Co ja tu robię? „Chirurg" – nowy thriller Michała Larka

Data: 2020-02-06 10:55:13 Autor: Sławomir Krempa

Martynka Hemerska obchodzi swoje dwunaste urodziny. W prezencie dostaje króliczka, o którym od lat marzyła. Zachwycona wychodzi narwać mu trawy. Z tego spaceru nigdy już nie wraca. Jej okaleczone i zbezczeszczone ciało zostaje znalezione niedaleko cmentarza na Naramowicach w Poznaniu.

Porucznik Dagmara Madej, zwana Zbójem, oraz jej koledzy z komendy Freddy i Harry rozpoczynają śledztwo, które odsłania wstrząsającą prawdę.

Obrazek w treści

Nowa seria inspirowanych realnymi wydarzeniami thrillerów Michała Larka to zaproszenie w najbardziej mroczne zakamarki umysłu mordercy! Do lektury powieści Chirurg zaprasza Wydawnictwo Oficynka. Dziś w naszym serwisie prezentujemy jej premierowe fragmenty: 

Nagle zahaczył o coś nogą. Syknął gniewnie, ale utrzymał równowagę. Wyciągnął z kieszeni spodni chustkę i wytarł nią spocone czoło. Mimo jesiennego chłodu, było mu bardzo gorąco. Ze zdziwieniem zorientował się, że jest zdyszany. Biegłem – pomyślał. Ale dlaczego?

Schował mokrą chustkę i rozejrzał się wokół siebie. Miał wrażenie, że ktoś dla makabrycznego żartu uśpił go podstępnie, a potem wyrzucił w jakimś dziwnym i pogrążonym w ciemnościach miejscu. Przetarł oczy. zdezorientowany Nie miał bladego pojęcia, gdzie się znajduje.

Gdy wytężył wzrok, dostrzegł tlące się gdzieniegdzie światełka. Zaintrygowany ruszył przed siebie, żeby po chwili ze zdziwieniem stwierdzić, że źródłem tych wątłych światełek są… znicze ustawione na nagrobkach.

Przystanął.

Gdy doszło w końcu do niego, że znajduje się na cmentarzu, cofnął się o krok. Wtedy na szyi poczuł muśnięcie. Odwrócił się gwałtownie, czując, że oblewa go fala gorąca.

To była gałązka jakiegoś krzewu.

Pokręcił głową i omiótł wzrokiem okolicę. Powoli przyzwyczajał się do ciemności, którą próbował przejrzeć na wylot. Zobaczywszy znajomy zarys kapliczki oświetlonej mizernym światłem lekko wygiętej lampy, uprzytomnił sobie, że jest na swoim ulubionym naramowickim cmentarzu.

– Co ja tu robię? – szepnął, odzyskując jednocześnie wewnętrzny spokój. Sięgnął do kieszeni skórzanego płaszcza i wydobył z niej latarkę. Zapaliwszy ją, ponownie ruszył przed siebie. W trakcie niespiesznego marszu zaczął udzielać się mu całkiem przyjemny nastój. Gdy minął kapliczkę i wkroczył w jedną z alejek, zanucił Kawiarenki. Szedł coraz pewniejszym krokiem, oświetlając z zainteresowaniem mijane obiekty. W końcu zatrzymał się przy nagrobku położonym pod wysokim rozłożystym drzewem. Wbił wzrok w marmurową płytę, do której przytwierdzono wizerunek uśmiechniętej dziewczyny. Przyklęknął, przeżegnał się, zmówił Ojcze nasz.

Przez chwilę trwał w bezruchu, skupiając się na czarno-białych migawkach, przelatujących mu pospiesznie przez głowę. Ponownie przeniósł się do tego smutnego piątku sprzed niemal dwudziestu lat. Kondukt, matka ubrana na czarno, szlochający ojciec, grabarze o brzydkich kartoflanych twarzach, stare zawodzące baby. No i Joasia, jego starsza siostra, ułożona w trumnie jak do snu, ze złożonymi rękami, w których tkwił czerwony różaniec. Blada, nieruchoma, czarnowłosa piękność. Dopiero po jej śmierci mógł się w nią wpatrywać do woli.

Przyglądając się tym obrazom, czuł dziwny, niczym niezmącony spokój. Tak jakby oglądał po raz kolejny doskonale znany mu film w telewizji, którego akcja osadzona była w bardzo miłym, zacisznym miejscu. Bo czyż jest coś milszego niż cmentarz? Oddzielona od gwaru ulicy, zamknięta przestrzeń, w której można odetchnąć, ukoić skołatane nerwy.

Przeżegnał się raz jeszcze, wstał i otrzepał energicznie spodnie. Podmuch wiatru sprawił, że zapiął kurtkę pod samą szyję. W oddali zaskrzeczało jakieś ptaszysko. Rozglądając się wokoło, czuł, że podnosi mu się ciśnienie. Parę metrów dalej dostrzegł grób, ozdobiony szczodrze kwiatami i dogasającymi już zniczami.

