Pędził jak szalony. Fragment książki „Chirurg" Michała Larka

Data: 2020-02-21 09:51:08 Autor: Sławomir Krempa

Martynka Hemerska obchodzi swoje dwunaste urodziny. W prezencie dostaje króliczka, o którym od lat marzyła. Zachwycona wychodzi narwać mu trawy. Z tego spaceru nigdy już nie wraca. Jej okaleczone i zbezczeszczone ciało zostaje znalezione niedaleko cmentarza na Naramowicach w Poznaniu.

Porucznik Dagmara Madej, zwana Zbójem, oraz jej koledzy z komendy Freddy i Harry rozpoczynają śledztwo, które odsłania wstrząsającą prawdę.

Obrazek w treści

Nowa seria inspirowanych realnymi wydarzeniami thrillerów Michała Larka to zaproszenie w najbardziej mroczne zakamarki umysłu mordercy! Do lektury powieści Chirurg zaprasza Wydawnictwo Oficynka. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach mogliście przeczytać jej premierowe fragmenty. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

Pędził jak szalony. Narastające podniecenie wywoływało w nim złość, którą próbował rozładowywać, pedałując coraz szybciej i szybciej. Najchętniej rozjechałby kogoś na miazgę. W głowie kotłowały mu się obrazy, które ujrzał we śnie. Ciemność, rozkopywanie grobu, martwe kobiece ciało, gwałtowny atak na niego.

Przymrużył oczy, wysunął brodę do przodu i wyobraził sobie, że dotyka nagich, dużych zimnych piersi. Zadrżał.

Zatrzymał się przy bramie i oparł rower o drzewo. Wyjął z siatki kwiaty i położył ją na bagażniku. Spojrzał na zegarek, dobiegała siedemnasta. Uprzytomnił sobie wtedy, że robi się powoli coraz ciemniej. Rozejrzał się wokoło.

Z cmentarza wychodziła jakaś grupka staruszek, które rozmawiały ze sobą o czymś z przejęciem. Do jego uszu dochodziły strzępki zdań: „Pani to rozumie? Wczoraj byliśmy razem z nią w kościele, a dzisiaj ja się dowiaduję, że…”, „Z kolei ona dostała jakiegoś….”, „Pani kochana, ja mam przeszło osiemdziesiąt lat…”.

Podszedł do tablicy z ogłoszeniami i przebiegł po niej wzrokiem. Gdy zobaczył klepsydrę młodej dziewczyny, której grób mu się przyśnił, poczuł, że coś mu piknęło w sercu. Zacisnął szczęki.

Wioletta, Wiola, Wiolunia…

Przepełniało go narastające pożądanie, które musiał jak najszybciej zaspokoić. Poprawił beret na głowie, wbił ręce w kieszenie jesionki. Przymknął oczy, przypominając sobie dziewczynę, którą udało mu się wykraść w lutym. Młodą, cudownie zimną, nieruchomą, posłuszną wszystkim jego zachciankom. Owszem, najadł się przy tym dużo strachu, ale warto było.

Po jego ciele rozlało się przyjemne ciepło. Szkoda, że to takie stresujące – westchnął w myślach. – Świat jest niesprawiedliwy.

– Ma pan ognia, szefie? – nagle jakiś zachrypnięty głos wytrącił go z rozkosznego odrętwienia. Wzdrygnął się i spojrzał na intruza. Był to niski zaniedbany mężczyzna w kufajce i kaloszach. Śmierdziało od niego alkoholem, chyba denaturatem.

– Nie mam.

– Pitolisz pan – oburzył się nieznajomy.

– Sam pan pitolisz – burknął i ruszył w stronę głównej bramy wejściowej.

– Jednego, panie, co panu szkodzi? – usłyszał za plecami.

W odpowiedzi machnął zirytowany ręką. Kiedy przekraczał bramę, poczuł, że serce zaczyna mu szybciej bić. Ruszył energicznie w stronę kapliczki. Doszedłszy do niej, przeżegnał się. Spojrzał na zegarek. Było parę minut po siedemnastej. Poszedł na grób siostry, włożył kwiaty do wazonu, uklęknął na jedno kolano i pomodlił się. Postał jeszcze parę minut i potem zaczął krążyć po cmentarzu w poszukiwaniu grobu Wioletty. W końcu go odnalazł.

Okazało się, że był usytuowany w zupełnie innym miejscu niż to sugerował jego sen. Przymknął oczy i przez chwilę oddawał się rozkosznym fantazjom z młodym martwym ciałem. Przerwała je nagle zimna kropla, która spadła z gałęzi poruszonej przez powiew wiatru. Dokładnie wtedy, gdy włożył penisa między zimne piersi.

Otworzył oczy i westchnął. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie wrócić tu w nocy i nie rozkopać grobu, ale ostatecznie stwierdził, że jest dzisiaj na to zbyt zmęczony. Opuściwszy teren cmentarza, usiadł na ławce, sprawdził, czy nigdzie nie ma penera w kufajce, wyciągnął paczkę klubowych i zapalił. Zaciągnął się mocno. Wypuszczając dym, zerknął w prawą stronę, gdzie majaczyła linia niewielkiego lasku, który stanowił obrzeże rezerwatu przyrody.

Jak on się nazywa? – zastanowił się. Żurawiniec chyba. Zamyślił się. Migawka z przeszłości znowu go pobudziła. Nerwowo dopalił papierosa, a niedopałek rzucił na ziemię. Wstał i przydeptał go. Czuł, że serce wali mu jak młotem. Spojrzał na swoje ręce – drżały. Zerknął na lasek. Oczyma wyobraźni widział, jak podniecony, dyszący, z ogniem w oczach targa martwe ciało kobiety w jego stronę. Co robić? Co robić?

Nagle odniósł wrażenie, że lasek przywołuje go do siebie i jednocześnie obiecuje ponowne spełnienie jego sekretnych marzeń, których nikt nie rozumiał. Wiedział, że nie może się wezwaniu oprzeć. Po prostu musi się tam znaleźć.

Ciężko oddychając, wsiadł na rower i po chwili znalazł się na ścieżce. Zerknął na zegarek, zbliżało się wpół do szóstej. Gdy wystartował energicznie, minął wysokiego rosłego mężczyznę w czarnym płaszczu, a chwilę potem młodą dziewczynę spacerującą z psem. Spojrzał na nią łakomie, ale jechał dalej. Żywe kobiety mają w sobie jakiś feler. Są zbyt swobodne, nie można się z nimi dogadać, robią co, chcą. Mają gdzieś człowieka. Wymagają, żeby za nimi biegać, spełniać ich dziwaczne zachcianki. Zamiast się położyć i leżeć nieruchomo, ciągle gdzieś łażą, gadają bzdurne rzeczy, nie można za nimi nadążyć.

Przyspieszył. Pedałujące stopy same niosły go w stronę lasku. Gdy znalazł się na łące i poczuł powiew wiatru, coś zgrzytnęło. Zwolnił, spojrzał w dół. Boże święty – zasępił się, widząc, że spadł łańcuch. Dlaczego ja mam zawsze pecha? – jęknął w duchu. Dlaczego zawsze coś mi się głupiego przytrafia? Co ja takiego i komu zrobiłem?

Zatrzymał się niepocieszony, mamrocząc pod nosem przekleństwa. Wyciągnął klubowe, wsunął papierosa w kącik ust i zabrał się za naprawę.

– Może pomóc? – usłyszał, gdy po krótkiej szamotaninie udało mu się wreszcie założyć łańcuch.

Drgnął i spojrzał ponuro na intruza, którym był wysoki, szczupły, długowłosy nastolatek. Twarz miał pokrytą paskudnymi krostami, na które żal było patrzeć.

– Już sobie poradziłem, dzięki – burknął.

Chłopak uśmiechnął się i pokiwał głową.

– Mnie też ciągle spada łańcuch – rzucił. Najwyraźniej miał ochotę na pogawędkę.

– Muszę lecieć, przepraszam.

– Do lasku? – zdziwił się nastolatek. – O tej porze?

Zignorował to pytanie, wsiadł na rower i wymamrotał, że musi jechać. Z wielkim impetem ruszył w stronę lasku, który coraz mocniej przyciągał go do siebie obietnicą rozkoszy. Wielkiej, choć grzesznej i zakazanej rozkoszy.

Książkę Chirurg kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Chirurg
Michał Larek9
Okładka książki - Chirurg

Okrutna cena mrocznych żądz. Martynka Hemerska obchodzi swoje dwunaste urodziny. W prezencie dostaje króliczka, o którym od lat marzyła...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Szczęśliwy zegar z Freiburga
Robert M. Rynkowski
Szczęśliwy zegar z Freiburga
Czarny Bałtyk
Maciej Paterczyk
Czarny Bałtyk
Ślady. Rudy warkocz
Katarzyna Kielecka
Ślady. Rudy warkocz
Wszyscy jesteśmy kosmitami
Krzysztof Kochański
Wszyscy jesteśmy kosmitami
Dobry od listopada
Mariusz W. Kliszewski
Dobry od listopada
Jak zdobyć supermoce
Ewa Martynkien
Jak zdobyć supermoce
Na wieki wieków Pani Amen
Bianka Kunicka - Chudzikowska
Na wieki wieków Pani Amen
Zmarnowany rozsądek
Izabela Grabda
Zmarnowany rozsądek
Apokalipsy według Joanny
Anna Robak-Reczek
Apokalipsy według Joanny
Wielki Post i Wielkanoc. Przewodnik
Christian Albini, Asunta Steccanella
Wielki Post i Wielkanoc. Przewodnik
Pokaż wszystkie recenzje