To jej wina

Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2022-08-03
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 9788328722484
Liczba stron: 416
Tytuł oryginału: All Her Fault

Ocena: 4.6 (5 głosów)

Książka nominowana do nagrody An Post Irish Book Award za rok 2021 w kategorii Kryminał Roku

Ostre, wyrafinowane i pełne napięcia.

Cara Hunter, autorka Kto porwał Daisy Mason?

Jeden zaginiony chłopiec

Cztery winne kobiety

Kto jest tak naprawdę winny, skoro każdy skrywa jakieś sekrety?

Marissa Irvine dociera pod adres Tudor Grove 14, żeby odebrać swojego synka Milo z pierwszego spotkania z kolegą z nowej szkoły. Lecz kobieta, która jej otwiera, nie jest znajomą mamą. Nie jest też opiekunką. Nie ma u niej Milo. Tak zaczyna się najgorszy koszmar każdego rodzica.

Wieści o zniknięciu chłopca krążą po cichym dublińskim przedmieściu. Kiedy pojawia się nazwisko podejrzanej osoby, rozchodzą się plotki o kobietach związanych z tym wstrząsającym zdarzeniem. Choć tylko jedna z nich mogła porwać Milo, to obwiniać można je wszystkie...

Wciąga natychmiast. To jej wina bazuje na największym koszmarze każdej matki i zręcznie przeplata oryginalne zwroty akcji.

Phoebe Morgan, autorka Idealnej opiekunki

Dziecko Marissy zostało porwane. Rozpracowywanie, kto to mógł być, to największa frajda z lektury tej pełnej przebiegłych zwrotów akcji opowieści.

,,Irish Independent"

Tagi: Thrillery psychologiczne

Kup książkę To jej wina

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - To jej wina

Avatar użytkownika - RudaRecenzuje
RudaRecenzuje
Przeczytane:2022-08-14,

Dlaczego Milo zaginął? Kto ponosi winę za uprowadzenie chłopca? Co mają do powiedzenia perfekcyjni rodzice dziecka? Czy w idealnym domu mogą skrywać się sekrety?

“To jej wina” zaczyna się mocnym akcentem, który nie zapowiada jednak tego, z czym będziemy mieli do czynienia w dalszej części książki. Kiedy korzystam z określenia „dalszej”, zdecydowanie mam na myśli drugą połowę, która okazuje się dynamiczna, zaskakująca i przewrotna. Wszystko, w co do tej pory wierzyliśmy, okazuje się być jedynie żartem ze strony autorki. Mara jest bowiem bardzo dobra w plątaniu wątków, zwrotach akcji i przedziwnych niespodziankach. Elementy te sprawiają, że w czytelniku buzują emocje, podtrzymują jego zainteresowanie i nie pozwalają odłożyć książki aż do samego końca.

Niestety taki pozytywny odbiór zyskała u mnie przede wszystkim druga część powieści. Jeśli chodzi o początki i pierwsze rozdziały, to nie do końca wyglądało to tak, jakbym sobie tego życzyła. Po mocnym początku akcja książki wyhamowała. Autorka poświęciła wiele miejsca wątkom obyczajowym. Śledztwo dotyczące zaginięcia było proste i nie dodawało całości pikanterii. Nie można powiedzieć, by było w tym coś złego. Inne kwestie także okazały się zajmujące i dobrze współgrały z całością, ale mnie zabrakło w tym wszystkim napięcia, a to na nim najbardziej zależy mi w tego typu książkach. Druga część, choć dostarczyła emocji i tych charakterystycznych dla thrillera elementów, nie potrafiła nadrobić pewnego zniechęcenia i znużenia, które zdążyły już we mnie wykiełkować.

Przyznam szczerze, że ostatecznie książka okazała się o wiele bardzie intrygująca, niż zakładałabym po tych pierwszych rozdziałach. Mimo pewnego niedosytu, ostatecznie otrzymałam sporo atrakcji, w postaci mrocznych sekretów, trupów ukrytych w szafie, nawiedzającej bohaterów przeszłości oraz zaskakujących niespodzianek. Rozwiązanie poszczególnych wątków okazało się dość zawiłe i skomplikowane i pod tym względem Mara zdecydowanie się wykazała. Świetnie udało jej się również zakończyć całą historię dobrym finałem.

