Okładka książki - Szmelc

Szmelc


Ocena: 4.83 (6 głosów)

Przyjechał, aby odnaleźć dawnego nauczyciela. Nieoczekiwanie sam stał się poszukiwany

Lucjan „Lucy” Stanisławski, wzięty fotograf modowy, ucieka przed problemami osobistymi do Berlina. Tam realizuje się zawodowo, a jego życie wydaje się poukładane. Przynajmniej do dnia, w którym otrzymuje tajemniczą kartkę pocztową od swojego dawnego nauczyciela fotografii Pawła Zmory z prośbą o przybycie.

Gdy tylko dociera do Warszawy, okazuje się, że jego mentor kilka dni wcześniej zaginął bez śladu. Lucy wprowadza się do mieszkania Zmory i przejmuje część jego obowiązków w wydawnictwie Fabryka.

Już w pierwszych dniach dopadają go nie tylko demony przeszłości, ale też niespodziewane problemy. Rzeczywistość miesza się z obrazami z dawnych zdjęć, a Lucy pogrąża się w sytuacji bez wyjścia. Wszystkie tropy zdają się prowadzić do starego analogowego aparatu Zmory.

Informacje dodatkowe o Szmelc:

Wydawnictwo: Mięta
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 9788368608137
Liczba stron: 384
Język oryginału: polski

więcej

Kup książkę Szmelc

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Szmelc - opinie o książce

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗜𝗹𝘂𝘇𝗷𝗮

Sięgając po książkę S. J. Lorenca 𝑆𝑧𝑚𝑒𝑙𝑐, nie miałam żadnych oczekiwań, a może jednak jakieś miałam, tylko trudno było mi je nazwać. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, więc ciekawość mieszała się z lekką niepewnością. Zaintrygował mnie tytuł i opis wydawcy. Szmelc z definicji to coś bezwartościowego, zniszczonego, pozornie do wyrzucenia, a jednak w tej historii ma znaczenie. Tym szmelcem jest stary aparat, który nie tylko robi zdjęcia, ale zdaje się zatrzymywać coś więcej niż obraz. Z każdym kolejnym rozdziałem i zdjęciem coraz trudniej odróżnić, co jest rzeczywistością, a co tylko wyobrażeniem. Widać, że autor bawi się formą, miesza niepokój z nutą grozy i lekkim surrealizmem, przez co całość wciąga, choć nie zawsze pozwala czuć się bezpiecznie.

Lucjan „Lucy” Stanisławski, utalentowany fotograf modowy, ucieka od własnych problemów do Berlina, szukając w obcym mieście oddechu i zapomnienia. Do domu wraca dopiero wtedy, gdy otrzymuje tajemniczą kartkę od Pawła Zmory, przyjaciela i mentora, któremu zawdzięcza wszystko, co potrafi. Na miejscu odkrywa, że Zmora zniknął bez śladu kilka dni wcześniej. Lucy wprowadza się do mieszkania mentora i zaczyna przejmować część jego obowiązków w wydawnictwie Fabryka. Przebywając w jego czterech ścianach, nie może oprzeć się pokusie, by sprawdzić, czym Paweł zajmował się w ostatnich dniach.

Szefowa wydawnictwa „Fabryka” z entuzjazmem zaproponowała Stanisławskiemu współpracę, jakby już zakładała, że Zmora nigdy nie wróci, choć podobno takie zniknięcia zdarzały mu się już wcześniej. Lucy dostrzega w tej propozycji ogromną szansę dla siebie, ale jednocześnie wchodzi w paradę innemu fotografowi, który liczył na to stanowisko i miał nadzieję przejąć projekt Zmory.

Lucy w mieszkaniu Pawła Zmory, pełnym zdjęć i fotograficznego sprzętu, z ciekawością przegląda to, co zostało, próbując zrozumieć, co się wydarzyło. Z czasem wszystko zaczyna się rozmywać. Kolejne dni tracą kontury, wspomnienia mieszają się z teraźniejszością, a sny stają się równie realne jak to, co dzieje się za dnia. Śledztwo powoli zmienia się w coś zupełnie innego, w świat, w którym nic nie jest pewne.

