„Mensa" znaczy „durna". Fragment książki „Ukryty geniusz"

Data: 2020-03-18 11:02:35 Autor: Piotr Piekarski

Co by było, gdy twój poziom inteligencji okazał się wyższy, niż ci się wydaje? Czy w twojej głowie kryje się geniusz, który tylko czeka, żeby się ujawnić? A może chciałbyś zażyć pigułkę, która zwiększy twój potencjał intelektualny?

Obrazek w treści

Badacze na całym świecie pracują nad sposobami poprawy działania naszego mózgu, byśmy stawali się coraz bystrzejsi i zdolni do większej koncentracji. W swojej książce Ukryty geniusz David Adam, autor bestsellera Człowiek, który nie mógł przestać. Opowieści o nerwicach natręctw, próbuje odpowiedzieć na pytania: Czym jest inteligencja? W której części mózgu się znajduje? I przede wszystkim: Czy można ją zmienić i ulepszyć?

Czytaj także: Jak stać się bardziej inteligentnym? Ciekawostki na temat mózgu

Autor na własnej skórze przekonuje się o skuteczności rewolucyjnych „pigułek na rozum” i elektrostymulacji, opowiada o mrocznych dziejach testów na inteligencję oraz spotyka się z sawantami i hakerami mózgów. W ironiczny sposób opisuje też Mensę, której jest członkiem, bezlitośnie obnażając słabości tej instytucji.

„Ukryty geniusz" to przystępnie napisana publikacja i bardzo interesujące wprowadzenie do literatury naukowej.

- recenzja książki „Ukryty geniusz".

David Adam zadaje poważne pytania o to, czy i w jaki sposób nauka powinna klasyfikować ludzi ze względu na inteligencję oraz jak daleko można się w posunąć w próbach podnoszenia poziomu inteligencji. Do lektury książki Ukryty geniusz zaprasza Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy jej premierowy fragment, w którym autor odpowiadał na pytanie, czy mózg może nas uleczyć? Dziś czas na kolejny fragment książki: 

W meksykańskim slangu słowo mensa znaczy „durna”. Dla większości z nas jest ono jednak wyłącznie nazwą międzynarodowego stowarzyszenia osób z wysokim IQ. Mensa oferuje członkostwo w swoich szeregach ludziom o najwyższym IQ, którzy stanowią 2 procent ludzkości. Według najczęściej stosowanej skali pomiaru są to osoby o IQ powyżej 130. Mensa oczywiście nie wyraża tego w tak prostej formie. Woli „inteligentniejsze” kryterium, zgodnie z którym jej członek musi udowodnić, że pod względem intelektualnym jest na poziomie 98 percentyla. Według szacunków Mensy, na każdych dwóch członków tej organizacji przypada 98 osób za mało inteligentnych, aby móc do niej wstąpić.

W Wielkiej Brytanii żyje ponad milion osób, których iloraz inteligencji wynosi 130 lub więcej. W 2016 roku brytyjski oddział Mensy zrzeszał 21 tysięcy członków. Jak widać, nie każdy człowiek z wysokim IQ chce należeć do stowarzyszenia osób z wysokim IQ. Można więc śmiało uznać, że kilkanaście osób, które spotkałem na jednym z londyńskich uniwersytetów w pewien niedzielny poranek w 2015 roku, należało do wyjątków, ponieważ wszystkie chciały zostać członkami Mensy. Niektóre były wręcz zdesperowane.

Stawiliśmy się tam wszyscy, żeby przystąpić do testu kwalifikacyjnego, który stowarzyszenie przeprowadza co miesiąc podczas sesji organizowanych w dziesiątkach ośrodków w całym kraju. Wszyscy poza mną chcieli zostać członkami. Ja chciałem poznać mój iloraz inteligencji, zanim zacznę testować na sobie techniki zwiększania zdolności poznawczych.

Czekając na korytarzu na wezwanie do zajęcia miejsc w sali egzaminacyjnej, zachowywaliśmy milczenie, częściowo z powodu tremy przed tym, co nas czeka za zamkniętymi drzwiami, gdzie mężczyzna i kobieta w średnim wieku rozkładali arkusze egzaminacyjne na ustawionych w rzędach jednoosobowych stolikach. Ale głównie ze względu na wielkie napisy PROSIMY O CISZĘ, TRWA EGZAMIN. W sąsiednich salach, do których udało mi się zajrzeć, widziałem studentów zdających rozmaite testy pisemne. Zakładałem, że były o wiele ważniejsze od naszego, dopóki rozmawiając szeptem z osobami ubiegającymi się o członkostwo w Mensie, nie uświadomiłem sobie, że dla niektórych z nich nasz test był także niezwykle ważny.

Wyglądający na mocno zdenerwowanego uczeń pragnął zamieścić informację o członkostwie w Mensie w swoim CV dołączonym do podania o przyjęcie na studia. Młoda dziewczyna oświadczyła, że podjęła wyzwanie rzucone przez rodzinę: jej ojciec, matka i starsze rodzeństwo byli już członkami, a teraz przyszedł czas, aby i ona dowiodła, że jest tego godna.

Kiedy zajęliśmy miejsca w sali, okazało się, że mamy do wypełnienia po dwa odrębne arkusze egzaminacyjne. Każdy składał się z serii zestawów pytań wielokrotnego wyboru, na które należało odpowiedzieć w ściśle określonym czasie. Pytań było za dużo, żeby można było w wyznaczonym czasie odpowiedzieć na wszystkie – z mniej więcej trzydziestoma pytaniami należało się uporać, powiedzmy, w trzy czy cztery minuty. Nie opłacało zastanawiać się nad nimi zbyt długo. Równocześnie jednak każde pytanie było trudniejsze od poprzedniego, więc opuszczenie któregoś i przejście do następnego także nie wydawało się dobrym pomysłem.

Zadania z pierwszego arkusza dotyczyły symboli i kształtów – należało wybrać niepasujący element, ułożyć elementy we właściwej kolejności, obrócić we wskazanym kierunku. Dokładnie takich układanek się spodziewałem. Ale były naprawdę trudne. Przebrnąłem zaledwie przez dwie trzecie pierwszego zestawu pytań, kiedy pilnująca nas blondynka oznajmiła, że czas minął. Kiedy nie patrzyła, zaznaczyłem odpowiedź A pod wszystkimi pozostałymi pytaniami. Pomyślałem sobie, że przecież i tak zamierzam później korzystać z technik zwiększania zdolności kognitywnych, co będzie swego rodzaju oszustwem, uznałem więc, że jestem usprawiedliwiony.

Na kolejne zestawy pytań odpowiadałem już szybciej, ale wcale nie miałem wrażenia, że idzie mi lepiej. Wszystkie te kropki, kreski, kwadraty, trójkąty i polecenia, co z nimi robić, stały się dla mnie po prostu jakimś obcym, niezrozumiałym językiem.

Pierwsza część egzaminu dobiegła końca. Ponieważ nie potrafiłem odczytać wyrazu twarzy pozostałych osób, nie mogłem ocenić, czy moja reakcja – ulga i szok – była typowa. Z naszej wcześniejszej rozmowy wywnioskowałem, że co najmniej dwie z nich już kiedyś podchodziły do testu, lecz bez powodzenia. Pomyślałem, że gdybym wiedział, czego mogę się spodziewać, z pewnością byłoby mi łatwiej.

W drugim zestawie pytań miejsce symboli zajęły słowa. Schemat był taki sam – zestawy pytań wielokrotnego wyboru o rosnącym stopniu trudności, na które należało odpowiedzieć w określonym czasie – ale tym razem zadania dotyczyły języka. Niektóre słowa należało zdefiniować, inne umieścić w kontekście lub zastosować prawidłowo, uzupełniając zdania i akapity. Ta część o wiele bardziej mi odpowiadała. W ciągu blisko dwudziestoletniej kariery dziennikarskiej napisałem, zredagowałem, wykonałem korektę lub przygotowałem wstępną wersję, lekko licząc, jednego artykułu prasowego dziennie. Powiedzmy, że było ich 250 rocznie, a zatem łącznie około 5 tysięcy. Po tysiąc słów w każdym? Oznacza to, że przez mój mózg przeszło 5 milionów słów, które były sortowane, weryfikowane, odrzucane, sprawdzane pod względem poprawności pisowni, wymieniane, usuwane, ponownie wprowadzane i wreszcie używane. I to wszystko tylko w godzinach pracy.

