Pełna emocji i muzyki opowieść, która poruszy Twoją duszę i serce. „Bądź przy mnie" Anny Bellon

Data: 2020-11-26 10:59:14 Autor: Piotr Piekarski

Bądź przy mnie to już czwarty tom bestsellerowej serii The Last Regret, którą pokochały tysiące czytelniczek. Pełna emocji i muzyki opowieść poruszy Twoje zmysły i serce.

Obrazek w treści

Charlie wiedzie życie, o jakim zawsze marzył. Muzyka, sława, ciągłe trasy i tysiące fanów. Gdy jednak zaczynają się problemy z wytwórnią, przyszłość The Last Regret zawisa na włosku. To jednak tylko początek przeszkód, które staną im na drodze.

Fay dla związku z perkusistą The Last Regret poświęciła wiele. Oprócz swojej kariery zawodowej, której broni za wszelką cenę. Nigdy jednak nie wątpiła w to, że Charlie jest jej bratnią duszą. I zawsze przy nim będzie, bez względu na wszystko.

Bądź przy mnie to niezapomniane zakończenie emocjonującej serii The Last Regret. I ostatnie spotkanie z zespołem, który podbił serca tysięcy fanów. Do lektury nowej książki Anny Bellon zaprasza Wydawnictwo Szósty Zmysł. Dziś w naszym serwisie możecie przeczytać jej premierowe fragmenty: 

1. Art V$ Commerce

Charlie

Wystukiwałem palcami rytm na udzie, przeglądając na telefonie tekst piosenki. Byliśmy w Tornillo w zachodnim Teksasie i jako że mieliśmy kilka dni przerwy między koncertami, postanowiliśmy zahaczyć o studio. To konkretne miało raczej domowy, swojski klimat. Spotkaliśmy się w nim z producentem, z którym wielokrotnie współpracowaliśmy na przestrzeni ostatnich lat. Przesiadywaliśmy tu już od trzech dni i udało nam się nagrać jeden singiel. Teraz pracowaliśmy nad drugim i nie szło tak gładko, jak byśmy chcieli. Wszyscy nerwowo wyczekiwaliśmy umówionej na dzisiaj telekonferencji z naszym teamem z wytwórni. Mieli zaopiniować materiał, który od nas dostali, i jako zespół obawialiśmy się tej rozmowy. W ostatnim czasie z wytwórnią zupełnie się nie dogadywaliśmy. Ani z ludźmi, którzy się nami zajmowali, ani z samym właścicielem, Malcolmem Cassidym.

    Pisanie piosenek bardzo często wiązało się z gapieniem w ścianę albo sufit. Zerkaniem na tekst, czytaniem go na głos, poprawianiem w nieskończoność. Potem jeszcze powtórka z rozrywki przy szlifowaniu brzmienia. Studio, które wynajmowaliśmy, stanowiło część kompleksu i też tu nocowaliśmy, więc odkąd tu byliśmy, spaliśmy niewiele, pracując jak najdłużej. Wczoraj udało nam się nagrać surowe demo singla, ale cały czas coś nam w nim nie pasowało. Byłem gotowy odpuścić sobie ten kawałek, jeśli dzisiaj nie udałoby się nam uzyskać zadowalającego efektu. Nie mogliśmy tracić więcej czasu.

    Telekonferencję z wytwórnią mieliśmy zaplanowaną na jedenastą. Rozsiedliśmy się na kanapach i telefon Kylera trafił na stolik.

    – Zanim zaczniesz dzwonić… – zaczął Ollie, ale zaraz machnął ręką. – W sumie to wszystko jedno.

    Początek rozmowy przebiegł jak zwykle. Potem odnieśli się do materiału, który od nas dostali, i zgodnie z tym, czego się spodziewaliśmy, nie pasował do ich wizji artystycznej i sądzili, że się nie sprzeda.

    – Okej, spoko, tylko powtarzacie nam to już któryś raz z kolei. – Nie wytrzymałem i odezwałem się, choć zwykle byłem tym, który podczas rozmów z wytwórnią siedzi cicho. – Potrzebujemy ludzi, którzy będą nas wspierać w naszych pomysłach, nawet jeśli mogą być nieco ryzykowne. Jeśli nie zamierzacie znaleźć z nami jakiejś płaszczyzny porozumienia, to dalsza współpraca nie ma najmniejszego sensu. 

