Świat po upadku nie zna litości
Kontynuacja historii z brutalnego świata spustoszonego przez wojnę atomową.
Karcer upadł. Niedobitki, którym udało się zbiec, próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie jest to łatwe. Każdy dzień stanowi walkę o przetrwanie, zwłaszcza że menelsi - zmutowane istoty dotknięte promieniowaniem - rozprzestrzenili się niczym zaraza. Znalezienie bezpiecznego schronienia wydaje się niedoścignionym marzeniem.
W Port Washington, który pod rządami najeźdźcy przekształciło się w złudnie uporządkowaną społeczność, byli mieszkańcy Karceru przechodzą przez prawdziwe piekło. Krąg - kasta duchownych zarządzających tym miejscem - nie dba o ich wygodę. Więźniowie są skazani na brutalne tortury, głód i poniżenie.
Odbicie ich z tego miejsca stanowiłoby próbę samobójczą.
Ale nikt nie jest tak zdesperowany i tak zdeterminowany jak ,,Ludzie Karceru".
Książka 18+
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2026-02-19
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 356
Język oryginału: polski
Czy w świecie, w którym wszystko już upadło – prawo, moralność, człowieczeństwo – można jeszcze walczyć o godność? A jeśli tak… to jaką cenę trzeba za nią zapłacić?
To pytanie jest dla mnie motywem przewodnim obu części serii autorstwa Grzegorz Juszczak. Bo „Ludzie Karceru” to nie jest tylko opowieść o świecie po atomowej zagładzie. To historia o ludziach zepchniętych na samo dno i o tym, czy z tego dna można się jeszcze podnieść.
Po tę książkę sięgnęłam bez wahania. Lubię wracać do historii, które mną wstrząsnęły, które zostawiły mnie z niedosytem i pytaniem „co dalej?”. A pierwsza część właśnie taka była. Dlatego kontynuacja była dla mnie czymś naturalnym. Uwielbiam sięgać po dalsze losy bohaterów, których już zdążyłam poznać, polubić… albo których zdążyłam się bać. Dobra seria to taka, która nie wypuszcza z objęć i tu dokładnie tak było.
„Ludzie Karceru” to druga odsłona brutalnej, bezkompromisowej opowieści osadzonej w świecie po wojnie atomowej. Karcer upadł. Ci, którym udało się przeżyć, próbują odnaleźć się w nowej, nieludzkiej rzeczywistości. Każdy dzień to walka... nie tylko z głodem, strachem i zmutowanymi „menelsami”, którzy rozprzestrzeniają się niczym zaraza, ale przede wszystkim z drugim człowiekiem.
Port Washington, to miejsce, które miało być namiastką porządku, co okazuje się złudzeniem. Pod rządami Kręgu, duchownej kasty, życie zamienia się w piekło. Tortury. Głód. Upodlenie. Brak litości. I świadomość, że odbicie więźniów z tego miejsca graniczy z samobójstwem.
Ta książka jest brutalna. I mówię to z pełną odpowiedzialnością, że to lektura zdecydowanie 18+. Autor nie oszczędza ani bohaterów, ani czytelnika. Są sceny, przy których musiałam na chwilę odłożyć książkę. Nie dlatego, że były źle napisane, a wręcz przeciwnie. Były tak sugestywne, tak mocne, że czułam je pod skórą. Szczególnie wątki związane z poniżeniem i uprzedmiotowieniem kobiet są wstrząsające. I właśnie dlatego tak potrzebne w tej historii, pokazują, jak cienka jest granica między cywilizacją a bestialstwem.
Jednym z najmocniejszych momentów dla mnie była konfrontacja bohaterów z rzeczywistością po upadku Karceru. To nie był tylko fizyczny rozpad miejsca. To był rozpad nadziei. A jednak… czy naprawdę wszystko zostało stracone? Czy determinacja może być silniejsza niż strach? Czy człowiek, któremu odebrano wszystko, ma jeszcze coś, o co warto walczyć?
