Levan, malutkie miasteczko, w którym każdy zna każdego. To tam mieszka trzynastoletnia Josie, która ponad wszystko kocha muzykę i książki. Jest inna od swoich rówieśników, ponieważ uwielbia wszystko rozważać i uczyć się nowych, nieznanych słów. Podczas podróży do szkoły zostaje usadzona ze starszym chłopakiem, który pokazuje się jej jako niedostępny i wiecznie niezadowolony. Między nimi zaczyna się rodzić nić porozumienia za pomocą literatury i wielkich kompozytorów. Jednak Samuel po szkole wyjeżdża do wojska i wraca z zupełnie innym nastawieniem. Czy ich drogi ponownie się połączą? Jak bardzo bohaterowie się zmienią? Czy ich marzenia się spełnią?
Nie będę ukrywać, dość długo zbierałam się w sobie, by wreszcie napisać Wam o tej powieści. Po skończeniu jej miałam tak wielki mętlik, że nie wiedziałam jak to ubrać w słowa. Jednak czas wreszcie się za to zabrać, a jeśli widzicie tą recenzję, to znaczy że coś udało mi się stworzyć :)
Historia nie należy do tych lekkich, przyjemnych i uroczych. Nie ma tutaj pędzącej na łeb na szyję akcji, a bohaterami nie wstrząsają gwałtowne emocje, przez które robią nieoczekiwane rzeczy. W tak małym miasteczku trzeba uważać na każdym kroku, by nie skończyć na ustach wszystkich. Dodatkowo dla tej dwójki pojawia się problem, ponieważ Samuel jest w połowie Indianinem, przez co do końca nie jest akceptowany w społeczeństwie.
Bohaterowie są cudownie wykreowani. Jestem pełna podziwu jak autorka to wymyśliła i ich poprowadziła. Problemy i zmagania jakie musieli przejść bohaterowie są tak dobrze opisane, że w pewnych momentach miałam wrażenie, że to ja stoję przed takimi wyborami. Josie nie miała łatwego dzieciństwa, ponieważ gdy tak naprawdę była dzieckiem zmarła jej mama i to ona musiała przejąć jej obowiązki, jako ostatnia kobieta z rodziny. Nie miała ona czasu cieszyć się młodością i beztroską. Jak na tak młodą osobę była niezwykle dojrzała emocjonalnie i rozmyślała nad sprawami, które dla dorosłych sprawiały problemy. Mimo wszystko starała się wszystkim pomagać i nigdy nie narzekała. Poświęciła siebie dla dobra innych. Samuel zaś jako w połowie Indianin nie potrafił znaleźć swojego miejsca na świecie, obydwa społeczeństwa nie potrafiły go w pełni zaakceptować. Chłopak nie miał znajomych, a z rodzicami (a raczej jednym) nie miał najlepszych relacji. Po czasie znalazł swój cel i za wszelką cenę chciał go osiągnąć.
Historia nie raz łamała mi serce. Bohaterowie uczą się jak sprostać wszystkim przeciwnościom i nie zatracić w tym siebie. Ta powieść jest pełna delikatności, drobnych gestów, muzyki i klasycznej literatury. Styl autorki po prostu pochłania i nie wypuszcza. Przez nią się płynie i nie chce przestać.
Jeśli szukacie książki, w której nie ma pędzącej akcji, gdzie drobne gesty znaczą więcej niż tysiąc słów, chcecie znaleźć ciekawe klasyczne książki i muzykę, to ta powieść jest dla Was. Amy Harmon stworzyła przepiękną historię miłosną, która musiała swoje przejść i dojrzeć, by w całości ją docenić. Do tego porusza ważny temat jakim jest nietolerancja i poszukiwaniu własnego celu. Ja mogę tylko serdecznie Wam ją polecić, jeżeli nie mieliście jeszcze okazji się z nią zapoznać.
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 2018-08-07
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 344
Tytuł oryginału: Running Barefoot
Język oryginału: Angielski
Tłumaczenie: Joanna Sugiero
Ilustracje:Brak
Dodał/a opinię:
Paulina Balcerzak
Kjell z Jeru był starszym bratem króla. Jego bękarcie pochodzenie zamknęło mu drogę do tronu, jednak ani przez moment nie zazdrościł bratu władzy...
Amy Harmon Autorka bestsellerów "New York Timesa" Czasem najważniejsze walki to te, których nie spodziewamy się wygrać. Dawid walczył od...