Magia Paryża... Magia miłości... „Femme fatale" Katarzyny Nowakowskiej (K.N. Haner)

Data: 2021-03-10 15:14:07 Autor: Piotr Piekarski

Karzyna Nowakowska jako K.N. Haner podbiła serca tysięcy Polek. Później wciągnęła je w zmysłowy, fascynujący świat Skandalu. Jej nowa powieść, zatytułowana Femme fatale, wbija w fotel.

Obrazek w treści

Za dnia - elegancka, profesjonalna i porządna. W nocy - zmysłowa, namiętna i nienasycona.

Julia chce się odciąć od skandalu, który został wywołany przez jej romans z arystokratą Jamesem, i ułożyć od nowa swoje dotychczasowe życie. Pełna obaw decyduje się przyjąć wyjątkowo atrakcyjną ofertę pracy w luksusowym paryskim hotelu. Zaczyna poznawać magię Paryża i... Francuzów, zwłaszcza jednego: Gasparda.

Ale przeszłość nie daje o sobie zapomnieć i na drodze stawia jej dawnego kochanka. Tyle że Julia nie jest już tą Julią z Nowego Jorku, Paryż ją odmienił, a James ma poważnego konkurenta.

Entliczek, pentliczek - na kogo wypadnie... Dla którego z nich okaże się femme fatale? Do lektury nowej powieści Katarzyny Nowakowskiej zaprasza Burda Książki. Już we środę, 10 marca 2021 na Facebooku serwisu Granice.pl będziecie mogli obejrzeć premierowy live z autorką. Weźcie w nim udział i zadajcie autorce pytania.

Dziś na naszych łamach prezentujemy również premierowy fragment powieści Femme fatale:

Rozdział pierwszy

Wyszłam z terminala przylotów na lotnisku Charles’a de Gaulle’a w Paryżu i pierwsze, o czym pomyślałam, to palma, która stoi na środku ronda w centrum Warszawy. Do tej pory Paryż kojarzył mi się z weekendowymi wypadami na zakupy, z szampanem, pysznym jedzeniem, ale nie z pracą. Już od pierwszej sekundy nie chciałam tu być, a przez najbliższe miesiące byłam zmuszona pracować z jakimś żabojadem, którego jeszcze nie poznałam. I nie miałam na to najmniejszej ochoty.

W tym momencie mojego życia nie było takiego miejsca na ziemi, w którym czułabym się dobrze. Miałam złamane serce i żal do siebie, że okazałam się tak naiwna. Wściekałam się na cały świat, a tak naprawdę na Jamesa. Przecież do niedawna był dla mnie wszystkim. Tworzył cały mój świat, ale ta bajka wydawała się zbyt piękna, by okazała się prawdą.

Ścisnęłam mocno rączkę torby podróżnej i ruszyłam w stronę postoju taksówek. Iga wszystko dokładnie zaplanowała, ale ja niczego wcześniej nie sprawdziłam. Zerknęłam jedynie na wskazówki w telefonie: miałam się zameldować w hotelu, a wieczorem czekała mnie kolacja z szefem. I nie wiem, czy się po prostu tym denerwowałam, czy stresowała mnie ta cała moja życiowa sytuacja, ale tak okropnie bolał mnie brzuch, że musiałam na chwilę przystanąć. Wzięłam głęboki oddech, raz jeszcze sprawdziłam w telefonie nazwę hotelu i wyszłam z budynku. Stanęłam z boku, by przeczekać chaos, który panuje na dużych lotniskach tuż po przylocie samolotu. Gdy wszystko się uspokoiło, bez problemu złapałam taksówkę i poprosiłam o kurs do hotelu. W drodze przeczytałam informacje o nowym szefie. Było tego sporo, ale nic, co mogłoby mi nakreślić, jakim jest człowiekiem. Bałam się tej relacji. Nie byłam gotowa na nowe znajomości, moja otwartość na ludzi znacznie osłabła. Ostatnie dwa tygodnie spędziłam w domu, w którym głównie płakałam. Kilka dni przed wylotem Iga zmusiła mnie do wizyty u fryzjera i kosmetyczki, by dziewczyny doprowadziły mi włosy i twarz do porządku. Nie miałam apetytu, więc straciłam kilka kilogramów, ale niespecjalnie mnie to cieszyło. Mój obecny wygląd kojarzył mi się z Jamesem i tym, że ta metamorfoza była efektem naszej znajomości. Miłość mnie uskrzydliła, a teraz czułam się, jakbym spadła na samo dno, i nie miałam sił się stamtąd wydostać. Nie zależało mi, a to był bardzo zły znak. Powinnam się przecież ogarnąć i sprostać zadaniom, które przede mną stały, ale nie potrafiłam. Jeszcze nie teraz.

Mój hotel mieścił się w 16. dzielnicy Paryża, tuż nad Sekwaną i rzut beretem od mostu, który prowadził prosto do wieży Eiffla. Miejscówka bardzo prestiżowa, ale to tylko przysparzało mi zmartwień. Zdawałam sobie sprawę, że mój nowy szef jest bardzo zamożnym człowiekiem. Inwestorem i biznesmenem. Odnosiłam wrażenie, że to będzie kolejny James. Przerażało mnie to. Tak się na tym zafiksowałam, że z góry negatywnie się do niego nastawiłam, a przecież nie znałam tego człowieka. Kiedy dojechałam na miejsce, zdziwiło mnie, że wokół budynku stały rusztowania. Nie spodziewałam się, że będę mieszkała w hotelu, w którym trwał remont. Wysiadłam z taksówki, kierowca pomógł mi wyjąć walizkę z bagażnika i szybko odjechał. Spojrzałam w górę na pięciopiętrową kamienicę i westchnęłam. Dawna Julia wzięłaby się w garść, uśmiechnęła i weszła dziarskim krokiem do środka. Nowej Julii drżały i pociły się dłonie, a zaciśnięty żołądek przyprawiał ją o mdłości.

Boże Święty, chyba nie dam rady.

I już miałam się cofnąć i dać sobie jeszcze chwilę, gdy nagle zza pleców usłyszałam:

– Bonjour, Julio!

Odwróciłam się i dojrzałam mężczyznę, który właśnie wysiadał z czarnego mercedesa klasy S. W pierwszej chwili nie skojarzyłam, kto do mnie wołał. Dopiero gdy mężczyzna podszedł, dotarło do mnie, że to mój nowy szef. Gaspard de Riguad.

Zdębiałam.

Widziałam go na zdjęciach, które wyszukała dla mnie Iga, ale na nich wyglądał zdecydowanie mniej korzystnie niż na żywo. Był wyższy ode mnie przynajmniej o głowę, miał ciemne włosy i niebieskie oczy, do których docierał uśmiech. Wyglądał trochę jak młody Vincent Cassel, a to mnie nieco ośmieliło, bo bardzo lubię tego aktora.

– Bonjour, monsieur de Riguad! – odpowiedziałam po francusku.

Znajomość tego języka nie była moją specjalnością, ale wiedziałam też, że mój szef płynnie mówi po angielsku, więc mnie to nie martwiło. – Byłem przekonany, że dotrze pani do hotelu za godzinę. Przyjechałem, by się upewnić, że wszystko jest gotowe. – Podszedł do mnie i spojrzał na walizkę, która stała obok.

– Tylko jedna? – zdziwił się.

– Tak, spakowałam swoje życie do jednej walizki. No i jestem – odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.

– W Paryżu nie brakuje butików i sklepów, więc będzie miała pani okazję, by zrobić zakupy – zapewnił.

– A może moglibyśmy mówić sobie po imieniu? – zaproponował. Ogromnie mnie to zaskoczyło.

– Tak, jasne… – Kiwnęłam głową.

Jeszcze do mnie nie docierało, że to wszystko działo się naprawdę. Uścisnęłam dłoń mężczyzny, a po chwili weszliśmy do budynku. Miałam wrażenie, że tutaj też trwał remont. Niczego z tego nie rozumiałam. Nie czułam się jednak na tyle pewnie, by zapytać, dlaczego wybrał to miejsce na mój pobyt.

W dużej przestronnej recepcji stało mnóstwo sprzętów budowlanych i wiader po farbach. Folia malarska fruwała, unosząc sporą ilość pyłu po wygładzaniu ścian. Zrobiłam krok i weszłam prosto w kupkę gruzu. Prawie się potknęłam.

– Nie wygląda to najlepiej, ale jeszcze tydzień lub dwa i wszystko będzie gotowe. Mój szef uśmiechnął się szeroko, widząc moją minę.

– Jakoś przetrwam – odpowiedziałam, omijając kolejną przeszkodę z gruzu.

– Czeka nas dużo pracy. Nie wiem, co zrobić z tym sufitem. Projektantka sugeruje wstawienie przeszklenia, a wykonawca upiera się, że to mało praktyczne i ryzykowne zaczął opowiadać, jakby był właścicielem tego hotelu.

I nagle dotarło do mnie, że… Tak. To było moje zadanie specjalne, o którym Iga truła mi przez ostatnie tygodnie, ale nie słuchałam jej za bardzo. Zła i rozżalona ignorowałam to, co próbowała mi przekazać. Miałam pomóc Gaspardowi wykończyć ten hotel i zarządzać nim na początku, tak by to wszystko ruszyło. Za cholerę nie wiedziałam nic o takich obowiązkach, więc nie wiem, jak to się stało, że skierowała mnie do tej pracy.

– Proszę mi wybaczyć, ale ja się na tym nie znam – bąknęłam zażenowana.

– Iga uprzedzała, że nie masz doświadczenia w tej dziedzinie, ale na początek chodzi głównie o organizację pracy, otwarcie i prowadzenie hotelu. W tym jesteś dobra. Pomożesz mi negocjować z inwestorami i klientami, bo potrzeba tu jeszcze sporo pracy. Chcemy rozbudować hotel, a to nie lada wyzwanie – wyjaśnił, uśmiechając się szczerze. Dlaczego nie zapoznałam się z dokumentami, które dała mi Iga? Dlaczego nie zrobiłam nic poza obejrzeniem zdjęć mojego nowego szefa?

Ja pierdolę.

W co ja się wpakowałam?

– Wyzwanie życia – bąknęłam pod nosem, rozglądając się po recepcji, na razie nieprzypominającej pomieszczenia, którym była. Panował tu taki sam chaos i rozpierdol jak w moim życiu. Ja też nie przypominałam siebie, ale… Chyba przyszedł czas, bym wzięła się w garść. Nie mogłam przecież użalać się nad sobą w nieskończoność.

On nie był tego wart – wmawiałam to sobie każdego pieprzonego dnia.

Książkę Femme fatale kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

 

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Femme fatale
Katarzyna Nowakowska8
Okładka książki - Femme fatale

Katarzyna Nowakowska jako K.N. Haner podbiła serca tysięcy Polek. Później wciągnęła je w zmysłowy, fascynujący świat Skandalu. Jej nowa powieść wbija...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo