reklama

Hołd pruski - jak było naprawdę? Fragment książki "Jagiellonowie. Złoty wiek"

Data: 2021-06-21 10:17:58 Autor: Piotr Piekarski

Wędrówka w czasie i przestrzeni po najciekawszych zabytkach czasów ostatnich Jagiellonów, nie bez powodu nazywanych złotym wiekiem dziejów Polski. Autor wraz z synem przemierza nie tylko ziemie będące dzisiaj w granicach naszego kraju, ale odwiedza również inne terytoria znajdujące się pod władzą tej dynastii a obecnie leżące na terytorium: Litwy, Łotwy, Białorusi, Ukrainy, Czech, Słowacji i Węgier. To książka o czasach i ludziach, polityce i kulturze, wojnach i obyczajach. Wybitne postacie mieszają się ze zwykłymi ludźmi, Polacy z innymi narodowościami, tworząc razem niezwykłą opowieść o tamtej epoce.

Obrazek w treści

Do lektury najnowszej książki Sławomira Kopra Jagiellonowie. Złoty wiek zaprasza Wydawnictwo Bellona. Ostatnio mogliście przeczytać rozdział poświęcony pierwszej wolnej elekcji, tymczasem już teraz prezentujemy Wam fragment opowiadający o hołdzie pruski:

HOŁD PRUSKI

Chociaż cesarz wycofał poparcie dla zakonu, wielki mistrz parł do konfrontacji. Najwyraźniej uznał, że sojusz z Moskwą i Brandenburgią wystarczy do sukcesu. Car Wasyl III zobowiązał się do wsparcia finansowego Krzyżaków, tak by mogli dodatkowo wystawić 10 tysięcy piechoty i 2 tysiące jazdy. Do tego Tatarzy ponownie zaczęli najeżdżać południowe Kresy, a Polacy ponieśli z ich rąk ciężką klęskę pod Sanokiem. Gdy jeszcze zmarł cesarz Maksymilian, a jego następca Karol V nie zamierzał honorować wcześniejszych układów z Polską, stało się jasne, że dojdzie do wojny z zakonem.

Odwlekał ją jednak Zygmunt Stary. Król cały czas pamiętał, że Albrecht Hohenzollern był jego siostrzeńcem, i zignorował nawet decyzję Sejmu, by jak najszybciej zaatakować Krzyżaków. Pomocy Polsce odmówiła zaś Litwa, uznając, że zmuszenie lennika do posłuszeństwa jest wewnętrzną sprawą Korony. Zresztą ponownie wybuchła wojna z Moskwą i Wielkie Księstwo broniło swojej wschodniej granicy.

Ostatecznie nawet Zygmunt Stary nie mógł już odwlekać konfliktu z zakonem w nieskończoność, szczególnie że Albrecht Hohenzollern wysunął pretensje terytorialne pod adresem Polski. Zażądał zwrotu Pomorza i Warmii oraz wypłacenia odszkodowania za 50 lat polskiej okupacji.

– Bezczelność – parsknął Grzegorz. – Chyba mu się w głowie poprzewracało.

– To była gra propagandowa – odpowiedziałem. – Należało wysoko licytować, by potem coś uzyskać.

Wojna toczyła się ze zmiennym szczęściem, wprawdzie wojska koronne zdobyły Kwidzyn i Pasłęk, ale Krzyżacy opanowali Braniewo i Chojnice. Spustoszyli też Mazowsze i Wielkopolskę, a co gorsza, uzyskali poparcie papieża, który uznał, że polski król podniósł rękę na chrześcijański zakon rycerski.

Zygmunt Stary zignorował jednak opinię papieża i wojna trwała dalej. Brakowało większych bitew, a wyniki mniejszych starć nie miały wpływu na przebieg konfliktu. Krzyżacy zagrozili nawet Gdańskowi, ale nie mieli szans na zdobycie dobrze ufortyfikowanego miasta. Natomiast Olsztyn oparł się najeźdź– com dzięki zaangażowaniu administratora miejscowej kapituły Mikołaja Kopernika. Wbrew znanej legendzie astronom nie dowodził obroną ani nie fortyfikował miasta i zamku.

