Wiersze z Umalmu to raporty z uprawy – roślin, idei, relacji, wspólnot. Poeta nie utyskuje na katastrofę, tylko intensyfikuje działania przeciw niej. Staje po stronie kompetencji miękkich, siły bezsilnych, relacji w kontrze do racji, wspólnoty w miejsce własności. Nie wstydzi się czułości, deklaruje kruchość. Choć w tomie pobrzmiewają dada, zaum, surreal czy šalamunizm, teksty nie sprowadzają się do wyzwolonych natężeń rozsadzających potencjometry, lecz niosą w sobie przesłanie, wizję, wręcz utopię. Pełne „bitu i litu” wiersze Woźniaka są muzyczne i obrazowe, etyczne i interwencyjne (lecz bez dydaktyzmu i publicystyki),karmią się dadaistycznymi kawałkami, ale czytelnikom fundują wege michę soczystej filozofii. Szamańska poetyka Umalmu burzy granice między ludźmi, zwierzętami, roślinami, rzeczami: ludzkie niestrudzenie fluktuuje w zwierzęce, przelewa się w roślinne, urzeczowione, maszynowe, pojęciowe etc. Ta aktywistyczna poezja – nadmiarowa, wybuchowa, językowo napęczniała – jest w nieustannym pędzie, a po drodze zagarnia wszystkich i wszystko.
Wydawnictwo: Biuro Literackie
Data wydania: 2025-01-13
Kategoria: Poezja
ISBN:
Liczba stron: 44
Język oryginału: polski
„Wędrowiec do Świtu” to książka, w której o. Łukasz Woźniak OFMCap stara się przekazać to, co dla niego jest ważne i to, o co kiedyś sam pytał...
Przeczytane:2025-05-03, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2025, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2025 roku, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2025, czytam regularnie, Egzemplarz recenzencki,
Debiut poetycki Łukasza Woźniaka okazał się dla mnie frapującym doświadczeniem czytelniczym - prawdopodobnie dlatego, że istota tych wierszy ukryta jest w rytmie, dźwięku i zbudowaniu pewnych odczuć, a nie w formowaniu sensu. Traktując teksty jak układankę, można się doprowadzić do frustracji - doświadczyłem, nie polecam; lepiej dać się ponieść frazie, dźwiękom i ekosystemowi.
Umalmu składa się z wielu różnych organizmów, których istnienia łączą się we wspólnotowym trwaniu, tworząc biologiczno-tekstowy konglomerat. Jest roślinnie (przede wszystkim) i zwierzęco (trochę), więc wiersze się wiją, oplatają, zapuszczają korzenie i zakwitają; wiele elementów oddziałuje na nasze zmysły, jednocześnie nie dając nam wyraźnego obrazu poetyckiego - wpadamy w gąszcz wrażeń, znaczeń i odgłosów: szelestów, brzęczeń i skowytów. Przemysław Suchanecki w rozmowie z autorem zwraca uwagę na bardzo aktualny wydźwięk tomu, odniesienie do katastrofy klimatycznej, zauważając jednocześnie "ta książka, jej liryka, z jednej strony czuła i krucha, z drugiej strony pędząca i miotająca się gwałtownie w rytmie staccato, wydaje się przerabiać na liryczny sposób przytłaczający nas wszystkich, mniej lub bardziej świadomie, strach".
Choć poetyka Woźniaka rozmija się z moją wrażliwością, to doceniam mocno rytm, tempo tego tomu, wraz ze wszystkimi zastosowanymi przez poetę aliteracjami i instrumentacjami, dzięki którym wiersze dobrze brzmią.