Martyna, po utracie pracy w korporacji, wyjeżdża na wieś do opuszczonego gospodarstwa dziadków. Na miejscu odkrywa, że posesja jest w gorszym stanie, niż się spodziewała. Postanawia więc posprzątać i choć częściowo ją odnowić. Nieoczekiwane zdarzenia – atak nietoperza, odnalezienie zestawu srebrnych sztućców i spotkanie dawnego znajomego – komplikują jej plany.
Hubert, który od lat mieszka w tym samym miejscu, pracuje w lokalnej przychodni. Pewnego dnia do jego gabinetu trafia Martyna. Spotkanie przywołuje wspomnienia sprzed lat, kiedy dwójkę łączył letni romans.
Czy dawne uczucie ma szansę odżyć? Dlaczego ktoś próbuje włamać się do domu po dziadkach? Jaką tajemnicę skrywają stare widelce? I co ma zrobić Martyna, by były chłopak przestał ją nachodzić?
Wydawnictwo: Zwierciadło
Data wydania: 2026-01-28
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 300
Zdecydowałam się sięgnąć po książkę „Przez milion burz” Agaty Czykierdy-Grabowskiej, bo stwierdziłam, że dzięki niej poczuję wiosnę. Wystarczy tylko spojrzeć na tę piękną kwiecistą okładkę, żeby poczuć tę wytęsknioną porę roku. To właśnie ta okładka i imię głównej bohaterki (pierwszy raz trafiłam na książkę, w której główna bohaterka ma tak samo na imię jak ja) spowodowały, że zdecydowałam się poznać tę historię, tak więc nie przedłużając, zapraszam na recenzję!
Kiedy Martyna traci pracę w korporacji, postanawia wyjechać na wieś do opuszczonego gospodarstwa dziadków. Niestety okazuje się, że posesja ta jest w tragicznym stanie. Podczas porządków, dochodzi do pewnych komplikacji w postaci ataku nietoperza, odnalezienia zestawu srebrnych sztućców, a także spotkania Huberta, z którym wiele lat temu łączył ją letni romans... Czy ich uczucie odżyje po tylu latach? Kto i dlaczego próbuje włamać się do domu jej dziadków? Czy coś z tym wszystkim mają wspólnego stare sztućce?
Książka ta dzieli się na krótkie rozdziały opisujące teraźniejszość oraz przeszłość. Według mnie była ona przyjemną obyczajówką podchodzącą pod romans, w której młodzieńcza miłość po latach daje o sobie znać. Martyna była typową panią z miasta, którą sytuacja zmusiła do tego, aby rozstać się ze swoim chłopakiem i wyjechać na wieś. Z kolei Hubert został przedstawiony jako idealny mężczyzna, taki, jakiego ciężko jest spotkać w dzisiejszym czasach, w dodatku był on stanu wolnego, co wydawało się dziwne, jednak później miało to swoje uzasadnienie. Tej całej opowieści towarzyszył wiosenny i letni klimat, w którym tytułowe burze miły swój udział. Mimo tych burz, wątków z włamaniem do posesji dziadków Martyny i niektórych smutnych wspomnień, była to dla mnie przyjemna i przewidywalna książka w sielskim klikacie, która wiadomo, jak się skończy.
„Przez milion burz” była dla mnie przyjemną obyczajówką, z którą miło spędziłam czas, jednak nie będę o niej długo pamiętać. Polecam Wam tę książkę, jeśli lubicie takie motywy jak nowy początek, czy dawne uczucie, które powraca po latach, no i jeśli macie dosyć już zimy i chcielibyście już poczuć wiosnę. Myślę, że ta historia wprowadzi Was w dobry nastrój, piękne wydanie z pewnością będzie cieszyć Wasze oczy!
Zacznę od tego że ta książka jest przepięknie wydana, a ja zawsze zwracam na to uwagę, piękna i nostalgiczna okładka, barwione brzegi i cudowna wklejka od razu wprawiają nas w zachwyt.
To lekka, łatwa i przyjemna powieść idealna na weekend czy wakacje.
