"Lawendowy poranek" to moje pierwsze spotkanie z prozą Jude Devereux.
Niespodziewany spadek, stary dom, do tego tajemnice, które przez lata nie zostały odkryte. Są to moje trzy ulubione motywy w literaturze, więc szybko rozpoczęłam swoją przygodę z książką.
Jocelyn Minton była w nie małym szoku wsłuchując się w słowa wypowiadane przez prawnika. Ona, dziewczyna, która nigdy nie zaznała szczęścia, rodzicielskiej miłości nagle staje się właścicielką starej posiadłości. Będąc małą dziewczynką zaprzyjaźniła się z Edi, starszą kobietą, która pokazała jej, że świat nie do końca jest taki zły. To była piękna, wyjątkowa relacja, w której jak się okazuje, nie brakowało tajemnic i sekretów.
Będąc już na miejscu poznaje dwóch kuzynów wiecznie rywalizujących ze sobą. Tym razem ich celem do zdobycia będzie...nowa mieszkanka Edilean Manor.
Ciekawi jaki będzie finał tego "pojedynku"?
Relaks z książką, to coś co, sprawia mi dużo przyjemności po kolejnym ciężkim dniu. Powieść "Lawendowy poranek" jest do tego idealną propozycją.
Wnętrze trochę przypomina historię o Kopciuszku Andersena. Tak jak dziewczyna z baśni, Jocelyn straciła matkę, ojciec związał się z inną kobietą, do tego dwie przyrodnie siostry, dla których jesteś nikim. To one są najpiękniejsze, najmądrzejsze. Chociaż jest zupełnie inaczej. Będąc małą dziewczynką spotkała na swojej drodze niezwykłą osobę, wróżkę, która istniała naprawdę. Towarzystwo Edi, jej ciepłe słowo, czułe gesty za którymi tak bardzo tęskniła były dla niej darem od losu. Dzieliła je duża różnica wieku, i Jocelyn brała pod uwagę to, że kiedyś jej najlepszej przyjaciółki po prostu nie będzie. Pozostanie poraz kolejny sama, ale tym razem będzie silniejsza wewnętrznie. Nie zaprzepaści tego, co Edi dla niej zrobiła.
Tego, że podaruje jej w spadku dom, raczej nie brała pod uwagę. Niespodziewanie Jocelyn zamienia małe mieszkanko na posiadłość z duszą. Początkowo miała lekkie problemy z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, ale z pomocą poznanych mieszkańców miasteczka, wszystko stało się znacznie łatwiejsze. Mogła liczyć na kobiece wsparcie, jak i ze strony płci przeciwnej. Romsey i Luck, dwaj kuzyni, rywalizujący ze sobą o wszystko. Pierwszy z nich jest prawnikiem, trochę zbyt pewnym siebie cwaniaczkiem. Natomiast drugi pracuje na terenie posiadłości jako ogrodnik. Jest skryty, i chwilami gburowaty. Obaj panowie są bardzo interesujący, swoim sposobem bycie, wyglądem przyciągają damskie spojrzenia.
Jocelyn to bardzo ciekawie wykreowana postać, której nie sposób nie lubić. Trzymałam za nią kciuki, żeby w końcu poczuła się spełnioną, szczęśliwą kobietą u boku ukochanego mężczyzny. Czy będzie to któryś z kuzynów? A może wkroczy trzeci kandydat w konkury? Musicie sprawdzić sami.
Nie mniej interesującą bohaterką była Edi, na temat której początkowo było mało informacji, jednak z każdą kolejną stroną dowiadujemy się o niej znacznie więcej. Cofamy się w czasie, a dokładnie do II wojny światowej. Na jaw wychodzą skrywane przez lata tajemnice, fakty, wydarzenia, które rzucają zupełnie inne światło jeśli chodzi o życie Edi. Emocji w tym wątku z pewnością nie brakuje.
Całość oceniam jak najbardziej na plus. Książkę czyta się z lekkością, płynnie. Mamy tutaj kilka elementów, z których powstała ciekawa, warta uwagi opowieść. Język jest prosty, styl również.
Urzekł mnie klimat małego miasteczka, jego mieszkańcy. No i oczywiście stara, zabytkowa posiadłość którą z chęcią zobaczyłabym na żywo.
Bardzo miło spędziłam czas przy lekturze tej historii. Wszystko jest w niej wyważone, akcja toczy się w swoim rytmie. Jest humor, nostalgia, wzruszenie. "Lawendowy poranek" to naprawdę dobrze napisana powieść obyczajowa.
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: 2015-03-05
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 392
Dodał/a opinię:
Karolajna85
Anglia. Późne średniowiecze. Dwa zwaśnione rody Montgomerych i Chatworthów krzyżują miecze w imię honoru rodziny. Czy pięknej Alyx Blacket...
„Złoty zapach wrzosu” to pełna humoru, namiętności i przygód kolejna książka Jude Deveraux. Angus McTern cieszy się szacunkiem mężczyzn...