    Reszta zespołu patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami. Nie byłem pewien, czy to dlatego, że w końcu zostało powiedziane to, co powinno paść już kilka miesięcy temu, czy może dlatego, że w ogóle się odezwałem. Możliwe, że oba powody były prawdziwe. Muzyk od drugiego muzyka różnił się głównie tym, jakie podejmował decyzje. Teraz nikt nie mógł podjąć jakiejś za nas. 

    Rain Cassidy niestety była członkiem naszego teamu i jak zwykle puściła gadkę, że jak najbardziej zależy im na dalszej współpracy, ale chcą też, żebyśmy się rozwijali. To też już słyszeliśmy nie pierwszy raz, a wszystko i tak zmierzało donikąd. 

    – Wyprzedaliśmy trasę w osiemdziesięciu procentach, trzy single z ostatniej płyty zdobywały topki i trafiły na listę „Billboardu”, a wy nie chcecie dać nam wolnej ręki? – włączył się do dyskusji Ollie. – To jest jakiś bullshit. Siedzimy teraz w studiu i jasne, nie wejdziecie nam w tym momencie do głów, nie usłyszycie tego, co mamy w planach. Jeśli jednak wcześniej to się sprawdzało, to co się zmieniło, że nagle każdy materiał, jaki wam damy, uważacie za niesprzedajny i zbyt mało komercyjny?

    Dyskusja z wytwórnią toczyła się przez następne pół godziny. Oczywiście na koniec zapewnili nas o tym, że bardzo czekają na nowy materiał, ale puszczałem już takie uwagi mimo uszu. Byłem zmęczony ciągłym stresem związanym z wytwórnią. Nawet ta trasa mnie nie cieszyła i myślałem tylko o powrocie do domu. 

    – Pieprzony Cassidy – zakląłem i poderwałem się z kanapy, żeby wyjść ze studia. Trzęsły mi się ręce, gdy wyjmowałem paczkę fajek z kieszeni bluzy. Nie paliłem przez ostatnich kilka lat, ale ostatnio wróciłem do nałogu. Gdy trzasnęły za mną drzwi, spojrzałem przez ramię. Maia. Mogłem się domyślić. 

    – W porządku, Charlie? – zapytała, ściskając moje rękę.

    Już miałem odruchowo potwierdzić, ale cholera, nie było w porządku i nie czułem się okej. Pokręciłem głową.

    – Jak to jest, że osiągnęliśmy sukces, a wytwórnia, która zarabia na nas więcej niż my wszyscy jako zespół, wypina się na nas w ten sposób? – zacząłem, strzepując popiół. – Gdybyśmy zjebali z ostatnią płytą, tobym to zrozumiał, ale nie w momencie, gdy to był nasz najlepiej sprzedający się album. To zwyczajnie nie ma żadnego sensu. Wychodzi na to, że dopóki nie nagramy czegoś pod ich dyktando, to będą nas blokować. Chcą kawałki do radia, a my takich nie mamy. 

    – Wiem, mnie też to strasznie wkurwia. – Skrzywiła się. – Te kilka lat temu myślałam, że nic lepszego nie mogło nam się trafić. Wytwórnia należąca do Sony. Co mogło pójść nie tak? 

    – Wszystko, jak widać. – Wzruszyłem ramionami. – Wydawało mi się, że pobyt w tym miejscu coś zmieni. Pamiętasz nasze pierwsze nagrania tutaj?

Maia parsknęła śmiechem.

      – Pamiętam aż za dobrze – odpowiedziała, odgarniając z twarzy włosy, które uwolniły się z kucyka związanego nad karkiem. – To były dobre czasy. – W jej głosie zabrzmiała nostalgia, którą sam też czułem.

Lubiłem wracać do Tornillo. Nagrywanie tutaj wyglądało zupełnie inaczej. Na tydzień lub dwa odcinaliśmy się od wszystkiego i nie ruszaliśmy się z rancza. Na obiad jedliśmy mrożone pizze lub makaron z serem, popijając przy tym piwo. Tutaj przyjeżdżaliśmy, gdy brakowało nam inspiracji. Było w tym miejscu coś wyjątkowego. A może z dala od domu po prostu myślało się lepiej.

      – Jak myślisz, jak to się zakończy? – zapytałem, dopalając fajkę.

     – Masz na myśli wytwórnię? – upewniła się, a ja przytaknąłem. – Myślę, że to koniec. Przeczuwałam to od jakiegoś czasu, ale Cassidy oczekuje od nas czegoś, czego nie możemy mu dać. Odkąd The Viper Strike uciekło gdzie indziej, coś się zmieniło.

Nie mogłem się nie zgodzić. Gdy TVS zwiało do innej wytwórni, wzrosła presja, jaką wywierała na nas nasza. Chcieli hitów, topek, nagród, ale chyba w tych wszystkich oczekiwaniach zapomnieli, że współpracują z ludźmi, a nie z plasteliną. Z perspektywy czasu wiedzieliśmy już, że nasz kontrakt jest niekorzystny, a przynajmniej boleśnie się o tym przekonaliśmy w ciągu ostatnich miesięcy. Było okej, póki żyliśmy dobrze z wytwórnią. Teraz byliśmy w kolejnej trasie, mimo że nie zdążyliśmy odpocząć po poprzedniej, a problemy tylko się nawarstwiały i mieliśmy związane ręce.

– Chyba nie jestem w stanie funkcjonować w ten sposób – odezwałem się. – Ten ciągły stres mnie wykańcza, Maia. Tęsknię za domem.

– Nie zamierzam szukać nowego perkusisty, Mad. – Jej stanowcze spojrzenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że mówi szczerze. – Wrócimy z trasy i podejmiemy jakąś decyzję. Jakoś to ogarniemy.

– Brzmisz na zbyt pewną – zauważyłem.

– Mam w zespole geniusza muzycznego, nie mam powodów do obaw. – Trąciła mnie łokciem w bok. – Z Cassidym czy bez niego damy sobie radę, a teraz musisz mi zagrać ten sample, nad którym wczoraj pracowałeś. 

Posłałem jej mordercze spojrzenie, bo nie planowałem go włączać do któregokolwiek z kawałków. Zwyczajnie wyżywałem się na konsoli jak na worku treningowym. 

– O nie, nie wykręcisz się, Mad. – Dźgnęła mnie palcem w tors i bezceremonialnie pociągnęła za nadgarstek. Jak na takie chuchro miała całkiem sporo siły i po tym, jak się zachwiałem, w końcu poddałem się i dałem zaciągnąć z powrotem do studia. Gdy już byliśmy w środku, Maia wcisnęła mi pałeczki do ręki.

Usiadłem na stołku, założyłem słuchawki i najpierw zacząłem wybijać powolny, leniwy bit, próbując złożyć w całość muzykę, którą słyszałem w głowie, żeby zaraz potem rozebrać ją na części i wyłuskać z niej tylko swoją partię. Wtedy coś zaskoczyło. Cała frustracja, którą czułem, wylądowała na bębnach. Prawa pałeczka pękła z trzaskiem, ale od razu wyjąłem kolejną, nie przerywając grania. Grałem tak jeszcze przez kilka minut, aż poczułem ulgę, a ucisk w gardle zniknął chociaż na chwilę. Dopiero gdy skończyłem, spojrzałem na resztę zespołu oraz naszego producenta. Przyglądali mi się w milczeniu i zaczynało mnie to lekko krępować. 

– To w zasadzie nic takiego. – Wzruszyłem nonszalancko ramionami, ale byłem gotów zapaść się pod ziemię. 

– Nie wiem, w co to wpleciemy, ale ja chcę mieć to na albumie – odezwał się Kyler, sięgając po gitarę elektryczną. – Dawaj jeszcze raz, spróbuję się z tobą zgrać.

    Przytaknąłem i zacząłem grać od nowa. Kyler najpierw nieśmiało próbował podążać za wybijanym przeze mnie rytmem, starając się go wyczuć. Potem powtórzyliśmy wszystko kilka razy i najpierw dołączył do nas Ollie, a następnie także Miles. Powietrze w studiu zdawało się wibrować, a atmosfera zgęstniała. Ucisk w gardle zniknął.

***

Fay

    Umówiłam się na dzisiaj na drinka z przyjaciółką z pracy, Talią. Wieczory w weekendy zwykle były dla mnie najtrudniejsze, gdy Charlie przebywał w trasie. Ta dłużyła mi się jeszcze bardziej niż zazwyczaj, bo między jedną z drugą wpadł do domu na miesiąc i znów wyjechał. Nie zdążyłam się nim nacieszyć. Nie mogłam też pojechać razem z nim. Znosiłam rozłąkę gorzej, niż wprost byłam gotowa to przyznać. Na pewno nie przed Charliem. 

    Gdy weszłam do Faded, dostrzegłam Talię siedzącą przy naszym zwyczajowym stoliku na antresoli. Ciężki, zmysłowy bit i damski wokal, choć nie ogłuszający, zagęszczał powietrze. Uwielbiałam klimat tego miejsca.

    Wspięłam się po szklanych schodach, a Talia poderwała się z miejsca, żeby mnie uściskać. W jej oddechu wyczułam wódkę z kolorowego drinka, który sączyła, czekając na mnie. Po mojej stronie stolika czekał na mnie identyczny koktajl. Swój Talia zdążyła opróżnić do połowy.

    – Sorka, że zaczęłam bez ciebie, przyszłam nieco za wcześnie. – Uśmiechnęła się krzywo i objęła słomkę ustami pokrytymi błyszczykiem. 

Talia miała egzotyczne rysy twarzy i oliwkową karnację, które odziedziczyła po matce Latynosce, i gdy ją poznałam, miała jeszcze swoje naturalne ciemne włosy, które teraz od jakiegoś czasu rozjaśniała. Było jej zaskakująco dobrze w obu wersjach. Decyzję o drastycznej zmianie koloru podjęła po burzliwym rozstaniu z chłopakiem. I nie tylko to się w Talii zmieniło od tamtego czasu. 

– Uznam to za wkupienie się w moje łaski. – Uniosłam drinka i upiłam łyk. Smakował słodko i owocowo. Alkoholu nie czułam prawie w ogóle. – Co to?

– Podobno specjalność barmana. – Kiwnęła lekko głową w stronę baru. Nie pierwszy raz natknęłyśmy się akurat na tego mężczyznę za kontuarem. Był niczego sobie i próbował flirtować z Talią, która spławiała go za każdym razem. Głównie dlatego, że interesował ją inny barman…

– À propos barmanów… Co u Leviego? – zapytałam, a dziewczyna zarumieniła się intensywnie.

– Nic. – Wzruszyła ramionami. – Głównie po prostu rozmawiamy albo patrzę, jak pracuje.

Skrzywiłam się zawiedziona. Liczyłam na jakieś rewelacje po tym, jak Talia za moją namową dała mu swój numer przy którejś z kolei wizycie w

Keller’s, gdzie Levi stał za barem. 

– Poważnie? 

– Poważnie – potwierdziła. – Zaprzyjaźniliśmy się, ale chyba przez to jeszcze bardziej się boję proponować coś więcej. Za bardzo go lubię – przyznała niechętnie, obracając palcem słomkę w niemal pustej szklance. – Czasem ci zazdroszczę.

    – Czego dokładnie? – Zmarszczyłam brwi.

    – Jesteś z Charliem od sześciu lat i dajecie sobie radę mimo tego, że niemal ciągle nie ma go w domu. Na dodatek masz do niego pełne zaufanie.

    – Wiesz, że to nie takie łatwe. – To na Talii zazwyczaj polegałam, gdy łapałam doła podczas tras. Wtedy albo przychodziłyśmy do Faded, albo siedziałyśmy u którejś z nas i opróżniałyśmy zapasy wina. – Gdybyś nie miała dzisiaj czasu się ze mną spotkać, prawdopodobnie właśnie zaczynałabym drugą butelkę wina, oglądając Pamiętnik, i przeryczałabym pół nocy. – Nie pierwszy i nie ostatni raz.

    – Może jednak powinnaś wziąć kilka wolnych dni i polecieć na któryś z następnych koncertów? – zaproponowała.

    – Nie chcę Charliego rozpraszać… – odpowiedziałam. – Nagrywają właśnie nowy materiał w Tornillo, potem mają koncerty dzień po dniu. Nawet nie miałby dla mnie czasu.

    – Kiepsko – podsumowała, na co pokiwałam głową i upiłam trochę drinka. – Myślałaś kiedyś, że to będzie wyglądać w ten sposób?

    – Nie – przyznałam, nawet nie próbując kryć smutku. To nie tak, że życzyłam Charliemu i reszcie źle. Zwyczajnie nie spodziewałam się, że wszystko potoczy się w takim tempie, a mój związek stanie się w większości związkiem na odległość. Nie o tym marzyłam, ale kochałam Charliego i to musiało wystarczyć.

Książkę Bądź przy mnie kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Bądź przy mnie
Anna Bellon 1
Okładka książki - Bądź przy mnie

Czwarty tom bestsellerowej serii The Last Regret, którą pokochały tysiące czytelniczek. Pełna emocji i muzyki opowieść poruszy Twoje zmysły i serce...

dodaj do biblioteczki