W kwietniu 1521 roku zawarto rozejm i ponownie Zygmunt Stary okazał się bardzo łaskawy dla krewniaka. Nie narzucił siostrzeńcowi obowiązku hołdu, a o wyniku sporu miał zadecydować sąd arbitrażowy. Nigdy jednak do niego nie doszło, były to bowiem czasy reformacji i wielkiego fermentu umysłowego w Europie. Nowinki religijne głoszone przez Marcina Lutra były mile widziane przez niektórych książąt niemieckich, którzy dostrzegali w nich możliwość wzmocnienia własnych pozycji, a przy okazji napełnienia skarbu poprzez przeprowadzenie sekularyzacji, czyli likwidację zakonów i przejęcie majątków kościelnych.

– No tak – potwierdził Grzegorz. – Kilka lat wcześniej Luter przybił dziewięćdziesiąt pięć tez do drzwi kościoła w Wittenberdze.

– Ech – machnąłem ręką. – Kolejna legenda.

– Jak to? To znaczy, że nie przybił?

– Widziałeś, jak wyglądały drzwi kościelne z tamtych czasów? Były obite płytami z żelaza albo brązu. I jak miał Luter przybić do nich swoje tezy?

– Lubisz obalać mity – zauważył chłopak z przekąsem. – Czyli co zrobił? Przykleił?

– Raczej wystawił na widok publiczny gdzieś przy kościele albo je odczytał. Bardziej prawdopodobna jest druga wersja, przecież większość wiernych była analfabetami, czyli nie potrafiliby przeczytać jego tez.

Albrecht Hohenzollern spotkał się z Lutrem i zbuntowany mnich wywarł na nim ogromne wrażenie, tym większe jednak, że nowej religii sprzyjał kuzyn wielkiego mistrza, elektor brandenburski. W tej sytuacji Albrecht doszedł do wniosku, że potrzebne są radykalne zmiany i zakon należy poddać sekularyzacji. Prusy miały zostać przekształcone w świeckie państwo, w którym on sam objąłby władzę książęcą. Oczywiście jako lennik Polski.

Zygmunt i jego doradcy nie mieli już ochoty na dalszą wojnę z zakonnikami, tym bardziej że latem 1524 roku południowe kresy państwa spustoszyli Tatarzy, a potem pojawiła się tam armia turecka. W Krakowie zdawano sobie też sprawę z faktu, że Albrecht jako protestancki władca straci poparcie cesarza i papieża, pozostając na łasce królów Polski. Wprawdzie obradujący w Piotrkowie Sejm uchwalił usunięcie zakonu z Prus, ale nie zostało to zrealizowane.

Potrzebne było bowiem do tego wezwanie pod broń pospolitego ruszenia, a król i Senat obawiali się, że wywoła to kolejne żądania szlachty wzmacniające jej pozycje. W tej sytuacji posłowie krzyżaccy spotkali się w Krakowie z przychylnym przyjęciem i rokowania potoczyły się bardzo sprawnie. Na początku kwietnia 1525 roku podpisano porozumienie, na mocy którego Albrecht został pierwszym księciem „w Prusach”, a prawo dziedziczenia po nim otrzymali jego potomkowie lub rodzeni bracia. Wykluczono

z sukcesji krewnych z linii elektorów Brandenburgii, dzięki czemu w razie wygaśnięcia linii pruskiej lenno miałoby być włączone do Polski.

10 kwietnia na krakowskim rynku odbył się uroczysty hołd Albrechta Hohenzollerna. Uznano to za wielki triumf Polski, chociaż po latach opinie badaczy są podzielone. Podkreśla się, że Zygmunt Stary nie wykorzystał szansy całkowitego zniszczenia państwa krzyżackiego nad Bałtykiem, przez co przyczynił się do późniejszych rozbiorów Polski.

– A nie? – odezwał się zaczepnie Grzegorz, gdy szykowaliśmy się do opuszczenia Szydłowca. – Przecież nawet król Danii twierdził, że wystarczył niewielki wysiłek, by raz na zawsze pozbyć się stamtąd Niemców.

– Jak zwykle łatwo mówić tak po latach – odparłem. – Tymczasem Prusy Książęce były słabym państwem, a król miał wiele innych problemów na głowie. Zlikwidował zagrożenie od północy i tylko to się liczyło. Poza tym był to wspaniały przykład polskiej tolerancji, gdyż po raz pierwszy katolicki król uznał za swojego lennika księcia protestanckiego. Fakt ten odbił się głośnym echem w całej Europie.

Wprawdzie zakon krzyżacki zniknął z Prus, ale przetrwał w Rzeszy Niemieckiej. Jego główną siedzibą stało się miasto Bad Mergentheim, a podczas wojen napoleońskich kapituła została przeniesiona do Wiednia. Wtedy też Krzyżacy poświęcili się całkowicie działalności charytatywnej i szpitalnej, którą prowadzą do dnia dzisiejszego.

– Wiesz – zagadnąłem Młodego – że w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku odbyła się seria spotkań historyków polskich i niemieckich w celu ujednolicenia podręczników do historii. Spodziewano się, że największe spory będą dotyczyć II wojny światowej, tymczasem do najbardziej zajadłej dyskusji doszło na temat roli zakonu krzyżackiego.

– A co, Niemcy bronili tych zbójów w habitach?

– Tak – potwierdziłem. – Wskazywali na misję cywilizacyjną zakonu na wschodzie Europy.

– Dobre! – prychnął Grzegorz. – Ładna mi misja cywilizacyjna. Krzyżacka kultura: ogień i miecz! Mordowanie i rabunek.

– No wiesz, my też nie byliśmy aniołkami. Pamiętasz, jak poczynało sobie rycerstwo Łokietka? A później na Ukrainie z Kozakami wcale nie było lepiej.

– Ale Krzyżaków nikt nie prosił, by szerzyli tutaj swoją cywilizację. A ty stajesz się nudny z tą swoją poprawnością polityczną.

Być może Młody miał trochę racji, ale w historii nic nigdy nie jest czarne lub białe. Tak czy owak Zygmunt Stary mógł uważać, że pozbył się raz na zawsze problemu na północy. Rok później odniósł kolejny sukces, gdy po śmierci ostatniego Piasta mazowieckiego Janusza III część Mazowsza będąca dotychczas lennem Korony została włączona w granice Polski. W ten sposób ostatecznie zakończyło się rozbicie dzielnicowe w naszym kraju, chociaż Śląsk i Pomorze Zachodnie pozostały poza jego granicami.

Książkę Jagiellonowie. Złoty wiek kupić można w popularnych księgarniach:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Jagiellonowie. Złoty wiek
Sławomir Koper0
Okładka książki - Jagiellonowie. Złoty wiek

Wędrówka w czasie i przestrzeni po najciekawszych zabytkach czasów ostatnich Jagiellonów, nie bez powodu nazywanych złotym wiekiem...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Księga tęsknot
Sue Monk Kidd
Księga tęsknot
Informacja zwrotna
Jakub Żulczyk
Informacja zwrotna
Co zrobić z tą chmurą smogu?
Małgorzata Ogonowska; Artur Rogoś
Co zrobić z tą chmurą smogu?
Przyjdę, gdy zaśniesz
Agnieszka Lingas-Łoniewska
Przyjdę, gdy zaśniesz
Dopaść Leona Waganta
Wiktor Hajdenrajch
Dopaść Leona Waganta
Szpetnicy
Maciej Kapuściński
Szpetnicy
Tango
Ewa Cielesz
Tango
Cień Debory
Magdalena Mosiężna
Cień Debory
Na zawsze w lodzie
Owen Beattie; John Geiger
Na zawsze w lodzie
Pokaż wszystkie recenzje