Zacznę od tego że ta książka jest przepięknie wydana, a ja zawsze zwracam na to uwagę, piękna i nostalgiczna okładka, barwione brzegi i cudowna wklejka od razu wprawiają nas w zachwyt.
To lekka, łatwa i przyjemna powieść idealna na weekend czy wakacje.
Martyna po życiowych zawirowaniach wraca na wieś, gdzie los ponownie stawia na jej drodze pierwszą miłość. Szybko okazuje się, że choć czas minął, uczucia gdzieś pod powierzchnią wciąż żyją. To historia o drugich szansach, o ciszy prowincji leczącej serce i o tym, że niektóre relacje nigdy nie gasną tylko czekają na odpowiedni moment.
Ta książka ma w sobie ogromny urok wspomnień. Najpiękniej wypadają fragmenty związane z wsią i dziadkami pełne ciepła, nostalgii i takiej swojskiej magii, którą wręcz się czuje między wersami. Człowiek od razu powrócił do swoich dziecinnych lat, pyszności przygotowywanych przez babcię i bajek opowiadanych przez dziadka.
Zabrakło mi jednak jednego "chemii" między bohaterami. Ich relacja była bardziej przyjacielska niż romantyczna, przez co nie czułam tego napięcia i motyli w brzuchu, które w historiach miłosnych lubię najbardziej. Wszystko było poprawne, ale nie porwało mnie emocjonalnie tak, jak mogło. Zdecydowanie linia czasowa sprzed lat bardziej mi się podobała. Tam widać było to rodzące się uczucie.
"Sprawiała, że byłem szczęśliwy. Choć przez krótką chwilę. Za to uczucie mógłbym przejść przez milion burz."
Dla mnie to przyjemna historia, choć bez efektu „wow”.
Ocena: 6/10 ⭐
Wydawnictwo: Zwierciadło
Data wydania: 2026-01-28
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 300
Dodał/a opinię:
Diana Wiszniewska
Czy dziewczynka, dzięki której poznałeś smak piasku z piaskownicy, może okazać się kobietą twojego życia? Czy chłopiec, który za wszelką cenę próbował...
Iza jest trzydziestotrzyletnią pisarką powieści grozy i wykładowczynią na jednej z krakowskich uczelni. Gdy na skutek niefortunnego romansu ze swoim studentem...