Kolejna książka, która dosyć długo czekała na swoją kolej, mam wrażenie, że wszystko się sprzysięgło temu, żebym nie mogła po nią sięgnąć. W końcu się jednak udało, historię poznałam jeszcze na wattpadzie, ale przyznam że nie doczytałam jej do końca, dlatego też trzymając ją w rękach poznawałam ją na nowo, a zakończenie było dla mnie niespodzianką. Romans z ciekawymi i oryginalnymi wątkami, elementami spicy i oczywiście kłamstwami.
Tyler wyjeżdża z Nowego Jorku do małej mieściny w celach służbowych, jednak na miejscu ukrywa swoją prawdziwą tożsamość. Staje się zwykłym mężczyzną, ochroniarzem otaczanym przez wianuszek kobiet i coraz bardziej pogłębiającym się w swoich kłamstwach. Melanie wróciła w rodzinne strony by na ożywić upadającą rodzinną cukiernię. Kobieta ma za sobą ciężkie i trudne przeżycia, które masuje przed najbliższymi. Choć jest zdeterminowana, to niestety jej działania nie przynoszą większych korzyści, jej sprzymierzeńcem nieoczekiwanie staje się właśnie Tayler, przed którym się otwiera, do którego zaczyna coś czuć, a który działa nie do końca bezinteresownie.
Twórczość autorki bardzo lubię i cenię, a jej historie choć wpisują się w dobrze znane schematy, to jednak wraz z biegiem fabuły zaczynają je łamać i wprowadzają taką nutkę świeżości. Tak tez było tutaj, niby od początku wiemy jak to się skończy, bo zastosowane przez autorkę motywy, dają jasne do przewidzenia konsekwencje, jednak ta droga zanim do nich dojdzie, jest interesująca, i nie do końca już taka przewidywalna. Powieść zaczyna się konkretnie, niby lekko ale już zaczynają się pojawiać pierwsze problemy, pierwsze zgrzyty i krok po korku atmosfera się zagęszcza. Choć było sporo konkretów to i pojawiło się dosyć dużo niewiadomych, autorka tutaj świetnie się bawiła dając nam strzępki informacji, które można było różnie interpretować, które nasuwały wiele teorii spiskowych i które sprawiały, że niemal do końca nie można było być pewnym tego co się wydarzy.
To jedna z nielicznych książek, przy których polubiłam się z bohaterami. Mel i Tayler wydawali się mi tacy prawdziwi, popełniali błędy, podejmowali szalone i spontaniczne decyzje, ale byli naturalni, i choć od czasu do czasu mnie lekko irytowali to naprawdę im kibicowałam i to nie tylko w aspekcie ich relacji, która od samego początku była skomplikowana i napięta, i przy której wiedziałam że bez dramatu się nie obejdzie. Co do końcówki czuje niedosyt, ale ja już chyba przywykam do tego stanu, więc nic więcej na ten temat nie powiem.
W książce roi się od popularnych i lubianych motywów, mamy delikatny hatelove, mój ukochany age gap, mamy rodzinne waśnie, tajemnice, kłamstwa, ukryte motywy, trudną przeszłość i wiele innych. Oczywiście pojawił się też znienawidzony przeze mnie motyw zakładu, ale jak już wspominałam wcześniej autorka pokierowała nim nieco inaczej i nadała mu świeżości, więc tak bardzo mnie tutaj nie wkurzał. Powieść napisana jak zawsze w cudownym stylu, niby lekkim ale jakże zajmującym, idealnie oddaje emocje i uczucia bohaterów, jednocześnie tworząc huragan w emocjach czytelnika.
Choć to drugi tom serii, śmiało można go czytać bez znajomości pierwszego tomu, to całkiem inna historia, nie mająca z nim w zasadzie nic wspólnego poza epizodycznym pojawieniem się występujących tam postaci. Książka mi się oczywiście podobała, nawet pomimo jej obszerności, bo to ponad 450 stron przeczytałam ją za jednym zamachem, całkowicie odcinając się od rzeczywistego świata. Warto było na nią czekać i w końcu przeczytać, zdecydowanie polecam, w szczególności fankom nietuzinkowych romansów.
Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2025-09-29
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 462
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Aleksandra Iwanek
Miłość, kariera, pieniądze i piękny dom na przedmieściach Jersey City – zdaje się, że Andersonowie mają wszystko. Mimo to chęć powitania na świecie...
Jedna chwila wystarcza, by spokojne i szczęśliwe życie Olivera wywróciło się do góry nogami. Gdy jego żona Linda oświadcza mu, że spodziewają się dziecka...