Te bestie nie znają litości. Fragment książki „Kryształowa wieża"

Data: 2026-07-06 15:27:56 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 11 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

W wigilijną noc Tomasz Fonda stoi na moście, przekonany, że jego historia dobiegła końca. Stracił wszystko, co kochał, a w jego sercu pozostała jedynie pustka. Przed oczami niczym kadry z filmu przewijają mu się wspomnienia o ukochanych osobach, które w okrutny sposób odebrał mu los. Właśnie wtedy decyduje się skoczyć.

Tyle że zamiast utonąć w lodowatej wodzie, nabiera powietrza w miejscu, które nie powinno istnieć. Tom rozpoczyna wędrówkę po Mer-Avelli, poznaje historię tej spustoszonej wojną krainy i wspina się na kolejne poziomy wznoszącej się w jej sercu Kryształowej Wieży, by przejść przez szereg prób. Od tego, co podczas nich zrobi, zależy, czy zbliży się do światła... czy pozwoli się całkowicie pochłonąć ciemności.

„Kryształowa wieża" Łukasza Pipera grafika promująca książkę

Kryształowa Wieża Łukasza Pipera to poruszająca i pełna metafor opowieść o upadku i odrodzeniu, o bólu rozrywającym serce, oraz o odwadze zrodzonej w beznadziei. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Novae Res. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Kryształowa Wieża. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Cud?! Serio?! Tomaszowi przychodziły do głowy rozmaite epitety na określenie swojej nędznej egzystencji, w tym słowa niezbyt grzeczne, a nawet niecenzuralne, ale nigdy nie pomyślał o swoim życiu jak o cudzie. Pasmo nieszczęść i traum doprowadziło go do decyzji, by skoczyć z mostu. Ten ostatni gest rozpaczy miał zakończyć jego żałosne życie… a oto los podarował mu nową szansę? Trafił do krainy swojego wnętrza, czy czegoś w tym rodzaju? Może w świecie naprawdę działają siły, o których istnieniu zabiegani śmiertelnicy, wrzuceni w kierat codziennych obowiązków, nie zdają sobie sprawy? Być może istnieje coś więcej niż nasz materialny i przewidywalny świat, coś, czego nie dostrzegają nasze oczy, co bywa przed nami zakryte? Może śmierć nie zawsze oznacza koniec, ale dopiero początek czegoś zupełnie innego i nieznanego?

Tomek nie mógł zaprzeczyć, że wszystko, co w tamtej chwili odbierały jego zmysły – to, co widział, słyszał i czuł – było niezwykle realne. Do tego jeszcze ci dziwaczni ludzie, którzy wydawali się go dobrze znać, ale równocześnie nie mógł sobie przypomnieć, aby kiedykolwiek spotkał tak ekscentryczną gromadkę. Cała armia rozszalałych myśli maszerowała przez jego umysł, próbując znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie tego wszystkiego, czego do tej pory doświadczył.

Lecz, jak to często bywa, odpowiedzi na poważne pytania ani rozwiązania trudnych kwestii nie są podane na tacy. Często trzeba przedzierać się przez kolejne zasłony tajemnicy, nie rozumiejąc nic – albo tylko niewiele. Zupełnie jak w teatrze, kiedy widzowie siedzą w miękkich i wygodnych fotelach, a treść spektaklu pozostaje dla nich nieosiągalnym misterium. Wszystko powoli się rozjaśnia: rozbrzmiewa ostatni dzwonek, gasną światła, kurtyna rozwiera się i zaprasza widzów do przeżycia czegoś wyjątkowego, co może na trwałe poruszyć ich serca.

Tak właśnie czuł się Tom, jakby siedział w sali teatralnej tuż przed rozpoczęciem spektaklu. Towarzyszyły mu dobrze znane doznania: ekscytacja, ciekawość oraz pewien rodzaj napięcia. Ten stan duszy był mu szczególnie bliski, bo przed laty nieraz zasiadał w starym teatrze u boku rodziców. Było to na długo, zanim do jego młodego życia wdarły się bestie, przynosząc smutek i cierpienie. To niesamowite, jak dawno ukryte wspomnienia, pod wpływem jakiegoś maleńkiego bodźca, potrafią niespodziewanie wynurzyć się na powierzchnię i stać się wyraźne jak niegdyś.

Tomasz stwierdził, że podczas toczącej się w nim walki z tą bardziej racjonalną częścią siebie przegrał z kretesem. To, czego doświadczał, wymykało się jakimkolwiek logicznym wyjaśnieniom. Postanowił płynąć z prądem i zobaczyć, dokąd go to wszystko zaprowadzi.

Znowu pomyślał o pamiętnym wieczorze wigilijnym, kiedy samotnie stał na moście. Pośród radosnych kolęd dobiegających z okolicznych mieszkań rozbrzmiewała także jego smętna, żałobna pieśń.

Niespodziewanie głos Ignacego wybił Tomasza z chwilowego zamyślenia:

– Musimy ruszać! Jesteśmy za długo w jednym miejscu. Przepędziliśmy jednego z demonów, ale obawiam się, że może wrócić z innymi, dużo groźniejszymi od siebie.

– Masz rację, Ignacy. Te paskudne bestie nie znają litości – przytaknął Jan.

Tom odniósł wrażenie, że jego nowi towarzysze wiedzą, co mówią. Po chwili wszyscy wyszli z groty.

Widok, który ujrzał Tomasz, różnił się diametralnie od tego, co zapamiętał w momencie, gdy trafił do Mer-Avelli i stanął na brzegu morza. Teraz wszyscy znajdowali się na skraju lasu, na niewielkiej górze, a pod ich nogami rozpościerał się przerażający widok spustoszonej doliny z marnie obrośniętymi drzewami oraz cuchnącą i odrażającą rzeką w korycie. Nawet słońce ledwo przebijało się przez ciemne, burzowe chmury, co zdawało się obwieszczać, że zaraz może nastąpić coś złowrogiego.

Tomek poczuł się, jakby go zamurowało. Nie spodziewał się takiego widoku krainy, która – jak się właśnie dowiedział – odzwierciedlała jego własne wnętrze. Poruszony mężczyzna zwrócił się do Teresy:

– Co się tutaj stało?! Dlaczego ta kraina jest tak zrujnowana? Przecież kiedy tu trafiłem, znalazłem się na pięknej, piaszczystej plaży i widziałem czystą, lazurową wodę.

– Tom, wcześniej byłeś zaledwie na brzegu swojego wnętrza. Często kiedy ktoś jedynie przechadza się po obrzeżach duszy, nie wchodząc w głąb, ma wrażenie, że wszystko jest piękne i nieskazitelne. Lecz to tylko fasada. Teraz, gdy już oddaliliśmy się od morza, zaczynasz widzieć swoje serce takim, jakie jest w rzeczywistości. To kraina, która została wielokrotnie dotkliwie zraniona. Świat, który cierpi. To, co widzisz, to łkanie duszy i tęsknota za nadzieją, która mogłaby ją odnowić. Jak rosa cicho osiadająca na spękanej, spragnionej ziemi.

– To przerażające… – wymamrotał Tomasz.

– Myślę, że podświadomie nie spodziewałeś się ujrzeć niczego innego niż krajobraz, który teraz rozciąga się przed nami – rzekł Jan spokojnym głosem. – Niejednokrotnie słońce tej krainy musiało ustąpić przed mrokiem głębokiej nocy. Jesteś tu, aby zrozumieć więcej…

– Zrozumieć więcej?! Czy ty tak na poważnie?! Jak w ogóle możesz mówić coś takiego?! – Tom wykrzykiwał kolejne słowa, chyba po raz pierwszy od dawna dając upust swoim emocjom. – Co ty wiesz o mroku, co?! Czy straciłeś najukochańsze osoby w swoim życiu?! Czy patrzyłeś, jak umierają?! Pytam się ciebie?! Odpowiedz!

– Tom – odparł Jan, nie dając wyprowadzić się z równowagi. – To prawda, że nie przeżyłem tego samego co ty, ale uwierz mi, wiem, co znaczy tkwić w mroku. Rozumiem, jak to jest, gdy nie widzisz nic poza ciemnością i wydaje ci się, że ta noc nigdy już nie minie. Mimo wszystko zawsze gdzieś głęboko w nas tli się jakaś iskra nadziei…

– Ja już nie mam nadziei! Moje życie to nieskończony ocean bezsensu! – odpowiedział dobitnie Tomasz.

– A jednak tutaj jesteś. – Uśmiechnął się Jan i spokojnie dodał: – Mogę ci obiecać, że kiedy wejdziesz do wnętrza Kryształowej Wieży, wszystko nabierze innego znaczenia…

– Wieży? – powtórzył Tomek, zupełnie oszołomiony tym, co usłyszał. To dziwne, ale tuż przed śmiercią Matylda mówiła o jakiejś wieży… Ale czy to możliwe? Czy mogła wiedzieć o tej krainie? Czy naprawdę coś zobaczyła, nim odeszła?

– Zamilkłeś, Tom. Coś się stało? – spytała Katarzyna.

– Kryształowa Wieża… Moja żona Matylda przed śmiercią powiedziała mi, że mam iść naprzód… do wieży… ja wtedy tego nie zrozumiałem… Czym ona właściwie jest? – dopytywał Tomek, czując, że odpowiedź może być kluczem do zrozumienia ostatnich słów zmarłej żony, rodzajem pomostu łączącego go z ukochaną.

– Popatrz! Daleko na horyzoncie widać Kryształową Wieżę – powiedziała Teresa, wskazując palcem wysoką, ciemną budowlę, oddaloną o wiele kilometrów od góry, na której właśnie się znajdowali. – To jeden z ostatnich bastionów Mer-Avelli, rodzaj fortecy zbudowanej z czegoś, co przypomina kryształ. To tam, na najwyższym piętrze, mieszka Aion-El, który dobrowolnie dał się tam zamknąć, by dzielić los tej biednej ziemi. Tylko on może pokonać demony, które spustoszyły tę krainę, i zażegnać wojnę, która trwa już prawie trzydzieści lat. Ty jeden możesz otworzyć drzwi do Kryształowej Wieży i wejść do środka. Dlatego, Tom, jesteś taki ważny!

– Ja?! Dlaczego ja? – pytał zmieszany Tomek.

– O masz! I znowu wracamy do początku rozmowy – wtrącił poirytowany Ignacy. – Przypominam ci, że ta kraina to ty! Zatem ta budowla to odzwierciedlenie najgłębszych zakamarków twojej duszy.

– Zaczynam rozumieć, ale skąd Matylda wiedziała o Kryształowej Wieży? – nie dawał za wygraną Tomasz.

– Tom, czy Matylda nie znała cię na wylot? – zapytała Teresa z życzliwością. – Przecież była twoją żoną i jedną z najważniejszych osób w życiu. Mogła dostrzegać w tobie znacznie więcej, niż przypuszczasz, nawet tę Wieżę.

Te słowa mocno ukłuły mężczyznę w serce. To wszystko była prawda. Matylda znała Tomka jak nikt inny w jego dorosłym życiu. Była jego żoną, przyjaciółką i najlepszą towarzyszką wspólnej drogi. Kochał jej wyjątkowe poczucie humoru, uśmiech, który rozpraszał wszystkie gradowe chmury, oraz jej spojrzenie, jedyne takie na świecie.

– Matylda chciała, abym tam poszedł. Co mam zrobić, żeby się tam dostać? – zapytał Tomasz z nieoczekiwaną gotowością.

– Będziemy wędrować na wschód. Czeka nas spora droga do przebycia, ale to będzie dobra okazja, aby przygotować się na to, co czeka nas we wnętrzu tej starej fortecy – odpowiedział Ignacy.

– Przypuszczam, że to nie będzie łatwe. Zresztą jak wszystko przez ostatnie trzydzieści lat – burknął pod nosem Tomek.

– Wśród wielu niewiadomych tylko jedno pozostaje pewne: będzie niebezpiecznie – stwierdził Ignacy. – Na szczęście Teresa jest dobrym przewodnikiem i widziała rzeczy, o których wielu z nas nawet się nie śniło. Poprowadzi nas przez wszystkie piętra Kryształowej Wieży. Przypuszczamy, że jest ich siedem, przynajmniej tak sugeruje konstrukcja budowli.

– Tutaj nieopodal znajduje się osada. Ona jedna nie złamała się pod naporem demonów. To nasz dom. Tam będziemy mogli odpocząć przed wyprawą i zaczerpnąć czystej wody ze źródła – powiedział Jan, wskazując ręką na przestrzeń znajdującą się przed nimi.

W południe Tom wraz z nowo poznanymi przyjaciółmi dotarł do skromnej osady, a jego oczom ukazała się dziwaczna zabudowa. Wyglądało na to, że mieszkańcy wznosili swoje domostwa ze wszystkiego, co akurat mieli pod ręką.

To miejsce, wbrew toczącej się dookoła wojnie, tętniło życiem. Gromada licząca około trzydziestu osób krzątała się przy zwyczajnych codziennych czynnościach. Tomek pomyślał sobie, że to takie prawdziwe – wojna czy pokój, a życie cały czas toczy się dalej, nie zważając na okoliczności.

Po wszystkim, co do tej pory usłyszał, ogarnęła go fala wątpliwości. Nie wiedział, co z nim dalej będzie. W pewnym sensie zniknął ze świata, który znał, i znalazł się w Mer-Avelli. Co się stanie, kiedy już dotrze do Kryształowej Wieży? Po co w ogóle to robi?

Chyba główną motywacją była ostatnia prośba jego zmarłej żony.

Z drugiej strony wiedział już, czym jest spotkanie z demonem, ale resztka empatii podpowiadała mu, że pragnie uchronić ocalałych przed ostateczną zagładą. Mimo iż sam bardzo pogubił się w życiu, zawsze chciał być dobrym człowiekiem i czuł, że jego matka dawno temu zasiała w nim ziarno dobra.

A co, jeśli nie da rady?

Albo co gorsza, znów spotka się z którąś z tych mrocznych postaci?

Czy jeśli tutaj umrze, to przestanie istnieć na zawsze?

Tak czy siak, nawet gdy jego już nie będzie, życie wielu innych będzie toczyć się dalej.

Książkę Kryształowa Wieża kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Kryształowa wieża
Łukasz Piper2
Okładka książki - Kryształowa wieża

Czasem, by odnaleźć sens życia, trzeba przekroczyć próg śmierci W wigilijną noc Tomasz Fonda stoi na moście, przekonany, że jego historia dobiegła końca...

Wydawnictwo
Recenzje miesiąca Pokaż wszystkie recenzje