Kolejny plus autorka zdobyła u mnie za kreację bohaterów. Ich decyzje, postanowienia, wahania, błędy- te cechy sprawiły, że w moich oczach nabrali oni autentyczności. Mara nie obawia się napiętnować ich złem i problemami. Nie wszyscy jesteśmy idealni, a świat nie jest czarno biały- zdają się krzyczeć kolejne kartki. Wielu niespodzianek dostarczyli również sami bohaterzy, zupełnie inni, niż można się było tego po nich spodziewać. Autorce udało się pod tym względem również wyprowadzić mnie w pole. Raz po raz pokazywała, że w jej rękawie kryje się sporo asów.

Tym, co jednak najbardziej ujęło mnie w tej książce, jest bardzo dobry styl Mary. Powieść wydaje się czytać sama. Zabrałam ją ze sobą na plażę i to był znakomity wybór. Leniwy dzień upływał mi bardzo przyjemnie w towarzystwie tej opowieści. Autorka wspaniale opowiada, umiejętnie oddaje emocje, nie ma problemu z budowaniem dialogów i opisów.

„To jej wina” to historia, której możecie zaufać mimo pewnych niedoskonałości. Nie jest to książka, po którą chciałabym sięgnąć ponownie, ale jak wspomniałam, wspaniale sprawdzi się na długi letni dzień. Czy to coś, czego potrzebujecie i szukacie? Przekonajcie się sami.

 

Link do opinii

„To jej wina” to bardzo ciekawie skonstruowany domestic thriller, w którym porwanie chłopca staje się pretekstem do odkrycia zaskakujących kulis, albo raczej drugiego dna całej sprawy. Co tym bardziej zaskakuje, gdyż akcja rozgrywa się w spokojnej, zamożnej okolicy, gdzie mieszkają życzliwi sobie, pomocni ludzie. I do takich dramatów zwyczajnie tutaj nie dochodzi. Przedmieścia Dublina są idealnym miejscem do życia, szczególnie dla rodzin z dziećmi. Są, do czasu, aż okolicą nie wstrząsa sprawa porwania małego Milo. To koszmar dla rodziców, ale nie tylko. Szybko pojawiają się wątpliwości, wzajemne oskarżenia, obwinianie i strach. Przede wszystkim trwa jednak szukanie chłopca i winnych. Szukają rodzice, szuka policja. Pojawia się jedna podejrzana osoba, a potem kolejne. Dość szybko zostaje nakręcona spirala lęku, a błahe problemy, które kiedyś nie miały znaczenia, urastają do rangi znaczących.

Zaskakujący może być fakt, że raczej wcześniej niż później dowiadujemy się, kto stoi za porwaniem Milo. Jednak to nie jest koniec wydarzeń, bo wraz ze wskazaniem winnej osoby, wydarzenia nabierają barw i rozpędu. Po pierwsze nadal nie znamy motywu, po drugie, jak już wspominałam, thriller ma drugie dno. Początkowo ukryte, odsłaniane krok po kroku, trzymające w napięciu do ostatniej chwili. Powieść Mary nie jest łatwą lekturą, jest niezwykle emocjonalna i boli. Boli, porusza i przytłacza krzywda dziecka. Ale nie tylko, bo autorka dotyka w powieści innych ważnych kwestii, które nie pozostają bez wpływu na czytelnika. A mimo to czyta się tę książkę ekspresowo. Wciąga tak, że nie sposób się od niej oderwać, nie sposób nawet w spokoju oddychać. Coś niesamowitego! Ciekawą sprawą jest w powieści prowadzenie narracji. Nie chcąc za dużo zdradzać, napiszę tylko, że wydarzenia przybliżają czytelnikowi trzy kobiety. Jedną z nich jest matka chłopca – Marissa, drugą matka kolegi Milo – Jenna, a trzecią niejaka Irene. Kim ona jest i jaki ma związek ze sprawą – to już musicie sprawdzić sami. Jestem pewna, że ten thriller niejednokrotnie wprawi Was w zdumienie. Jest nie tylko przepełniony akcją, napięty do granic możliwości, pełen emocji i tajemnic, ale przede wszystkim zaskakujący. Takich plot twistów, jakie zaserwowała autorka, nie spodziewałam się nawet przez chwilę. Nic tu nie jest takie, jakim się wydaje. Zostajemy wciągnięci w intrygę, której zakończenia nie będziemy w stanie przewidzieć. I dobrze, bo właśnie o to w dobrym thrillerze chodzi.

„To jej wina” to thriller, który ma wszystko to, co jest potrzebne, aby znaleźć się na listach bestsellerów. Dobrze przemyślaną, intrygującą i konsekwentnie prowadzoną fabułę, ciekawych, niejednoznacznych, poprawnie skrojonych bohaterów i zwroty akcji, które lubi chyba każdy. Serdecznie polecam!

Link do opinii
Avatar użytkownika - gdziejatamksiazk
gdziejatamksiazk
Przeczytane:2022-07-29, Ocena: 4, Przeczytałam,

"Marissę aż bolała ręka od przyciskania telefonu do ucha. Za każdym razem modliła się, żeby miała inny przebieg, żeby w końcu zamiast: "Nie, przykro mi, nie widzieliśmy go", usłyszeć "Tak! Jest cały i zdrowy". Ale nikt tego nie powiedział. Słyszała strach, ciekawość i współczucie, a raz czy dwa nieco odmienny ton: jakby oczekiwanie jakiegoś dramatu w ten nudny listopadowy wieczór."
"To jej wina" Andrei Mary, to całkiem dobry thriller, który dostarcza wielu emocji. Zaginięcie dziecka, porwanie, to temat bardzo trudny dla rodzica. Najgorsze, co może go spotkać, to stracenie dziecka z oczu, brak informacji, gdzie przebywa, co się z nim dzieje. Wiele pytań rodzi się w głowie, kręcą się jak karuzela na najwyższych obrotach, a emocje rozrywają człowieka od środka. Strach, ból, pewien rodzaj szaleństwa będzie towarzyszył, dopóki dziecko nie pojawi się całe i zdrowe. Wróci, otoczy się je opieką, ale strach, lęk nadal będzie towarzyszył. A jak z poczuciem bezpieczeństwa? Nie wiem, czy wraca na dobre.
Porwania dziecka doświadcza rodzina Irvinów. Milo znika, a wieści o tym szybko rozchodzą się po dublińskim przedmieściu. Po szkole miał przyjść do kolegi się pobawić, lecz pod wskazanym adresem, który Marissa Irvine dostała smsem, nie ma dziecka. Zaczynają się poszukiwania przez matkę, lecz szybko sprawa trafia na policję.
Andrea Mara stworzyła historię, która jest koszmarem dla każdego rodzica. Bohaterowie właśnie doświadczają takiego koszmaru, z którego nie da wyjść, jeśli dziecko nie wróci całe i zdrowe do domu. Na własną rękę podejmują działania, by znaleźć ukochanego synka. Również policja robi co może, aby zaginiony chłopiec został odnaleziony i wrócił bezpiecznie do domu.
Autorka porusza kilka ważnych kwestii, które z życia wzięte nadają realizmowi książce. Oprawca oswaja dziecko, swoją ofiarę, ze sobą, by łatwiej mogło dojść do porwania. Zazwyczaj są to osoby z bliskiego otoczenia rodziny, co dodatkowo szokuje i jest po prostu okropne. Jak tu komuś zaufać? Kiedy dochodzi do porwania, inni rodzice oddychają z ulgą, że nie spotkało to ich dziecka, choć strach nadal im towarzyszy, że może się to wydarzyć. Rodzice porwanego dziecka z frustracji myślą, dlaczego to akurat ich dziecko zostało porwane.
Ale co jeszcze ważne i okrutne zarazem, to szukanie korzyści z trudnej sytuacji własnego dziecka. I nie chodzi tu o porwanego chłopca, a o oprawcę, którego matka chce zarobić, opowiadając ckliwą historię trudnego dziecka.
Ukazany jest także obraz społeczeństwa, jak łatwo ocenia sytuację i ludzi, których owa sprawa dotyczy. Jak łatwo jest wskazać osobę po części winną, choć wcale ta wina nie leży po jej stronie.
"To jej wina" to thriller, który Waszą pewność dotyczącą zagadki zamieni w proch. Nic nie jest takie, jakim się wydaje, a zwrotów akcji nie brakuje. Jedno zdarzenie z przeszłości, które rozbija dwie rodziny. Dzięki narracji kilku kobiet poznajemy ich stanowisko w tym trudnym wydarzeniu. Każda z nich jest inna, zmierza się z własnymi problemami, ale łączy je porwanie dziecka i oprawca. Teraźniejszość miesza się z przeszłością, choć więcej tu wydarzeń, które mają miejsce już po porwaniu.
Choć książka nie rzuciła mnie na kolana, to nie można odmówić jej ciekawej fabuły, dobrej kreacji bohaterów, poruszonych ważnych tematów i zwrotów akcji. Dobry thriller, który zostanie z Wami w głowie na dłużej.

