Tym razem recenzja będzie zawarta w kilku punktach.
Po pierwsze: okładka – jak dla mnie to majstersztyk. Sroki okładkowe będą zadowolone. Zdjęcie czy grafiki nie pokazują jej szczegółowości, a jest ona bardzo dopasowana do treści. Lubię to!
Po drugie: ilustracje-zagadki w środku. Przyznaję, że z czymś takim spotkałam się pierwszy raz i ten pomysł mocno mnie zaintrygował. Poczułam się trochę jak Odnajdywaczka 🤭
Po trzecie: redakcja. Dawno nie czytałam tak dopracowanej książki. Pojawiło się kilka nadprogramowych półpauz, ale to niewielki szczegół.
Po czwarte: fabuła. I tu zatrzymam się na chwilę dłużej.
Matka Lucy znika. Nastolatka trafia pod skrzydła swojej ciotki Doris i wykonując jej polecenia (kradzieże), trafia na tajemnicze wahadełko. Wtedy zaczyna się dziać.
Okazuje się bowiem, że to nie ona odnalazła skarb, a to on wybrał ją – Odnajdywaczkę nieświadomą swojego talentu.
Napisana lekkim stylem historia, która zawiera w sobie dużo przyjemnej urban fantasy (wiecie, że w głębi ziemi są Lochy, a tam znajduje się wszystko, co
zgubione?), nutę kryminału (Golden Gordy to dupek, serio), nieco thrillera (Lucy odkrywa, że zniknięcie jej matki i wcześniejsza „śm*ć” jej ojca jest mocno powiązana z… nią samą).
Sporo fantastycznych potworów, tych mniej i bardziej groźnych. Trochę groteski (jak dla mnie).
Nie wiem, czy to kwestia tłumaczenia czy autor w ten sposób poprowadził narrację, ale historia przedstawiona w „Księdze” (jest jeden taki dłuższy fragment spisany 🩸) w moim odczuciu straciła na „mocy”, a to dzięki potocznemu językowi.
Wydawnictwo: Kropka
Data wydania: 2026-05-06
Kategoria: Dla dzieci
Kategoria wiekowa: 9-12 lat
ISBN:
Liczba stron: 472
Tytuł oryginału: Agence Perdido. Les derniers retrouveurs
Dodał/a opinię:
mklaudiamax
Lot statkiem Cupido trwa, ale Léonor i pozostali uczestnicy programu Genesis już wiedzą, że zostali oszukani – na Marsie będą w stanie przetrwać...
Odmów... – szepcze mi do ucha cichy głos. – Wiesz, że nie nadajesz się do tej misji z tym, co masz do ukrycia. Wiesz, że jeśli polecisz...