Co zrobić z mutantem, który jest tak zachwycony swoimi mocami, że popisując się nimi, popada w konflikt z prawem? Peter Parker chciałby go powstrzymać, ale... nie może nawet znaleźć swojego kostiumu. Cóż... Życie superbohatera to nie bułka z masłem. Na szczęście z pomocą Pająkowi przybywa delegacja X-Men!
Spider-Man wpada też w oko Czarnej Kotce. Ponętna złodziejka ostrzy sobie na niego pazurki, ale kiedy udaje jej się przechwycić tajemniczą tabliczkę, której pożąda Kingpin, razem z Pająkiem będą musieli zmierzyć się z samą Elektrą.
Tymczasem Mary Jane chciałaby powiedzieć Peterowi coś bardzo ważnego...
Autorem scenariusza jest Brian Michael Bendis (Daredevil: Nieustraszony!), a rysunki stworzył Mark Bagley (Grzech pierworodny: Hulk kontra Iron Man).
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2019-07-17
Kategoria: Komiksy
ISBN:
Liczba stron: 328
Tytuł oryginału: Ultimate Spider-Man 4
KINGPIN, KOTKA I MUTANCI
Wydawnictwo Egmont nie zwalnia tempa, jeśli chodzi o przygody Człowieka Pająka, i właśnie zaserwowało nam czwarty tom rewelacyjnej serii „Ultimate Spider-Man”. I co tu dużo mówić, jeśli podobały się Wam poprzednie odsłony (a mogły nie podobać? szczerze wątpię) to i tą będziecie zachwyceni. Bo w serii tej Brian Michael Bendis wspina się na wyżyny swojego talentu, odtwarzając wszystkie najważniejsze elementy i motywy przygód Petera Parkera, jednocześnie wyciskając z nich tylko to, co najlepsze i podkręcając do maksimum. W konsekwencje w ręce czytelników trafia porywająca i zachwycająca rozrywka na najwyższym poziomie, którą warto polecić nie tylko miłośnikom Pajęczaka.
Peter przeżywa kiepski okres. Stracił kostium, nie wie jak zdobyć nowy, a życie super-bohatera, w połączeniu z życiem nastolatka, zaczyna uwierać go coraz bardziej. Ale nagle wszystko zaczyna nabierać kolorów, gdy jego relacje z MJ znów się poprawiają i ulegają ociepleniu. Niestety na horyzoncie pojawia się on, Geldof, uczeń z Latverii, który siłą woli potrafi sprawiać, że dowolne rzeczy wybuchają, a którym interesuje się Charles Xavier…
A to dopiero początek. Sprawa Kingpina nawiedza Parkera na polu zawodowym, prywatnym i superbohaterskim. Gdy Fisk zostaje oczyszczony z zarzutów o morderstwo, a Jameson zaczyna wspierać kampanię jego kandydata, nastolatek nie wie co robić. Jak świat i system prawny może być tak niesprawiedliwy? Pytania zadawane w szkole jak i w pracy kończą się dla niego problemami z nauczycielem i utratą posady w Daily Bugle. Do tego jako Spider-Man toczy bój z Kingpinem i jego ludźmi, ale przestępca stara się poznać tożsamość Pająka. Na domiar złego pojawiają się kłopoty z ojcem MJ, który zabrania dziewczynie spotykać się z Peterem, a związek obojga wystawiony zostaje na próbę, kiedy pojawia się Black Cat, która dziwnie pociąga Petera. Za mało zdarzeń? Kingpin wynajmuje Elektrę by zajęła się Black Cat, która okrada go z… właśnie? Co kryje się za skradzionym przedmiotem?
Całość recenzji jna moim blogu: https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2019/07/ultimate-spider-man-tom-4-brian-michael.html
Przeczytane:2026-02-11, Ocena: 5, Przeczytałem, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku,
Bendis nadal stara się trzymać poziom, jednak wydaje się, że to świat zaczyna wchodzić mu na głowę. Narzucone crossovery, opowieści i reklamy? Mimo tych problemów „Ultimate Spider Man”, choć chwiejny nadal trzyma się dobrze, by zagwarantować Peterowi Parkerowi więcej cierpienia.
[Dotyczy tomów 4-6] Dobre zła początki (tom 4)Po zerwaniu z MJ i zniszczeniu stroju przez Venoma Peter ma dwa problemy. Po pierwsze to MJ robiła i reperowała mu kostium, po drugie to MJ była jedynym szczerym wsparciem emocjonalnym dla Petera. Ewidentnie jednak MJ nadal zależy na Peterze. Czy Gwen wykorzysta okazję i zajmie miejsce MJ, czy będzie dobrą siostrą i wspomoże naszego głównego bohatera?
Każdy, kto wie o multiwersalnych zasadach Marvela, zna odpowiedź. Jednak duet Bendisa i Bagley’a potrafi wyciągnąć z nich głębię psychologiczną i prawdziwych ludzi. Wyciągają Petera szybko z dołka, a na dokładkę dają mu fajny crossover z X-Menami (to z „Ultimate Spider-Man Special #1” chyba nie do końca kanoniczne).
Wprowadza on największą fangirl Spider-Mana – Kitty Pride. Ten wątek będzie jeszcze później poważnie wracał, ale nie w omawianym materiale. To także w kontekście tego crossovera pojawia się inspirator sceny z „Spider-Man. Homecoming” (reż. Jon Watts, 2017) w postaci walki Pajączka z wcale-nie-Avengersami. Jednak rdzeniem tej historii jest pokazanie, że bez względu na problemy, Spider-Man zawsze stara się pomagać innym i uczy się, by „najpierw gadać, potem bić”.
W tej i następnych krótkich historiach Bendis powoli rozszerza świat. Wprowadza Black Cat, a także pogłębia Kingpina jako postać. Nie są to jakoś bardzo głębokie i wybitne historie, ale fajnie stosują rymowanie kwestii, by zbliżyć Spider-Mana i jego złoczyńców. W końcu wszyscy ludzie, czy to źli czy dobrzy, potrafią mieć te same ludzkie problemy. A piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami dla obu stron.
Kiedy redakcja wchodzi nam na głowę (tom 5)Potem dochodzi ewidentnie do redakcyjnych pomysłów i dostajemy „Ultimate Six” – wersję Ultimate Sinnister Six. Ma ona ciekawy plot twist dotyczący jednego z jej członków, który w świecie przedstawionym ma bardzo dużo sensu. Jednak nadal, by liczba się zgadzała, Bendis zmuszony jest do retrospekcji i retconów. Psują one trochę tempo serii, a to nie koniec problemów.
Niedługo po „Ultimate Six” powraca Doktor Octopus. Jest to dość szybki powrót, a to z jednego powodu – promocja „Spider-Mana 2”. Mamy całą historię wokół ucieczki Doc Ocka i filmu, którego producentem jest Avi Arad, reżyserem Sam Raimi, a głównym aktorem Tobey Maguire. Na szczęście fabuła jest inna, bo antagonistą jest Mysterio.
Największym problemem jest jednak pojawienie się w tak krótkim odstępie czasu tego samego złoczyńcy w dość absurdalny sposób. W dodatku kreacja Octopusa w crossoverze była niewiarygodna i niepogłębiona. Po prostu nie było wiadomo, czym motywowane są jego działania poza tym, że tak jest w scenariuszu. Z kolei jego sensowniejsze zachowanie chwilę później w samym „Ultimate Spider-Man” było sensowniejsze i stanowiło jasny kontrast.
Są rzeczy niezmienne (tom 6)Po tej przydługiej historii z Otto Ocatviusem, Bendis znów daje Peterowi pozytywne okruszki. Doktora Connor (Lizarda) okazuje się dobrym człowiekiem, a Gwen zaczyna otwierać się bardziej na Petera i MJ. Niestety jak to bywa, dobro jest preludium tragedii.
Peter zawierza się po raz kolejny dorosłym, a oni go zawodzą. W komiksie ciągle dostajemy straumatyzowane postacie. Po mutantfobii Liz i arachnofobii Gwen czas na pełne ujawnienie traumy Petera, który przez wielką moc wierzy, że dźwiga na barkach cały świat.
Nie pomagają mu w tym dodatkowe koszmary z Wolverinem i Doktorem Strangem w roli głównej. Nawet światełko w tunelu, jakim jest Johnny Storm, nie rozświetli nadciągającego mroku.
Historia upadkuZakończenie 3 tomu „Ultimate Spider-Mana” rzuciło ton na następne 3 omawiane tu tomy. Po zerwaniu z MJ to ich relacja i cierpienia młodego Parkera są nieodłączną częścią serii. A najgorsze, że oba elementy się łączą. Sama relacja z MJ jest powracającym elementem, który staje się swoistą klamrą narracyjną dla tomów 4-6. Nie znamy jeszcze konkluzji, ale po doświadczeniach Petera, można się ich domyślić.
Bo co doświadczył Peter Parker i Spider-Man w tych tomach? W każdej historii Peter lub Spider-Men doświadcza coraz większego zła. Nawet jeśli wróci się do statusu quo, zło się dokonało. W dodatku dobro zawsze zapowiada jego odebranie.
Tomy 4-6 zaczynają od dołku, dają nadzieję i z każdym zeszytem łudzą poprawą. Peter stara się być lepszy i w swoim rdzeniu pozostaje niezmienny. Gdy widzimy jakiekolwiek światło, razem z Peterem, cenimy je. Niestety nawet najmniejsze zło nigdy nie odchodzi. I jak ostatnio MJ nie wytrzymała presji, tak tu to z Peterem jest coraz gorzej. Po prostu objawia się to inaczej.
Wiele twarzy Marka Bagley’aWspaniale uzupełniają tę historię rysunki Marka Bagley’a. Podobno niektórzy mają problem do rysowanych przez niego, ale nadal są one w stanie przekazywać trudne emocje, które planuje Bendis. Mnie one nie przeszkadzają, choć muszę przyznać, że czasem widać syndrom jednej twarzy.
Jednak Bagley jednocześnie daje mu jeden z moich ulubionych narzędzi narracyjnych w komiksie, czyli powtórzenia jednej postaci w jednym kadrze. Lubię takie narzędzia dynamizujące sceny, dlatego też nie przepadam za dzieleniem jednego kadru na wiele, żeby podkreślić jego sekwencyjność (np. tak, żeby każdy dymek był oddzielony ramkami). Zwyczajnie dzielenie większych kadrów à la poliptyk odbiera czytelnikowi sprawczość i sugeruje, że nie jest wystarczająco mądry, by zrozumieć bardziej skomplikowany kadr.
Choć te zabiegi nie są częste, to nie można zarzucić Bagley’owi braku dynamicznego kadrowania. Jego rysunki na pewno są jednym z mocnych elementów „Ultimate Spider-Mana” i będą z nim kojarzone. Choć nie wiem, czemu porzucono zielony kolor sieci.
Ad finitumOstatecznie druga porcja „Ultimate Spider-Mana” po porządnym prologu wpada w redakcyjną zadyszkę. Mimo wynikającej z niej wad Bendisowi nadal udaje się stworzyć angażującą i interesującą historię, która ma widoczny cel. Potrafi sobie nawet robić żarty z tych problemów, gdy w tomie 6 na stronach tytułowych pojawia się osobiście, by powiedzieć, że historia z Wolverinem to nie był jego pomysł.
Te zabiegi i mnogość crossoverów, bz względu na ich jakość, powoduje oddalenie spójnej i większej fabuły na rzecz lekkości i powiązań ze światem Ultimate. Z tego powodu Bendis musi dostosować się do nowego trybu i po potknięciu się o kilka kłód udaje mu się wyjść na prostą. Na koniec „Ultimate Spider-Man” wychodzi obronną ręką i nadal jest dobrym komiksem, który oferuje coś więcej niż oderwane od siebie mniejsze historie.