Romanse nie są gatunkiem, po który sięgam często — zdecydowanie bliżej mi do kryminałów, thrillerów i literatury wojennej. Rebecca Yarros jest jednak autorką, która potrafi przekonać nawet najbardziej sceptycznych czytelników wobec historii miłosnych.
Dwie pierwsze części serii „Flight & Glory” pozytywnie mnie zaskoczyły emocjonalną głębią bohaterów oraz autentycznym, istotnym dla fabuły wojskowym tłem. Dlatego po trzeci tom, „Każdym drżącym oddechem”, sięgnęłam z naturalną ciekawością, pragnąc wrócić do znanego uniwersum i sprawdzić, czy autorka ponownie udowodni, że potrafi pisać romanse dojrzałe i pełne emocjonalnej prawdy.
Porucznik Grayson Masters to ambitny, zdyscyplinowany i zamknięty w sobie żołnierz, który za wszelką cenę pragnie ukończyć niezwykle wymagający kurs pilotażu śmigłowców Apache. Dla niego nie jest to jedynie kolejny krok w karierze, lecz przede wszystkim ucieczka — od bolesnej przeszłości i emocji, z którymi nie potrafi się zmierzyć. Grayson doskonale wie, że jeden błąd może kosztować go wszystko, dlatego nie dopuszcza do siebie żadnych rozproszeń… przynajmniej do chwili, gdy w jego uporządkowane życie wkracza Samantha.
Samantha właśnie została wyrzucona z uczelni i znajduje się w momencie, w którym jej świat zaczyna się rozpadać. Zmuszona do zmiany miejsca zamieszkania, trafia pod jeden dach z Graysonem. Od pierwszych chwil między nimi pojawia się napięcie. Jej cięty język, niezależność i bezkompromisowość działają mu na nerwy, a jednocześnie sprawiają, że nie potrafi przestać o niej myśleć. Samantha z kolei szybko dostrzega, że pod chłodną, zdystansowaną fasadą współlokatora kryją się ból, tajemnice i tłumione emocje, których Grayson desperacko strzeże.
Oboje noszą w sobie sekrety, których nie są gotowi ujawnić. Samantha unika konfrontacji z własną przeszłością, a każde zbliżenie do Graysona sprawia, że coraz trudniej jej uciekać przed prawdą o samej sobie. Dla Graysona odkrywanie własnej historii wiąże się z ogromnym ryzykiem — bo to, co skrywa, może okazać się zbyt bolesne, by pozwolić komukolwiek się do tego zbliżyć.
Choć żadne z nich nie może sobie teraz pozwolić na uczucie, emocje stopniowo wymykają się spod kontroli. Rozsądek przegrywa z sercem, a napięcie między nimi narasta, prowadząc do chwil pełnych czułości, ale też bólu, lęku i niepewności.
Są takie książki, które nie uderzają od razu. Nie przytłaczają dramatyzmem ani wielkimi gestami. Zamiast tego wchodzą pod skórę powoli, niemal niezauważalnie — i zostają tam na długo. „Każdym drżącym oddechem” Rebecci Yarros jest właśnie taką historią – wciągającą od pierwszych stron, poruszającą i pełną emocji.
Ta powieść poruszyła mnie głębiej niż poprzednie tomy serii. Być może dlatego, że opowiada o uczuciach trudnych, niewygodnych i bolesnych — o lęku przed bliskością, poczuciu winy oraz traumach, które nie znikają tylko dlatego, że bardzo tego chcemy. Rebecca Yarros pisze o miłości bez lukru i bez obietnic łatwego szczęścia. Jej bohaterowie nie są „gotowi” na związek — oni dopiero uczą się, jak przetrwać samych siebie.
Relacja Graysona i Samanthy rozwija się powoli, niemal ostrożnie, jakby każde kolejne zbliżenie mogło wszystko zniszczyć. I właśnie ta kruchość zrobiła na mnie największe wrażenie. Ich uczucie nie opiera się na fajerwerkach, ale na milczeniu, niedopowiedzeniach i drobnych gestach, które znaczą więcej niż wielkie deklaracje. Każda rozmowa, każdy dotyk niesie ze sobą ciężar przeszłych doświadczeń i strach przed kolejnym zranieniem. Nic nie dzieje się tu przypadkiem ani „za szybko” — wszystko ma swoją emocjonalną cenę.
Grayson i Samantha to bohaterowie, którzy momentami potrafią frustrować, ale jednocześnie nie sposób ich nie zrozumieć. Grayson, zamknięty w sobie, zdystansowany i pełen niewypowiedzianego bólu, oraz Samantha, która swoje lęki przykrywa sarkazmem i ostrym językiem, są boleśnie prawdziwi. Ich niedoskonałości, błędy i wewnętrzne walki sprawiają, że historia staje się intymna i wiarygodna. Czytając, miałam wrażenie, że podglądam coś bardzo osobistego — proces powolnego otwierania się na drugiego człowieka, krok po kroku, często wbrew własnym instynktom obronnym.
Ogromną rolę odgrywa również wojskowe tło powieści. Surowe, nieprzyjazne i bezlitosne, staje się ono nie tylko scenerią, ale realnym źródłem napięcia i emocjonalnego ciężaru. To świat, w którym nie ma miejsca na słabość, a jednocześnie to właśnie tam bohaterowie muszą zmierzyć się z własnymi granicami. Presja służby, nieustanne poczucie zagrożenia i konsekwencje podjętych decyzji wpływają na każdy aspekt ich życia — także na miłość, która w takich warunkach wymaga jeszcze większej odwagi.
„Każdym drżącym oddechem” to historia dwojga młodych ludzi, którą czytałam z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. To opowieść o tym, że czasem największym wyzwaniem nie jest pokochanie kogoś innego, lecz pozwolenie sobie na bycie kochanym. O tym, że uzdrowienie to proces długi, bolesny i pełen cofnięć — ale mimo wszystko możliwy.
To książka, która zostaje w sercu, bo mówi o rzeczach trudnych w sposób niezwykle ludzki. I choć romanse jako gatunek nadal nie są mi szczególnie bliskie, Rebecca Yarros po raz kolejny sprawiła, że zrobiłam wyjątek. „Każdym drżącym oddechem” to historia, którą się nie tylko czyta — ją się przeżywa.
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2025-09-10
Kategoria: Dla dzieci
ISBN:
Liczba stron: 496
Tytuł oryginału: Beyond What is Given
Dodał/a opinię:
Ilona Wolińska
Autorka bestsellerowej serii ,,Fourth Wing", która rozpaliła serca milionów osób na całym świecie - z nową powieścią! ,,Wiedziała. Właśnie dlatego mama...
AUTORKA #1 NA LIŚCIE ,,NEW YORK TIMESA" Jakim mianem się określisz, skoro inni zdecydowali już, kim tak naprawdę jesteś? Sześć lat temu, gdy Camden Daniels...