Lucjan wraca pamięcią do momentu, kiedy poznał Kasję i jak bardzo jej obecność wpłynęła na jego przyjaźń z Pawłem. Była utalentowaną modelką, która zawsze stawiała na pierwszym miejscu własne potrzeby i priorytety, czego zafascynowany nią Lucy początkowo nie dostrzegał, ale widział to Zmora, który zawsze patrzył na świat realistycznie. O Kasję przyjaciele pokłócili się po raz pierwszy, a Lucy dopiero po kilku tygodniach zrozumiał, że Zmora nie mylił się w swojej opinii o niej. Wtedy też uświadomił sobie, że Paweł był jedyną osobą w jego życiu, która przy wszystkim, co dla niego zrobił, działała bezinteresownie.

Podobał mi się pomysł podzielenia rozdziałów według fotografii. Każdy rozdział to jedno zdjęcie. Fabuła książki tworzy się z tych zdjęć, więc wciąż zastanawiałam się, co jest prawdą, a co tylko chwilą zatrzymaną w kadrze, co mogło być prawdą lub sprytnym trikiem fotograficznym utalentowanego autora. S.J. Lorenc nie spieszy się z odpowiedziami. Pozostawia pęknięcia, przez które przesącza się napięcie, i znaki zapytania, które nie dają spokoju. To nie jest książka, którą czyta się lekko i przyjemnie. To nie jest prosta rozrywka, moim zdaniem dość trudna w odbiorze, ale zarazem z bardzo ciekawą konstrukcją. Autor nie prowadzi za rękę i nie wyjaśnia wszystkiego. Pozostawia pytania, które zostają w głowie. Czy naprawdę można coś odrzucić na zawsze, czy po prostu odkładamy to na później, jak rzeczy, które uznało się za bezużyteczne?

Na początku trudno było mi wejść w rytm historii. Czułam duszny, niemal artystyczny klimat, chłonęłam go, ale treść przyswajałam powoli. Widoczne było oddanie hołdu fotografii, która niemal stała się główną bohaterką, i przyjmowałam to z ciekawością, choć czasami nadmiar wiedzy o tym świecie mnie przytłaczał. W końcu jednak coś się rozkręciło. Historia zaczęła żyć własnym życiem, absurd gonił absurd, napięcie wisiało w powietrzu, a każde kolejne odkrycie było fascynujące i zaskakujące. Im dalej brnęłam, tym mniej wiedziałam, o co tak naprawdę chodzi, a finał wywołał we mnie prawdziwy szok. To, co czekało mnie na końcu, było po prostu porażające.

Gdy sięgałam po 𝑆𝑧𝑚𝑒𝑙𝑐 S.J. Lorenca, spodziewałam się klasycznej zagadki kryminalnej z trupem i ostrymi tropami. Zamiast tego dostałam opowieść, która powoli przesuwa granice między rzeczywistością a tym, co niewytłumaczalne, prowadząc mnie przez niespokojne krajobrazy ludzkiej psychiki i ulotnych wspomnień.

Chyba mimo wszystko myślałam, że to będzie rasowy kryminał albo thriller, a dostałam coś zupełnie innego. Coś, co wymyka się wszelkim kanonom gatunku i ociera się o elementy sci-fi. Czy czułam się zawiedziona? Absolutnie nie. Lubię być zaskakiwana, a ta konwencja bardzo mi odpowiadała i dostarczyła mnóstwa emocji. Akcja powieści nie pędzi w zawrotnym tempie, przeciwnie, toczy się powoli, leniwie, pozwalając zatrzymać się przy każdym kolejnym zdjęciu i wnikliwie mu się przyglądać, tak jak robił to Lucy. A czy dzięki temu obraz stawał się bardziej wyraźny? Ani trochę. Z każdym zdjęciem stawał się coraz bardziej zagmatwany. Kierunek, w jakim podążała fabuła wraz z odkrywaniem kolejnych fotografii, był fascynujący i mimo że praktycznie nic spektakularnego się nie działo, przyprawiał o szybsze bicie serca. I te koty… czy one wiedziały coś więcej niż inni?

W 𝑆𝑧𝑚𝑒𝑙𝑐𝑢 akcja rozwija się powoli, dojrzewa razem z bohaterami i z budowaną wokół atmosferą. Pierwsza część skupia się przede wszystkim na tworzeniu relacji, wprowadzaniu napięcia i układaniu podłoża pod to, co ma nadejść. Dopiero w drugiej połowie tempo zaczyna przyspieszać. Pojawiają się pierwsze niepokojące zdarzenia, a sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Zaczynałam dostrzegać, że to nie jest już tylko zaginięcie. 𝑆𝑧𝑚𝑒𝑙𝑐 to opowieść o pamięci, obsesji i cienkiej granicy między pasją a ryzykiem.

Lucy nosi w sobie ciężar przeszłości, w której rzeczywistość przeplata się z niepokojącymi obrazami i ulotnymi wspomnieniami. Jego śledztwo prowadzi przez zaniedbane i mroczne zakątki miasta, a kolejne odkrycia coraz mniej pozwalają odróżnić, co jest prawdą, a co jedynie wytworem jego umysłu. Największą siłą tej książki jest jej atmosfera. Opowieść toczy się spokojnie, niemal cicho, a mimo to między słowami czuć napięcie. Coś wisi w powietrzu, coś niepokojącego, ukrytego pod zwykłymi rozmowami, półsłówkami i niedopowiedzeniami. Ze stron nie emanuje jasne światło, lecz gęsta, ciężka atmosfera, jakby przed nadciągającą nawałnicą.

Autor wplata w fabułę pasję do fotografii w sposób, który dodaje historii klimatu i autentyczności. Opisy technicznych aspektów, analogowe aparaty i archiwa zdjęć sprawiają, że świat przedstawiony staje się namacalny, nawet gdy fabuła wślizguje się w koszmarny, nieracjonalny wymiar. Ta niesamowitość nie polega jednak wyłącznie na strachu czy grozie. Autor umiejętnie buduje napięcie poprzez drobne detale, które krok po kroku odsłaniały przede mną kolejne warstwy tajemnicy.

Przy lekturze często czułam się zagubiona fabularnie, bo narracja miesza różne perspektywy i fragmenty pamięci głównego bohatera. Właśnie w tym, moim zdaniem, tkwi największa siła powieści, w zanurzeniu w stan niepewności i dezorientacji, w którym trudno odróżnić jawę od wytworu umysłu. Jednocześnie dla niektórych może to być utrudnieniem w całkowitym wciągnięciu się w opowieść.

W 𝑆𝑧𝑚𝑒𝑙𝑐𝑢 autor bawi się konwencjami, wyciąga z bezpiecznej strefy oczekiwań i prowadzi przez mroczne, nie zawsze jednoznaczne zaułki ludzkiego umysłu i pamięci. Zakończenie jest satysfakcjonujące dla tych, którzy lubią otwarte interpretacje, innych może zostawić z mieszanką myśli i wątpliwości. To nie jest książka, która zamyka wszystkie wątki w logiczną całość. To raczej doświadczenie, które zostaje długo po odłożeniu książki na półkę. Powieść dla wszystkich, którzy cenią lektury niepodające gotowych odpowiedzi i w których groza nie polega wyłącznie na chwytaniu za serce.

Link do opinii
Avatar użytkownika - czytanienaplatan
czytanienaplatan
Przeczytane:2026-02-11, Ocena: 5, Przeczytałam,

„Dziwna”, „wychodząca poza schematy”, „wymykająca się logice”. To właśnie Wasze opinie o książce „Szmelc” S.J. Lorenca zachęciły mnie do jej przeczytania, bo lubię powieści nieoczywiste, po których nie wiadomo, czego się spodziewać.

Szybko można poczynić dwa spostrzeżenia. Po pierwsze, że autor pasjonuje się fotografią, w tym tą analogową, wplatając w tekst masę technicznych ciekawostek, które budują świetny klimat. Po drugie, z równą łatwością porusza się po zakamarkach ludzkiej psychiki, łącząc brudny realizm z czymś, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić.

Główny bohater, Lucjan, wraca z Berlina do Warszawy, by odnaleźć swojego mentora, Pawła Zmorę. Ten genialny fotograf starej daty, „analogowiec”, nagle znika, zostawiając po sobie dwa koty i tajemniczą prośbę o pomoc. Lucy wchodzi w jego buty wprowadzając się do jego mieszkania, przejmując zlecenia w wydawnictwie i zaczyna drążyć, nie wiedząc, że wkracza na drogę, z której nie ma powrotu.

To, co zaczyna się jak klasyczny kryminał z dreszczykiem, niespodziewanie przeradza się w koszmar, w którym trudno odróżnić iluzję od rzeczywistości. Czy możemy wierzyć w to, co widzi bohater? W to, co mu się przydarza? Z każdym kolejnym rozdziałem robi się nie tylko coraz bardziej brutalnie i krwawo, ale ulatuje też poczucie realizmu.

Z czasem czułam narastający niepokój i dezorientację. Konstrukcja książki jest wymagająca, bo linie czasowe się mieszają, a wspomnienia Lucy’ego o Pawle przeplatają się z bieżącymi wydarzeniami. Autor buduje atmosferę gęstą i momentami bardzo duszną, a krótkie rozdziały są niczym szybkie mignięcia migawki aparatu - dynamiczne, trochę chaotyczne, sprawiające, że sami czujemy się jak w sennym koszmarze. Granica między tym, co realne, a tym, co urojone, zaczyna się coraz bardziej zacierać.

W kwestii zakończenia tej zagmatwanej historii mam największy orzech do zgryzienia. Finał na pewno wbija w fotel i wywraca do góry nogami wszystko, w co wierzyłam przez całą książkę. Jednak czy mnie usatysfakcjonował? Przyznam, że zostawił mnie z ogromnym mętlikiem w głowie. Musiałam się zastanowić, czy to genialny zabieg, czy może coś mi umknęło w tej skomplikowanej grze.

Ale może właśnie o to chodziło? O to, bym poczuła ten sam zamęt co bohater i została z kłębowiskiem myśli po zamknięciu książki? Jeśli lubicie historie mroczne i nieoczywiste, w których nie wszystko da się wyjaśnić logiką, to „Szmelc” ma duże szanse Was zahipnotyzować.

Link do opinii
Avatar użytkownika - czytam_book
czytam_book
Przeczytane:2026-03-08, Ocena: 5, Przeczytałem,
Lubicie fotografować? A może wolicie oglądać fotografie? Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Uwielbiam robić zdjęcia - mój telefon bywa pełen dziwnych kadrów i nieoczywistych ujęć, ale najważniejsze jest to, że sprawia mi to ogromną przyjemność. Dlatego sięgnęłam po książkę z motywem fotografii, bo wcześniej nie miałam okazji czytać niczego w tym klimacie. ,,Szmelc" S.J. Lorenc, Wydawnictwo Mięta Lucjan, niegdyś znany fotograf, po nieudanym związku wyjeżdża do Berlina, by zacząć od nowa i rozwijać swoją karierę. Gdy jednak otrzymuje kartkę od przyjaciela, Pawła Zmory, wraca do kraju. Na miejscu okazuje się, że Paweł zniknął bez śladu. Lucjan postanawia zostać, zamieszkuje w jego mieszkaniu i przejmuje obowiązki w wydawnictwie Fabryka. Powrót do domu oznacza jednak szybkie i bolesne zderzenie z przeszłością. Pojawiają się zdjęcia, luki w pamięci... A w tle zagadkowy aparat analogowy. Co ma z tym wszystkim wspólnego? Książkę czytało mi się bardzo dobrze. To wciągające śledztwo, które śledziłam z rosnącą ciekawością. Znikający ludzie, zaniki pamięci, a po nich krwawe wydarzenia - wszystko to buduje mroczny, niepokojący klimat. Momentami miałam wrażenie, że pojawiają się wątki paranormalne, bo niektóre sytuacje wydawały się nierzeczywiste, a jednak przytrafiały się bohaterom. No i ten aparat analogowy, który robi zdjęcia... a potem zaczynają dziać się dziwne rzeczy - zwłaszcza jeśli zrobisz sobie selfie. Z książką spędziłam naprawdę miły, choć lekko niepokojący wieczór. Pstryk... i selfie ?
Link do opinii

Lucjan, nazywany "Lucy" , przebywający aktualnie w Berlinie, otrzymuje tajemniczą wiadomość od swojego mentora. Wyrusza do Warszawy, a tam okazuje się,że Paweł Zadura zaginął. Uczeń wchodzi niejako w buty nauczyciela, tymczasowo zastępując go w pracy i mieszkaniu. W tym drugim odkrywa stary analogowy aparat fotograficzny. Nie wie,że biorąc go do ręki właśnie przypieczętował swój los...i prawdopodobnie nie tylko swój. 

 

Znając debiut autora, wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać. Nie zawiodłam się. Autor stworzył jeden wielki mix gatunkowy. Znajdziecie kryminał i thriller z silnie nakreślonym wątkiem psychologicznym. Tu nic nie jest takie jakie mogłoby się wydawać. Tylko początek powieści toczy się w normalnym trybie, a potem zaczyna się jazda. Mieszanie czasów, przeszłości z teraźniejszością, oraz niepokojąco dziwnych sytuacji, w których niewiadomo co jest prawdą, a co jedynie iluzją. Nie jest to powieść dla każdego, myślę że nie spodoba się czytelnikom, którzy nie przepadają za literaturą i stylem Stephena Kinga bo w mojej subiektywnej opini wiele elementów jest podobnych do jego pióra. Za to tym ceniącym nietuzinkowe, nieoczywiste i wprodzajace w błąd samego czytającego, lektury, gorąco polecam. Ja takie klimaty, niepokojące, niejednoznaczne i silnie działające na odczucia psychologiczne bardzo cenię i powtórzę się ponownie, nie zawiodłam się na tej historii. Zakończenie? Zaskakujące. Nie spodziewajcie się całkowitego domknięcia sprawy, co to to nie. Jeszcze jedną wartością dodaną są przemycone smaczki z historii i nie tylko, fotografii. 

A Ty, jesteś gotowy na kilka klików wykonanych starym, poczciwym Big Swingerem? Nie obiecuje jednak czy fotografia z niego wychodząca będzie tym co oczekujesz zobaczyć. Polecam. 

Link do opinii

współpraca barterowa 
Jak myślicie, czy z każdym zdjęciem, nawet zwyczajnymi selfiakami ulatuje cząstka naszej duszy?

Lucy jako uznany fotograf modowy zdaje się mieć uporządkowane życie. Wszystko wywraca do góry nogami enigmatyczna, lakoniczna kartka pocztowa z prośbą o pomoc od przyjaciela Pawła Zmory, dawnego mentora tajnik fotografii. Rzuca wszystko i z Berlina wyjeżdża do Warszawy, ale tam okazuje się, że Zmora parę dni temu przepadł... pozostały po nim jedynie fotografie...

Początkowo niemrawa akcja zdaje się nie zapowiadać czegoś tak surrealistycznego. Im więcej niewytłumaczalnych zdarzeń, poprzeplatanych kliszami przeszłości, które się Lucy'emu przytrafiają tym bardziej pokręcona fabuła nie daje spokoju. Atmosfera z każdym spustem migawki przeklętego szmelcu jest coraz bardziej upiorna i mroczna. Lucy utknął w bańce groteskowego koszmaru, doznaje kompletnej derealizacji rzeczywistości. Dosłownie, polaroidowy koszmar!
Pstryk!

