Mój tata nie żyje. Fragment książki „Gwiazda i koniczynka"

Data: 2022-05-18 11:33:34 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Gwiazda i koniczynka to pierwszy tom trylogii obyczajowej o tematyce wojennej, bestseller ,,USA Today".

Obrazek w treści

Ariella Bannon nie ma wyboru.

Musi wysłać swoje dzieci, Liesl i Ericha, w daleką podróż.

Inaczej wpadną w ręce nazistów.

Berlin, rok 1939.

Gdy pewnego dnia jej żydowskiego pochodzenia mąż nie wraca do domu, Ariella zdaje sobie sprawę, że musi ukryć dzieci.

Tysiące kilometrów dalej, w Irlandii Północnej, Elizabeth Klein odizolowała się od świata. Straciła męża, a kilka miesięcy później - dziecko. Wie, że nie ma już w niej miłości. Pewnego dnia staje się dla Liesl i Ericha Bannonów całym światem. Razem odkrywają, że wiejskie życie niesie ukojenie, choć niebezpieczeństwa i intrygi czyhają za każdym rogiem, a niektórzy ludzie nie są tymi, za których się podają...

Akcja powieści toczy się na ulicach ogarniętego wojenną pożogą Berlina, w zbombardowanym Liverpoolu, wreszcie w bujnych dolinach półwyspu Ards.

„Gwiazda i koniczynka" to książka, której nie sposób odłożyć.  

Do lektury zaprasza Wydawnictwo Świat Książki. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki:

Rozdział 1

Liverpool, Anglia, rok 1939

Elizabeth odłożyła kopertę i zdjęła okulary. Cienki papier i irlandzkie znaczki zirytowały ją. To najprawdopodobniej znowu ten agent nieruchomości, który próbował sprzedać dom jej matki. Dwukrotnie go już informowała, że nie zamierza tego zrobić, choć nie miała pojęcia dlaczego. Nie planowała wszak nigdy więcej wracać do Irlandii. Jej ojciec od dawna nie żył, a matka odeszła w ubiegłym roku – fruwała teraz zapewne w niebie, zadręczając biednych świętych swoją rozległą wiedzą religijną.

List sprawił, że znów powróciła myślami do małej północnoirlandzkiej wioski, którą nazywała domem… do tego wielkiego, starego, samotnego budynku… do matki.

Margaret Bannon. Filar społeczności w irlandzkim Ballycreggan, w hrabstwie Down, pobożna katoliczka w miejscu naznaczonym głębokimi podziałami. Choć była tak religijna, w jej piersi biło jednak serce z kamienia.

Elizabeth westchnęła. Starała się nie myśleć o matce, wprawiało ją to w rozdrażnienie. Nie zamieniły nawet słowa przez dwadzieścia jeden lat, a potem Margaret zmarła w samotności. Elizabeth włożyła list za zegar; musiała już iść do szkoły. Postanowiła, że przeczyta go później… albo w następnym tygodniu… albo nigdy.

Z fotografii stojącej na toaletce uśmiechnął się do niej Rudi. „Nie ulegaj goryczy, nie bądź jak ona”, zdawał się mówić. Patrząc na jego chłopięcą twarz, zastygłą w bezruchu sepiowej fotografii, na jego mundur królewskiego regimentu, wyobrażała sobie, jak ją strofuje. Był taki dumny, taki podekscytowany, taki cholernie młody. Co wiedział o okropnościach, które go czekały we Flandrii? Co wiedział którykolwiek z nich?

Otrząsnęła się w duchu. Takie myśli w niczym nie pomagały. Rudi już nie żył, a ona nie była swoją matką, lecz sobą. Czyż nie udowodniła tego, sprzeciwiając się jej i wychodząc za Rudiego? Wszystko to zdawało się tak odległe, ale intensywność tamtych emocji wciąż w niej trwała. Poznała, pokochała i poślubiła Rudiego Kleina jako zaledwie osiemnastoletnia dziewczyna. Jej matka, Margaret Bannon, nie kryła przerażenia na myśl, że jej katolicka córka wyjdzie za Żyda; Elizabeth wciąż miała w pamięci to oszałamiające uczucie, gdy się jest młodym i zakochanym. Rudi mógłby być nawet Marsjaninem, jeśli o nią chodziło. Chłopięcy, przystojny, zabawny – sprawiał, że czuła się kochana.

Przeszło jej naraz przez myśl, czy gdyby teraz wrócił w jakiś sposób zza grobu i zjawił się na ulicy, a potem stanął w drzwiach ich małego szeregowca, to czy rozpoznałby mieszkającą w nim kobietę? Jej kasztanowe włosy, zawsze opadające na ramiona, były teraz zebrane w kok z tyłu głowy, a dziewczyna, która niegdyś kochała sukienki, zmieniła się w kobietę ubraną funkcjonalnie i skromnie. Miała trzydzieści dziewięć lat, wiedziała jednak, że może wydawać się starsza. Uchodziła niegdyś za piękność, no w każdym razie nie była koszmarnie brzydka. Rudi powtarzał, że ją kocha, a nawet, że jest piękna.

Włączyła radio, ale znowu mówili o tym, co się dzieje w Europie. Zgasiła odbiornik; trudno było słuchać tego z samego rana. Niezachwianie wierzyła, że wielcy tego świata nie dopuszczą do tego po raz drugi, zwłaszcza po ostatniej krwawej wojnie.

Wszyscy w kółko gadali o jej wybuchu, o tym, co zamierza uczynić Hitler. Więc czy rzeczywiście zapanuje pokój, tak jak obiecywał pan Chamberlain? Wedle tego, co pisano w gazetach, miało być gorzej, nim byłoby lepiej, oczywiście jeśli wierzyć gazetom.

Choć była spóźniona, zdjęła z toaletki zdjęcie. Gładkie czoło jej męża przecinała smuga sadzy; starła ją rękawem swetra i popatrzyła mu w oczy.

– Do widzenia, kochany Rudi. Zobaczymy się później.

Pocałowała szkło, tak jak to robiła każdego dnia.

Jakże inne mogło być jej życie… mąż, rodzina. Tymczasem otrzymała lakoniczny telegram, tak jak wiele innych kobiet podczas tej strasznej wojny, która miała być kresem wszelkich konfliktów zbrojnych. Od dwudziestu lat nosiła w sercu to uczucie rozpaczy. Telegram odebrała od chłopca, który uparcie unikał jej wzroku. Był młodszy od niej najwyżej o kilka lat. Otworzyła depeszę na progu tego samego domu, słowa wyrażające żal rozpływały się przed jej oczami. Pamiętała gwałtowny skurcz w brzuchu, była to reakcja dziecka, która odzwierciedlała jej własną. „Mój tata nie żyje”.

Musieli zaprowadzić ją do domu, pocieszyć; sąsiedzi nie zawiedli pod tym względem. Wiedzieli, że kiedy chłopak wiozący telegram pojawia się na ich ulicy, ktoś będzie potrzebował wsparcia. Tego dnia to była ona… kiedy indziej ktoś inny. Pamiętała krew i wrażenie strasznego ucisku, które skończyły się poronieniem w piątym miesiącu ciąży. Po tylu latach ból fizyczny stępiał do wiecznie obecnego cierpienia duszy.

Odstawiła z czułością zdjęcie na półkę. Jedyne, jakie posiadała. Pod wieloma względami nie przedstawiało Rudiego zgodnie z rzeczywistością; nie był wcale taki szczupły ani atrakcyjny. „Armia brytyjska mnie odświeżyła”, zwykł mawiać z humorem. Ale ona pamiętała go takim, jakim był bez munduru. Najwyrazistsze wspomnienie – siedzieli razem w tej samej kuchni tego dnia, gdy dostali klucz. Pieniądze na kupno domu pożyczył im jego wuj Saul, zamierzali go spłacić.

Pobrali się w urzędzie stanu cywilnego latem 1918 roku, kiedy Rudi przyjechał do domu, otrzymawszy krótką przepustkę z powodu złamanej ręki. Niemalże słyszała matczyne utyskiwania docierające przez Morze Irlandzkie, ale nic ją nie obchodziły. Nie miało żadnego znaczenia, że matka jest przerażona, iż jej córka wychodzi za „Żyda”, jak się uparła go nazywać, albo że Elizabeth odcina się od wszystkiego, czym żyła dotychczas – wszystko to nie miało najmniejszego znaczenia. Kochała Rudiego, a on kochał ją. Nic więcej się nie liczyło.

Włożyła jedyną przyzwoitą sukienkę, jaką miała, i rozpinany sweter – minimalna pensja pomocnicy nauczyciela nie mogła zapewnić nowego ubrania, ale miała to w nosie. W drodze do urzędu Rudi zebrał dla niej bukiet kwiatów, świadkowali im jego kuzyn Benjamin i jego żona Nina. Ben zginął potem nad Sommą, a Nina wyjechała do Londynu do swojej rodziny. Straciły ze sobą kontakt.

Elizabeth z wysiłkiem przełknęła. Zdawało się, że ten żal wciąż ją gdzieś gniecie w krtani. Skurcz żalu wywołany myślą o stracie, bólu i gniewie. W tamtym czasie żal ustąpił przed furią, jeśli miała być szczera. Rudi zginął rankiem 11 listopada 1918 roku w Belgii. Zawieszenie broni już podpisano, ale zaczęło obowiązywać dopiero po jedenastej wieczorem. Po jedenastej jedenastego miesiąca. Wyobrażała sobie, że generałowie musieli dostrzec w tym jakąś wzniosłą symetrię. Tyle że żadnej nie było. Po prostu żałoba ogarnęła więcej ludzi, niż to było konieczne. Straciła go, swego Rudiego, ponieważ ktoś w sztabie pragnął, by kulminacja czterech lat rzezi ładnie się prezentowała na papierze.

Wzdrygnęła się na to wspomnienie. Rankami panował chłód, choć w powietrzu wyczuwało się już wiosnę. Dzieci w jej klasie bezustannie pociągały nosami i pokasływały. Przypomniała sobie wielki stary kominek w szkole państwowej w Ballycreggan, gdzie każde dziecko miało przynieść grudę torfu albo polano do podtrzymania ognia. Żona dyrektora O’Reilly’ego stawiała rankami obok paleniska wielki dzban mleka, by dzieci mogły się napić przed lunchem czegoś gorącego. Elizabeth z radością powitałaby ogień w swojej klasie, niestety, brytyjski system edukacyjny nigdy nie aprobował takich luksusów.

Zerknęła na zegar. Wpół do ósmej. Powinna już wyjść. Wzięła płaszcz i kapelusz, a także ciężką torbę z zeszytami, które sprawdziła poprzedniego wieczoru, a potem wyszła z domu.

Wszędzie panował spokój. Oprócz listonosza, który dostarczał przesyłki po drugiej stronie ulicy, była jedynym człowiekiem w zasięgu wzroku. Lubiła to, owo poczucie samotności, spokój przed nadchodzącą burzą.

Półtorakilometrowy spacer do szkoły traktowała jako ćwiczenie fizyczne i czas na rozmyślania. Zastanawiała się zazwyczaj nad tym, czego będzie uczyć danego dnia albo jak sobie poradzić z dzieckiem sprawiającym problemy – czy też, o wiele częściej, z rodzicem sprawiającym problemy. Była nauczycielką w szkole podstawowej już tak długo, że widziała niemalże wszystko. Kiedy przyjechała do Anglii jako bystra szesnastolatka objąć stanowisko asystentki nauczyciela w katolickiej szkole, odsunęła się nieskończenie daleko od Ballycreggan, od swojej matki, od wszystkiego tego, co dotąd znała.

Słabo już pamiętała studia, dzięki którym przestała być asystentką, a stała się w pełni wykwalifikowaną nauczycielką. Kiedy Rudi zginął, a ona straciła dziecko, pewna miła zakonnica poradziła jej, by zdać egzaminy i zostać nauczycielką, a nie tylko asystentką, a ponieważ mogła w ten sposób zająć czymś udręczony umysł, zgodziła się. Otrzymywała na studiach najwyższe oceny, musiała więc pewnie oddawać się bez reszty nauce, ale niewiele sobie przypominała z tamtych lat. Spowijała je mgła żalu i bólu.

Powieść Gwiazda i koniczynka kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeĹźeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Gwiazda i koniczynka
Jean Grainger4
Okładka książki - Gwiazda i koniczynka

Pierwszy tom trylogii obyczajowej o tematyce wojennej, bestseller ,,USA Today". Ariella Bannon nie ma wyboru. Musi wysłać swoje dzieci, Liesl i Ericha...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo