W jednym z ogródków działkowych grupa przyjaciół odkrywa szkielet pozbawiony głowy. Pasująca do niego czaszka zostaje znaleziona kilka lat później, a mimo to nadal nie wiadomo, kim był trup. Jedno jest pewne- to było morderstwo.
W EFEKCIE doskonale zaostrzonych narzędzi ogrodowych.
W EFEKCIE gąszczu odziedziczonej działki.
W EFEKCIE szalejącego pędu bambusa.
W EFEKCIE uczuć wzgardzonej wielbicielki…
Zbyt doskonały kościotrup i rozczłonkowany spadek, bóstwo męskie pełne sadyzmu, latająca czaszka z idealnymi zębami, szalejące emocje na przestrzeni dziesięciolecia, spadkobierczyni o podejrzanej przeszłości i nigdy niespełnione marzenie, by uczłowieczyć faceta.
W EFEKCIE wymiar kary bywa dyskusyjny.
Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2013-08-28
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 308
Język oryginału: polski
Tłumaczenie: brak
Joanna Chmielewska nigdy nie zawodzi. Uwielbiam ten rodzaj humoru. Każda książka tej Autorki to przygoda
Joanna Chmielewska to klasa sama w sobie.Jak zwykle nieco przewrotny tytuł uzasadniony jest niecodzienna fabułą książki.Ciekawi bohaterowie,nietuzinkowa fabuła i ironiczny humor to najlepsze cechy rozpoznawcze autorki
Co ma zrobić beznadziejnie zakochana szesnastolatka, kiedy życie brutalnie zakłóca jej kontemplacje tego stanu?A tu trzeba sad posadzić, poprawić...
Czuję się zobligowana zawiadomić wszystkich Czytelników, że będzie ono i poprawione, i uzupełnione całkiem rzetelnie, w dodatku niejako dwutorowo...
Przeczytane:2019-03-10, Ocena: 3, Przeczytałam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2019 roku (30),
„Zbrodnia w efekcie” to kryminał autorstwa Joanny Chmielewskiej. Jestem fanką jej książek, ale tych „starych” – z czasów „Lesia” czy „Dzikiego białka”, bo późniejsza twórczość autorki jakoś mnie drażni. Po „Zbrodnię w efekcie” sięgnęłam jednak z sentymentu, bo dowiedziałam się, że to ostatnia jej książka. I w sumie nie żałuję, bo znalazłam w niej wszystko, co lubię w kryminałach Chmielewskiej: zwariowany humor, absurdalne sytuacje, śmieszne sformułowania. Jest też niestety trochę tego, czego w nich nie lubię, czyli: chaos, gadulstwo i roztrzepanie przedstawionych w nich kobiet oraz nieprawdopodobne zbiegi okoliczności. Niemniej jeśli ktoś – tak jak ja – jest fanem dawnych powieści pani Joanny, nie radzę sięgać po „Zbrodnię w efekcie”, bo nie ma w niej tego ducha, którym zachwycały kryminały w stylu „Wszystko czerwone” czy „Harpie”.
Duża część akcji rozgrywa się w ogródkach działkowych, mamy więc przy okazji sporo informacji na temat różnych roślin – ale bez obaw, nie jest to nachalne i nawet brzmi ciekawie. Gorzej przedstawia się sama sprawa kryminalna, która – chociaż na początku mocno mnie wciągnęła (bezgłowy szkielet na działce to bądź co bądź dość intrygująca rzecz) – później robi się zbyt chaotyczna i rozmywa się w zawiłościach rodzinnych koligacji, spraw spadkowych, majątków arystokratycznych i wspomnień tylu osób, ze aż się od tego kręci w głowie. To główny powód, dla którego książka mi się nie podobała: za dużo historii, za dużo zagmatwania, zgubiłam się gdzieś tak w połowie i już nie udało mi się odnaleźć, chociaż szczerze kibicowałam sympatycznemu policjantowi Woźniakowi w jego śledztwie i życiu osobistym, w które także otrzymujemy wgląd (i ten akurat wątek, związany z uroczą Marlenką, jest jednym z ciekawszych i niezagmatwanych). Jak zwykle w kryminałach pani Chmielewskiej mamy bardzo pozytywny obraz stróżów prawa: męskich, silnych, zaangażowanych w prowadzone śledztwo i pamiętających szczegóły sprzed pięciu lat, jakby zdarzyły się wczoraj. Mamy też obraz kobiet, który zawsze mnie denerwował: rozgadanych, roztrzepanych, niezorganizowanych i chaotycznych – które to cechy w zamyśle autorki maja chyba tworzyć wizję pełną uroku, jako że wspomniani stróże prawa wytrzymują to wszystko bez mrugnięcia okiem, a nawet często – podchodzą do tychże dam życzliwie.
Zakończenie bardzo w stylu autorki – nawet jak ktoś się zgubił w połowie, to wyjaśnienie jest na tyle łopatologiczne, że można się połapać i odnaleźć. Ale prawda jest taka, że gdyby nie fakt, że jest to ostatnia książka autorki, która bardzo cenię, zostawiłabym ja w połowie i nie czytała, bo za bardzo mnie zmęczyła. Dokończyłam z szacunku, ale raczej nie polecam fanom starych dobrych kryminałów Chmielewskiej, chyba że w ramach podróży sentymentalnej i pożegnania z autorką.
Komu ta książka może się spodobać? Tym, którym styl „nowej” Chmielewskiej odpowiada – z całą pewnością. I tym, którzy ponad logikę postępowania bohaterów stawiają zabawne dialogi, pełen absurdów humor i lekki styl.
Podsumowując: „Zbrodnia w efekcie” to niezbyt udane pożegnanie z pisarką, aczkolwiek uważam tę książkę o wiele lepszą niż kilka bezpośrednio poprzedzających ją tytułów autorki.