Zadania w teście Mensy z zakresu języka nie były łatwe, ale możliwe do rozwiązania. Czy „odrębny” to odpowiednik znaczeniowy słowa „niepowiązany” czy „niepołączony”? Albo „uchylać się” – czy jest to synonim słów „unikać”, „omijać”, czy raczej „umykać”? Miałem wrażenie, że używam innej części mózgu niż wówczas, kiedy odpowiadałem na pytania z pierwszego arkusza egzaminacyjnego. Zamiast zaczynać od wyeliminowania niewłaściwych odpowiedzi, jak w zadaniach z symbolami, co pozwala zrozumieć, czemu zajmowało mi to tak dużo czasu, znacznie częściej od razu wybierałem rozwiązanie, właściwe słowo. Jeden z testów lingwistycznych ukończyłem nawet przed czasem i, odkładając długopis, zastanawiałem się, jak radzi sobie z tą częścią egzaminu dziewczyna, która przyjęła wyzwanie swojej rodziny należącej już do Mensy. Nie miałem pewności, ale sądząc po akcencie, mog­ła być Niemką z pochodzenia. Zabrakło okazji, by spytać ją o to po egzaminie, ale – jak wywnioskowałem z pogawędek z innymi uczestnikami oraz podsłuchanych rozmów – byłem wyjątkiem. Wszyscy pozostali twierdzili zgodnie, że druga część była znacznie trudniejsza. Żegnając się z nimi, zachowałem swoje 5 milionów słów dla siebie. Nawiasem mówiąc, egzamin kosztował 25 funtów. W przypadku porażki forsy nie zwracano. (…..)

Krytycy testów IQ, a jest ich niemało, chętnie przywołują argument, że próba zredukowania niezliczonych zdolności i potencjału człowieka do jednej liczby jest po prostu śmieszna. Mają rację, ale rzecz w tym, że nie wiadomo, z kim tak naprawdę się spierają. Niesłychanie trudno bowiem znaleźć kogoś, kto w pełni rozumie ideę testów IQ, kto głęboko wierzy, że powinno się je stosować w celu określania poziomu ludzkiej inteligencji.

Są też malkontenci, którzy kwestionują samą ideę ilorazu inteligencji. Z reguły uaktywniają się w sekcjach komentarzy pod zamieszczanymi w internetowych wydaniach gazet artykułami o genialnych nastolatkach, które osiągają nadzwyczajne wyniki w testach na inteligencję. Owi domorośli eksperci utrzymują, że testy IQ wcale nie mierzą poziomu inteligencji, a przynajmniej nie tej prawdziwej. Jak się jednak przekonamy, określenie, czym jest inteligencja, nastręcza dostatecznie dużo problemów, nawet bez równoczesnego dociekania, czym ona nie jest.

W odniesieniu do pewnej kwestii zastrzeżenia krytyków są słuszne: jedyne, co na pewno możemy powiedzieć o IQ danej osoby, to że odzwierciedla on wynik, jaki osiągnęła w teście na inteligencję. Kontynuując to rozumowanie cyrkularne, możemy stwierdzić z pełnym przekonaniem, że testy IQ są dobrym sposobem mierzenia ilorazu inteligencji jednostki. Ale przecież nie o to chodzi. IQ nie ma być miarą jednostkowych zdolności umysłowych, lecz ma służyć porównywaniu różnic w owych zdolnościach. Z reguły lepsze wyniki testów IQ rzeczywiście wskazują na wyższy poziom osiągnięć jednostki i jej lepsze funkcjonowanie w świecie.

