Zaczynając od okładki, już od momentu jej ujrzenia, mnie do niej zaczęło przyciągać. Nietypowa. Widzimy prawdopodobnie kobietę, która tonie w wodzie i wodorostach. Tak przynajmniej wydaje się mi. Tatuaż na ręce - a do tego ten tytuł - Księżycowa kołysanka. Byłam ciekawa co ma wspólnego okładka z treścią i tytułem, nawet nie wiecie jak bardzo byłam zaintrygowana... Przeczytałam jednak opis, bo po samej okładce nie byłam do końca aż tak przekonana. "Urokliwy dom nad jeziorem [...]" i tu mnie mieli. Lubię takie klimaty i postanowiłam, że się skuszę, najwyżej będę sobie pluć w brodę, że dałam się porwać domkowi nad jeziorem, gdzie mogło być niezwykle klimatycznie, a nie było.
Okładka posiada skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich ujrzymy trzy propozycje książkowe, w tym jedną p. Misiołek. "Kryształowe serca", a na drugim przeczytamy kilka zdań na temat autorki.
Strony są kremowe, czcionka duża, dzięki czemu czyta się szybko. Odstępy między wersami zostały zachowane, marginesy również. Gdzieniegdzie pojawiły się literówki lub inne drobne błędy, ale nie było ich zbyt wiele, więc nie raziły w oczy.
Na samym początku muszę przyznać, że... żałuję, że tak sceptycznie się do tej historii nastawiałam. Nie spodziewałam się, że pochłonę tę historię w tak szybkim tempie, jak na mój wolny czas przystało. Naprawdę jestem w szoku, bo pani Misiołek spowodowała głównie podzieleniem narracji na TERAZ i KIEDYŚ, że po prostu musiałam połknąć tę książkę niemal na raz. Jeszcze jeden rozdział, póki nie ma klientki... I tak doczytałam do ostatniej kropki. Zdecydowanie jestem zadowolona. Pisarka posługuje się lekkim i przystępnym piórem, które pochłania się z przyjemnością. Nie ma tu jakichkolwiek blokad, które uniemożliwiałyby nam czytanie.
Chciałabym też Was zachęcić do sięgnięcia po dziś recenzowaną książkę. Naprawdę czyta się ją szybko i co ważne, jest naprawdę dobrze napisana. Co wpłynęło na to, że jestem tak zadowolona?
Styl, o którym już Wam powyżej wspomniałam. Czyta się lekko i przyjemnie, a to jest ważnym elementem książki, którą chcemy przeczytać.
Bohaterowie są tutaj kolejnym punktem wartym uwagi. Wykreowani są oni na normalnych ludzi, istniejących w naszej rzeczywistości. Każdy z nich jest inny, różni się od siebie. Ma inny charakter, inny tok myślenia. Nikt nie jest stworzony po łebkach, a wątki są doprowadzone do końca. Cieszę się, że nie są stworzeni na jedno kopyto i że nie są obojętni - dzięki temu jednych mogłam polubić bardziej, innych w ogóle... Agata, niegdyś związana z Adamem, przyjaciółka Baśki i Bartka. To do nich początkowo należał dom nad jeziorem. Spotykali się w nim i tworzyli historię.
Cztery różne osoby, diametralnie się od siebie różniące. I chyba najbardziej polubiłam Bartka. Baśka działała mi na nerwy swoim zachowaniem, często nieprzemyślanym. Adam, to już w ogóle na samym początku nie przypadł mi do gustu, wydał się chłopem nie z tego świata, którego był dosłownie chyba zamordowała. Jego zachowanie nie zasługuje na nic, na pewno nie na szacunek... Agata z kolei była dla mnie obojętną postacią z początku. Uważałam ją za niewartą uwagi - nie potrafiła się postawić, powiedzieć wszystkiego wprost, nie była asertywna i w ogóle nie mogłam jej zrozumieć. Dawała się traktować jak nie powiem kto, a potem jeszcze dodatkowo przez to cierpiała... Było mi jej żal w kilku chwilach, ale niestety nie polubiłam jej, nic a nic. Z kolei właśnie ten Bartek zatarł mi się w głowie. Jego mi było naprawdę szkoda, ale wierzyłam w niego cały czas i trzymałam kciuki za niego, by w końcu czuł się szczęśliwy i doceniony. Jak widzicie mogłabym tak pisać o nich bardzo długo, ale na okrętkę aż za długo się nie da, a spoilerować Wam nie chcę, bo to się mija z celem. :) Podsumowując, warto poznać te postacie, ale i pozostałe, których celowo nie wymieniłam. Bo te, których imiona tu nie padły mogą mieć duży udział w fabule...
Fabuła jest naprawdę ciekawie wymyślona. Oczywiście czytając o jakże klimatycznym miejscu, gdzie jest cisza, spokój, jezioro i wymarzony dom - to coś, co po zamknięciu oczu mogłam sobie wyobrazić i niemal odetchnąć opisanym miejscem - za co dziękuje plastycznym opisom autorki. Bez tego ani rusz, nie poczułabym niczego. Do bohaterów czułam różne emocje, w pewnej chwili zrobiło mi się niesamowicie smutno, ale poza tym, nie odczuwałam kontrowersyjnych ataków emocji. Wydaje mi się, że ta lektura jest bardziej przestrogą, niż emocjonującym rollercoasterem. Z pomocą wymienionych wyżej bohaterów możemy obserwować zachowania, które tak naprawdę dotyczą nas. My tego nie zauważamy, bo skądże. Jednak gdy się o tym czyta, człowiek może popaść w zadumę. Jak wiele spraw, związków niszczy się przez brak zaufania? Brak rozmowy? Brak wspólnie spędzonego czasu? Ogromnie dużo. Można narzekać i zwalać winę z jednego na drugiego, jednak to nie o to chodzi. Tu trzeba zrozumieć daną sytuację. Trzeba usiąść, przemyśleć i starać się naprawić to, co było niegdyś mocnym fundamentem, a teraz stało się ruiną. Myślę, że po zapoznaniu się z tą historią, niejedna osoba z Waszego życia stanie Wam przed oczami. Pomyślicie sobie "o, ten Adam to tak jakby... (tu imię tejże osoby, którą znacie bądź też kojarzycie).
Książka ma swoje tempo, dzięki której czyta się bardzo szybko. No i ta narracja, podzielona na przeszłość i teraźniejszość, która jeszcze bardziej popędza nasze czytanie. Przynajmniej było tak ze mną. Trudno mi było się oderwać od tej lektury. Przez ponad trzysta stron stajemy się obserwatorem życia naszych postaci i widzimy ich zmianę. Każdego z nich. Wysnuwamy swoje teorie, przewidujemy pewne wydarzenia... Ale to dobrze. Tym przyjemniej się poznaje każdą następną stronę.
Reasumując uważam, że jest to bardzo "prawdziwa" książka. Opisuje losy kilku postaci, którzy tak naprawdę mogą być wyciągnięci z naszego życia. Autorka pokazuje życie takim, jakie jest. Niczego nie koloryzuje. Jeśli ktoś jest tchórzem, przedstawia to. I właśnie to mnie najbardziej urzekło w "Księżycowej kołysance". Prawdziwość. Nie ma tu nic zmyślonego, czegoś na siłę przedstawionego. Jest to moja druga przygoda z piórem pani Kasi Misiołek, jednak wiem na pewno, że nie ostatnia. Polecam i mam nadzieję, że się nie zawiedziecie. Oczywiście zachęcam wszystkich sceptycznie nastawionych, ale i takich, którzy już kiedyś mieli przyjemność sięgnąć po książki Misiołek, a teraz jakoś im nie po drodze. Mam nadzieję, że nie będziecie żałować. Ja nie żałuję. :)
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 2019-06-05
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 336
Dodał/a opinię:
Angelika Ślusarczyk