Kiepura pyskiem – Konopacka dyskiem! Fragment książki „Złota"

Data: 2019-03-26 11:02:31 Autor: Sławomir Krempa
News - Kiepura pyskiem – Konopacka dyskiem!	Fragment książki „Złota

Uprawiała prawie wszystkie dyscypliny lekkoatletyczne, w których występowały kobiety, i jeszcze biła wszelkie możliwe rekordy. Pisano o niej: „złota dama polskiego sportu”, „złota dziewczyna”. Albo „campionissima”. Albo jeszcze inaczej: „współczesna Diana". Do lektury książki Agnieszki Metelskiej Złota, opowiadającej o Halinie Konopackiej, pierwszej polskiej złotej medalistce olimpijskiej, zaprasza Wydawnictwo Czarne. W naszej redakcyjnej recenzji zwracamy uwagę na fakt, że to publikacja świetnie napisana, ukazująca historię głównej bohaterki, ale też w sposób przystępny przybliżająca czasy, w których żyła Konopacka. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy Wam premierowe fragmenty publikacji. Dziś czas na kolejną część tej historii:

Kiepura pyskiem – Konopacka dyskiem!     

W taki sposób lubiący dosadne określenia warszawiacy przyrównywali amsterdamskie zwycięstwo Haliny Konopackiej do tryumfów śpiewaka Jana Kiepury w Operze Wiedeńskiej.

Złota medalistka dorównała sławą chłopakowi z Sosnowca, który swoim tenorem rozsławiał Polskę w świecie! Jej popularność nie miała granic. W niektórych domach wisiały obok siebie na ścianie wycięte z gazety dwa zdjęcia: Piłsudskiego i Konopackiej.

Rubryki sportowe w dziennikach stały się najpoczytniejszymi stronami. Nawet socjalistyczny „Robotnik” cytował lewicowy dziennik „Głos Prawdy”, który: „[…] oczyma duszy pieści p. Konopacką na stadionie amsterdamskim, upaja się radością życia poezji sportowej Wierzyńskiego i pełen ekstazy składa te wszystkie cuda pod stopy Belwederowi, skąd – jak twierdzi – wyszły”.

Wieść niosła, że pewien zakochany w sportsmence arystokrata spod Poznania zatrzymał pociąg, którym Konopacka wracała z igrzysk, i zaprosił całe towarzystwo mistrzyni na całonocny bankiet.

Dochodziło i do zabawnych incydentów. Już w Polsce olimpijczycy zatrzymali się po drodze w jednym z prowincjonalnych hoteli. Kucharz, który podróżował z ekipą, po bardzo uroczystej kolacji postanowił uczcić szczególnie dziejową chwilę polskiego sportu. W białym fartuchu i wielkiej kucharskiej czapie wszedł na salę, aby olimpijskiej mistrzyni złożyć gratulacje. Chciał chyba zaśpiewać Sto lat, ale ze wzruszenia pomylił się i zaintonował: „Używajmy życia póki czas, bo za sto lat nie będzie nas”. Obecni zawtórowali skwapliwie.

Na warszawskim dworcu na złotą Halinę czekały tłumy z kwiatami.

Niemal wprost z peronu olimpijscy zwycięzcy z medalami na szyjach udali się do Belwederu, gdzie na audiencji przyjął ich marszałek Jozef Piłsudski. Do Haliny Konopackiej skierował słowa:

– Ach, to pani gdzieś tam w Amsterdamie zdobyła dla nas złoty medal! To dobrze! To służy Polsce!

I dodał, że wolałby, żeby młodzi ludzie, zamiast bić rekordy, ćwiczyli na wszystkich boiskach Polski, bo chciałby swoją młodzież widzieć piękną i zdrową.

Konopacka dopiero w 1975 roku, podczas spotkania w Klubie Olimpijczyka, przyzna, co poczuła wtedy w Belwederze: „Dreszcz buntu przeleciał mi po grzbiecie, chciałam powiedzieć, że nie ma zwycięstwa bez zmagania, […] wysiłku bez rozkoszy pokonania siebie, warunków, przeciwnika”.

W 1928 roku stara się unieść ciężar sławy. Rozpoznawana jest w każdym miejscu, w którym się pojawia, mimo że to czasy bez telewizji. Wieść niosła, że po zakończonym przedstawieniu w teatrze Morskie Oko publiczność zgotowała jej owację, a dyrekcja ofiarowała wiązankę kwiatow.

Kazimierz Rudzki, znany aktor, zapytany, jak przeżywał tę polską chwilę, przypominał czasy, kiedy biegało się po „Przegląd Sportowy”. Nie, nie miał radia, o żadnych transmisjach nie było mowy. I nagle Konopacka, złoty medal olimpijski. Wierzyński, złoty medal olimpijski. Po raz pierwszy w dziejach usłyszano „Jeszcze Polska nie zginęła” na największej arenie sportowej świata.

„Ilustrowany Kurier Codzienny” w dodatku „Kurier Sportowy” z 7 sierpnia 1928 roku, w tekście zatytułowanym Dla nas to sprawa narodowa, stwierdzał: „Przez wiele lat zaprzeczano nam prawa do równego rozwoju z naszymi sąsiadami. Wykazywano nam z matematyczną pewnością, że nie potrafimy osiągnąć takiego poziomu kultury, choćby fizycznej, co inni. Że jesteśmy skazani na naśladowanie cudzych wzorów. […] Tymczasem mimo wszelkich braków i niedomagań, jakie nasz sport jeszcze przeżywa, potrafiliśmy zadokumentować w najoficjalniejszy sposób, że sport jest u nas w pełni rozwoju”.

Złoto Haliny Konopackiej leczyło polskie kompleksy.

„Stadion” zadedykował Halinie uroczystą okładkę. Uśmiechnięta twarz mistrzyni, polski orzeł, po bokach kwiaty i napis: „Amsterdam. 31 VII 1928”. A nad tym konterfektem pięć kół olimpijskich.

Złota medalistka pojawiła się wśród kwiatów także na okładce trzydziestego piątego numeru „Przeglądu Sportowego”, z podpisem „Nasza chluba olimpijska wróciła 8 sierpnia do Warszawy. Proponują jej szereg startów za granicą”.

Zofia Trzcińska-Kamińska, słynna rzeźbiarka i medalierka, zaprosiła Halinę do pracowni. Odlała z brązu popiersie Konopackiej. To samo, które ocaleje podczas wojny, ukryte pod zwałami węgla.

Jeśli chcecie poznać całą historię Haliny Konopackiej, sięgnijcie po książkę Złota. Możecie ją kupić w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Pasażer na gapę
Adrian Bednarek
Pasażer na gapę
Plan Huberta
Kluss Ewelina, Prokopek-Pyśk Marta
Plan Huberta
Trefny Tatuś
David Walliams;
Trefny Tatuś
Nigdzie indziej
Tommy Orange
Nigdzie indziej
Dom lalek
Edyta Świętek
Dom lalek
Pokaż wszystkie recenzje