Podczas czytania towarzyszyły mi skrajne emocje. Złość. Bezsilność. Wstręt. Ale też napięcie i nieustanne poczucie zagrożenia. Autor świetnie buduje atmosferę, gdzie akcja nie pozwala się zatrzymać, a kiedy wydaje się, że już gorzej być nie może… okazuje się, że może. I to właśnie ta nieprzewidywalność sprawiła, że przewracałam kolejne strony z bijącym sercem.
Bardzo podobało mi się to, że ta część jest jeszcze dojrzalsza, jeszcze bardziej bezkompromisowa. Nie ma tu miejsca na tani sentymentalizm. Jest brud, krew i walka o przetrwanie. Ale jest też coś więcej – pytanie o to, czym tak naprawdę jest człowieczeństwo w świecie, który przestał być ludzki.
Najbardziej urzekła mnie determinacja bohaterów. Ich upór. To, że mimo wszystkiego, co przeszli, nie poddają się całkowicie. Że w tym chaosie wciąż tli się iskra buntu. I to daje nadzieję, nie taką cukierkową, ale surową, wywalczoną.
Jeśli lubicie mroczną, brutalną fantastykę postapokaliptyczną, która nie boi się przekraczać granic i zostawia po sobie ślad, to „Ludzie Karceru” jest dla Was. To nie jest łatwa lektura. Ale to historia, która zostaje w głowie na długo.
A ja? Czekam na więcej. Bo ten świat, choć przerażający, wciągnął mnie bez reszty.
W kolejnym tomie Grzegorz Juszczak kontynuuje swoją wizję alternatywnej przyszłości.
Ponownie zabiera czytelników do zdegradowanego świata, w którym wszelkie zasady przestały istnieć, a podstawowe potrzeby zeszły na dalszy plan. Priorytetem staje się przetrwanie w rzeczywistości, która pozostała po masowych atakach bronią nuklearną, biologiczną i chemiczną. W tym nowym świecie rodzi się rasa naznaczona licznymi deformacjami – „mutanci”, pozbawieni wysokiego ilorazu inteligencji, ale obdarzeni niezwykłą siłą fizyczną i silnym instynktem przetrwania, co czyni ich niebezpiecznymi dla ludzi.
Dawne więzienie, znane jako Karcer, zostało przekształcone w twierdzę, mającą być bezpiecznym miejscem do życia.
Jednak Karcer upadł, a wraz z nim jeden z ostatnich bastionów cywilizacji, w którym panowały zasady, pozwalające nazywać miejscową ludność społeczeństwem.
Ludzie Północy siłą przejęli władzę, zniewalając mieszkańców i zamieniając ich dotychczasowe życie w piekło, pozbawiając ich godności. Torturowali ich, głodzili i zmuszali do przymusowych prac na rzecz Krucjaty.
Wprowadzili własną wizję i zasady w świecie, który już dawno zatracił się w chaosie, gdzie nawet zaciśnięte więzy rodzinne nie mają znaczenia. Liczy się tylko tu i teraz.
Ci, którym udało się uciec, próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości – zorganizować, przetrwać, żyć.
Czy utracona duma pozwoli mieszkańcom Karceru pozostać biernymi obserwatorami, żyjącymi w ciągłym strachu i niepewności?
Jestem pozytywnie zaskoczony poziomem pisarskim autora. Ewidentnie widać progres. Pierwsze zauważalne zmiany to wzbogacone dialogi, barwniejsze i bardziej soczyste opisy oraz wprowadzenie brutalnych scen erotycznych do fabuły.
Zwiększona różnorodność postaci pozwala na nowe czytelnicze sympatie i antypatie. Autor zdecydowanie odważniej operuje słowem, co sprawia, że sytuacje w książce zyskują mocny wydźwięk.
To również przekłada się na lepsze zrozumienie świata, w którym praktycznie nie istnieją żadne zasady. W treści można dostrzec proste komunikaty, które przypominają czytelnikowi, z czym się mierzymy. Autor wprowadza określenia, które pozwalają lepiej poczuć post apokaliptyczny klimat.
Książkę czyta się błyskawicznie dzięki krótkim, ciekawie opisanym rozdziałom.
Autor zadbał również o to, aby czytelnik z łatwością odnalazł się w historii, przypominając nam wydarzenia z poprzedniego tomu.
W treści znajdziemy elementy, które przypadną do gustu miłośnikom survivalu, preperingu czy gier komputerowych o podobnej tematyce.
W przeważającej części czuć ponurą atmosferę. Wraz z bohaterami odbywamy liczne wędrówki, poszukujemy żywności i dostrzegamy zmiany moralności w ekstremalnych warunkach.
Zmagamy się nie tylko z ludzką naturą, ale także ze stworzeniami, które fizycznie przewyższają ludzkie możliwości.
Autor zapewnił mi świetną weekendową rozrywkę, dostarczając wielu emocji i wywołując chwile refleksji.
Dla mnie najistotniejszym punktem zwrotnym w całej historii jest ludzka natura – budzący się zwierzęcy instynkt,
niepohamowany pęd do władzy. Cechy te mają swoje odzwierciedlenie w dzisiejszej polityce i hejterskim zachowaniu.
Może to przestroga? I może powolnym krokiem zmierzamy do czasów gdzie zwierzęce zachowanie stanie się już normą? A jedynym argumentem ma być siła fizyczna? A my- jak ci mieszkańcy karceru, stajemy się biernymi obserwatorami zmian, którym boimy się sprzeciwić.
Hej hej ?
Doczekaliśmy się kontynuacji Karceru. Książki, która wywarła na mnie ogromne wrażenie i na której ciąg dalszy czekałam z niecierpliwością.Grzegorz Juszczak w kontynuacji pt. ,,Ludzie karceru" pokazuje nam zmiany, jakie zachodzą w świecie po apokalipsie. Karcer z pierwszego tomu upadł, a ludzie, dla których był mimo brutalnych zasad namiastką bezpieczeństwa, muszą wyruszyć w drogę, by znaleźć nowe schronienie. Nie jest to takie proste, bo wychodząc na otwartą przestrzeń, od której dawniej uciekali, dosłownie wychodzą na pożarcie ludziom zmutowanym tzw. Menelsom. Niestety nie tylko to jest dla nich zagrożeniem. Muszą mierzyć się z promieniowaniem i skażeniem, głodem, pragnieniem, niesprzyjającymi warunkami pogodowymi, a także z własną psychiką i wewnętrznymi demonami. Wyjście na otwartą przestrzeń nie jest dla nich ucieczką, czy czymś lepszym. Trafiają z deszczu pod rynnę. To jest kolejny etap cierpienia, który muszą przejść i nie wiadomo, ilu ich przetrwa. Z jednej strony próbują przeżyć na własnych warunkach, szukając schronienia, a z drugiej większość trafia w ręce sekty. Myślę, że piekło, które autor ukazał jako Port Washington i które jest dużo gorsze od Karceru, można nazwać sektą. To miejsce przesiąknięte religijnym fanatyzmem, gdzie każdy błąd jest surowo karany. Jednym słowem mówiąc, trafiają do niewoli psychicznej i ideologicznej, niepozbawionej również tortur i egzekucji. Wszystko to ma na celu złamanie ich psychiki, zagubienie, utracenie zaufania do drugiego człowieka, dosłownie prowadzą do pomieszania i wszystko po to, aby jednostka stała się im posłuszna, aby mogli w zupełności tą osobą kierować. Nie wszyscy godzą się na to. Jeden z bohaterów nie ulega zasadom. Chce zachować w sobie namiastkę człowieczeństwa. Czy uda mu się przerwać w tak okrutnym i poturbowanym świecie? Jaki będzie finał tej historii?Autor nie stroni od brutalności. Opisuje świat nie jako odradzający się po apokalipsie, a zniszczony, śmierdzący, przesiąknięty brudem, krwią, zarazą, bezlitosny świat pełen pesymizmu, który nie widzi już przyszłości. Grzegorz Juszczak prowadzi akcję bardzo dynamicznie. Nie próbuje jej upiększyć choć odrobinkę, aby widać było światełko w tunelu. Ukazuje surowość, która wywołuje ciągle napięcie w czytelniku. Ukazuje człowieka, który jest zagrożeniem dla drugiego człowieka i obraz systemu, który upada i tego, co dzieje się po tym upadku. Jest dynamicznie, okrutnie i mocno psychologicznie. Po przeczytaniu nachodzi nas refleksja i pewnego rodzaju strach o to, co przyniesie przyszłość. Czułam to przy pierwszy tomie. Właśnie ten strach, że kiedyś jako społeczeństwo znajdziemy się w podobnej sytuacji. Czuje to również przy tej drugiej części, która wchodzi pod skórę i zakorzenia się w psychice czytelnika z podwojoną siłą.
Ludzie Karceru autorstwa Grzegorza Juszczaka, to bardzo brutalna kontynuacja historii w postapokaliptycznym świecie, gdzie walka o przetrwanie stała się codziennością, a naturalni wrogowie to już nie tylko zmutowani menelsi, ale rasa ludzka, która okazała się być dużo gorszym zagrożeniem.
Karcer upadł. Obraz po konflikcie chwyta za serce. Okrucieństwo jakie spotkało tych, którzy ocalali, może okazać się gorsze niż śmierć. Dzieci pozostawione same sobie... kobiety, które zostały zmarginalizowane do jednej roli... Upodlenie i złamanie - to właśnie kara za próbę życia według innych zasad. Odmiennych niż te, które ustanowili ludzie północy pod przywództwem Wielebnego Steve'a. Z drugiej strony rozdzieleni bohaterowie z południa poszukują miejsca, które będzie mogło być ich nowym, bezpiecznym domem.
Ta część jest bezkompromisowa i wiem, że nie spodoba się każdemu. Tu nie ma miejsca na sentymenty, tutaj człowiek zostaje całkowicie obdarty z godności, a szczególnie dotyczy to kobiet. Bywają traktowane przedmiotowo, ale również, będąc świadome swojej pozycji, wykorzystują ją do osiągnięcia korzyści.
Czytanie drugiego tomu było dla mnie momentami bardzo bolesne, zarówno ze względu na świat, z jakim czytelnik ma tutaj do czynienia, jak i ze względu na to, co spotyka bohaterów, których tak bardzo polubiłam w poprzedniej części. Autor nie ma litości ani dla nich, ani dla nas.
"Ludzie Karceru" to odsłona napisana w zupełnie inny sposób. Jeszcze brutalniej, jeszcze bardziej chwytająca i wstrząsająca i to dosłownie. Dodatkowo zdecydowanie widać rozwój autora, który zachował jednak styl przekazywania treści oraz dialogów - bezkompromisowy i dosadny. To, co odróżnia drugi tom, to również tempo - dużo wolniejsze i z mniejszą ilością zaskakujących momentów.
W mojej opinii "Ludzie Karceru" to udana kontynuacja, która wprowadzi jednak odbiorców w dużo większe uczucie dyskomfortu. To opowieść o tym, jak trudno pozostać człowiekiem w świecie, który przestał istnieć, a największe zagrożenie czai się w ludzkiej duszy, owładniętej żądzą.
Książka ze względu na swoją treść kierowana jest wyłącznie do pełnoletnich czytelników.
Dawne więzienie stało się domem dla ocalałych. Zrobią wszystko, by przetrwało. Rok 2147, tereny Stanów Zjednoczonych Ameryki. Sto lat wcześniej wojna...
Przeczytane:2026-03-16, Ocena: 6, Przeczytałam, Współpraca Recenzencka ,
Ludzie Karceru - Grzegorz Juszczak
Dziękuję autorowi za możliwość przeczytania tej książki.
Bardzo dobrze, że książka została oznaczona jako 18+.
Jest tam dużo takich fragmentów, które nie są wskazane dla młodszych czytelników. I nie chodzi tu o przekleństwa. Jest tu brutalność oraz sex.
Lektura, która szokuje tak samo jak poprzedni tom. Muszę przyznać, że się tego spodziewałam.
Autor odpowiednio przedstawił brutalność ludzką, a szczególnie tych, co są w kategorii sekty. Fanatycy są najgorsi. Oni byli gorsi od zwierząt. Nie obrażając oczywiście tych drugich. Było mi szkoda Sama...
Tylko śmierć niektórych mnie zszkowała.
Książka daje do myślenia. Ma w sobie wiele humoru, ironii, a nawet i sarkazmu.
(Albo to ja mam takie poczucie humoru)
Pokazująca, że śmiech, oraz w niektórych przypadkach alkohol, jakoś na trochę pomaga zapomnieć o niebezpieczeństwie i apokaliptycznej rzeczywistości. Daję to wytchnienie naszym bohaterom.
Każdy rozdział jest krótki, ale za to treściwy. Nie odniosłam też wrażenia, jakby czegoś było za dużo, czy też za mało.
Zaciekawiło mnie zakończenie, które kończy się słowami ,,Oni tu wrócą wymierzyć cios"
Było to bardzo dobre, ale też według mnie, dwuznaczne. Z jednej strony, może się to skończyć właśnie tak jak legenda. A z drugiej? Jakby miało się jeszcze coś wydarzyć. Szczególnie w tych fragmentach, które zostały dokończone.
Jedna postać mnie interesuje. Mimo, że była ona krótko, tak samo jak w pierwszej części. Co jeszcze się wydarzy?
Czy polecam?
Tak. To dla ludzi, którzy nie boją się sięgnąć po historie o ludzkiej brutalności.
Moja ocena 10/10
Cytaty z książki:
"Ich rodziny mogły obchodzić żałobę jedynie w swoich domostwach, w głębokiej tajemnicy. Nikt nie odważyłby się publicznie opłakiwać zmarłych, ponieważ nic nie mogło zakłócić fetowania wielkiego zwycięstwa, które było dla miasta najważniejsze. Nieme krzyki w poduszkę lub cichy szloch w najdalszych zakątkach piwnic, na tylko albo na aż tyle mogli sobie pozwolić żałobnicy Port Washington."
"- Chcę stworzyć coś większego, a wy mogliście mi w tym przeszkodzić.
- Co ty pier*****?! Nawet nie wiedzieliśmy o waszym istnieniu - coraz bardziej unosiła się Brass. - Jesteś maluczkim człowiekiem, z chorymi ambicjami.
- Nawet nie wiesz, jak wiele osób podziela moje zdanie.
- Zje*ów nigdy na tym świecie nie brakowało."
" - Widzisz, moje dziecko - ciągnął staruszek - z bogiem to to nie ma nic wspólnego. Owszem, ci przebierańcy stworzyli coś na wzór poprzedniej religii, jednak idee, jakie niosą, nijak się mają do czegokolwiek, co było w przeszłości. Zabierają, co chcą, i robią, co chcą. Dla nich życie innych nie jest nic warte.
- To dlaczego tutejsi mieszkańcy nie przeciwstawili im się w odpowiednim momencie? - pytał wyraźnie poirytowany historią Paton.
- Uwierz mi, próbowano. Na początku wydawali się niegroźni, zdobywali coraz to więcej wyznawców, aż w końcu było już za późno."
"- Część z nich to fanatycy, a dla reszty tak jest po prostu wygodniej - odparł Robert. - Już kilka razy w swoim życiu natknąłem się na ludzi, którzy zatracili się w wierze. Chociaż fakt, nigdy nie przybrało to aż tak radykalnej formy."