– Świeżynka – szepnął i wysunął lekko język. Wziął duży oddech i po chwili poczuł delikatny zapach roznoszonego przez wiatr dymu, który uwielbiał. Przez jego ciało przeszedł dreszcz. Przymknął na chwilę oczy i przypomniał sobie nagie kobiece ciało. Martwe ciało. To, które wykradł w lutowy piątek z tutejszej kapliczki. Westchnął, otworzył oczy i zerknął na skrzynkę tkwiącą pod ławką przy grobie siostry. Wyciągnął z niej składaną saperkę własnej roboty, zagwizdał raz jeszcze Kawiarenki i podszedł do nowego grobu. Miał wielką nadzieję, że spoczywa tam jakaś kobieta. Wbił wzrok w tabliczkę przytwierdzoną do krzyża i uśmiechnął się nieznacznie. Tak, to była kobieta, a właściwie młoda dziewczyna.

– Wioletta Amberska, urodzona w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim roku – odczytał szeptem i natychmiast uzmysłowił sobie, że właśnie wtedy w Jeziorze Bytyńskim utonęła jego Joasia. Westchnął, potarł nos i doczytał w myślach: „Zmarła 25 października 1982 roku”.

Przez chwilę trwał w bezruchu. Potem sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza, żeby się upewnić, że jest w niej scyzoryk myśliwski, którego zawsze używał do tej roboty. Był. Krew zaczęła szybciej krążyć w jego ciele. Rozłożył saperkę, rozejrzał się nieuważnie wokoło i wbił ją w usypany spulchniony kopiec. Kiedy odrzucił pierwszą ziemię, zaczęło mu dzwonić w uszach. Przymrużył oczy i zaczął pospiesznie rozkopywać grób, oddając się całkowicie tej ekscytującej czynności. Napędzała go myśl, że już za chwilę wyciągnie nieboszczkę, rozbierze ją, dotknie czule, a potem wydobędzie scyzoryk i wytnie ulubione, ukochane kawałki… 

Ale dokładnie w chwili, w której przyłożył ostrze do dużej zimnej piersi, rozległ się jakiś straszliwy krzyk, a jego oczy zostały zaatakowane przez agresywny strumień światła.

Przerażony wypuścił z ręki saperkę. Nocną ciszę zakłócił wściekły ryk:

– Stój, popierdoleńcu!

– Gleba, gleba!

– Zostaw ją!

Przerażony zamknął powieki i zakrył rękoma twarz,czekając na bolesne ciosy. Strach ścisnął go za gardło tak mocno, że osunął się bezwładnie na ziemię. Zapadła ciemność, którą po jakimś czasie zaczęły zakłócać znane mu pijackie nawoływania. Poruszył się na łóżku. Był cały spocony.

Gdy zorientował się, że śnił, spojrzał na uchylone okno wychodzące na ulicę. Przetarł oczy i usiadł.

Doszedłszy do siebie po tym wstrząsającym śnie, poczuł żal. Jeszcze parę sekund wcześniej był przecież o krok od wielkiej rozkoszy, przyglądał się martwemu ciału, które miał niebawem pozbawić dwóch dużych piersi i jeszcze czegoś, co jest najcudowniejsze na świecie. Na myśl o tym poczuł silny ucisk w podbrzuszu.

Wstał z łóżka, wzuł laczki, narzucił na siebie sweter, który wisiał na krześle, i skierował się ku drzwiom. Wyszedł na korytarz, skręcił do kuchni, usiadł przy stole, na którym leżała blacha pełna jabłecznika. Ukroił sobie kawałek i zaczął jeść, rozkoszując się jego niepowtarzalnym smakiem.

Potem poczłapał do toalety. Ściągnął spodnie, usiadł na plastykowej zimnej klapie i oparł się o zbiornik spłuczki. Po raz kolejny wrócił do sceny sprzed lat, od której wszystko się zaczęło. Uwielbiał ją odtwarzać w myślach.

Doszedł, charcząc jak zwierzę. Wytarł się, wyszedł z łazienki i poszedł do kuchni. Wypił parę łyków kranówki i stanął przed kalendarzem ściennym. Zerwał kartkę i przyjrzał się nowej.

– Dwudziesty dziewiąty października – odczytał na głos datę, po czym zgniótł kartkę w dłoniach. –Jutro mamy piątek. To dobrze. Ziewnął i ruszył z powrotem do sypialni. Lubił piątki, dobrze mu się kojarzyły. Z końcem tygodnia, ze specjalnymi mszami, takimi jak droga krzyżowa, z kinem, z czasem dla siebie. Gdy nacisnął klamkę, wiedział już, że po pracy pójdzie na cmentarz i znajdzie sobie jakieś dobre, świeże ciało. Cmoknął z zadowoleniem i po chwili ułożył się na łóżku. Po paru sekundach zasnął głębokim snem i zaczął dziarsko pochrapywać.

Śniło mu się, że stoi w prezbiterium wśród ministrantów, patrzy na wiernych i jednocześnie wsłuchuje się w znakomicie wygłoszone kazanie arcybiskupa. Uwielbiał go słuchać, czuł wówczas, że świat, w tym on sam, jest otoczony opieką i mimo wszystkich złych rzeczy, jakie mają miejsce na ziemi, można sobie dalej skromnie żyć.

W naszym serwisie możecie już przeczytać kolejny fragment książki Chirurg. Nową powieść Michała Larka kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Chirurg
Michał Larek0
Okładka książki - Chirurg

Okrutna cena mrocznych żądz. Martynka Hemerska obchodzi swoje dwunaste urodziny. W prezencie dostaje króliczka, o którym od lat marzyła...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo