Entuzjazmu nie stwierdzono. Fragment książki „Ćwierćfinał to już coś!"

Data: 2018-05-10 21:28:36 Autor: Sławomir Krempa
News - Entuzjazmu nie stwierdzono. Fragment książki „Ćwierćfinał to już coś!

Wydawnictwo Bis poleca wciągającą i zabawną opowieść o przygodach grupy chłopców, którzy postanowili wziąć udział turnieju drużyn podwórkowych. Okazało się to całkiem poważnym przedsięwzięciem – trzeba było ustalić nazwę, skompletować skład, wybrać koszulki i znaleźć trenera, który opracuje taktykę i poprowadzi drużynę. Wspólnymi siłami zdołali to wszystko osiągnąć i drużyna Lanovii mogła przystąpić do gry. Czy uda się jej się osiągnąć wymarzony ćwierćfinał?

Ćwierćfinał to już coś to doskonała lektura dla młodych piłkarzy! Koniecznie sięgnijcie po książkę Michała Piedziewicza - dziś w naszym serwisie zamieszczamy jej premierowy fragment: 

Rozdział 1

Wielka szansa.
Entuzjazmu nie stwierdzono.
Zawodowiec.


– Panowie – zacząłem uroczyście, chociaż właściwie chciałem krzyczeć, tak bardzo mnie ta wiadomość podniecała. – Panowie, w  czerwcu w  naszym mieście odbędzie się turniej dzikich drużyn. To dla nas wielka szansa!

– Dzikich? – Żaba się skrzywił.

– Drużyn? – Miki zrobił wielkie oczy.

No tak, tego mogłem się spodziewać. Co za pech, że właśnie Żaba napatoczył się jako pierwszy.

Staliśmy na parkingu przed naszym blokiem, była sobota, pierwsza tak ciepła w  tym roku. Miki trzymał nogę na piłce, Żaba chrupał orzeszki. Na tym parkingu, na niewielkim placu wolnym od samochodów, często kopaliśmy. Bo gdzie indziej? Na ogrodzonym siatką osiedlu nie mieliśmy boiska.

– Dzikich, niezrzeszonych, podwórkowych, nie należących do szkółek ani do klubów – kontynuowałem pomimo dalekich od zachwytu min chłopaków. – Przeczytałem w  gazecie.

– W  gazecie? – Żaba nagle przestał przeżuwać. – Czytałeś gazetę? – Właśnie to go w  tej chwili najbardziej zainteresowało.

– Nieważne – sapnąłem ze złości. Czy nie rozumiał, o  czym mówiłem? – Musimy wystartować, wziąć udział. To będzie turniej tysiąca drużyn – podkreśliłem.

– Akurat w  czerwcu? – Teraz to Miki jakby się uparł, żeby osłabić mój entuzjazm. Zamiast się ucieszyć, zamiast uwierzyć w  otwierające się przed nami możliwości.

– Przecież szkoła. – Żaba niezwłocznie odgadł przyczynę wątpliwości kolegi.

– Świadectwa – ciężko westchnął Miki.

– Niezdrowe podniecenie rodziców.

– Wielkie parcie.

– Tak jest, parcie na wyniki.

– Można powiedzieć: presja.

– Potężna!

– I  przytłaczająca!

– W  imię przyszłości...

– Bo są sprawy ważne – Miki wbił zrezygnowany wzrok w  szarą, wyściełającą parking kostkę – ale są też ważniejsze... I  niestety, piłka nożna należy do tych pierwszych. A  szkoła oczywiście do drugich.

– Tak przynajmniej uważa góra – ponuro i  z  wyraźnym niesmakiem podsumował Żaba.

– Góra? – Nie zrozumiałem.

– Kierownictwo.

– Co za kierownictwo?!

– Ech, Fajkowski, jak ty wolno łapiesz! Rodzice. Czyli góra – Żaba spojrzał w  niebo nad nami – kierownictwo i  zwierzchnictwo w  jednym. Dobrze mówię, Miki?

– Niestety, Żaba ma rację. W  związku z  czym w czerwcu będziemy harować, poprawiać oceny i  drżeć pod pręgierzem wygórowanych oczekiwań.

– Zbyt wygórowanych – dodał jeszcze Żaba.

Aż się złapałem za głowę. Drżeć pod pręgierzem? Owszem, Miki miał rację. Wiadomo, należało się spodziewać, że czerwiec będzie miesiącem trudnym. Ale skąd, na świętego Ronalda, znał takie sformułowania?

– Tak że wiesz… – Żaba położył mi dłoń na ramieniu. – To się raczej nie uda.

I  wtedy pojawił się on, Roland. Cały na biało. To znaczy w  błyszczącej i wykonanej z  najnowocześniejszych materiałów koszulce Realu Madryt, w  spodenkach do kompletu i  w  nieskazitelnie czystych getrach. Tylko buty miał wściekle pomarańczowe. Obrazu całości dopełniała przylizana żelem fryzura – z  idealnie, na wzór graczy niemieckich, przeprowadzonym przedziałkiem.

– Co jest, panowie, kopiecie? – Wnet doskoczył do Mikiego, czubkiem buta trącił piłkę i zaraz prowadził ją krótko przy nodze, niczym skutecznie wytresowanego pieska.

– A  ty co, na trening? – domyślił się Żaba.

– Jasne, na trening. – Roland zatrzymał się, obrócił w  naszą stronę i  spojrzał na nas z wyższością.

– Będzie turniej dzikich drużyn – zmienił temat Miki. – Dzikich, niezrzeszonych, podwórkowych – powtarzał moje wcześniejsze słowa.

– I  co, zgłaszacie się? – zaśmiał się Roland.

– A  ty byś... – Miki się zawahał. – Z nami?

Roland wydął usta, po czym zaczął się przyglądać swoim wypielęgnowanym paznokciom.

– Obawiam się… – powiedział. – Obawiam się, że w  tym czasie nasza szkółka – ostatnie słowo podkreślił znacząco – rozgrywać będzie nasz – to słowo także podkreślił – turniej, więc...

Nie dokończył. Nie musiał. Zrozumieliśmy: granie z  nami go nie interesowało.

Tymczasem z  mroków klatki schodowej wyłonił się jego tata.

– Roland, gdzie jesteś, na co czekasz, jedziemy!

– Idę, tato! – krzyknął Roland, jednocześnie odkopując piłkę w  krzaki przy płocie. – Dopompujcie flaka – pouczył nas jeszcze na odchodnym. – Bo flakiem to sobie możecie...

Za chwilę odjechali. Dumny tata w wielkim SUV-ie i  jego syn – największa piłkarska nadzieja naszego skromnego osiedla.

– Widzisz? Nic z  tego nie będzie. – Podczas gdy Miki pobiegł po futbolówkę, Żaba jak gdyby nigdy nic wrócił do chrupania orzeszków.

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Ćwierćfinał to już coś!
0
Okładka książki - Ćwierćfinał to już coś!

Wciągająca i zabawna opowieść o przygodach grupy chłopców, którzy postanowili wziąć udział turnieju drużyn podwórkowych. Okazało...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Hotel ostatniej szansy
Nicki Thornton
Hotel ostatniej szansy
Pluszowy Zajączek
Iwonna Buczkowska
Pluszowy Zajączek
Pod tym samym niebem
Katarzyna Kielecka;
Pod tym samym niebem
Spowiedź Śmigłego
Sławomir Koper;
Spowiedź Śmigłego
Walczyły w cieniu mężczyzn
Greg Levis, Gordon Thomas
Walczyły w cieniu mężczyzn
Nobliści skandaliści
Sławomir Koper
Nobliści skandaliści
365 stron życia 2020
oprac. Justyna Wrona, Hubert Wołącewicz
365 stron życia 2020
Pokaż wszystkie recenzje