Stawałem się „Kanadyjczykiem". Fragment ksiażki „Pozdrów Reagana"

Data: 2026-02-13 08:02:01 | Ten artykuł przeczytasz w 6 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

W 1982 roku, trzynastoletni gdynianin Tomasz Łukaszuk, wraz z rodziną, dostaje tydzień, by spakować całe swoje życie do jednej walizki, opuścić Polskę i wyjechać do zupełnie sobie obcej Kanady.

Trzydzieści lat później, już jako Thomas Lukaszuk, zostaje wicepremierem prowincji Alberta, pierwszym Polakiem w historii na takim stanowisku.

Emigrant, aktywista, polityk, zakochany w obydwu swoich ojczyznach udowadnia jedno – wszystko jest możliwe.

„Pozdrów Reagana" Thomasa A. Lukaszuka i Agathy Rae grafika promująca ksiązkę

Do lektury książki Thomasa A. Lukaszuka i Agathy Rae Pozdrów Reagana zaprasza Axis Mundi. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Pozdrów Reagana. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

Dostaliśmy pięć dni na spakowanie całego życia do jednej walizki, którą zresztą mama musiała od kogoś odkupić, bo nie mogła żadnej dostać w sklepach. Od tamtej chwili minęło wiele lat, a ja nadal mam problem z konkretnym nazwaniem emocji, które wówczas towarzyszyły mi i moim najbliższym. Był to niewyobrażalny dramat i stres, okraszony mglistą, trudną do uchwycenia nadzieją i, niewątpliwie, szczyptą ekscytacji. Myślę, że ten, kto nie był nigdy w podobnej sytuacji, nie będzie w stanie wyobrazić sobie, co się w takich chwilach czuje.

(…)

Wysiadamy na Victoria Road, głównej ulicy robotniczej dzielnicy Whitney Pier. Pan Dominik pomaga nam wciągnąć do wynajmowanego przez ojca mieszkania walizkę i zostawia nas samych. Wynajmowane przez ojca mieszkanie jest nie tyle skromne, co obskurne, z niewielką liczbą niezbędnych mebli. Jeden pokój jest przygotowany dla mnie i Adama, drugi dla taty i mamy, poza tym są tu jeszcze kuchnia, łazienka i niewielki salon. Jesteśmy tak zmęczeni, że natychmiast idziemy spać. Kładę się do łóżka i walczę, żeby się nie rozpłakać. Wszystko wyobrażałem sobie inaczej – i przylot, i ojca, i nowy dom, a już na pewno nowe miasto. Podczas mojej pierwszej nocy w Kanadzie do snu kołysze mnie pulsująca w mojej głowie mieszanka żalu, pretensji i wściekłości. Na co mi to wszystko było?

(…)

Pod koniec dziewiątej klasy, trzy lata po przyjeździe do Kanady, wydarzyło się coś znamiennego. Szedłem odebrać Adama ze szkoły, przeliczając w głowie pieniądze, które miałem odłożyć. Nagle uzmysłowiłem sobie, że liczę po angielsku! Myślałem w języku, którego jeszcze całkiem niedawno nie znałem! Poczułem się zmieszany. Z jednej strony ucieszyłem się, że coraz pełniej funkcjonuję w nowym świecie, ale jednocześnie miałem wrażenie, że zdradzam moją przeszłość, że pozwalam jej blaknąć.

Zrozumiałem, że wchodzę w trzeci etap mojej przemiany. Na początku żyłem tylko tęsknotą za Polską, tak silną, że odczuwałem wręcz fizyczny ból. Gdy tylko otwierałem rano oczy, natychmiast liczyłem, która godzina jest teraz w Polsce, i zastanawiałem się, co właśnie robią moi znajomi. Czy są w szkole? A może właśnie wracają do domu? Albo grają w piłkę lub biegają po gdyńskiej plaży? Co robią ukochani dziadkowie? Zamykałem oczy i próbowałem wyobrazić sobie, że jestem tam z nimi.

W następnym etapie coraz bardziej skupiałem się na nowej rzeczywistości, na organizowaniu sobie życia i budowaniu relacji. Nadal myślałem po polsku i próbowałem interpretować realia Kanady przez pryzmat znanych mi polskich reguł. W rezultacie nie byłem ani tam, ani tu, balansowałem zawieszony między dwoma światami.

Teraz, jak się okazuje, jestem już w Kanadzie w pełni obecny i zaczynam wspominać moje dzieciństwo z innej perspektywy i w innym języku. Innym, ale jednocześnie wcale nie obcym. Zdumiewające. Żyłem w teraźniejszości i robiłem plany na przyszłość, ale Polska pojawiała się w moich myślach coraz bardziej sporadycznie. (…)

Nie odczuwałem już żadnych barier językowych, byłem częścią dużej, kosmopolitycznej paczki znajomych, w pełni angażowałem się w działalność szkolnych klubów i mogę nieskromnie powiedzieć, że byłem jednym z najpopularniejszych uczniów w St. Joe’s. Moje polskie pochodzenie stało się atutem. To, że w jakimś stopniu odróżniałem się od innych, było odbierane przez moje koleżanki i kolegów jako wartość. Na przerwach i w czasie lunchu widywałem polskich uczniów, ale zauważyłem, że hermetycznie się ze sobą trzymają i niekoniecznie mają ochotę integrować się z rówieśnikami, więc mnie do nich nie ciągnęło. Owszem, czasami dosiadałem się do nich w stołówce, ale wolałem przebywać z moimi znajomymi – nie czułem już, że muszę koniecznie spędzać z kimś czas tylko dlatego, że ten ktoś, podobnie jak ja, jest z Polski. Już nie byłem „nowy”, byłem u siebie, w swoim mieście, wśród swoich znajomych.(…)

Nie zawsze byłem w stanie dogadywać się z mamą tak jak dawniej. Im bardziej stawałem się „Kanadyjczykiem”, im bardziej pochłaniał mnie nowy świat, tym częściej pojawiały się między nami napięcia i sprzeczki. Mama wymagała ode mnie, bym ciągle zajmował się Adamem, tymczasem ja miałem szesnaście lat i chciałem żyć po swojemu. Ona regularnie wracała myślami do Polski, podczas gdy ja ten etap miałem już za sobą. Jest to typowy dylemat wielu imigranckich dzieci – albo jest się niewystarczająco kanadyjskim, żeby pasować do otoczenia poza domem, albo zbyt kanadyjskim dla swoich polskich rodziców, którzy często przez całe życie na obczyźnie pozostają w tej pierwszej fazie tęsknoty za ojczyzną. Gdy widzą, jak ich dzieci się asymilują, miewają poczucie winy, że zawiedli, bo powinni bardziej kultywować w nich polskość i przywiązanie do rodzimej tradycji. W moim przypadku wsiąkanie w kanadyjskie społeczeństwo i kulturę było przyspieszone, bo wychowywała mnie samodzielna matka, która ze względu na pracę często była nieobecna.

Książkę Pozdrów Reagana kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Pozdrów Reagana
Agatha Rae 0
Okładka książki - Pozdrów Reagana

W 1982 roku, trzynastoletni gdynianin Tomasz Łukaszuk, wraz z rodziną, dostaje tydzień, by spakować całe swoje życie do jednej walizki, opuścić Polskę...

Wydawnictwo
Autor