Czy w świecie, w którym wszystko już upadło – prawo, moralność, człowieczeństwo – można jeszcze walczyć o godność? A jeśli tak… to jaką cenę trzeba za nią zapłacić?
To pytanie jest dla mnie motywem przewodnim obu części serii autorstwa Grzegorz Juszczak. Bo „Ludzie Karceru” to nie jest tylko opowieść o świecie po atomowej zagładzie. To historia o ludziach zepchniętych na samo dno i o tym, czy z tego dna można się jeszcze podnieść.
Po tę książkę sięgnęłam bez wahania. Lubię wracać do historii, które mną wstrząsnęły, które zostawiły mnie z niedosytem i pytaniem „co dalej?”. A pierwsza część właśnie taka była. Dlatego kontynuacja była dla mnie czymś naturalnym. Uwielbiam sięgać po dalsze losy bohaterów, których już zdążyłam poznać, polubić… albo których zdążyłam się bać. Dobra seria to taka, która nie wypuszcza z objęć i tu dokładnie tak było.
„Ludzie Karceru” to druga odsłona brutalnej, bezkompromisowej opowieści osadzonej w świecie po wojnie atomowej. Karcer upadł. Ci, którym udało się przeżyć, próbują odnaleźć się w nowej, nieludzkiej rzeczywistości. Każdy dzień to walka... nie tylko z głodem, strachem i zmutowanymi „menelsami”, którzy rozprzestrzeniają się niczym zaraza, ale przede wszystkim z drugim człowiekiem.
Port Washington, to miejsce, które miało być namiastką porządku, co okazuje się złudzeniem. Pod rządami Kręgu, duchownej kasty, życie zamienia się w piekło. Tortury. Głód. Upodlenie. Brak litości. I świadomość, że odbicie więźniów z tego miejsca graniczy z samobójstwem.
Ta książka jest brutalna. I mówię to z pełną odpowiedzialnością, że to lektura zdecydowanie 18+. Autor nie oszczędza ani bohaterów, ani czytelnika. Są sceny, przy których musiałam na chwilę odłożyć książkę. Nie dlatego, że były źle napisane, a wręcz przeciwnie. Były tak sugestywne, tak mocne, że czułam je pod skórą. Szczególnie wątki związane z poniżeniem i uprzedmiotowieniem kobiet są wstrząsające. I właśnie dlatego tak potrzebne w tej historii, pokazują, jak cienka jest granica między cywilizacją a bestialstwem.
Jednym z najmocniejszych momentów dla mnie była konfrontacja bohaterów z rzeczywistością po upadku Karceru. To nie był tylko fizyczny rozpad miejsca. To był rozpad nadziei. A jednak… czy naprawdę wszystko zostało stracone? Czy determinacja może być silniejsza niż strach? Czy człowiek, któremu odebrano wszystko, ma jeszcze coś, o co warto walczyć?
Podczas czytania towarzyszyły mi skrajne emocje. Złość. Bezsilność. Wstręt. Ale też napięcie i nieustanne poczucie zagrożenia. Autor świetnie buduje atmosferę, gdzie akcja nie pozwala się zatrzymać, a kiedy wydaje się, że już gorzej być nie może… okazuje się, że może. I to właśnie ta nieprzewidywalność sprawiła, że przewracałam kolejne strony z bijącym sercem.
Bardzo podobało mi się to, że ta część jest jeszcze dojrzalsza, jeszcze bardziej bezkompromisowa. Nie ma tu miejsca na tani sentymentalizm. Jest brud, krew i walka o przetrwanie. Ale jest też coś więcej – pytanie o to, czym tak naprawdę jest człowieczeństwo w świecie, który przestał być ludzki.
Najbardziej urzekła mnie determinacja bohaterów. Ich upór. To, że mimo wszystkiego, co przeszli, nie poddają się całkowicie. Że w tym chaosie wciąż tli się iskra buntu. I to daje nadzieję, nie taką cukierkową, ale surową, wywalczoną.
Jeśli lubicie mroczną, brutalną fantastykę postapokaliptyczną, która nie boi się przekraczać granic i zostawia po sobie ślad, to „Ludzie Karceru” jest dla Was. To nie jest łatwa lektura. Ale to historia, która zostaje w głowie na długo.
A ja? Czekam na więcej. Bo ten świat, choć przerażający, wciągnął mnie bez reszty.
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2026-02-19
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 356
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna
Dawne więzienie stało się domem dla ocalałych. Zrobią wszystko, by przetrwało. Rok 2147, tereny Stanów Zjednoczonych Ameryki. Sto lat wcześniej wojna...