Link do opinii

Wyobraźcie sobie, że przychodzicie odebrać swoje dziecko z domu kolegi, do którego zostało zaproszone. Otwiera wam obca kobieta, która o niczym nie ma pojęcia. Waszego dziecka z pewnością u niej nie ma. Właśnie tak rozpoczął się koszmar Marissy Irvine. Jej czteroletni syn Milo znika i ani Marissa, ani jej mąż Peter, ani opiekunka nie wiedzą, co stało się z chłopcem. Wieść o zaginięciu czterolatka szerzy się po Dublinie, pojawiają się kolejne tropy, a na wierzch wychodzą sekrety, których dla dobra sprawy lepiej byłoby nie odkrywać.

 

,,To jej wina" jest pierwszą przetłumaczoną na język polski powieścią bestsellerowej irlandzkiej autorki Andrei Mary. W tym thrillerze psychologicznym splatają się losy czterech kobiet, które poznajemy w obliczu jednej tragedii: zaginięcia małego Mila. Książka już na pierwszych stronach wrzuca czytelnika w sam środek akcji, kiedy to stajemy się świadkami sceny, gdy Marissa Irvine idzie odebrać swojego syna z domu innej mamy. Czyta się to tak, jakby samemu stało się na miejscu kobiety: od razu pojawiają się najpierw niepewność, potem niepokój, a potem autentyczne przerażenie, gdy wraz z Marissą zdajemy sobie sprawę, że chłopca nie ma tam, gdzie być powinien. Autorka naprawdę umie grać na emocjach, to muszę jej przyznać.

 

Później tempo co prawda zwalnia, lecz nie oznacza to, że autorka pozwala czytelnikom odpocząć. Czasem było co prawda trochę nudno, zwłaszcza gdy małżeństwo Irvine'ów i wspierające je osoby mogły tylko podejmować rozpaczliwe próby odnalezienia chłopca, rozklejając plakaty i rozmawiając z ludźmi. Lecz po takich nudniejszych fragmentach autorka podrzucała jakieś nowe tropy i informacje, z których powoli wyłaniał się obraz całości. Z czasem okazywało się także, że poszczególni bohaterowie skrywają coraz więcej niepokojących sekretów. Warto przy tym wspomnieć o świetnie wykreowanych portretach psychologicznych postaci. Naprawdę można poczuć ich emocje i wczuć się w ich sytuację. Podobała mi się zwłaszcza postać Carrie, dziewczyny o wielu twarzach.

 

Thrillery psychologiczne mają to do siebie, że przedstawione w nich nieraz tragiczne historie są z życia wzięte i tak naprawdę mogłyby przydarzyć się każdemu z nas. Wczuwamy się w sytuację bohaterów, a równocześnie doświadczamy też ulgi: ,,uff, jak dobrze, że to nie mnie przytrafiło się coś takiego". W książce ,,To jej wina" ulgi doświadczymy dopiero po doczytaniu ostatniej strony, bo autorka nie odpuszcza aż do końca. Zakończenie jest naprawdę zaskakujące i mocne. I dodam, że nie chodzi tylko o to, czy mały Milo zostanie odnaleziony cały i zdrowy, czy też spodziewać się należy najgorszego. Ta historia sięga głębiej. I wciąga. Polecam.

 

 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza.

Link do opinii
Avatar użytkownika - karolinaosewska
karolinaosewska
Przeczytane:2022-08-03, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2022,

To jej wina

 

Najgorszy koszmar dla rodziców? Moment w którym ich dzieciom dzieje się krzywda. Chwila gdy ich dziecko znika i nie wiadomo co się z nim dzieje. Właśnie takiej sytuacji doświadczy Marissa, główna bohaterka thrilleru To jej wina, gdy zjawia się pod drzwiami domu na Tudor Grove 14, skąd ma odebrać synka, Mila, a jego tam nie ma. Mało tego drzwi otwiera zupełnie obca kobieta, która nie jest Jenny, matką Jacoba, z którym popołudnie miało spędzić jej dziecko. Gdzie jest Milo? Kto go zabrał i dlaczego? 

 

"- Nie wiem, gdzie jest mój syn - szepnęła i osunęła się na podłogę obcego domu"

 

To jej wina to doprawdy wciągająca lektura, nie można się od niej oderwać od samego początku. Autorka zastosowała tu zabieg niczym Hitchcock, zaczęła od trzęsienia ziemi, a później akcja nabierała jeszcze większego przyspieszenia. By zszokować czytelnikiem zakończeniem, które mnie osobiście całkowicie zaskoczyło i zupełnie nie spodziewałam się takiego poprowadzenia fabuły. 

 

"(...)A ty mówiłaś, że potwory nie są prawdziwe.- Nie te, które są w książkach. Chociaż czasem źli ludzie przypominają potwory, mimo że są ludźmi." 

 

Historię poznajemy z punktu widzenia kilku osób, tak się składa, że samych kobiet, które w taki czy inny sposób są związane z głównym wątkiem powieści. Historię przybliżają nam więc Marissa, matka zaginionego chłopca, Jenny, jej przyjaciółka, matka Jacoba, Carrie i Irene, a to kim one są w powieści, musicie sami odkryć, sięgając po ten tytuł. ;) 

 

Polubiłam dwie główne bohaterki, czyli Marissę i Jenny, za to bardzo irytowała mnie Irene, która myślała tylko o kasie, i jak tu uszczknąć coś dla siebie. Bardzo miłą i sympatyczną bohaterką była także Esther, kobieta, która wspierała od samego początku Marissę, a potem i Jenny. Zaś co do Carrie, to do niej miałam najbardziej mieszane uczucia, podczas lektury zrozumiecie dlaczego. A i denerwowało mnie trio rodziców, nazywane przez bohaterki Sabatem, bo doprawdy zachowywali się jak wszechwiedzące, żądne krwistych ploteczek rekiny. 

 

Negatywnie zaskoczyli mnie natomiast prawie wszyscy bohaterowie męscy tej historii. Cóż, taki autorka miała pomysł na fabułę. 

 

To jej wina jest wciągającym domestic thrillerem, dzięki któremu zarwiecie noc, by poznać rozwiązanie tej historii. Nie brak tu emocji, napięcia i momentów zaskoczeń. Autorka sprawnie wywiodła mnie w pole, bowiem snułam zupełnie odmienne rozwiązanie historii. Czyta się ją naprawdę dobrze, i jak ostatnio nie miałam szczęścia do tego gatunku, tak ten pozytywnie mnie zaskoczył. Mogę z czystym sercem go Wam polecić ! 

 

Za egzemplarz do recenzji i możliwość lektury przedpremierowej dziękuję wydawnictwu Muza. 

Link do opinii

Marissa Irvine dociera pod adres Tudor Grove 14, żeby odebrać swojego synka Milo z pierwszego spotkania z nowym kolegą. Ale kobieta, która otwiera jej drzwi nie jest znajomą mamą. Ani opiekunką. A Milo tutaj nie ma.

Tak właśnie zaczyna się najgorszy koszmar rodzica.

Kiedy policja typuje podejrzanego, a raczej podejrzaną, na całym dublińskim przedmieściu aż huczy od plotek.

Co stało się z chłopcem?

Kto i dlaczego go porwał?

 

Ależ to było dobre!

Emocjonujące, pędzące jak wicher i zaskakujące jak jajko z niespodzianką!

Autorka zaserwowała nam tutaj całą paletę emocji począwszy od przerażenia, bo chyba nie ma gorszego koszmaru dla matki niż to, że nie wie, gdzie jest jej dziecko, po zdumienie, szok i niedowierzanie. Robi to w dodatku w iście mistrzowski stylu, bo kiedy zbliżamy się już do końca, kiedy myślimy, że wszystko wiemy, to daje nam takiego kopniaka, że tylko otwieramy usta ze zdziwienia.

Niczego w tej historii nie możemy być pewni, prócz rozpaczy, która spogląda na nas z niemal każdej kartki.

Dramat, jakiego tutaj doświadczymy z pewnością zostawi nas z wieloma pytaniami, bo czyż sami nie zrobilibyśmy wszystkiego, aby tylko odzyskać własne dziecko?

 

Książka jest znakomita, dlatego ogromnie polecam!!! Czytajcie koniecznie!!!

Link do opinii
Avatar użytkownika - ktomzynska
ktomzynska
Przeczytane:2022-07-30, Ocena: 5, Przeczytałem,

Jeden zaginiony chłopiec. Cztery winne kobiety. Jednak kto tak naprawdę jest winny skoro każdy coś ukrywa i ma swoje sekrety?

 

Zawsze uwielbiam thrillery, gdzie motywem przestępstwa, czy zbrodni były dzieci. Takie książki potrafiłam przezywać najbardziej, a odkąd na świecie jest Olivier robią one na mnie jeszcze większe wrażenie. 

 

,,To jej wina" jest książką, którą czyta się z zapartym tchem i nie chce się jej odkładać na bok. Autorka ma świetny warsztat pisarski, dzięki któremu przez lekturę się płynie. Fabuła, jak i sama intryga zostały bardzo ciekawie nakreślone i widać, że autorka je przemyślała. Akcja pędzi tutaj dość szybko i tak naprawdę ciągle coś się dzieje. Możemy przyjrzeć się tutaj wątkowi miłości rodzicielskiej, przemocy, zazdrości, czy pazerności. Zobaczymy także toksyczne relacje z teściami i mroczne oblicza rodzinnego życia. 

W książce jest wiele niewiadomych i postaci, które porządnie potrafią namieszać. Bohaterowie są nieprzewidywalni i każdy z nich coś ukrywa. Są niejednoznaczni. Pod maską jednej osoby kryją coś zupełnie innego. W wielu momentach zastanawiałam się nad ich człowieczeństwem w kwestii ważenia losów chłopca nad własnymi korzyściami. 

Samo śledztwo zostało poprowadzone naprawdę fajnie i w ekspresowym tempie. Czego kompletnie się nie spodziewałam to tak naprawdę drugiej sprawy, która wychodzi na światło dzienne. Tutaj zaginięcie chłopca jest nazwijmy to pretekstem, aby poznać drugie dno całej historii. Dno które zaskakuje. 

 

,,To jej wina" jest świetnym thriller z gatunku domestic thriller. Porusza ciekawe tematy i sprawia, że czytelnik sam zaczyna się zastanawiać nad pewnymi kwestiami społecznymi. Zdecydowanie polecam 

Link do opinii
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Reklamy