego czegoś.

Mąż Natalii to naprawdę wredny i wyrachowany facet, którego miałam ochotę zdzielić po twarzy za każdym razem, gdy się odzywał. Uważam jednak, że jego postać jest naprawdę dobrze skonstruowana. Choć może wydawać się przerysowany to wiem, że takie typy istnieją naprawdę i zatruwają swoich bliskich.

Genialnym elementem powieści były duchy. Przesunięta firanka, odstawione krzesło, niezamknięte drzwi, choć kobieta sama je zamykała na klucz, pies warczący bez powodu w środku nocy i wiele innych tego typu symptomów przypisywanych szaleństwu. Jest w tym oczywiście drugie dno. I to jakie!

Rozwój akcji oszołomił mnie i kompletnie zapomniałam, czemu wcześniej tak narzekałam (dzięki wielkie za robienie notatek!). Żarliwie pragnęłam wiedzieć, co będzie dalej.

Autorka świetnie poradziła sobie z opisami otoczenia, nawet akcja się nie wlecze, czyta się całkiem szybko, a ciekawość prowadzi czytelnika przez kolejne strony. O ile nie trzeba męczyć monologów Natalii.

Na koniec dodam, że szalenie podoba mi się okładka. Jest ciepła, spokojna i urocza. To ona w pierwszej kolejności przyciągnęła mnie do Spadku.

Sama nie wiem jak ocenić tę książkę, bo z jednej strony była ciekawa, a tacy bohaterowie jak Wiktor, Marta czy starsza sąsiadka to kawał dobrej pracy. Z drugiej słaba korekta i Natalia prawie mnie pokonały. Właśnie przez tę bohaterkę prawie odrzuciłam książkę, która okazała się tak niesamowita w kulminacyjnych momentach, skrywająca tyle ciekawych rzeczy. Czuję żal na samą myśl, że mogłam tego nie doczytać.

http://www.piorkonabiurko.pl/powiesci/spadek-beata-dmowska/

Link do opinii
Recenzje miesiąca
Okna z widokiem na Weronę
Hanna Kowalewska
Okna z widokiem na Weronę
Niedzielna dziewczyna
Pip Drysdale
Niedzielna dziewczyna
Ktosiek 2.0
Beata Piliszek-Słowińska
Ktosiek 2.0
Brytyjska monarchia od kuchni
Adrian Tinniswood
Brytyjska monarchia od kuchni
Grypa. Sto lat walki
Jeremy Brown
Grypa. Sto lat walki
Relikwiarz
Elżbieta Bielawska
Relikwiarz
Strasznie fajna wichura
Katarzyna Sobczak
Strasznie fajna wichura
Pokaż wszystkie recenzje