Czy ucieczka jest możliwa? Będziecie się zastanawiać, czy to jakaś iluzja? Sen? Obłęd? A może coś się jednak skrywa pod powierzchnią naszego świata, a wszystkie odpowiedzi prowadzą do... analogowego aparatu? Pstryk!

Już przy "Końcu mapy" zauważyłam, że Autor kreuje nietuzinkowe postaci i tutaj też tak jest! Wzbudzają skrajne emocje, niektórych to naprawdę ma się ochotę... nie powiem co!

Tym, co jest siłą tej książki, oprócz nieoczywistej intrygi to przebijająca się zajawka Autora na punkcie aparatów analogowych, ile tu ciekawostek na ten temat to aż głowa wybucha! "Szmelc" wzbudza nostalgię za starymi czasami, kiedy jeszcze się robiło zdjęcia, które pozostawały ze człowiekiem na całe życie, a nie tak jak teraz pierdyliard fot na jedno kopyto, które i tak przeważnie wyparowują.

To nieoczywista mieszanka kryminału i psychodelicznego thrillera. Polecam fanom dziwności.

Link do opinii

"Szmelc"to historia, która rozwija się jak kula śnieżna. Są książki, które wciągają od pierwszej strony jak gwałtowny podmuch wiatru. I są takie, które zaczynają się spokojnie, niemal niepozornie, by z czasem rozpędzić się i zmieść czytelnika z powierzchni.

Historia zaczyna się od tajemniczego listu. Lucjan, nazywany przez znajomych Lucy, otrzymuje wiadomość od swojego dawnego mentora i przyjaciela Pawła Zmory. Treść jest krótka, nerwowa, niepokojąca: ,,Lucy, wpierdo..em się w grubą aferę pomóż mi." To zdanie nie daje spokoju. Lucy przyjeżdża na miejsce, ale Zmory nie ma. W pracy mówią, że czasem znikał na kilka dni, jednak tym razem mija już drugi tydzień. To za długo. Zdecydowanie za długo.

Główny bohater zamieszkuje w jego domu, opiekuje się kotami, przegląda materiały, projekty, niedokończone pomysły. Obaj są zawodowymi fotografami. Zmora był tym, który wierzył w analog, w kliszę, w polaroidy. Uważał, że zdjęcia robione w ten sposób mają duszę, że zatrzymują coś więcej niż obraz. W jego pracowni Luci znajduje mnóstwo rozpoczętych projektów. I zaczyna się pytanie: czy któryś z nich zaprowadzi go do prawdy? Czy to właśnie któryś z tych projektów sprowadził na Zmorę kłopoty?

Klimat tej książki jest jej największą siłą. Narracja jest spokojna, niemal wyciszona, ale między zdaniami pulsuje mrok. Czuje się, że coś jest nie tak. Że pod powierzchnią codziennych rozmów, półsłówek i niedopowiedzeń coś się gotuje. Ze stron nie bije letnie słońce to raczej ciężkie powietrze przed burzą.

Podobnie jak w debiucie autora, akcja nie wybucha od razu. Ona dojrzewa. Pierwsza połowa to budowanie fundamentu relacji, atmosfery, napięcia. A potem, mniej więcej od połowy, historia zaczyna rwać do przodu. Tempo wyraźnie przyspiesza. Pojawiają się pierwsze incydenty z ludźmi, ktoś trafia do szpitala, sytuacja robi się coraz bardziej niepokojąca. Zaczynamy rozumieć, że to już nie jest tylko sprawa zniknięcia.To historia o zaginięciu, ale też o pamięci, obsesji i granicy między pasją a niebezpieczeństwem.

Link do opinii
Inne książki autora
Koniec mapy
S.J. Lorenc0
Okładka ksiązki - Koniec mapy

Czasem niewiele potrzeba, by doszło do globalnej katastrofy Osiem nieznających się wcześniej osób rusza w turystyczny rejs w okolice Svalbardu. Już w...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Opad
Opad

František Kotleta

Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy