Skarby wśród książek. Fragment publikacji „Biblioteka w oblężonym mieście"

Data: 2020-10-21 22:49:21 Autor: Piotr Piekarski

Biblioteka w oblężonym mieście Mike’a Thomsona to przejmująca opowieść o wojnie, odwadze i miłości do książek, która 5 października ukazała się w Polsce nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Na Darajję - syryjskie miasto niedaleko Damaszku - od samego początku konfliktu spadał grad bomb i pocisków. Wszystko wokół zamieniło się w morze ruin. Głęboko pod gruzami kryło się jednak pewne sekretne miejsce. Podziemna biblioteka była oazą spokoju, podczas gdy na ulicach rozlegały się wystrzały i dochodziło do eksplozji. Wzdłuż ścian ciągnęły się długie rzędy książek - syryjska poezja, teksty religijne, kryminały Agaty Christie i encyklopedie.

Ryzykując życiem, mieszkańcy Darajji szukali książek w ruinach i przynosili je do biblioteki. Katalogowali tytuły, układali tomy na półkach, organizowali czytelnicze kluby dyskusyjne, a nawet szorowali podłogi. Tajny księgozbiór stał się dla nich symbolem nadziei i wiary w wartość kultury. 

Obrazek w treści

Reportaż Thomsona to nie tylko historia niezwykłej biblioteki i wspaniałych ludzi, którzy doprowadzili do jej powstania. To także świadectwo nieprzemijającej potęgi literatury, która inspiruje i daje siłę do zmiany świata.

„Biblioteka w oblężonym mieście” to książka, która poruszy najczulsze struny duszy czytelnika i wzbudzi skrajne emocje. Po lekturze tego reportażu postrzeganie mieszkańców ogarniętych wojnami krajów Bliskiego Wschodu już nigdy nie będzie takie samo.   

- recenzja książki „Biblioteka w oblężonym mieście”.

Na łamach naszego serwisu przeczytać możecie obszerny tekst poświęcony roli książek i literatury w czasie wojny w Syrii. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy Wam premierowy fragment książki Biblioteka w oblężonym mieście. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:  

Abdul Basit wspominał jedną dość niebezpieczną wyprawę, podczas której jego oraz jego towarzyszy wspomagali miejscowi bojownicy. Celem było mieszkanie miejscowego nauczyciela, który zgromadził imponującą kolekcję książek. Budynek został poważnie uszkodzony, a stan niektórych fragmentów wzbudzał obawę, że reszta domu też może się wkrótce zawalić. Już od kilku miesięcy członkowie grupy nosili się z zamiarem zabrania stamtąd książek, ale powstrzymywali ich bojownicy WAS. Ich zdaniem misja była zbyt niebezpieczna, gdyż budynek znajdował się w pobliżu linii frontu. Dzięki swojemu uporowi poszukiwacze książek w końcu zdobyli pozwolenie na wyjazd, ale pod warunkiem że będzie im towarzyszyć kilku doświadczonych bojowników i nikt nie będzie używał świateł. Abdul Basit powiedział mi, że choć rozumiał pobudki do podjęcia tej drugiej decyzji, przyczyniła się ona do powstania kolejnych trudności:

 – Wyjechaliśmy późno w nocy, kiedy ryzyko dostrzeżenia przez snajperów było najmniejsze. Problem polegał na tym, że w ciemności ledwo widzieliśmy wyciągnięte przed siebie ręce, a nie mogliśmy użyć ani latarek, ani innych świateł, żeby nie dostrzegli ich żołnierze reżimu.

Uczestnicy wyprawy podeszli w pobliże zrujnowanego budynku przez trzecie piętro sąsiedniego domu po lewej stronie. Pozycja ta była lepiej osłonięta przed wzrokiem znajdujących się w pobliżu żołnierzy syryjskiej armii. Abdul Basit i jego towarzysze zdawali sobie sprawę, że dostać się do stojących jeszcze fragmentów budynku będzie bardzo trudno. Drzwi wejściowe zostały zniszczone, a niżej umieszczone okna zasypał gruz. Idąc jednak za radą bojowników, członkowie grupy zebrali długie deski leżące dookoła na ziemi.

 – Wysunęliśmy deskę z okna budynku, w którym się znajdowaliśmy – kontynuował opowieść Abdul Basit – a potem wsunęliśmy ją przez okno stojącego naprzeciwko domu nauczyciela. Po kilku próbach udało nam się ją bezpiecznie zamocować. Staliśmy na trzecim piętrze, czyli całkiem wysoko, mieliśmy zatem świadomość, że przejście po desce będzie straszne.

Okazało się to na tyle przerażające, że towarzyszący poszukiwaczom bojownicy WAS stwierdzili kategorycznie, że tylko oni sami powinni podjąć próbę przejścia na drugą stronę. Zgodnie z otrzymanym poleceniem Abdul Basit i jego przyjaciele mieli nie ruszać się z miejsca. Następnie dwaj bojownicy, czołgając się po desce, zdołali dotrzeć bezpiecznie do okna naprzeciwko i dostać się przez nie do środka. Kiedy tylko zeszli z deski, zaczęli zbierać książki i przygotowywać się do drogi powrotnej po chwiejącej się kładce. Serce podchodziło Abdulowi Basitowi do gardła, kiedy przyglądał się, jak starają się utrzymać równowagę.

 – To było trochę jak taki trzymający w napięciu film akcji. Kiedy przechodzili po desce, ta strasznie się chybotała i byliśmy niemal pewni, że bojownicy spadną. Do tego nie tylko o ich bezpieczeństwo się martwiliśmy. Jeden głośniejszy dźwięk mógł zaalarmować żołnierzy i wszyscy ponieślibyśmy śmierć.

Nagle jeden z przyjaciół Abdula Basita, nie mogąc znaleźć książek, które dostał do przeniesienia, zapomniał się i złamał jedną z podstawowych zasad. Przez roztargnienie włączył swoją bardzo jasną latarkę. Wszyscy zamarli. Równie dobrze mogli przypiąć sobie na piersiach tarcze celownicze. Tak jasne światło sprawiało, że syryjscy snajperzy mieli ich na widelcu. Bojownicy WAS byli wściekli, ale wiedzieli, że ponaglanie nieszczęśnika krzykami do zgaszenia latarki tylko pogorszyłoby sytuację. Rzucili się więc na niego, żeby wyrwać mu z rąk zakazane źródło światła. Ale do tego czasu sam winowajca też zdążył się już zorientować, co najlepszego narobił, i w pośpiechu chował latarkę do kieszeni. Wszyscy obecni, świadomi, że widać ich z kilkuset metrów, dopiero wtedy skryli się za tylną ścianą. W ciszy czekali tylko na huk wystrzałów karabinowych. W końcu doszli jednak do wniosku, że jakimś cudem nikt ich nie zauważył i zlani potem podjęli akcję przenoszenia uratowanych książek przez rozchwierutany drewniany pomost.

Kiedy w końcu udało im się wykonać to zadanie, stanęli przed następnym wyzwaniem. Wydawało się ono jeszcze trudniejsze. Książki, które chcieli przetransportować do biblioteki, znajdowały się na czwartym piętrze wysokiego zrujnowanego budynku. Problem polegał na tym, że nie zachowały się żadne schody zdatne do użytku. Wspinaczka po kruszącym się murze, wśród wystających kabli i cegieł, których można się jakoś uczepić, to jedno, ale zejście tą samą drogą z naręczem ciężkich książek to zupełnie co innego. Po długim namyśle udało się jednak znaleźć rozwiązanie. Jeden z uczestników wyprawy dostrzegł w rumowisku kilka koców. Członkowie grupy obwiązali się nimi w pasie przed mozolną wspinaczką na czwarte piętro. Po zebraniu książek zawinęli je w koce i zacisnęli węzły, a potem opuszczali pakunki przez dziury w podłodze piętro za piętrem. Abdul Basit wspominał, że choć nocna praca była żmudna i jeżąca włos na głowie, to wykonali kawał dobrej roboty:

 – Wśród zdobytych książek znajdowały się naprawdę wyjątkowe i cenne egzemplarze. Byliśmy przeszczęśliwi.

Zastanawiałem się jednak, jak decydowali, które książki zabiorą ze sobą. A może po prostu Abdul Basit, Anas i ich przyjaciele zbierali wszystko, co znaleźli?

 – Mówiąc zupełnie szczerze – przyznał Anas – kiedy zaczęliśmy tworzyć bibliotekę, bardziej patrzyliśmy na ilość niż jakość. Mieliśmy wrażenie, że im więcej zgromadzimy książek, tym lepiej, nawet jeśli niektóre tytuły się powtarzały. Z czasem jednak staliśmy się bardziej wybredni i zaczęliśmy brać tylko te, których jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Do najcenniejszych dla nas książek należą na przykład historie innych narodów, które radziły sobie z takimi traumami jak nasza. Mamy nadzieję, że dzięki lekturze tych relacji poznamy najlepsze sposoby odbudowy naszego narodu po zakończeniu walk. W tym mrocznym okresie takie książki dodają nam otuchy.

Oczywiście po drodze zdarzały się również niespodzianki. Anas opowiedział mi, jak podczas pewnej wyprawy, kiedy wszyscy wybierali już książki do wzięcia ze sobą, nagle przerwali pracę.

 – Jeden z towarzyszy zawołał: „Hej, chłopaki, znalazłem tu prawdziwy skarb!”. Wszyscy pomyśleliśmy, że natrafił na niesamowicie interesującą książkę i rozglądaliśmy się dookoła, szukając tego znaleziska. Nasz towarzysz jednak nie trzymał w rękach żadnego bezcennego arcydzieła literatury, tylko wskazywał na duży szklany przedmiot na podłodze. „Patrzcie – powiedział – znalazłem pełen słoik miodu!” Wszystkich nas to nieźle ubawiło. Najwyraźniej trafił na słoik miodu starannie ukryty za rzędem książek.

Książkę Biblioteka w oblężonym mieście kupić można poniżej: 

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Biblioteka w oblężonym mieście. O wojnie w Syrii i odzyskanej nadziei
Mike Thomson0
Okładka książki - Biblioteka w oblężonym mieście. O wojnie w Syrii i odzyskanej nadziei

Opowieść o wojnie, odwadze i miłości do książek Na Darajję - syryjskie miasto niedaleko Damaszku - od samego początku konfliktu spadał grad bomb i...

dodaj do biblioteczki
Autor