Zacznę trochę nietypowo. W tym roku to już nie dam rady, chociaż nigdy nie wiadomo, ale w przyszłym roku, obiecuję, odwiedzę piękną Jelenią Górę i jej jeszcze piękniejsze okolice. Ostatnio jakiej powieści nie tknę to Jelenia Góra albo okolice. Nie inaczej jest w powieści Katarzyny Wolwowicz „Jaskinie umarłych”. Znowu znalazłem się w Jeleniej Górze. Thriller psychologiczny z mocnymi wątkami kryminalnymi z przewodnimi dwoma pytaniami, jak dla mnie. Pierwszym to czy zło już kiełkuje w dzieciństwie a drugie to czy można tak grać na uczuciach drugiego człowieka, grę rozciągnąć w czasie aby ją uwiarygodnić, żeby tym człowiekiem potem zawładnąć. Psychologiczny, bo autorka starannie oddała rysy psychologiczne niemal każdej postaci powieści. Czytelnik może się domyślać przebiegu przestępstw, ba, nawet jednego ze sprawców ale psychologiczna konstrukcja powieści natychmiast spycha nas ze ścieżki prawdy, która już po chwili ginie za krzakami intryg, kłamstw, niedomówień czy kolejnym męskim nieboszczykiem w jaskini. A jak dodam jeszcze, że tak naprawdę są tu dwie potężne intrygi kryminalne, które nie wiedzieć czemu, autorka sprawnie i z finezją umiejscowiła w jednej powieści to nie pozostaje nic innego jak tylko zamówić pozycję. Ale to nie wszystko. Zakończenie mnie zaskoczyło, wiem, że autorka na koniec zawsze zostawia coś na apetyt ale tu to ja chcę już żreć, teraz, natychmiast proszę o kontynuacje Pani Katarzyno. Wiem gdzie Pani mieszka. Nie jest to groźba, raczej przepowiednia, następnej wyśmienitej pozycji spod Pani pióra …
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2024-03-27
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 336
Dodał/a opinię:
Andrzej Trojanowski
Na przeszłość nie mamy wpływu, a i o przyszłości nie decydujemy w pełni sami...
Kiedy po burzliwym locie do Albanii znika bez śladu polskie małżeństwo, a albańska mafia postanawia zabić jednego z ważniejszych polityków, to znak, że...
Rupert Ogrodnik porządkuje dom po dziadku. Przypadkowo znajduje skrytkę z metalową szkatułką, w której spoczywa stary list. I choć najwyraźniej został...
Przewrócił się na drugi bok i naciągnął kołdrę na wystający, okrągły brzuch, zastanawiając się, kiedy, do cholery, ten twór tak bardzo mu urósł.
Więcej