zBLOKowane umysły

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2020-03-30
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 978-83-8147-779-6
Liczba stron: 358
Język oryginału: polski

Ocena: 4.5 (2 głosów)

Życie w bloku – to nie bajka.

Prawdziwe do bólu, bezkompromisowe historie kumpli z blokowiska, których codzienne życie toczy się w rytm obowiązujących zasad młodego pokolenia, wrzuconego w paszczę wszechobecnego konsumpcjonizmu.

Pięciu ziomali: Oko, Biro, Syfer, Suwak i Gruber mają na osiedlu ulubioną ławkę – kultowe miejsce, gdzie spotykają się nie tylko na pogadankę o tym, jak było „w tyrce” i co wydarzyło się „na chacie”, lecz także rozmyślają o własnej egzystencji, zwłaszcza gdy akurat przypalili trawkę lub napili się browaru z osiedlowego sklepu.

Choć mają swoje marzenia i przemyślenia, wydaje się, że brakuje im pomysłu na siebie, na wyrwanie się z szarego, ograniczonego własnym światopoglądem świata, w którym na dobre utknęli. Dekalog obowiązujący „na dzielni” to rzecz święta, a reszta jest marną namiastką tego, co pozostaje poza ich zasięgiem…

Z Internetu w huaweiu wyczytał, że dziś w nocy ze słynnego na cały region Zakładu Mięsnego w wyżej opisywanym mieście uciekło około dziewięciu tysięcy skazanych na pewną śmierć świń. Pracownicy nie mieli pojęcia, kiedy i w jaki sposób utracono kontrolę nad zbuntowaną trzodą. Tym bardziej trudno było znaleźć winnego. Przez świński szturm miasto zamieniło się w chlew. Żywy symbol drobnomieszczańskiej konsumpcji, do tej pory będący ofiarą, skrzyknął się po to, by w rewolucyjny sposób uprzytomnić ludziom problem zbyt szybko postępującej chęci spożywania produktów mięsnych i iluzorycznej cywilizacji.
No i chuj. – Zaczął po chamsku ciąg myślowy. – Miałem nosa, żeby wybrać drogę przez ten zabłocony las. Ominąłem apokalipsę, która przydarzyła się tysiącom mieszkańców. Idąc przez las, czyli rewir dzikich świń, zaoszczędziłem sobie starcia z konsumpcją.

Tagi:

Kup książkę zBLOKowane umysły

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - zBLOKowane umysły

Kiedy byłam małą dziewczynką wychowywałam się pierwsze lata w Nowej Hucie. Pamiętam dość dobrze nie wielką piaskownicę między szarymi blokami, pochylnię pod mostem, którą ochrzciliśmy razem z innymi dzieciakami „grobem wielkoluda” oraz sklepik gdzie kupowało się gumy-papierosy, jeden z głośniejszych krzyków mody lat '90. Z ogromna chęcią, ale też i ciekawością zabrałam się za powieść Łukasza Misiury, by sprawdzić czy moje wspomnienia są tak pozytywne czy zwyczajnie coś mnie ominęło.

Autor przedstawia nam historię znajomych, którzy tak naprawdę przestawiali społeczną patologię, oczywiście w świetle procentów i dymu. Nie mam zamiaru nikogo urazić, bo sama święta nie jestem, ale życie w takiej agonii (nie przychodzi mi na myśl inne słowo) nie jest dobrym wyjściem. Wielu ludzi uzna, że takie społeczeństwo to zupełne dno, a ja myślę, że to po prostu wpływ społeczeństwa w jakim się żyje. Póki człowiek nie chce się wyrwać do czegoś lepszego, siedzi w bagnie, bo po prostu jest mi tak wygodnie i taką postawę wyczuwałam od „naszych” koleżków.

Pan Łukasz przytacza nam wszelakie anegdoty, okraszone wulgaryzmami i językiem potocznym, który zna chyba każdy Polak (a na pewno każda kobieta i pani domu - „łacina kuchenna”). Z jednej strony to całkiem smerfny zabieg, bo można poczuć ten osiedlowy klimacik, z drugiej jeśli by ich nie było również mogło by być całkiem przyjemnie.

Niestety cytaty wrzucane gdzieniegdzie przez autora nie koniecznie pasowały mi do całości. Może to tylko moje krzywe spojrzenie, a może tak właśnie miało być (?). Całościowo nie mogę narzekać, co to, to nie. Jednakże to taka lektura trochę naraz, bo niestety nie będę do niej wracać. Może nie tyle ta powieść coś wniosła do mojego życia, ale na pewno pozwoliła wrócić pamięcią do moich pierwszych lat, które wbrew pozorom nie do końca były takie złe. W końcu przy ogromnym dębie i piaskownicy przed blokiem też trafiały się chwile, gdzie uśmiech się pojawiał.

Uważam, że jest to powieść dla trochę młodszego pokolenia. Ja już mam etap buntu, picia i bycia tak frywolną za sobą. Może nie koniecznie jako lektura, która czegoś nas nauczy konkretnego, bardziej jako opowieść o tym, jak można się łatwo zatracić. Albo powieść o tym, co może nas czekać jeśli na czas nie zmienimy naszego losu.

Link do opinii
Avatar użytkownika - dawiddettlaff
dawiddettlaff
Przeczytane:,

Miejskie blokowiska tworzą swoje własne charakterystyczne społeczności. Niektórzy mieszkańcy marzą o tym, by jak najszybciej wyrwać się z osiedlowej rutyny i poszerzać swoje horyzonty, ale są też tacy którzy wolą być przywiązani do swoich własnych osiedlowych problemów.

Książka „zBLOKowane umysły” Łukasza Misiury przedstawia życie zwyczajnych „ziomali” mieszkających w blokach. Oko, Biro, Syfer, Suwak i Gruber spotykają się często na osiedlowej ławce po to by pogadać o ich zwykłym życiu, często (po pewnej dawce alkoholu) wchodząc na tematy bardziej egzystencjalne.

Już z samym początkiem książki mam pewien problem z autorem. Książka przede wszystkim opiera się na postaciach kumpli. Te właśnie charaktery zostały bardzo słabo ukształtowane. Mogę posunąć się do stwierdzenia, że gdyby nie pseudonimy, trudno byłoby ich od siebie rozróżnić.

Łukasz Misiura również często próbuje ratować nieco słabsze historie za pomocą wrzucania pomiędzy linijki tekstu, cytatów. Przykładem tego jest kwestia dialogowa pochodząca z popularnego filmiku na YouTube „Jestem Hardkorem!”

Tym zabiegiem utożsamia bohaterów swoich opowiadań z kultowymi ziomkami wyrywającymi kabel od Internetu.

Nie są obce mu również nawiązania do swojej twórczości. Mi osobiście taka forma wplatania wątków niekoniecznie mi się podoba. Dziwny jest dla mnie również fakt, że na końcu książki znajdziemy wymianę listów między Birem, a autorem. Moment ten był zdecydowanie niepotrzebny i burzy kreowany charakter postaci.

Łukasz Misiura na co dzień nie zajmuje się pisarstwem. Według informacji podanych przez wydawnictwo, pracuje w zakładzie metalowym, a pisaniem zajmuje się z pasji. Książka „zBLOKowane umysły” jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami z życia autora.

Trudno mi tę książkę jednoznacznie ocenić. Dobrze wykreowany obraz osiedla zakłóca zbyt duża odwaga w eksperymentowaniu tekstem. Niektóre niekonwencjonalne elementy przez brak odpowiedniej narracji stały się błahe i niepotrzebne.

Książka miejscami mile zaskakuje, ale też przygnębia. Łukasz Misiura potrafi na podstawie prostych historia poruszyć emocjami czytelnika. W tej pozycji widzę naprawdę duży potencjał pisarza, zdolnego do tworzenia kreatywnych, odważnych i prawilnych tekstów.

Więcej przeczytacie na moim blogu:
Link do opinii
Avatar użytkownika - ratowniklektur
ratowniklektur
Przeczytane:2020-05-30, Ocena: 6, Przeczytałem, Mam,

  Czy zauważyliście, że gdy literatura, skonfrontuje realizm i fikcję, powstają bezprecedensowe, kontrowersyjne i bezgranicznie brutalne teksty? Dołóżmy do tego jeszcze epokę rzeczywistości, w której się znajdujemy na odpowiednim tle i dostaniemy coś, co inteligencka elita nazwie grafomanią. Regułki i "etyka pisarza" zawsze kłóci się z powyższym chaosem, który jest motorem napędowym pisarza, jako artysty uwięzionego w swym obserwatorium. W przypadku tej pozycji pisarz zamknięty był (i tym samym zamyka czytelnika) w bloku. Jak mówi tytuł, nawet nie był zamknięty, a zblokowany. Ta opowieść jest właśnie o zblokowaniu na blokach. 
   Ten wstęp nie opisuje jeszcze wszystkiego, co można wspomnieć w zafascynowaniu tą niby prostą, a jednocześnie skomplikowaną historią. Zależność literatury, o której wspominałem, sama w sobie stwarza sytuację, kiedy chcemy czytać taką literaturę. Dlatego nazywamy to literaturą piękną. Chociaż "zBLOKowane Umysły" to bardziej literatura obyczajowa - nazwałbym ją nawet literaturą społeczną. 
   Łukasz Misiura to debiutujący autor, który nie musiał szukać daleko inspiracji do napisania książki, bo wykorzystał to, co było dosłownie przed oczami  i opisał to. Historia kumpli z bloku, łajdaczących się na ławeczce piwerkiem i palonkiem, osiedlowe akcje niczym ze "Skandalu" Molesty i patologiczne historyjki, krążące wśród chłopaków. Znają to nawet bogacze z apartamentowców, bo kilku z nich mogło kiedyś tak żyć. Mogło, ale nie musiało, bo w tej historii jest o wyborach. 
   Pędem zbliżający się do trzydziestki bohaterowie, mieszkają ze swymi rodzicami, a ich ulubioną  przyjemnością jest autodestrukcja. Ta książka jest jakby pisaną relacją z osiedla. Oko, Biro, Syfer, Suwak i Gruber to paczka chłopaków, po których od razu widać, że "wychowała ich ulica". To oni sporządzają nam tę relację i wśród nich jest jeden, który w bardzo ograniczony sposób, ale jednak chce być niezależny. Nie zależny od osiedla, ulicy, ławki i bloków. Niestety zblokowanie to program, którego nie wyłączysz tak łatwo i do końca. W tej książce poznajemy osoby ograniczone w lokalnej tożsamości dzielnicowego patriotyzmu, niemniej zdarzają im się przebłyski elokwencji. 
   Osoby spotykane przez bohaterów - Ci z "wyższej półki", którzy oceniają ich, jako gorszych od siebie, w pewnych zachowaniach niewiele się od nich różnią. Kontrast z nimi odczytujemy wyraźnie. W tej samej relacji są też patologiczne osoby nasilające zblokowanie w mózgach bohaterów. Tak zwane "patusy" są oczerniane przez dorastających chłopaków, ale Ci mają świadomość, że to właśnie część ich zblokowanego społeczeństwa.
   "zBLOKowane Umysły" jest książką, która powinna być doceniona w kręgach wychowawczych, lecz praca z tą książką musiałaby być bardzo ostrożna. Ta książka nie jest dla każdego. Na pewno nie dla kogoś, kto nie ma zacięcia autorefleksyjnego i nie prowadzi wewnętrznego dialogu, a jedyną aspiracją jego jest królestwo melanżu i bylejakość. Tym samym też nie celowałbym w mocno wysublimowanych "poziomem" ludzi, gdyż też nie zrozumieją przesłania i uznają książkę za wulgarną i niemoralną. Nie da się wykluczyć kontrowersyjności tej opowieści. Spojrzenie na nią pod odpowiednim kątem może być ciekawym popchnięciem dla nie byle jakiego kolegi z osiedla. 
