Martyna, po utracie pracy w korporacji, wyjeżdża na wieś do opuszczonego gospodarstwa dziadków. Na miejscu odkrywa, że posesja jest w gorszym stanie, niż się spodziewała. Postanawia więc posprzątać i choć częściowo ją odnowić. Nieoczekiwane zdarzenia – atak nietoperza, odnalezienie zestawu srebrnych sztućców i spotkanie dawnego znajomego – komplikują jej plany.
Hubert, który od lat mieszka w tym samym miejscu, pracuje w lokalnej przychodni. Pewnego dnia do jego gabinetu trafia Martyna. Spotkanie przywołuje wspomnienia sprzed lat, kiedy dwójkę łączył letni romans.
Czy dawne uczucie ma szansę odżyć? Dlaczego ktoś próbuje włamać się do domu po dziadkach? Jaką tajemnicę skrywają stare widelce? I co ma zrobić Martyna, by były chłopak przestał ją nachodzić?
Wydawnictwo: Zwierciadło
Data wydania: 2026-01-28
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 300
Książka wydawałoby się, że zaczyna się utartym schematem i przewidywalnością, ale to niezwykle trafny i ujmujący zabieg. Poznajemy Martynę, "burzę", kobietę chaos, która po utracie pracy w korporacji, wyjeżdża na wieś do gospodarstwa po dziadkach. Okazuje się, że posesja wymaga sporego remontu. Atak nietoperza, odnalezienie zestawu srebrnych sztućców, spotkanie dawnego znajomego Huberta, z którym łączył kobietę letni romans, powracające wspomnienia, próba włamania do domu - niespodziewane wydarzenia i problemy mocno komplikują jej plany.
Czy o pierwszej miłości da się zapomnieć? To uczucie, które zawsze pozostawia w sercu ślad. Pierwsze miłości zapamiętuje się już chyba na zawsze. I w sumie nie jest tu istotne, jak ten związek wyglądał i jak się zakończył. Martyna została zraniona. Ale to nie ona w pełni skradła moje serce, a Hubert, który sporo w swoim życiu przeszedł.
"Deszcz zelżał, ale to nie miało żadnego znaczenia, bo we mnie wciąż trwała burza. Gdy byłem z nią, zawsze tak się czułem. Waliły pioruny, trzaskały połamane drzewa, brakowało mi tchu. Nie wiedziałem, gdzie uderzy następny grzmot. Kochałem ten stan. Uwielbiałem go. Kochałem ją. Chyba od zawsze. Ale miłość nie leczy wszystkiego, a ja nie chciałem być dla niej kolejnym ciężarem. Nie chciałem jej już więcej krzywdzić."
Agata Czykierda-Grabowska największy nacisk położyła na relacje, emocje, drobne gesty i niewypowiedziane słowa. Bohaterowie utknęli w swojej samotności i milczeniu. Mechanizm obronny, próba przetrwania? Być może tak. Z miejsca się ich lubi. Kibicujemy im w drodze do siebie. Towarzyszymy w lepszych i gorszych momentach. A rozterki traktujemy jak własne. Ich relację autorka potraktowała subtelnie, dzięki czemu jest wiarygodna.
"Nie mogłam się powstrzymać. Nigdy tego nie potrafiłam, bo od zawsze chciała czuć mocniej i oddychać głębiej - a przy nim tak właśnie było. Wtedy i teraz."
Wątek włamania okazał się jakby tłem do innych wydarzeń, nie został jakoś szczególnie wyeksponowany. Nie było co tu za bardzo rozwiązywać. W sumie wszak to nie kryminał, prawda? Myślę, że motyw ten miał za zadanie połączyć bohaterów.
Wspaniale czytało się tę książkę. Niby osadzona w codzienności, a jednak nie do końca. Jest nostalgicznie, nieśpiesznie, beztrosko, czule, choć miejscami również poważnie. Cudownie było wrócić do nastoletnich czasów. Jak kadry z filmu przewijały mi się moje własne wspomnienia z tego okresu. Zapach drożdżowego ciasta, bieganie w deszczu, uciekanie przed burzą...
"Przez milion burz" to otulająca ciepłem, pełna uśmiechu i nuty niepokoju powieść, która udowadnia, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Strata i dojmujące poczucie samotności, powroty na wielu płaszczyznach życia - nic nie jest dziełem przypadku. Jaką tajemnicę skrywają stare widelce? Czy Martyna i Hubert dadzą sobie szansę na szczęście? Wszak burza może zmienić wszystko...
Martyna w obliczu skandalu traci pracę i dotychczasowe życie. Wcześniej nie przejmowała się oszczędnościami, a teraz jest pod kreską. Decyduje się więc sprzedać dom po dziadkach. Wcześniej musi doprowadzić go do porządku. A W
Wiąże się z nim mnóstwo wspomnień. To tam po śmierci brata spędzała każde wakacje. Co na nią czeka w tej wiejskiej okolicy?
Martyna przestraszyła się, że została ugryziona przez nietoperza, więc czym prędzej pojechała do przychodni. To tam, ku wielkiemu zaskoczeniu wpada na Huberta. Przez długi czas był on kumplem jej chłopaka z młodzieńczych lat, ale później połączyło ich silne uczucie. Jednak Hubert nagle zakończył tę relację. Czy teraz wszystko sobie wyjaśnią, czy jednak Martyna wciąż skrywa w sobie urazę i żal?
Zawsze lubiłam sięgać po powieści Agaty Czykierdy-Grabowskiej. I teraz przypomniałam sobie dlaczego. Jej poprzednie historie, podobnie jak i "Przez milion burz" przeżywa się razem z bohaterami, którzy wciągają nas do swojego świata. Tę historię dosłownie się pochłania i trudno się od niej oderwać. Martyna, to kobieta odważna, niezależna, z energią i zapałem podchodząca do wszystkiego. Przy tym wszystkim wrażliwa i uczuciowa. Niewyjaśnione sytuacje sprzed lat doprowadziły do tego, że żyła w poczuciu odrzucenia i ze złamanym sercem. Muszę przyznać, że byłam bardzo ciekawa jaka była jej historia znajomości z Hubertem. Teraz, gdy spotkali się po latach czuć było, że nie są sobie obojętni. Hubert to mężczyzna, który dba i troszczy się o kobietę, gdyby mógł to by jej nieba przychylił. Dlaczego więc kiedyś tak potraktował Martynę? Jesteście ciekawi? Muszę przyznać, że wyjaśnienie tej zagadki jest zaskakujące. Nie zabrakło też innych niespodziewanych wydarzeń. Było bowiem włamanie, czy tajemnica srebrnych sztućców. I ten ogrom emocji. Bardzo polecam Wam tę historię. Miło spędzicie z nią czas.
Zobaczyłam wydanie i mówię - nie, po prostu nie da się nie wziąć w łapki.. Czy Wy je widzieliście?! Moja wewnętrzna sroczka przepadła. <3
Sam opis także mnie zaciekawił, kobieta której życie nie do końca poszło wymarzonym scenariuszem, a powroty bywają bardzo bolesne i mężczyzna, z bagażem wpływającym na przyszłość. Niby nic niezwykłego, dwoje zranionych ludzi, spotykających się po latach, lecz właśnie ja potrzebuje takich pozycji, w których można znaleźć powoli wyłaniające się szczęście.
Początek mamy dość przewidujący, wielki powrót na "stare śmieci", załamania i nietoperz grożący swoim jestestwem, a na końcu jest on, z czarującym uśmiechem, gotowy zawsze pomóc. Muszę przyznać, że polubiłam retrospekcje, rozdziały są fajnie poprzeplatane, co powoli wdraża nas w całokształt historii i wyjaśnia wiele spraw.
Jeśli chodzi o bohaterów.. Martyna, oh, jak my się nie polubiłyśmy. Zdaje sobie sprawę, że ma miano "burzy", lecz to nieogarnięcie i tworzony chaos, kompletnie nie dla mnie, te cechy potrafią mnie zirytować.
Wątek włamania.. tym byłam troszkę rozczarowana. Sądziłam, że będzie on bardziej zawiły, szukałam jakiś powiązań z główną bohaterką, zwłaszcza, że opis z tyłu książki bardzo go reklamował. Dla mnie ten moment książki, był raczej mocno poboczny, bardziej mający na celu znalezienie dodatkowego punktu połączenia bohaterów, niżeli wielkiej sprawy do rozwiązania. Z drugiej strony wiadomo, tutaj raczej kwestia mojego gustu, niż zła cecha książki.
Reasumując, była to miła lektura, lecz raczej nie zapadnie mi w pamięci jako jedna z tych najlepszych, bardziej potraktuje ją jak książkę na kilka wieczorów, z miłą atmosferą wsi w tle.
Niektórym może się wydawać, że Oliwii niczego nie brakuje – przystojny chłopak, świetne studia, wieczory spędzane w warszawskich klubach. Ale gdy los...
Czy uczucie da się zakląć w kamieniu? Jeszcze kilka lat temu życie Gabrieli przypominało bajkę. Wychowana w domu, w którym nigdy nie brakowało pieniędzy...
Przeczytane:2026-02-08,
🌺 „𝓟𝓻𝔃𝓮𝔃 𝓶𝓲𝓵𝓲𝓸𝓷 𝓫𝓾𝓻𝔃” 𝓐𝓰𝓪𝓽𝓪 𝓒𝔃𝔂𝓴𝓲𝓮𝓻𝓭𝓪-𝓖𝓻𝓪𝓫𝓸𝔀𝓼𝓴𝓪 🌺
Czy o pierwszej miłości da się zapomnieć?
▪𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪
Moje podekscytowanie tą powieścią było dosyć spore, odkąd tylko przeczytałam opis fabuły i już od tego momentu wiedziałam, że będzie to kawał dobrej historii. W końcu Agata Czykierda-Grabowska, to jedna z moich ulubionych autorek, jeśli chodzi o tworzenie zaskakujących historii o miłości. I w tym przypadku mnie nie zawiodła. Stworzyła przepełnioną emocjami historię w taki sposób, że wsiąkłam w świat w bohaterów i ich problemy i za żadne skarby świata nie chciałam wracać do rzeczywistości. Nie mogę nie wspomnieć o tym przepięknym wydaniu z barwionymi brzegami! Jestem nim zachwycona 😍
🌺 Poznajemy Martynę. Dziewczyna wraca na wieś do domu swoich dziadków. Po utracie pracy, postanawia wyremontować dom, by móc go sprzedać. Już na samym początku napotyka pewne problemy, a incydent z małym, latającym stworem pcha ją do ośrodka, z myślą, że ma wściekliznę i koniecznie potrzebuje zastrzyk. Tam spotyka Huberta - jej przyjaciela i chłopaka, w którym się zakochała. Powrót do miejsca, gdzie Martyna czuła się bardzo dobrze wywołuje w niej same ciepłe odczucia. Urokliwość wsi i spokojny tryb życia sprawia, że Martyna zacznie patrzeć na wszystko inaczej… 🌺
Na kartach tej powieści emocje wylewają się z każdej strony, sprawiając, że ciężko oderwać się od lektury. Autorka zdążyła mnie już przyzwyczaić do pięknych opisów miejsc, a przed wszystkim do tworzenia magii w każdym opisywanym przez nią miejscu, czy sytuacji. Tylko ta autorka potrafi połączyć wielką miłość z dramatycznymi wydarzeniami, z jakimi mierzymy się podczas czytania jej książek. Uwielbiam ją za to, dlatego, że nie serwuje nam tylko mdłej historii o miłości, gdzie na każdej stronie bohaterowie wyznają sobie miłość, tylko pokazuje prawdziwość. Relacja Martyny i Huberta oparta była na nostalgii, na wspominaniu dawnych czasów i rozmowach o błahostkach. To ożywiło ich relacje. Oboje wiele przeszli w życiu. Martyna straciła brata i rodziców, którzy pogrążyli się w smutku po utracie dziecka, a Hubert odkrył przed nami swój sekret z przeszłości.
Ta historia jest idealnym przykładem tego, że stara miłość nie rdzewieje. Historia Martyny i Huberta dobitnie uświadamia, że prawdziwe uczucia potrafią przetrwać próbę czasu.
„Przez milion burz” jest przede wszystkim - i co najważniejsze - opowieścią niesamowicie prawdziwą, cudownie autentyczną, pozbawioną sztuczności czy przekoloryzowania. Tę historię czyta się jednym tchem, odnajdując na każdej stronie istną przyjemność. Opowiada o relacji między dwojgiem ludzi, którym daleko do ideału. Dlatego dzięki temu ta powieść nie jest tak przekoloryzowana odbiera się ją bardzo osobiście, można nawet pomyśleć, że tą historię stworzyło samo życie.