Przede wszystkim – co zresztą nie powinno zaskakiwać, wziąwszy pod uwagę pisemną formę większości testów na inteligencję – uczniowie i studenci z wyższym IQ poświęcają więcej czasu na naukę i zdobywają lepsze oceny. Czy jednak takie osoby dysponują tylko wiedzą książkową i kiepsko sobie radzą z wyzwaniami codzienności? Wydaje się, że tak nie jest – związek IQ z osiągnięciami uwidacznia się także w sferze zawodowej. Pracownicy, którzy w opinii zwierzchników i kolegów osiągają najlepsze wyniki jako podwładni i menedżerowie, przeważnie mają IQ powyżej przeciętnej. Reguła ta odnosi się do wszystkich sektorów, od wymagających najwyższych kwalifikacji zawodów umysłowych po nieskomplikowane prace fizyczne. Szczególnie wyraźnie widać tę prawidłowość w wojsku, gdzie rekruci z wyższym IQ radzą sobie lepiej podczas szkolenia.

Istnieje także wyraźny związek między sprawnością intelektualną a dochodami, jako że ludzie z wysokim ilorazem inteligencji przeważnie lepiej zarabiają. Są także zdrowsi. Co się dzieje z tymi genialnymi nastolatkami, o których rozpisuje się prasa? W dorosłym życiu rzadziej cierpią na nadciśnienie i choroby serca, rzadziej dotykają ich otyłość i choroby psychiczne wymagające leczenia szpitalnego. Ich życie będzie najprawdopodobniej dłuższe. Jak wykazują niektóre badania, stosunkowo niski iloraz inteligencji stanowi taki sam czynnik ryzyka przedwczesnego zgonu jak palenie papierosów.

To nie wszystko. Istnieje bezpośredni związek między wysokim ilorazem inteligencji a kreatywnością, uzdolnieniami muzycznymi, zgłaszaniem patentów i zdobywaniem nagród za dokonania artystyczne. Im wyższe jest IQ danej osoby, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że będzie ona mieć rasistowskie lub seksistowskie poglądy. Ludzie z wyższym ilorazem inteligencji rzadziej bywają religijni, częściej natomiast interesują się polityką. Są także mniej tolerancyjni wobec postaw autorytarnych. Jest wśród nich najwięcej, jak mógł­by to określić któryś ze wspaniałych generatorów obelg, tak popularnych na amerykańskich prawicowych portalach internetowych, jarających zioło, nieszanujących flagi, wegetujących w hippisowskich komunach, szkalujących „naszych chłopców w mundurach”, marnotrawiących pieniądze podatników, przytulających drzewka, pieprzących Hollywood, totalnie liberalnych lewaków.

Warto jednak dodać, że mimo dającego się zaobserwować związku między IQ a szeroko pojmowanym sukcesem życiowym – dobrymi stopniami, wyższymi zarobkami, lepszym stanem zdrowia – istnieją zawody, w których wysoki poziom inteligencji może przeszkadzać w karierze. Jednym z nich – a zarazem niewyczerpanym źródłem dowcipów – jest zawód funkcjonariusza policji w Stanach Zjednoczonych. W 1999 roku jednemu z kandydatów ubiegających się o przyjęcie do policji w stanie Connecticut oznajmiono, że jego kandydatura została odrzucona, ponieważ osiągnął zbyt wysoki wynik w policyjnym teście na inteligencję.

Potencjalni przełożeni obawiali się, że Robert Jordan, który miał dyplom z literatury angielskiej, szybko się znudzi pracą w policji i poszuka sobie bardziej wymagającego intelektualnie zajęcia, marnując w ten sposób pieniądze zainwestowane w jego szkolenie. Jordan zaskarżył tę decyzję, ale przegrał w sądzie, ponieważ uznano, że nie był ofiarą dyskryminacji. Zdaniem sądu policja miała pełne prawo odrzucać kandydatów, którzy osiągnęli zbyt wysoki – a także zbyt niski – wynik testu kwalifikacyjnego. Jordan podjął pracę w służbie więziennej.

Wynik mojego egzaminu do Mensy trafił do naszej skrzynki na listy po paru tygodniach. Ponieważ słowo „Mensa” było doskonale widoczne przez cienką kopertę, moja żona, nie zwlekając, „otworzyła list przez pomyłkę”. Zadzwoniła do mnie do pracy, żeby przekazać mi złe wieści.

 – Ha! Zdałeś. Wiedziałam, że tak będzie.

To okropne. Jak miałbym skorzystać z technik zwiększania zdolności poznawczych, żeby wkręcić się do Mensy, skoro właśnie się do niej zakwalifikowałem?

A potem oszołomiła mnie druga myśl. Zdałem test; naprawdę nadawałem się do Mensy. Poczułem przypływ dumy, a zaraz potem ogarnęło mnie uczucie wstydu. Podzieliłem się radosną nowiną z kolegą z pracy i niemal natychmiast zdałem sobie sprawę, że nie da się powiedzieć ludziom, że jest się członkiem Mensy, i nie zostać automatycznie uznanym za zarozumialca i dziwaka. Skąd wiadomo, że gość, którego spotykasz na imprezie, należy do Mensy? Sam ci to powie.

Co teraz? Przyszło mi do głowy, że być może będę musiał wyżej ustawić poprzeczkę. Mensa przyjmuje ludzi, którzy zgodnie z jej standardami zaliczają się do 2 procent ludzkości – jedną osobę na pięćdziesiąt – ale istnieją przecież inne, znacznie bardziej ekskluzywne kluby dla superinteligentnych. Członkowie owych elitarnych grup zapewne patrzą na tych z Mensy z góry i uważają ich za nieco tępawych.

Mniej niż połowa członków Mensy dostałaby się na przykład do Top One Percent Society (TOPS). A mniej więcej co dziesiąty członek TOPS zakwalifikowałby się do One-in-a-Thousand Society. Powyżej tego pułapu nazwy organizacji stają się tak bardzo enigmatyczne, że nie bardzo wiadomo, jak je wymawiać.

Istnieją więc Epida Society, Milenija, STHIQ Society i Ludomind. Szeregi Universal Genius Society może zasilić tylko jedna na 2330 osób, a Ergo Society – jedna na 31 500. Natomiast członkostwo w Mega Society może uzyskać jedna osoba na milion. A w Giga Society? Jedna na miliard, co oznacza, że – statystycznie rzecz biorąc – tylko siedem osób na planecie reprezentuje wystarczająco wysoki poziom intelektualny, by zostać jej członkiem. Miejmy nadzieję, że o niej słyszały. Jeżeli znacie kogoś takiego, koniecznie mu o niej powiedzcie.

Miejsce na szczycie w hierarchii tych organizacji uzurpuje sobie samozwańcze Grail Society, które ustaliło tak surowe kryteria – spełnia je jedna na 76 miliardów osób – że jak dotąd nie ma ani jednego członka. Na czele stowarzyszenia stoi holenderski gitarzysta Paul Cooijmans. Twierdzi on, że około 2 tysięcy osób próbowało już bez powodzenia wstąpić do jego organizacji. „Zapewniam, że nikt nawet się nie zbliżył do zadowalającego wyniku”.

Przyjrzałem się dokładniej moim wynikom testu Mensy. Miałem rację. Nie zaliczyłem pierwszej części. Ale Mensa także się nie pomyliła, ponieważ zgodnie z regulaminem organizacji wcale nie musiałem jej zaliczyć. Aby wstąpić do Mensy, wystarczy zdać tylko jedną z dwóch odrębnych części egzaminu. A mój wynik testu językowego był wystarczająco wysoki.

W pierwszym teście sprawdzającym poziom inteligencji niewerbalnej – nazywanym bardziej prawidłowo testem culture fair – uzyskałem 128 na 183 punkty, co sytuowało mnie na poziomie 96 percentyla – całkiem wysoko, ale za nisko dla Mensy. W drugim, językowym – inaczej teście Cattella III B – zdobyłem 154 na 161 punktów.

