Wszyscy pod ławki! "Riku i królestwo bieli"

Data: 2021-11-16 06:00:01 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

11 marca 2011 roku zmienił w Japonii wszystko. Zmienił także życie dziesięcioletniego Riku, który właśnie miał przeprowadzić się wraz z ojcem-lekarzem do miasta w prefekturze Fukushima, regionie ciężko dotkniętym przez trzęsienie ziemi, tsunami i skutki awarii elektrowni atomowej. Jakby sam fakt zmiany szkoły i całego otoczenia był dla chłopca niewystarczająco wielkim przeżyciem, okazuje się, że na miejscu musi nauczyć się żyć zupełnie inaczej, niż dotąd. Zawsze nosić maseczkę, długi rękaw i długie spodnie. Jeść tylko to, co przywiozą w skąpych dostawach organizacje charytatywne. Nigdy nie bawić się na podwórku. Nigdy nie otwierać okien.

Riku i królestwo bieli - książka

Riku i królestwo bieli nie jest jednak wyłącznie opowieścią o katastrofie i jej skutkach. Jest również opowieścią o miłości, nadziei i odbudowie – wbrew wszystkiemu.

Riku i królestwo bieli to trudna powieść, ukazująca uniwersalne dramaty, istotne szczególnie w czasach, gdy epidemia pozbawia ludzi wolności i odbiera im poczucie bezpieczeństwa

– pisze w swojej recenzji dr Adrianna Michalewska.

Do lektury książki zaprasza Wydawnictwo Kirin, tymczasem już teraz zapraszamy do przeczytania premierowego fragmentu powieści:

Oczywiście Riku miał wątpliwości. Tyle tylko, że nie umiał sobie wyobrazić, jak mógłby mieszkać z dala od swojego taty. Jego mama mawiała: „Twój ojciec jest wielki jak niedźwiedź, ale w głębi serca jest bardzo samotny”, dodając przy tym, że zawsze był nieśmiały, źle znosił ból i mdlał na widok krwi. A poza tym ciocia ciągle krzyczała na niego. Ojciec był jednak uczynnym człowiekiem i nie potrafił ignorować ludzi, którzy potrzebowali jego pomocy, i za to Riku go szanował.

„Skoro tata mówi, że wszystko będzie dobrze, to wszystko będzie dobrze. Prawda, mamo?”

Był piękny majowy dzień, na niebie nie było ani jednej, najmniejszej chmurki. Ojciec i syn, zostawiwszy za sobą Utsunomiyę, która tak długo była ich domem, zmierzali w stronę Fukushimy.

Dwa miesiące wcześniej, tamtego dnia – 11 marca – Riku zamiatał podłogę w szkole i miał już wkrótce wracać do domu, kiedy grunt pod jego nogami zakołysał się mocno.

– Trzęsienie ziemi – powiedział ktoś. Wszyscy utkwili spojrzenia w suficie.

Pomniejsze wstrząsy były całkiem częste, więc Riku sądził, że i tym razem wkrótce będzie po wszystkim. Ale budynek nie przestawał się trząść gwałtownie; do klasy wpadł nauczyciel i krzyknął:

„Wszyscy pod ławki!”. Riku rzucił miotłę i wczołgał się pod swoją ławkę.

To było duże i długie trzęsienie ziemi; szyby w oknach drżały tak, jakby jakiś olbrzym podniósł całą szkołę niczym pudełko i potrząsał nią. Ponieważ wstrząsy wtórne nie ustawały, klasa została ewakuowana do sali gimnastycznej. Dyrektor w kółko powtarzał, jakie mają szczęście, że ekipa budowlana dopiero co skończyła modyfikację konstrukcji budynków, tak aby były bardziej odporne na skutki aktywności sejsmicznej.

– Wszyscy jesteście teraz bezpieczni – stwierdził. Mimo to betonowa ściana po północnej stronie szkoły zawaliła się.

Riku kręciło się w głowie, zupełnie jakby dostał choroby morskiej. Nie był w stanie ocenić, czy idzie prosto, czy nie.

Nie mógł dodzwonić się do taty na komórkę. Inne dzieci zostały już odebrane przez matki i szły do domu z wyraźną ulgą. Riku też chciał wracać do siebie, ale nauczyciele mu nie pozwolili. W końcu tutaj był bezpieczniejszy, niż gdyby siedział sam w domu. Kiedy ojciec wreszcie po niego przyjechał, było już po szóstej i powoli zapadał zmierzch.

– Przepraszam, synu. – Ojciec przytulił go i raz po raz głaskał go po głowie. – Tak się cieszę, że jesteś bezpieczny.

Wyjaśnił chłopcu, że w jego szpitalu wybuchła panika, a później utknął w gigantycznym korku po drodze.

Na koniec dodał:

– W Tōhoku było ogromne trzęsienie ziemi.

Riku patrzył na niego w milczeniu, zszokowany tym, jaki blady był jego ojciec, jak duch. Zupełnie tak, jakby to nie był jego tata. 

Kiedy wrócili do domu, okazało się, że kredens się przewrócił i podłoga usłana była odłamkami potłuczonego szkła, tak że nie było nawet gdzie postawić stopy.

– Lepiej zostań w butach – poradził mu tata, sam wchodząc do środka.

Później, wśród panującego wkoło chaosu i bałaganu, we dwóch siedzieli ramię w ramię i oglądali telewizję, gdzie w kółko pokazywano te same obrazy i wiadomości. W pobliżu wybrzeża Sanriku, głęboko na dnie Oceanu Spokojnego, starły się ze sobą dwie gigantyczne płyty tektoniczne, w konsekwencji wywołując trzęsienie ziemi o sile siedmiu stopni i powodując rozległe zniszczenia, ciągnące się aż po Tokio i Kanagawę. Okazało się jednak, że to nie koniec; pchnęło także masy morskiej wody w stronę wybrzeża, tworząc olbrzymie fale tsunami, które sięgnęły czterdziestu metrów wysokości, nim uderzyły w nadmorskie miejscowości.

Fale, zmieniając się w ryczące zwały wody morskiej o barwie ołowiu, przewalały się przez ląd, pochłaniając miasta jedno za drugim. Ci, którym nie udało się w porę uciec, utonęli. Łącznie straciło życie lub zaginęło piętnaście tysięcy ludzi.

Aby oszczędzić synowi widoku powtarzanych do znudzenia ujęć fali, ojciec wyłączył pilotem telewizor.

– To przypomina jakiś zły sen.

* * *

Następnego dnia wydarzyła się rzecz jeszcze bardziej przerażająca. Była tak potworna, że cały świat zadrżał ze strachu.

Fala tsunami odcięła dopływ prądu do położonej w pobliżu wybrzeża elektrowni atomowej, a do tego woda zalała również zasilanie awaryjne, co spowodowało utratę kontroli nad procesami zachodzącymi w reaktorze.

Reaktor jądrowy, w którym dochodzi do rozszczepienia atomów, musi być stale chłodzony za pomocą wody, ale systemy odpowiedzialne za to stanęły z powodu braku prądu. W konsekwencji ciepło produkowane przez paliwo jądrowe zaczęło wzrastać lawinowo, niczym toczący się z góry pociąg bez hamulców.

– To całkowicie nieprzewidziana sytuacja – mówili znani naukowcy i politycy, wyrzucając w górę ręce w geście rozpaczy i zakłopotania. Bez światła i odpowiednich przyrządów pomiarowych nie dało się określić, co się dzieje w środku reaktora atomowego. Trzęsienie ziemi uszkodziło drogi, co utrudniało ekipom ratunkowym dotarcie do elektrowni. To było jednak bez znaczenia, bo wszyscy i tak za bardzo bali się zbliżyć się do uszkodzonego reaktora. Niektórzy nawet uciekli stamtąd, porzucając swoje miejsca pracy.

Ze środka uszkodzonego reaktora wyciekały niebezpieczne ilości promieniowania, wystarczające, by człowiek, który zostałby na nie narażony, padł jak mucha. Pracownicy elektrowni robili co w ich mocy, aby w jakikolwiek sposób przywrócić funkcjonowanie maszynerii i sprzętu, ale ich starania nie przynosiły efektu z powodu nadmiernego gorąca i promieniowania.

W końcu materiały radioaktywne w reaktorze zaczęły się topić. Nastąpiła eksplozja wodoru, która wysadziła w powietrze cały budynek i wszyscy zrozumieli, że to już koniec. W telewizji wciąż przewijały się takie określenia, jak „stopienie rdzenia” czy „awaria 7. stopnia”. Naukowcy i eksperci wymieniali się opiniami, aż w końcu zaczęli się kłócić i nikt nie wiedział, co się naprawdę dzieje.

Uwolnione materiały radioaktywne z wiatrem poszybowały w stronę Tokio, Kanagawy i Shizuoki. Mimo iż rząd japoński zapewniał, że jest bezpiecznie, ojciec Riku stwierdził: 

– Coś nie potrafię im zaufać… – Po czym zamówił przez internet miernik promieniowania.

Poziom promieniowania w Utsunomiyi był wyższy, niż myślano, a mimo to ojciec pocieszał Riku słowami:

– Nie martw się, poziom promieniowania nie jest na tyle wysoki, aby spędzał nam sen z powiek. Wiesz, w szpitalach wykorzystujemy do leczenia znacznie wyższe dawki.

Ale tylko on tak mówił. Wszyscy dookoła bali się promieniowania. W obawie, że nawet Utsunomiya została skażona, ludzie wpadli w panikę i ci, którzy mieli rodzinę w dalszych stronach oraz ci, którzy za bardzo bali się zostać tutaj, jeden po drugim wyruszali na zachód kraju, swoimi wyładowanymi po brzegi samochodami korkując drogi. Wyglądało to tak, jakby nagle wystąpiła jakaś masowa migracja ludów.

Książkę Riku i królestwo bieli kupić można w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeĹźeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Riku i królestwo bieli
Randy Taguchi0
Okładka książki - Riku i królestwo bieli

Poruszająca powieść bestsellerowej japońskiej autorki Randy Taguchi. 11 marca 2011 roku zmienił w Japonii wszystko.Zmienił także życie dziesięcioletniego...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo