Wszystko jest możliwe! „Pozdrów Reagana" Thomasa A. Lukaszuka i Agathy Rae

Data: 2026-02-06 12:39:19 | Ten artykuł przeczytasz w 6 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

W 1982 roku, trzynastoletni gdynianin Tomasz Łukaszuk, wraz z rodziną, dostaje tydzień, by spakować całe swoje życie do jednej walizki, opuścić Polskę i wyjechać do zupełnie sobie obcej Kanady.

Trzydzieści lat później, już jako Thomas Lukaszuk, zostaje wicepremierem prowincji Alberta, pierwszym Polakiem w historii na takim stanowisku.

Emigrant, aktywista, polityk, zakochany w obydwu swoich ojczyznach udowadnia jedno – wszystko jest możliwe.

„Pozdrów Reagana" Thomasa A. Lukaszuka i Agathy Rae grafika promująca ksiązkę

Do lektury książki Thomasa A. Lukaszuka i Agathy Rae Pozdrów Reagana zaprasza Axis Mundi. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Pozdrów Reagana:

Grudniowa noc. Mama szyje, jak zawsze. Wracam ze szkoły – szyje. Leżę w łóżku, wciśniętym w kąt małej kuchni naszej kawalerki – szyje. Stukot maszyny i chrobot nożyc, krojących materiał rozłożony na sosnowym stole, to dźwięki najmocniej definiujące moje dzieciństwo spędzone w Gdyni. Mama ma czarnego Singera zdobionego złotymi literami. Na słuch potrafię rozpoznać, którego ściegu właśnie używa; prosty brzmi zupełnie inaczej niż zygzakowaty. Grudzień to wyjątkowo obłożony miesiąc, wiele klientek zamawia nowe stroje na święta i sylwestra.

Jest sobotni wieczór, jedyny w tygodniu, kiedy mogę kłaść się później. Adam, mój młodszy brat, już dawno śpi, ale ja czytam. Regularnie chodzę do biblioteki na ulicy Warszawskiej, niedaleko naszego bloku, i wypożyczam wszystkie książki marynistyczne, jakie tylko mają. Pani bibliotekarka zna bardzo dobrze moje upodobania, za każdym razem poleci coś ciekawego. Czasami, gdy miasto spowija mgła, a ja akurat zatracam się w lekturze, sygnały nautofonu stają się idealnym tłem dla historii, które właśnie pochłaniam. Nautofon swoim niskim dudnieniem wypełnia gdyński port po same brzegi, powiadamia nawigatorów o potencjalnym zagrożeniu, a statki, niczym grająca w tle orkiestra, akompaniują tym basowym koncertom. Uwielbiam ten moment, gdy wdziera się do naszego mieszkania, tworząc naturalną ścieżkę dźwiękową do czytanej przeze mnie powieści. Jeden ryk oznacza, że należy mijać się lewą burtą, dwa, że z prawą, trzy – że statek powinien zawrócić.

Odkładam książkę i szykuję się do snu. Mieszkanie nadal wypełnia turkoczący odgłos maszyny do szycia. (…)

– Tomek! Tomek, wstawaj! – Mama potrząsa moją ręką. Mówi stanowczo, ale cicho, żeby Adam się nie obudził. Już niedziela? Niemożliwe. – Meble się trzęsą, chodź szybko, pomóż mi!

Faktycznie, biblioteczka i szafka ze szklanymi drzwiczkami, za którymi stoją bardziej okazałe naczynia i kryształowe kieliszki, a także pamiątki ojca z rejsów, całe drżą. Za oknem słychać złowrogie dudnienie i ryk ciężkich pojazdów. Spoglądam na zegarek – dwadzieścia minut po północy. Co się u licha dzieje?!

Zostawiamy mojego brata w mieszkaniu i wychodzimy na korytarz, na którym zastajemy tłum, na klatkę wyszli chyba wszyscy sąsiedzi. Już wiemy, dlaczego wszystko się trzęsie – ulicą jadą kolumny czołgów i pojazdów opancerzonych! Obserwujemy je przez okienka na klatce schodowej. Wojna?!

(…)

Gdy wyjadę z Polski, najbardziej będzie mi brakowało Bałtyku.

Stan wojenny trwa już kilka miesięcy. Jest chłodny, deszczowy dzień, a ja spaceruję po plaży. Niedaleko mnie piętrzą się stojaki z ułożonymi na nich do góry dnem kolorowymi łódkami z drewna lub z włókna szklanego. Kucam pod nimi, żeby schronić się przed pluchą, i patrzę na niespiesznie sunące po morzu fale. W oddali słyszę przekomarzające się jak zwykle mewy. Nieraz z kumplami kupujemy sobie smażoną flądrę, pałaszujemy ją z tekturowego talerzyka, zagryzając kawałkiem chleba i popijając cytrynadą z przekłutego słomką foliowego woreczka.

Zejście ojca ze statku uruchomiło zegar, który swoim głośnym tykaniem bezlitośnie odmierza koniec mojego życia w Gdyni. Czy kiedyś jeszcze zobaczę moje miasto? Czy jeszcze tu wrócę? Tak bardzo nie chcę wyjeżdżać! (…)

Gdynia to miasto zanurzone w słonej, morskiej mgle. Jego zapach to dla mnie zapach domu. Czasami wiatr przynosi ze sobą przykrą woń bunkrowanego, okrętowego paliwa czy mączki rybnej, która jest akurat przeładowywana w porcie, ale jednak na co dzień zapach mojego miasta jest czysty i odświeżający. To powietrze przewiewa głowę, pozwala zebrać myśli. Chłonę wszystko, co mnie otacza, staram się zapamiętać każdy szczegół. Nie tylko miejskiej plaży, ale w ogóle całej Gdyni – parki, ulice, pomniki, towarzyszący mi codziennie miejski krajobraz, który znam tak dobrze i który kocham. Nie umiem sobie wyobrazić, jak bardzo będę za tym wszystkim tęsknił, jak będzie mi tego brakowało.(…)

Mama mówi, że w Kanadzie czeka nas lepsze życie, ale skąd ma to wiedzieć, przecież też nigdy tam nie była! Jakim cudem gdziekolwiek może być lepiej niż w domu, nawet z tym komunizmem, niedostatkami wszystkiego i w malutkim mieszkaniu? Wcale nie chcę wyjeżdżać z Polski, tu jest moje życie, tu jestem szczęśliwy. Krewni i niektórzy wtajemniczeni pocieszają, że to będzie dla nas nowy początek, a przecież taki nowy początek oznacza koniec czegoś, co było przed nim. I ciągle mówią o tym, co tu za sobą zostawimy, jakby to wszystko nie miało żadnego znaczenia. Tu jest szaro i smutno, tam będzie kolorowo i wesoło. Nikt nie bierze pod uwagę bólu, jaki towarzyszy zakończeniu dosłownie wszystkiego, co miało do tej pory jedyny znany mi sens życia.

W Polsce jest się bardziej obywatelem swojego miasta niż kraju. Mieszka się w nim najczęściej całe życie, ma się tu krewnych i przyjaciół. Aż trudno mi uwierzyć w to, że nie zobaczę więcej ani babci, ani dziadka, że już nigdy z nim nie pomajsterkuję, że nie nauczy mnie naprawiać kolejnych rzeczy. Już się z nimi pożegnaliśmy, trochę na wyrost, bo nie wiemy, kiedy dokładnie będziemy wyjeżdżać, to może się wydarzyć dosłownie z dnia na dzień.

Dziadek płakał. Kazał obiecać, że będę dbał o mamę. I chociaż wiedział, że jedziemy do Kanady, nie do Stanów Zjednoczonych, uśmiechnął się przez łzy i poprosił żartobliwie:

– Pozdrów ode mnie Reagana.

Książkę Pozdrów Reagana kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Pozdrów Reagana
Agatha Rae 0
Okładka książki - Pozdrów Reagana

W 1982 roku, trzynastoletni gdynianin Tomasz Łukaszuk, wraz z rodziną, dostaje tydzień, by spakować całe swoje życie do jednej walizki, opuścić Polskę...

Wydawnictwo
Autor