    Historia jest o tym, żeby wyjść z betonowej dżungli i zrobić coś w życiu. Nie uganiać się za troglodycką bandą głupio szczerzących się obszczymurków, tylko znaleźć swoje powołanie. Wydaje mi się, że takie powołanie chciał przekazać autor, opisując w książce swój sen, do którego bardziej nie nawiążę, nie psując wam puenty.
   Nie jestem specem od oceny stylu autorów i wytykania błędów retorycznych, ponieważ nie jestem krytykiem, ale dla mnie ta książka jest spójna. Być może czas akcji skacze w różne strony, jednak wszystko trzyma się kupy. Co więcej, opowieść jest charakterystyczna w swej budowie, gdy czytamy o jakimś chorym zajściu. Przykładowo o dzieciaku zjadającym gołębia, czy o pijanym typie rzygającym obok matki z dzieckiem, do której naćpany człowiek mierzy z pistoletu, by na końcu rozdziału wybuchnąć śmiechem przy zabawnym meritum całego zajścia. Nasza wyobraźnia zatem pracuje z każdym rozdziałem, a absurdalność niektórych wydarzeń dorównuje polskim realiom. 
    Podsumowując mamy do czynienia z opowieścią o typowych blokersach, kochających swe bloki i pragnących w nich zostać do zgonu (najczęściej poalkoholowego). Odczuwamy przy tym nieodłączny klimat subkultur, w tym hip-hopowych (nawiązania do firmy odzieżowej Prosto i do składu WSRH). Książka ta może wydawać się płytka niczym kino klasy B, ale odpowiedni odbiorca, jeśli chociaż przebywał na blokach, wie, że to prawdopodobnie historia o jego znajomych. Natomiast jeśli sam jest z bloków, jakaś część tej opowieści będzie odbierana personalnie, a wtedy należy zastanowić się głęboko nad sobą. W końcu tak jak wspomniałem, tę książkę nie każdy skuma. Odpowiednie roczniki zrozumieją pewne szczegóły. Wychowani na tzw. hitach internetu, za to zrozumieją pewne nawiązania i przyprawią one o pewną nostalgię. 
   Książka Łukasza Misiury to fikcja literacka, do jakiej przyzwyczaił nas Jakub Żulczyk, Michael Houllebecq, Charles Bukowski, czy ostatnio przeze mnie omawiany Wiktor Orzeł. Ta fikcja ma swoje echo prawie na każdym blokowisku. Autentyczni bohaterowie z mocnym epizodem samego autora, deprecjonującego swych bohaterów, autentyczne miejsce akcji i patologiczne realia wystarczą, by uznać tę powieść za książkę, która ryje banie zbyt mocno. Jeśli takie książki Cię nie odstraszają - to pozycja dla Ciebie. A jeśli już odnajdziesz siebie w tych opowiadaniach nie zblokuj sobie umysłu jeszcze bardziej. Znajdź w tym drugie dno. Zdecydowanie czekam na drugą powieść autora! 

Link do opinii
Recenzje miesiąca
Wizna
Jacek Komuda
Wizna
Selfie z Toskanią
Monika B. Janowska;
Selfie z Toskanią
Dom sekretów
Natalia Bieniek
Dom sekretów
Magiczne skrzypce
Izabella Klebańska
Magiczne skrzypce
Zapach makadamii
Anna Wojtkowska-Witala
Zapach makadamii
Trzecia strona medalu
Dariusz Grochal
Trzecia strona medalu
Bezsenna
Lou Morgan
Bezsenna
Drogi Edwardzie
Ann Napolitano
Drogi Edwardzie
Czwarta władza szóstej B
Adam Studziński;
Czwarta władza szóstej B
Pokaż wszystkie recenzje