Martyna po życiowych zawirowaniach wraca na wieś, gdzie los ponownie stawia na jej drodze pierwszą miłość. Szybko okazuje się, że choć czas minął, uczucia gdzieś pod powierzchnią wciąż żyją. To historia o drugich szansach, o ciszy prowincji leczącej serce i o tym, że niektóre relacje nigdy nie gasną tylko czekają na odpowiedni moment.
Ta książka ma w sobie ogromny urok wspomnień. Najpiękniej wypadają fragmenty związane z wsią i dziadkami pełne ciepła, nostalgii i takiej swojskiej magii, którą wręcz się czuje między wersami. Człowiek od razu powrócił do swoich dziecinnych lat, pyszności przygotowywanych przez babcię i bajek opowiadanych przez dziadka.
Zabrakło mi jednak jednego "chemii" między bohaterami. Ich relacja była bardziej przyjacielska niż romantyczna, przez co nie czułam tego napięcia i motyli w brzuchu, które w historiach miłosnych lubię najbardziej. Wszystko było poprawne, ale nie porwało mnie emocjonalnie tak, jak mogło. Zdecydowanie linia czasowa sprzed lat bardziej mi się podobała. Tam widać było to rodzące się uczucie.
"Sprawiała, że byłem szczęśliwy. Choć przez krótką chwilę. Za to uczucie mógłbym przejść przez milion burz."
Dla mnie to przyjemna historia, choć bez efektu „wow”.
Ocena: 6/10 ⭐
Znacie serię "Pani na wrzosowisku" Lucyny Olejniczak? Ja już dwa tomy mam ze sobą, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po kolejny pod tytułem "Przerwa na serenada". Eliza Bielska w czasie wojny ucieka z Warszawy do Anglii. Właśnie tam wśród wrzosowisk znajduje miłość i zamieszkuje w rezydencji Winter Abbey, którą pod nieobecność męża postanawia lepiej poznać, gdyż krążą o niej jakieś legendy o duchach. Eliza jest otwartą osobą i nawiązuje znajomości z mieszkańcami okolicznej miejscowości. W swojej willi chętnie urządza spotkania z ludźmi kultury i sztuki. Jednak to co miało jej przynieść ciszę i spokój, kawałek po kawałku odkrywa tajemnice dawnych lat. Jakby tego było mało Eliza nie wie co się dzieje z jej mężem i w tym celu postanawia ruszyć by go odnaleźć. Obok historii Elizy mamy tu historię jej brata, który popada w coraz to większe tarapaty oraz historię małej Nelly i pewnej baronowej. Autorka stworzyła niesamowicie klimatyczną opowieść otuloną nutą tajemniczości. Zaskakuje nieoczekiwanymi wydarzeniami. To historia, która płynie swoimi nutami a dzięki realistycznym opisom daje pole do popisu naszej wyobraźni. Jeśli lubicie klimat dawnej Anglii to polubicie też tą sagę.
Przyjemne wspomnienia z dzieciństwa choć na chwilę pomagają wrócić do czasu, gdy świat młodych ludzi przepełniony był marzeniami. Życie jak zwykle zweryfikowało wszystkie postanowienia, stawiając na drodze ogromne przeszkody, które zburzyły rodzące się szczęście dwojga młodych ludzi. To co wydarzyło się wiele lat temu teraz wróciło i od nowa ma szansę się urzeczywistnić. Czy to może się udać? Czy nie jest jeszcze za późno?
Rozstanie z partnerem i zwolnienie z pracy zmusiło Martynę do przyjazdu na wieś, by przygotować do sprzedaży dom odziedziczony po dziadkach. Ponieważ kończyły się oszczędności, młoda kobieta zamierzała szybko doprowadzić zadanie do finału. Okazało się jednak, że to wcale nie takie proste, pojawiły się utrudnienia powoli burzące jej plany. Niespodziewane spotkanie z Hubertem spowodowało, że wróciły piękne wspomnienia z przeszłości, ten przystojny, ciepły mężczyzna od nowa obudził w Martynie iskrę, którą dawno temu była zmuszona ukryć głęboko w sercu. Wiele lat wcześniej ich uczucie przerwała jedna, zaskakująca decyzja, dziewczyna bardzo to przeżyła...
Piękna, przepełniona emocjami powieść o wielkim uczuciu, przyjaźni i planach, ale również o trudnych przeżyciach, które wpisane są w scenariusz życia. Refleksyjna opowieść, w której każda strona wypełniona jest emocjami. Wiele wydarzeń wywołuje smutek, łapie za serce. Historia o trudnych momentach życia, o braku szczerej rozmowy i niedopowiedzeniach wpływających na dalsze wybory. Uczucie samotności, tęsknota i żal za utraconą młodzieńczą miłością, to wszystko budzi mnóstwo empatii. Życie, plany, relacje rodzinne, bardzo trudne decyzje zapisane są na stronach powieści. Historia porusza, wciąga, ale również daje nadzieję i pozytywne odczucia. Pozwala zatrzymać się na chwilę i poczuć wrażliwość przenikającą się przez fabułę książki. Przepiękna opowieść, bardzo umiejętnie przeplatana delikatnym poczuciem humoru.
Gorąco polecam
„Przez milion burz” autorstwa Agata Czykierda-Grabowska to historia, która otula jak ciepły koc w chłodny wieczór, a jednocześnie potrafi zaskoczyć nagłym podmuchem wiatru. To opowieść o powrotach – do miejsc, do wspomnień i do uczuć, które nigdy tak naprawdę nie wygasły.
Martyna, po utracie pracy w korporacji, podejmuje decyzję o wyjeździe na wieś, do opuszczonego gospodarstwa dziadków. Ma to być ucieczka, chwila na złapanie oddechu i poukładanie życia na nowo. Rzeczywistość szybko jednak weryfikuje jej wyobrażenia – dom jest w opłakanym stanie, a plany spokojnej renowacji komplikują kolejne niespodziewane zdarzenia. Atak nietoperza, tajemniczy komplet srebrnych sztućców odnaleziony wśród starych rzeczy i próby włamania do domu sprawiają, że wokół Martyny zaczyna gęstnieć atmosfera niepokoju.
Na jej drodze ponownie pojawia się Hubert – lekarz pracujący w lokalnej przychodni i mężczyzna, z którym przed laty łączył ją letni romans. Ich spotkanie budzi wspomnienia, niedopowiedzenia i emocje, które – mimo upływu czasu – wcale nie straciły na sile. Hubert to bohater spokojny, uważny, z pozoru opanowany, ale skrywający własne wątpliwości. Między nim a Martyną wciąż iskrzy, jednak przeszłość i aktualne problemy nie pozwalają im tak po prostu rzucić się sobie w ramiona.
Autorka porusza w tej powieści temat zaczynania od nowa, odwagi w podejmowaniu decyzji, mierzenia się z przeszłością i budowania siebie na gruzach dawnych rozczarowań. To również historia o tym, że życie rzadko jest czarno-białe – czasem trzeba przejść przez milion burz, by odnaleźć własny spokój. W tle pojawia się nutka tajemnicy związanej z rodzinną przeszłością i niepokojącymi wydarzeniami wokół domu dziadków, co dodaje powieści lekkiego, intrygującego napięcia.
Emocje w tej książce są bardzo prawdziwe – nieprzerysowane, bliskie codzienności. Jest tęsknota, zawód, niepewność, ale też ciepło, nadzieja i delikatne, stopniowo odradzające się uczucie. Czytając, czułam wzruszenie i nostalgię, momentami także frustrację wobec niektórych decyzji bohaterów – dokładnie tak, jakby byli kimś mi bliskim. Bardzo podobał mi się klimat małej miejscowości i motyw powrotu do korzeni. To historia, która płynie spokojnie, ale zostawia po sobie ślad.
Gatunkowo to powieść obyczajowa z wyraźnym wątkiem romantycznym i subtelną nutą tajemnicy. Idealna dla czytelników, którzy lubią historie o drugich szansach, powrotach do rodzinnych stron i uczuciach dojrzalszych, bardziej świadomych. Dla tych, którzy cenią emocjonalną autentyczność i bohaterów z krwi i kości.
„Przez milion burz” to opowieść o tym, że czasem trzeba wszystko stracić, by odnaleźć siebie. Ciepła, poruszająca i pełna nadziei historia, którą czytałam z przyjemnością i którą z serca polecam każdemu, kto wierzy w drugie szanse.
🌺 „𝓟𝓻𝔃𝓮𝔃 𝓶𝓲𝓵𝓲𝓸𝓷 𝓫𝓾𝓻𝔃” 𝓐𝓰𝓪𝓽𝓪 𝓒𝔃𝔂𝓴𝓲𝓮𝓻𝓭𝓪-𝓖𝓻𝓪𝓫𝓸𝔀𝓼𝓴𝓪 🌺
Czy o pierwszej miłości da się zapomnieć?
▪𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪
Moje podekscytowanie tą powieścią było dosyć spore, odkąd tylko przeczytałam opis fabuły i już od tego momentu wiedziałam, że będzie to kawał dobrej historii. W końcu Agata Czykierda-Grabowska, to jedna z moich ulubionych autorek, jeśli chodzi o tworzenie zaskakujących historii o miłości. I w tym przypadku mnie nie zawiodła. Stworzyła przepełnioną emocjami historię w taki sposób, że wsiąkłam w świat w bohaterów i ich problemy i za żadne skarby świata nie chciałam wracać do rzeczywistości. Nie mogę nie wspomnieć o tym przepięknym wydaniu z barwionymi brzegami! Jestem nim zachwycona 😍
🌺 Poznajemy Martynę. Dziewczyna wraca na wieś do domu swoich dziadków. Po utracie pracy, postanawia wyremontować dom, by móc go sprzedać. Już na samym początku napotyka pewne problemy, a incydent z małym, latającym stworem pcha ją do ośrodka, z myślą, że ma wściekliznę i koniecznie potrzebuje zastrzyk. Tam spotyka Huberta - jej przyjaciela i chłopaka, w którym się zakochała. Powrót do miejsca, gdzie Martyna czuła się bardzo dobrze wywołuje w niej same ciepłe odczucia. Urokliwość wsi i spokojny tryb życia sprawia, że Martyna zacznie patrzeć na wszystko inaczej… 🌺
Na kartach tej powieści emocje wylewają się z każdej strony, sprawiając, że ciężko oderwać się od lektury. Autorka zdążyła mnie już przyzwyczaić do pięknych opisów miejsc, a przed wszystkim do tworzenia magii w każdym opisywanym przez nią miejscu, czy sytuacji. Tylko ta autorka potrafi połączyć wielką miłość z dramatycznymi wydarzeniami, z jakimi mierzymy się podczas czytania jej książek. Uwielbiam ją za to, dlatego, że nie serwuje nam tylko mdłej historii o miłości, gdzie na każdej stronie bohaterowie wyznają sobie miłość, tylko pokazuje prawdziwość. Relacja Martyny i Huberta oparta była na nostalgii, na wspominaniu dawnych czasów i rozmowach o błahostkach. To ożywiło ich relacje. Oboje wiele przeszli w życiu. Martyna straciła brata i rodziców, którzy pogrążyli się w smutku po utracie dziecka, a Hubert odkrył przed nami swój sekret z przeszłości.
Ta historia jest idealnym przykładem tego, że stara miłość nie rdzewieje. Historia Martyny i Huberta dobitnie uświadamia, że prawdziwe uczucia potrafią przetrwać próbę czasu.
„Przez milion burz” jest przede wszystkim - i co najważniejsze - opowieścią niesamowicie prawdziwą, cudownie autentyczną, pozbawioną sztuczności czy przekoloryzowania. Tę historię czyta się jednym tchem, odnajdując na każdej stronie istną przyjemność. Opowiada o relacji między dwojgiem ludzi, którym daleko do ideału. Dlatego dzięki temu ta powieść nie jest tak przekoloryzowana odbiera się ją bardzo osobiście, można nawet pomyśleć, że tą historię stworzyło samo życie.
Hej Kochani ?
Ta książka utwierdza mnie w przekonaniu, że życie wie, kiedy dać człowiekowi kopa, aby w końcu odnalazł swoją własną drogę, aby zaczął zmieniać coś w swoim życiu. Czasami objawia się to np. utratą aktualnej pracy i zmianą miejsca zamieszkania. Taki impuls i stawianie wszystkiego na jedną kartę nie jest proste, ale jest szybkie. Zazwyczaj obarczone jest wieloma dodatkowymi problemami, ale to one pokazują nam często, jak bardzo pobłądziliśmy i jak bardzo potrzebujemy tych zmian.
,,Przez milion burz" Agaty Czykierda-Grabowskiej to pozycja, która pokazuje, jak ważne jest uporządkowanie swoich emocji, swojego życia, swojej przeszłości, aby móc budować je od nowa, na solidnych fundamentach w zgodzie ze sobą, wybaczając oraz godząc się z błędami młodości. Oprócz pięknej i mądrej historii obyczajowej widzimy przemianę głównej bohaterki, która dla mnie była głównym wątkiem, który chciałam obserwować od początku do końca i było mi to dane.
Martyna zatraciła się w cudzych oczekiwaniach i widzimy, jak powoli odnajduje swoją tożsamość. Ten proces w książce jest naprawdę pięknie i życiowo ukazany. Towarzyszy mu złość, irytacja, zagubienie, strach, ale te odczucia z czasem zmieniają się i uczą bohaterkę cierpliwości i radości z życia. Remont starego domu po dziadkach jest dla Martyny odgruzowywaniem swojego życia. Można tu właśnie ujrzeć taką symbolikę. Życie na wiosce zmienia jej charakter, wycisza, uczy odwagi. Martyna dzięki temu staje się silniejsza i staje się prawdziwą kobietą, która poradzi sobie ze wszystkim. Miasto było dla niej przekleństwem. Nauczyło ją, jak być zamkniętą w sobie, zestresowaną i cały czas zabieganą dziewczyną. Wioska uczy ją prawdziwego życia, oddychania pełną piersią i radości, której do tej pory nie zaznała.
Oprócz wątku przemiany Martyny, mamy tu także wątek miłosny. Nie jest on sielanką i tu duży plus. Autorka skupiła się na drugiej szansie i na emocjach z tym związanych. Dla bohaterów jest to niezbyt miła konfrontacja taki powrót do wspomnień po latach, zwłaszcza że kiedyś łączyło ich wszystko, a podzieliło milczenie. Ten wątek jest owiany wieloma niedopowiedzeniami, ale jest bardzo autentyczny.
Cała książka to piękna podróż przez ludzkie perypetie, emocje, przemyślenia. Autorka cudownie oddała klimat. Wieloma wydarzeniami dała do myślenia. Można było zatrzymać się na chwilę i skupić na sobie, na tym, co nas otacza i czy to rzeczywiście to, czego my tak naprawdę chcemy.
Książka jest w pięknej szacie graficznej z malowanymi brzegami.
"Za to uczucie mógłbym przejść przez milion burz".
Ta książka to prawdziwy comfort book, doskonale wpisująca się w nurt tzw. literatury kocykowej. Zachwycająca przepięknym wydaniem z barwionymi brzegami, otulająca i wywołująca sporo nostalgii, dając przy tym nadzieję każdemu, kto znalazł się na życiowym rozdrożu. Nie znajdziecie w niej nic nowego, bo na historię ukazaną na jej stronach składa się dokładnie to, co znamy i to, co lubimy.
Agata Czykierda-Grabowska w swoich książkach stawia na prostotę oraz realizm i zawsze bierze odpowiedzialność za to, co oddaje w ręce czytelników. Pisanie książek stało się dla niej rozszerzeniem najukochańszej pasji, czyli czytania. Jest cyniczką o romantycznej duszy. Wraz z mężem i córką mieszka w Ząbkach pod Warszawą.
Martyna straciła pracę w korporacji i pozostając bez środków do życia postanawia wyjechać na wieś. Kobieta planuje posprzątać opuszczone gospodarstwo dziadków i przygotować całą posesję do sprzedaży. Już pierwszego dnia przeżywa nieoczekiwany atak nietoperza, w wyniku czego trafia do miejscowej przychodni. Tam spotyka Huberta, swoją młodzieńczą miłość. Wspomnienia letnich dni wracają do obojga ze zdwojoną siłą.
Najnowsza powieść Agaty Czykierdy-Grabowskiej to historia drugich szans, jakie czasami podsyła nam kapryśny los. Historia z motywem przewodnim pod postacią burzy będącej symbolem życiowych zawirowań, dla czytelnika staje się pomostem przenoszącym do nastoletnich czasów i pierwszych miłości. Obecne w fabule retrospekcje wywołują nostalgiczny i nieco melancholijny nastrój związany ze wspomnieniami sielskich wakacji u dziadków. Ta warstwa przywołuje beztroskę tamtych lat dlatego tak dobrze jest się w niej zanurzyć.
Dla Martyny powrót do starego domu staje się w pewnym sensie powrotem do samej siebie. Dzięki zastosowaniu przez autorkę pierwszoosobowej narracji bohaterki, czytelnik może wejść w głowę osoby, która pracy w korporacji podporządkowała niemal wszystko i nagle zostając z niczym, odkrywa, że posiada jednak wiele. Martyna to z pewnością bohaterka, która wzbudza ambiwalentne uczucia i początkowo można jej nawet nie polubić. Taka skomplikowana kreacja, pełna wewnętrznej sprzeczności to niezaprzeczalnie wartość dodana całej tej historii.
"Przez milion burz" to powieść obyczajowa z romansowym sznytem. Wątek romantyczny nie jest jednak w tej książce wiodący, gdyż to w głównej mierze opowieść o odnajdywaniu siebie na nowo. O zmianach, jakie generuje w nas życie i o decyzjach, które przestawiają zwrotnice naszych losów. Z historii Martyny i Huberta można się wiele nauczyć i warto wynieść z tej książki jak najwięcej dla siebie.
Agata Czykierda-Grabowska oddała w ręce czytelników wartościową i mądrą opowieść o ludziach takich jak my, dlatego tak łatwo utożsamić się z jej bohaterami. "Przez milion burz" to świetna propozycja dla wszystkich miłośników dobrej prozy obyczajowej i dla wszystkich okładkowych srok, gdyż wydanie tej książki jest zachwycające.
https://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
Lubicie klimat małych miejscowości w książkach? Jeśli tak, to zapraszam Was do zamojskiej wsi.
Główna bohaterka Martyna, która do tej pory prowadziła w miarę stabilne życie, po stracie pracy w korporacji, pod wpływem emocji i impulsu, wyjeżdża na wieś, do odziedziczonego po zmarłych dziadkach gospodarstwa. Z powodu tego zwolnienia jest zmuszona sprzedać ten dom. Ale najpierw musi go częściowo odnowić. W chwili przybycia na posesję zostaje zaatakowana przez zwierzę, prawdopodobnie nietoperza. W obawie przed zakażeniem, kobieta udaje się do pobliskiej przychodni po pomoc. Tam spotyka dawnego przyjaciela sprzed lat. Odżywają wspomnienia z wczesnych lat młodości, kiedy Martyna spędzała wakacje u dziadków.
Czy dziewczyna sprzeda gospodarstwo? Jak potoczą się jej relacje z dawnym kolegą? Czy pojawi się ktoś jeszcze? Zapraszam do lektury.
Ta książka bardzo mi się podobała. Przede wszystkim za klimat, za ten sentymentalizm, który pozwala cofnąć się w czasie do ukochanych miejsc Atutem jest też ciekawa konstrukcja fabuły, podzielona na teraźniejszość oraz retrospekcje z dawnych czasów naszych bohaterów. Także zrobiła na mnie mega pozytywne wrażenie. Mamy tutaj do czynienia z trudnymi wyborami, wieloma emocjami, a także nutkę kryminału, albowiem ktoś próbuje włamać się do domu po dziadkach.
Powieść ta jest zdecydowanie przyjemna w odbiorze, nie sposób jej odłożyć choćby na sekundę. Bardzo lubię od czasu do czasu sięgać po tzw. "babska" literaturę i ta niewątpliwie do niej należy.
To opowieść o drugiej szansie, o ludziach poranionych przez życie, którzy mimo odniesionych strat i ran, uczą się na nowo ufać i kochać, gdy wydawało im się, że życie nigdy się nie uspokoi, że będzie ciągle burzliwe i zawiłe. Te życiowe sztormy były po coś i choć uderzałyz ogromną siłą, pokazały, co tak naprawdę jest ważne. Po nich zostało niewiele, ale na tyle wystarczająco, aby iść do przodu, w zgodzie z samym sobą. Ta książka pojawiła się w moim życiu w odpowiednim momencie. Niewątpliwie uzmysławia, że w życiu przechodzi się przez burze i huragany, które potrafią niszczyć. Ale trzeba wiedzieć, że są też mniej uciążliwe wiatry. Są takie wiatry, które przywracają sens życia. To silne wiatry, które niosą ze sobą miłość do ludzi i wsparcie, miłość do życia. Takie, które rozpraszają ciemne chmury po to, by znów zaświeciło słońce.
W życiu nie zawsze nam się układa, tak jakbyśmy tego chcieli. Mamy wszystko a za chwilę nie mamy nic, bo kiedy zaufamy zbyt mocno nieodpowiedniej osobie, możemy ponieść zbyt dotkliwe i bolesne rozczarowanie. Tego doświadczyła właśnie Martyna, która została oszukana i zdradzona przez swego partnera zostając bez pracy, bez środków do życia i bez miłość. Aby odpocząć i nabrać sił i dystansu do okoliczności wybiera się na wieś do domu odziedziczonego po dziadkach z zamiarem sprzedaży domu aby odbić się od dna. Tu odżywają wspomnienia z lat młodości, beztroskich wakacji, tu spotyka dawną miłóść Huberta i tu czeka ją wiele niespodzianek.
To historia bardzo życiowa, która trafia w serce jak piorun oraz rozbawi jak dobry dowcip.
O uczuciach, które przetrwały najgorszą burzę, o samotności i o nadziei, która jest jak budząca się ze snu wiosna. Książka lekka i przyjemna, która poprawi Wam nastrój i obudzi wspomnienia waszych pierwszych miłości.
Martyna została zwolniona z pracy, niebawem nie będzie miała za co utrzymać mieszkania i siebie. Ma nadzieję, że sprzedając dom po dziadkach stanie na nogi. Dlatego przyjeżdża na wieś, którą pamięta z wakacyjnych wspomnień i już na początku zostaje zaatakowana przez bliżej nieokreślone stworzenie. W panice odwiedza pobliski ośrodek zdrowia domagając się zastrzyku przeciw wściekliźnie. Tam spotyka Huberta, chłopaka z którym kiedyś dużo ją łączyło. Czy to kolejna ckliwa historia miłosna?
Na powyższe pytanie odpowiem od razu. Nie, nie jest to kolejna słodka historia miłosna.
Przez ile burz musi przejść człowiek aby dotrzeć do celu, do szczęścia, by zobaczyć, że niepotrzebnie zmarnował wiele lat życia. A wystarczyło jednej z tych burz wyjść naprzeciw.
Martyna ma nadzieję na szybki i spory zastrzyk gotówki, nie spodziewała się, iż w domku po dziadkach odnajdą ją wspomnienia. Szczególnie te z ostatniego lata gdy między nią, a Hubertem zaczęło dziać się coś pięknego.
Tych dwoje ludzi staje przed dylematami, przed niedopowiedzeniami z przeszłości i może najwyższa pora aby powiedzieć tej drugiej stronie całą prawdę.
Podoba się mi to,że autorka powoli ale sukcesywnie dawkowała czytelnikowi z czym borykali i borykają się bohaterowie. Od razu widać naszą naturę skłonną do gdybania...chociaż prawda okazuje się być zupełnie inna.
Ta powieść to bardzo przyjemna obyczajówka, którą ciężko odłożyć, właśnie przez to budowanie napięcia i nieśpieszne odkrywanie kart. Pozwala samemu czytającemu wrócić do własnych wspomnień wakacji spędzanych na wsi i tego niezwykłego, niepowtarzalnego klimatu z gatunku...kiedyś to było. Zachęcam do sięgnięcia po tę historię, a czy skończyła się ona happy endem? Nie powiem, przekonajcie się sami. Zwróćcie także uwagę na przepiękne wydanie. Już zapachniało wiosną.
Autorka bestsellerowej powieści Jak powietrze powraca z mocną, pełną napięcia opowieścią o dwóch światach, które pozornie dzieli wszystko. Wspólnym mianownikiem...
Oskar wraca do domu po kilku latach nieobecności. Remont rodzinnego domu łączy z pracą w lokalnym klubie. To właśnie tam jego wzrok przykuwa dziewczyna...