Jak dowiedziałem się z listu od Mensy, wynik ten odpowiadał 98 percentylowi. A zatem, jeśli tylko chciałem, mogłem wstąpić do Mensy. Musiałem tylko wpłacić wpisowe w wysokości 50 funtów.

Pomyślałem: czemu nie? Teraz, kiedy mam już dokładne wyniki testu na inteligencję, będę mógł przeprowadzić mój eksperyment z podnoszeniem sprawności umysłowej zgodnie z planem, a potem ponownie przystąpić do testu Mensy i spróbować poprawić wynik. Po prostu nie przyznam się, że jestem już członkiem organizacji. Ponieważ pierwszy test – który zawiera symbole i weryfikuje myślenie abstrakcyjne – był w moim przekonaniu prawdziwym sprawdzianem naturalnego potencjału umysłowego, uznałem, że moim celem będzie poprawienie wyniku z tego właśnie testu za pomocą technik wspomagania pracy mózgu.

Musiałem jednak uzbroić się w cierpliwość. Podchodząc do testu na inteligencję drugi raz, mamy szansę zdobyć więcej punktów, ponieważ zarówno typ zadań, jak i wymaganych odpowiedzi nie jest już dla nas nowością. Trudno stwierdzić, jak silny jest ów efekt powtórki i po jakim czasie znika. Według części raportów różnica wyników między pierwszym a drugim podejściem do testu może sięgać 10 punktów i efekt ten jest zauważalny przez trzy miesiące, podczas gdy inne doniesienia mówią o sześciu miesiącach. Na wszelki wypadek postanowiłem odczekać rok. Jak się okazuje, było to zgodne z zaleceniem Mensy dla osób, które po pierwszym niepowodzeniu chcą powtórnie spróbować szczęścia.

Pomyślałem więc, że mam mnóstwo czasu na znalezienie pewnego, sprawdzonego sposobu na zwiększenie inteligencji i podniesienie IQ. Jak się jednak okazuje, nie jest to takie proste. Przede wszystkim nie istnieje nawet rzetelna, powszechnie przyjęta definicja inteligencji. Istota inteligencji jest trudna do uchwycenia. Wszyscy znamy to pojęcie, ale większość z nas nie potrafi go sprecyzować. A to oznacza, że mój cel, czyli podniesienie poziomu inteligencji – zwiększenie zdolności kognitywnych – jest równie trudny do zdefiniowania. Czy aby go osiągnąć, wystarczy podwyższyć o parę punktów swój iloraz inteligencji? Kwestia inteligencji jest tematem sporów od dziesięcioleci, a ja mam tylko dwanaście miesięcy, żeby ją zgłębić. Zacznijmy od odwrócenia pytania. Jaki jest poziom twojej inteligencji?

Książkę Ukryty geniusz kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Ukryty geniusz. Pigułki na rozum, hakerzy mózgu i tajemnice ludzkiej inteligencji
David Adam0
Okładka książki - Ukryty geniusz. Pigułki na rozum, hakerzy mózgu i tajemnice ludzkiej inteligencji

Kolejna książka autora bestsellera "Człowiek, który nie mógł przestać". Co by było, gdy twój poziom inteligencji okazał się wyższy...

dodaj do biblioteczki
Autor
Recenzje miesiąca
Dzieci, których nie ma
Renata Piątkowska;
Dzieci, których nie ma
Zamieć
Gabriel Dylan
Zamieć
Raptus
Magdalena Kulus
Raptus
Złodziejka truskawek
Joanne Harris
Złodziejka truskawek
Piętno dzieciństwa
Katarzyna Kielecka;
Piętno dzieciństwa
Indigo
Patrice Lawrence
Indigo
Baba Blaga
Joanna Wachowiak
Baba Blaga
Nasz azyl
Marta Józefczyk
Nasz azyl
Pokaż wszystkie recenzje