Tocząca się głowa. Fragment powieści „Nigdzie indziej"

Data: 2019-06-06 12:20:19 Autor: Sławomir Krempa
News - Tocząca się głowa. Fragment powieści „Nigdzie indziej

Nigdzie indziej to wielopokoleniowa opowieść o przemocy i regeneracji, pamięci i tożsamości, jak również pięknie i rozpaczy, które wplecione są w dzieje rdzennych mieszkańców Ameryki

Tommy Orange opowiada historię dwunastu postaci, z których każda ma swoje powody, by wybrać się na wielki zjazd plemienny w Oakland. Jacquie Czerwone Pióro od niedawna znowu nie pije i usiłuje powrócić na łono rodziny, którą niegdyś porzuciła. Dene Oxendene stara się poskładać swe życie na nowo po śmierci wujka i przybywa na zjazd, aby pracować na rzecz indiańskiej społeczności i w ten sposób uczcić jego pamięć. Opal Viola Wiktoria Niedźwiedzia Tarcza przychodzi na stadion, by obejrzeć występ swego siostrzeńca Orvila, który nauczył się tradycyjnego indiańskiego tańca, oglądając materiały wideo na kanale YouTube, a teraz po raz pierwszy chce go wykonać podczas zjazdu przed publicznością. Ten imponujący spektakl odwołujący się do uświęconej tradycji będzie więc okazją do wzruszających pojednań. Stadion w Oakland stanie się również widownią wydarzeń, w których wyniku naród indiański poniesie wielkie ofiary, znów wykaże się heroizmem i dozna niewypowiedzianej straty.

Oto głos, jakiego nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, głos nabrzmiały poezją i pełen pasji. W tej kapitalnej powieści, która bierze się za bary ze złożoną i bolesną historią, ze spuścizną piękna i głębokiej duchowości, a także z plagą uzależnień, przemocy oraz nadużyć i samobójstw, Tommy Orange pisze o rdzennym Amerykaninie osiadłym w wielkim mieście. Na przemian pełna niepohamowanej wściekłości i gniewu, zabawna i poruszająca aż do głębi serca, pierwsza powieść Tommy'ego Orange'a jest zdumiewającym i wstrząsającym zarazem portretem takiej Ameryki, jaką bardzo niewielu z nas kiedykolwiek widziało. W naszym serwisie znajdziecie już recenzję tej książki. Zapraszamy Was też do lektury premierowych fragmentów powieści: 

Prolog

W mrocznych czasach –

Czy śpiewa się także?

Tak, śpiewa się także

O mrocznych czasach.

– Bertolt Brecht

Indiańska głowa była taka indiańska głowa – wizerunek przyozdobionej pióropuszem głowy długowłosego Indianina, wykonany przez nieznanego artystę w 1939 roku – którą aż do późnych lat siedemdziesiątych emitowano codziennie na wszystkich amerykańskich kanałach telewizyjnych na zakończenie programu. Nazywa się ją „planszą testową z głową Indianina” (the Indian Head test pattern). Jeśli ktoś nie wyłączył telewizora, mógł usłyszeć dźwięk w częstotliwości 440 herców – ton, jakiego używa się do strojenia instrumentów – i ujrzeć tę głowę Indianina otoczoną okręgami, które wyglądały tak, jakby widziane były przez lunety celownicze. W samym centrum ekranu było coś, co przypominało środek tarczy strzelniczej, z liczbami wyglądającymi jak współrzędne celu. Wspomniana głowa Indianina znajdowała się nieco powyżej tego centralnego okręgu, jak 8 gdyby wystarczało jedynie skinąć przyzwalająco, aby nastawić przyrządy celownicze na ten właśnie cel. Przypomnę, że była to tylko zwykła telewizyjna plansza testowa.

W 1621 roku koloniści zaprosili na ucztę Massasoita, wodza Wampanoagów, aby uczcić niedawne zawarcie umowy gruntowej. Wódz przybył na tę uroczystość z dziewięćdziesięcioma spośród swoich ludzi. To na pamiątkę tej właśnie biesiady co roku w listopadzie spożywamy wciąż wspólnie uroczysty posiłek. Świętujemy jako jeden naród. Nie była to jednak uczta dziękczynna, lecz poczęstunek mający przypieczętować umowę gruntową. Dwa lata później odbyła się kolejna tego rodzaju uczta, mająca symbolizować wieczną przyjaźń między białymi i tubylcami. Tamtej nocy dwustu Indian zmarło nagłą śmiercią na skutek działania nieznanej trucizny.

Gdy wodzem Wampanoagów został Metacomet, syn Massasoita, Indianie i Pielgrzymi nie spożywali już wspólnie uroczystych posiłków. Metacomet, zwany także Królem Filipem, zmuszony został do podpisania traktatu pokojowego, zobowiązującego Indian do oddania całej posiadanej broni palnej. Koloniści powiesili trzech spośród jego ludzi. Jego starszy brat, Wamsutta, został najprawdopodobniej otruty – tak to ujmijmy – po tym, jak wezwano go przed oblicze sądu w Plymouth i uwięziono. Wszystkie te wydarzenia doprowadziły do wybuchu pierwszej oficjalnej wojny z Indianami; w ogóle pierwszej wojny z Indianami, zwanej „wojną Króla Filipa”. Trzy lata później konflikt był już rozstrzygnięty, a Metacomet ukrywał się i uciekał przed prześladowcami. Dopadł go w końcu Benjamin Church, dowódca pierwszego oddziału amerykańskich rangersów, wraz z pewnym Indianinem imieniem John Alderman. Martwemu Metacometowi odcięto głowę, a jego ciało pozbawiono kończyn. Poćwiartowano je po prostu. Cztery części przywiązano do pobliskich drzew i pozostawiono ptakom na żer. Alderman dostał w nagrodę odciętą dłoń wodza, którą trzymał w słoju z rumem i przez całe lata wszędzie z sobą woził, pokazując ją ludziom za pieniądze. Głowę Metacometa sprzedano kolonii Plymouth za trzydzieści szylingów – obowiązującą wówczas stawkę za głowę Indianina. Tam zatknięto ją na zaostrzonej żerdzi i obnoszono ulicami Fortu Plymouth, w którym przez następne ćwierćwiecze wystawiona była na widok publiczny.

W roku 1637 prawdopodobnie od czterystu do siedmiuset Pekotów zgromadziło się na swój doroczny taniec zielonej kukurydzy. Koloniści otoczyli, a następnie podpalili ich wioskę i strzelali do każdego Indianina, który próbował uciekać. Nazajutrz kolonia Zatoki Massachusetts wydała uroczystą ucztę, jej gubernator zaś ogłosił dzień ów dniem dziękczynienia. Tego rodzaju „dziękczynienia” odprawiano wszędzie tam, gdzie miały miejsce wydarzenia, których nie sposób nazwać inaczej, jak tylko „udanymi rzeziami”. Mówi się nawet, że podczas jednej z takich uroczystości na wyspie Manhattan koloniści świętowali w dość szczególny sposób: na ulicach swej osady grali w piłkę odciętymi głowami Indian z plemienia Pekotów.

* * *

Pierwsza powieść pióra rdzennego Amerykanina, a zarazem pierwsza powieść powstała w  Kalifornii, napisana została w roku 1854 przez pewnego człowieka z plemienia Irokezów imieniem John Rollin Ridge. Kanwę książki zatytułowanej The Life and Adventures of Joaquín Murieta („Życie i przygody Joaquína Muriety”) stanowiły dzieje będącego rzekomo postacią historyczną meksykańskiego bandyty z Kalifornii o takim właśnie nazwisku, który został zastrzelony przez oddział Strażników Teksasu w 1853 roku. Aby dowieść, że naprawdę zabili Murietę, i móc odebrać wyznaczoną za niego nagrodę w wysokości pięciu tysięcy dolarów, Strażnicy odcięli mu głowę i wsadzili ją do słoja wypełnionego whisky. Zabrali z sobą również dłoń jego wspólnika Jacka Trzy Palce. Potem obwozili obydwa trofea po całej Kalifornii, pokazując je każdemu, kto był gotów zapłacić dolara.

Głowy Indian zamknięte w słoju czy zatknięte na żerdzi były niczym flagi, którymi powiewano, aby były widoczne dla jak najszerszego kręgu odbiorców. W podobny sposób zapadającym w sen Amerykanom pokazywano „planszę testową z głową Indianina” w chwili, gdy stawialiśmy żagle i odpływaliśmy ze swych salonów, by poprzez rozjarzone, szmaragdowe fale eteru dotrzeć do nowych wybrzeży  – ekranów Nowego Świata.

Tocząca się głowa

Czejenowie mają taką starą opowieść o toczącej się głowie. Jest w niej mowa o rodzinie (złożonej z męża i żony oraz ich syna i córki), która porzuciła swój plemienny obóz i osiedliła się nad jeziorem. Rankiem, po odtańczeniu rytualnego tańca, mąż rozczesywał włosy swej żony i malował jej twarz na czerwono, po czym udawał się na polowanie. Gdy wracał, jej twarz była na powrót czysta. Kiedy zdarzyło się to już kilka razy, postanowił ją śledzić i z ukrycia obserwować, co takiego kobieta robiła, kiedy nie było go w pobliżu. Zastał ją w jeziorze, splecioną w miłosnym uścisku z przypominającym węża potworem z głębin. Posiekał więc potwora na kawałki i zabił swą żonę, a mięso przyniósł do domu dla swego syna i córki. Oboje zorientowali się, że smakuje ono inaczej niż zwykle. Syn, który wciąż jeszcze karmiony był piersią, stwierdził: „Właśnie tak smakuje moja mama”. Starsza siostra powiedziała mu jednak, że to po prostu jelenina. Gdy jedli, do ich namiotu wtoczyła się głowa. Zaczęli uciekać, a głowa podążyła za nimi. Siostra chłopca przypomniała sobie, że tam, gdzie się bawili, rosły bardzo gęste cierniste krzewy, i mocą swych słów sprawiła, że wyrosła za nimi ściana takich cierni. Głowa jednak przedarła się przez nie i nadal ich goniła. Wówczas dziewczyna przypomniała sobie miejsce, gdzie wznosiły się niegdyś trudne do przebycia stosy głazów. Głazy również pojawiły się natychmiast, kiedy tylko o nich wspomniała, lecz nie powstrzymały toczącej się głowy, więc Indianka narysowała na ziemi wyraźną linię, w miejscu której powstała rozpadlina, tak głęboka, że głowa nie była w stanie jej pokonać. Jednakże po długiej i obfitej ulewie przepaść ta wypełniła się wodą. Głowa przeprawiła się wówczas przez przeszkodę, a gdy dotarła do przeciwległego brzegu, odwróciła się i wypiła wszystką wodę z rozpadliny. Wówczas okazało się, że się upiła i jest kompletnie ogłupiała. Chciała więcej. Więcej czegokolwiek. Więcej wszystkiego. I już tylko po prostu toczyła się przed siebie.

Kontynuując naszą opowieść, powinniśmy pamiętać o jednym: o tym mianowicie, że nikt nigdy nie staczał odciętych ludzkich głów ze schodów świątyń. Mel Gibson po prostu to sobie wymyślił. Niemniej jednak – przynajmniej tym spośród nas, którzy oglądali jego film – utkwiła w pamięci scena, w której głowy staczają się ze schodów świątyni w stworzonym przez niego filmowym świecie, mającym odzwierciedlać realia życia meksykańskich Indian z pierwszego dziesięciolecia XVI wieku. Oto Meksykanie, nim jeszcze stali się Meksykanami. Zanim dotarli tu Hiszpanie.

W taki oto sposób byliśmy opisywani przez wszystkich i wciąż obrzuca się nas oszczerstwami, wbrew wszystkim – nietrudnym wszak do znalezienia w  Internecie  – faktom dotyczącym prawdziwych dziejów poszczególnych plemion i obecnej sytuacji rdzennych mieszkańców Ameryki. Mamy więc ponurą sylwetkę pokonanego Indianina, w umysłach naszych zaś tkwi scena z głowami staczającymi się ze schodów świątyni, jak również obraz ratującego nas Kevina Costnera, Johna Wayne’a uśmiercającego nas ze swego sześciostrzałowego rewolweru oraz pewnego Włocha nazwiskiem Iron Eyes Cody, grającego nasze role w filmach. Mamy lamentującego i roniącego łzy nad zanieczyszczeniem środowiska Indianina w reklamie (w tej roli również wspomniany Iron Eyes Cody) oraz miotającego szpitalnym wodotryskiem szalonego Indianina, który był narratorem, głosem w powieści Lot nad kukułczym gniazdem. Mamy też wszystkie te logo i maskotki. Reprodukcję kopii wizerunku Indianina w podręczniku. Indianie zostali zatem usunięci ze wszystkich ziem, poczynając od północnych krańców Kanady i najdalszych zakamarków Alaski, a kończąc na samym koniuszku Ameryki Południowej, a następnie sprowadzono ich wszystkich do jednego tylko wizerunku głowy przyozdobionej pióropuszem. Nasze głowy widnieją na proporcach, ubraniach i monetach. Najpierw pojawiły się oczywiście na jednopensówce (the Indian Head cent), a następnie na miedzianej pięciocentówce z bizonem (the buffalo nickel) – w obu przypadkach zanim jeszcze, jako naród, mieliśmy prawo głosu. Obydwu tych monet – podobnie jak prawdy o tym, co rzeczywiście działo się w czasach ekspansji kolonialnej na całym świecie, czy też krwi przelanej we wszystkich tych rzeziach – nie ma już obecnie w obiegu. 

W naszym serwisie możecie już przeczytać kolejny fragment książki. Jeśli zainteresowała Was powieść Nigdzie indziej, możecie ją kupić w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Nigdzie indziej
Tommy Orange
Wydawnictwo
Autor