Piękna, bardzo ludzka i życiowa opowieść o stracie, powrotach, samotności i szukaniu swojego miejsca. Agata Czykierda-Grabowska jak nikt wchodzi w emocje i opowiada o rzeczach dobrze nam znanych.

Martyna ma za sobą trudne doświadczenia. Śmierć brata naznaczyła jej dzieciństwo i wpłynęła na decyzje całej rodziny. Rodzice sprzedali dom, a ona nauczyła się funkcjonować tak, by nie rozdrapywać przeszłości. W dorosłym życiu wybiera niezależność i dystans. Odcina się od dawnych znajomości, buduje pozornie stabilną codzienność. Jednak gdy traci pracę i rozstaje się z partnerem, postanawia wrócić do gospodarstwa po dziadkach. A tam czeka na nią kilka niemiłych niespodzianek.
Dom dziadków jest zaniedbany, wymaga pracy, energii i ogromu cierpliwości. To z kolei zmusza bohaterkę do konfrontacji z własnymi wspomnieniami i z dawną żałobą. Pojawia się pytanie, czy naprawdę chce się sprzedać to miejsce, czy raczej uwolnić od tego, co z nim związane.
Śledząc perypetie Martyny, łatwo zauważyć, jak działa nieprzepracowana strata. Samodzielność dziewczyny przypomina raczej mechanizm obronny niż pozytywną cechę. Na wsi spotyka (w ciekawych okolicznościach) znajomego sprzed lat, Huberta. Mężczyzna pracuje w szpitalu. Od chwili, gdy ponownie zobaczył Martynę, nie potrafi przestać o niej myśleć. Próbuje odzyskać jej zaufanie i dawną bliskość. Wraz z nim wracają wspomnienia: dawne historie, letnie przygody, emocje sprzed lat. Martyna zaczyna doświadczać czegoś, czego dawno nie czuła. Ktoś się o nią troszczy, komuś zależy. Czy jednak tamto uczucie jeszcze się tli? Czy można zakochać się drugi raz w tej samej osobie? Zapewniam, że warto się o tym przekonać.
Powieść Przez milion burz opowiada między innymi o tym, jak trudno dopuścić do siebie bliskość, kiedy przez lata budowało się wizerunek osoby niezależnej, zapracowanej, zafiksowanej na pewnych celach. Relacja z Hubertem nie jest terapią ani próbą zaleczenia dawnych ran. To bardziej sprawdzenie, czy faktycznie, po wielu burzach w życiu, można wrócić do dawnych relacji i pozwolić im rozkwitnąć. Główna bohaterka musi zacząć wybierać, porządkować własne życie – tak jak zniszczony dom po dziadkach. Martyna szuka sposobu, by wyrazić siebie i może się nim okazać pisanie. Zawsze przecież miała dar do snucia opowieści.
Myślę, że wiele czytelniczek utożsami się z problemami dziewczyny. Z czułością uśmiechniemy się także do wspomnień z dzieciństwa, do polskiej wsi, wakacji spędzanych z dziadkami. Autorka potrafi nazywać emocje i zaangażować czytelnika. Polecam! To świetna propozycja na przywoływanie wiosny w sercu.
Kaja zawdzięcza Pawłowi życie jej brata. Pamiętne wakacje u dziadków na wsi są początkiem ich wielkiej przyjaźni, ale też próbą dojrzałości, ponieważ...
Jak oddech, wyczekiwana kontynuacja bestsellerowej powieści Jak powietrze to historia o gorącym uczuciu, które rodzi się w najmniej spodziewanym przez...