Niepokój, obawa, nieśmiałość, lęk, przerażenie, trwoga… "Nie wiesz o mnie wszystkiego"

Data: 2021-08-31 12:35:30 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Magda próbuje się uwolnić z toksycznego związku ze starszym chłopakiem, bratem byłej przyjaciółki. Przez związek z Arturem Magda straciła przyjaciółkę, opuściła się w nauce, porzuciła ukochane kółko teatralne, zaczęła oszukiwać matkę. Starszy chłopak wykorzystuje ją, upokarza, odbiera wszystko, co było dla niej ważne.

Kiedy Magda postanawia zakończyć związek, Artur zaczyna ją śledzić, chodzi za nią, grozi jej. Dziewczyna jest coraz bardziej zastraszona i przerażona. Zupełnie nie wie, gdzie szukać pomocy. Adam mieszka w małej miejscowości, gdzie jest szykanowany i prześladowany za swoją odmienność (wszyscy podejrzewają, że jest gejem). W końcu chłopak zostaje bardzo dotkliwie pobity. Po tym wydarzeniu Adam przeprowadza się do ciotki do Warszawy, gdzie zaczyna naukę w klasie Magdy. Magda i Adam od razu znajdują nić porozumienia i bardzo dobrze czują się w swoim towarzystwie.

Obrazek w treści

Joanna Jagiełło, autorka, wielokrotnie nagradzana zarówno w Polsce jak i za granicą, w swojej najnowszej powieści po raz kolejny porusza mocne, trudne tematy i mówi o nich odważnie. Do lektury książki Nie wiesz o mnie wszystkiego zaprasza wydawnictwo Books4YA. Ostatnio mogliście przeczytać pierwszy fragment powieści, tymczasem już teraz zachęcamy do lektury kolejnej jego części: 

Czy wiecie, że STRACH, jedna z emocji podstawowych, to wiele różnych emocji? Niepokój, obawa, nieśmiałość, lęk, przerażenie, trwoga… Jest tyle odcieni strachu. Może dlatego strach jest jak przewlekła choroba. Nie mija, tylko zyskuje coraz to nowe wcielenia. Jest stanem umysłu, tak jakby mózg, przyzwyczajony do strachu, uzależniony od niego, musiał szukać coraz to nowych powodów, żeby się bać. Jakby musiał ten strach nakarmić, bo strach jak głodne niemowlę otwiera wciąż i wciąż swoje bezzębne usta i szuka karmy, czarnego mleka.

Wydawałoby się, że ktoś, kto przeżył jakieś groźne wydarzenie, następnym razem będzie potrafił się bronić, tak jak młode zwierzę, potarmoszone po raz pierwszy przez silniejszego drapieżnika, następnym razem będzie potrafiło odeprzeć atak. Ale widocznie zatraciliśmy zwierzęce instynkty, a ktoś, kto doświadczył wielkiego strachu, nie potrafi już wykrzesać z siebie odwagi. Jest jak wilgotny kamień, z którego trudno krzesać iskry.

Adam się bał.

Czuł panikę na myśl o nowej szkole. 

Niepokoił się, jak będzie u ciotki.

Obawiał się, że nie poradzi sobie w dużym mieście.

Nie odnajdował w sobie żadnej rzeczy, której by się nie bał. Cały bagażnik wypełnili tym, co spakował do plastikowych toreb. Uparł się, żeby wziąć prawie wszystkie ulubione książki, choć ojciec uważał, że to bez sensu.

– Przecież mogą zostać tutaj. I tak będziesz przyjeżdżał w każdy weekend, to sobie wtedy weźmiesz, co potrzebujesz.

Ojciec nigdy nie rozumiał jego wielkiego zamiłowania do książek. Ani tego, że znajomy widok półek wypełnionych grzbietami o różnych kolorach i w różnym stanie zniszczenia daje mu poczucie bezpieczeństwa. Podobnie jak wszystkie te poduszki i kocyki. Wziął nawet swojego starego misia, tego bez oka. Owszem, uważał, że to dziecinne. Ale też, że ten miś jest na tyle oldskulowy, że nawet gdyby ktoś zobaczył go w jego pokoju, to przecież nie będzie musiał się go wstydzić.

– Ciotka wszystko tam ma – próbował zahamować zapędy Adama ojciec. – Mógłbyś wziąć tylko ubrania, naprawdę.

Jakby nie rozumiał, że Adam nie jest przedmiotem, który można po prostu przełożyć z jednego miejsca na drugie. Że musi tam stworzyć sobie swoje gniazdo.

Adam często myślał, że ojciec w ogóle niewiele rozumie. Patrzył teraz na syna, marszcząc brwi. Martwił się o niego. 

Adam szedł w stronę samochodu, niosąc ostatnie dwie torby z jakimiś drobiazgami, i obejrzał się jeszcze. Na tle tego wielkiego domu jego drobna postać wyglądała żałośnie.

Tak naprawdę nie był drobny, raczej wysoki, tyle że bardzo szczupły, wręcz chudy. „Nie taki bamber jak ja” – pomyślał ojciec. Kilka płatków śniegu spadło na ciemne włosy Adama, a ojciec przez chwilę miał ochotę go po nich pogłaskać.

Powstrzymał się, myśląc, że syn nie tego teraz potrzebuje. Nie cackania się i pieszczot. Potrzebuje zmężnieć i stanąć na nogi. Westchnął. To wszystko nie było łatwe.

Adam odwrócił się, żeby jeszcze raz spojrzeć na dom. Był przestronny, dwupiętrowy, z białą elewacją i ciemnym dachem. Wykuszowe okna na pierwszym piętrze obramowane były ciemnobrązowymi, drewnianymi okiennicami. Po obu stronach dachu wzbijały się w niebo małe wieżyczki. Z przodu był spory ganek, oparty na drewnianych kolumienkach i obrośnięty winoroślą, a z tyłu taras, z którego można było patrzeć na las. W lecie wystawiali tam leżaki, a tata przywieszał też hamak, na którym Adam lubił bujać się i czytać. Czasem całe wakacje tak spędzał, czytając i pijąc lemoniadę. Mama była dumna z ogrodu warzywnego i ze swoich róż, które w okresie kwitnienia pachniały tak mocno, że ich woń unosiła się dookoła jak najlepsze perfumy.

Pokój Adama był na pierwszym piętrze. Z małego, półokrągłego balkoniku widać było las, spokojny pas zieleni ciągnący się w nieskończoność. Adam miał w tym pokoju bujany fotel, ogromną szafę na ubrania i dębowe biurko, bardzo stare, po pradziadku. Oczywiście będzie mógł przyjeżdżać na weekendy, ale to przecież nie jest to samo. Poza tym wątpił, że będzie chciał. Że się odważy.

Mama wyszła z domu, żeby się z nimi pożegnać. Wyglądała, jakby przed chwilą płakała. Za nią biegł Ricky.

– No co ty, mamo – powiedział Adam i mocno ją przytulił. – Przecież nie jadę na wojnę – zażartował. Pomyślał, że przynajmniej mama rozumie, dlaczego musi wyjechać. Co innego Ricky. Jego cudowny malamut machał teraz ogonem, pewnie w nadziei, że pojedzie z nim. Tak, to był jego pies, Adam dostał go kiedyś na urodziny, ale ani nie mógł, ani nie chciał zabierać go do ciotki. Wiedział, że ciotka boi się psów, poza tym Ricky’emu na pewno lepiej było tutaj, w domu z ogrodem, niż w mieszkaniu w bloku.

– Pamiętaj, że zawsze możesz wrócić. No i że w pewnym sensie… to zmiana na lepsze. W Warszawie będziesz miał lepsze perspektywy.

„Oboje to mówią” – pomyślał Adam. Jakby to był prawdziwy powód jego wyjazdu. Przez chwilę zapragnął, żeby przestali udawać. Ale nic nie powiedział.

– Nie przejmuj się, mamo. Wszystko będzie dobrze. Przytrzymaj psa.

Uścisnął ją jeszcze i pobiegł w stronę samochodu. Patrzyła, jak odchodzi. Jej syn. Otarła łzy rąbkiem kurtki. Zdała sobie sprawę, że może poświęcała mu za mało czasu. Więcej zajmowała się Marysią. Jakoś tak wyszło, tak się podzielili. Teraz to wszystko zrobiło się zbyt trudne, żeby szczerze porozmawiać.

Nagle spostrzegła, że nadal trzyma w dłoni medalik, który zamierzała mu dać.

– Adam! – zawołała i razem z psem podbiegła w stronę samochodu. Jeszcze na szczęście nie ruszyli. – Weź go.

– No co ty? Mam przecież.

– On… należał do twojej prababci Wiesi.

– Mamo! Naprawdę zachowujesz się, jakbym jechał na wojnę.

Jakbym miał już nigdy nie wrócić! 

„Oby nie. Oby to nie była wojna. Albo: jeśli toczył jakąś wojnę w sobie, niech ją wygra” – pomyślała i uśmiechnęła się do niego raz jeszcze. Przez łzy.

– Cześć, Maryśka. – Adam pożegnał się jeszcze z siostrą, która też zdążyła dobiec do samochodu, ściskając w ręku jakiś przedmiot owinięty w papier.

– To dla ciebie – powiedziała.

– Co to jest?

– Nic takiego. – Wzruszyła ramionami. – To tylko notes. Pomyślałam, że ci się przyda. W nowej szkole i w ogóle.

Adam otworzył prezent. Notes był prześliczny: oprawiony w czarny skóropodobny materiał wytłoczony w złote listki.

– Super! – powiedział i uściskał Maryśkę. Była jakaś nieswoja. Tak jakby jego wyjazd coś zepsuł między nimi, jakby o coś miała do niego żal. Ale o co?

Po chwili usiadł obok ojca na przednim siedzeniu i zapiął pasy. W samochodzie unosił się zapach pomarańczy z nowego, wypełnionego kulkami woreczka. Był tak intensywny, że Adama aż zemdliło. Ojciec zauważył, że Adam marszczy nos.22

– Nowy kupiłem – powiedział. – Ale trochę za mocny, nie? – W jego głosie był dziwny smutek, zupełnie jakby chciał zrobić coś dobrze, ale mu się to nie udało.

– Może być – powiedział Adam. 

Jednak ojciec po chwili zdjął woreczek i schował go do schowka na płyty. Teraz muzykę puszczali raczej z komórki, ale nadal leżały tam jakieś hity z dzieciństwa Adama. Kolorowe okładki mignęły mu, kiedy ojciec zamykał schowek.

Dom zniknął w oddali. Minęli pocztę, budynek szkoły i ten sklep, do którego wtedy Adam szedł po zakupy. Coś ścisnęło go w gardle. Wyjechali na drogę szybkiego ruchu.

Znowu padał śnieg.

Ojciec Adama pomyślał, że to za wcześnie. Że to jeszcze nie pora, żeby chłopak tak wyfruwał z domu. Oczywiście nie było innego wyjścia, nie mógł tu zostać po tamtym. Co z oczu, to z języka. Jemu też będzie lżej. Mimo wszystko chłopaka było mu szkoda. Co innego, gdyby jechał na studia. Ale nie miał jeszcze nawet osiemnastu lat. Przypomniało mu się, jak bardzo mały Adaś lubił samochodowe przejażdżki. Oczy miał zawsze szeroko otwarte i komentował głośno wszystko, co mijali po drodze, a najbardziej podobało mu się, jak ojciec dodawał gazu. Teraz spał. Wyglądał tak bezbronnie. Jak dzieciak. Zawsze przecież był taki wrażliwy, tyle że kiedyś to nie przeszkadzało, a teraz owszem. Może ta przyspieszona dorosłość dobrze mu zrobi. Oby.

Przez chwilę poczuł złość, że chłopak śpi, zamiast z nim pogadać, potowarzyszyć mu w drodze. Lubił rozmawiać w samochodzie, a teraz to nawet bał się włączyć radio. Może syn jest zmęczony pakowaniem, chyba nie warto go budzić, musi być wyspany, żeby jakoś tam… ułożyć sobie rzeczywistość.

Próbował myśleć pozytywnie. Może nowe miejsce zmieni Adama? Będzie mógł zacząć wszystko od początku. Bez tych… pomówień. No, a w końcu tam, w Warszawie, będzie miał lepsze perspektywy życiowe. Tak powtarzał i sobie, i kolegom z pracy.

– Warszawa to okno na świat. Może nawet wyjedzie studiować za granicę?

– W sumie to zdolny ten twój chłopak – odpowiadali. – Co tu będzie robił? Chyba byś nie chciał, żeby poszedł w twoje ślady, co? Roboty kupa, a forsa… sam wiesz.

– No, na to byśmy się w ogóle nie zgodzili – odpowiadał ojciec Adama. – Zbyt zdolny na to jest.

– No i chyba za delikatny trochę, nie?

– E tam, nigdy nie był delikatny, tak tylko wygląda.

– Ale łomot to mu sprawili.

– Pięciu na jednego, nie?

– No tak, masz rację, stary.

Wiedział, że dobrze zrobili, każąc mu stąd wyjechać. Ale to nie znaczy, że nie było mu przykro. Tak jakby dziecka nie potrafił ochronić.

Książkę Nie wiesz o mnie wszystkiego kupić można poniżej:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Nie wiesz o mnie wszystkiego
Joanna Jagiełło0
Okładka książki - Nie wiesz o mnie wszystkiego

Mocna powieść obyczajowa o toksycznej relacji. Magda próbuje się uwolnić z toksycznego związku z starszym chłopakiem, bratem byłej przyjaciółki...

dodaj do biblioteczki
Recenzje miesiąca
Retorsja
Tomasz Brewczyński
Retorsja
Nie wiesz o mnie wszystkiego
Joanna Jagiełło
Nie wiesz o mnie wszystkiego
Powrót na Zaginiony Kontynent
Przemysław Hytroś
Powrót na Zaginiony Kontynent
Kufer tajemnic
Anna Bichalska
Kufer tajemnic
150 wesel i grób
Magdalena Kubasiewicz
150 wesel i grób
Riku i królestwo bieli
Randy Taguchi
Riku i królestwo bieli
Nocny ekspres
Karin Erlandsson
Nocny ekspres
Król Pik
Monika Godlewska (I)
Król Pik
Pokaż wszystkie recenzje