Miałam ochotę na horror. „Miasteczko Nonstead” miało być horrorem. No właśnie, miało… Nie przestraszyło mnie tu, niestety, nic. Ani klimat małego miasteczka (trochę pachnie Kingiem), ani stara, rozwalająca się chatka na końcu świata, ani wreszcie niewyjaśnione zjawiska…
To nie jest zła powieść. Sam pomysł ciekawy i choć momentami czułam znużenie to jednak chciałam się dowiedzieć, co tak naprawdę dzieje się w Nonstead. Kto (lub co!) stoi za niewyjaśnionymi zdarzeniami, dlaczego mieszkańcy milczą i czy przybyszowi z zewnątrz uda się rozwikłać wszystkie zagadki.
Może gdyby to była mała wioska gdzieś w Bieszczadach, trochę bym się wystraszyła… A ponieważ Nonstead to małe amerykańskie miasteczko, zachwytu (i strachu) brak, niestety.
Niebawem ma się ukazać drugi tom, nie wiem, czy będę czytać. Trochę się boję, że znowu nie będę się bać 😉
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2012-01-27
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 304
Dodał/a opinię:
Monika Kruszyńska
Czy można pokonać smoka wyzwiskami? Czy kruki znają umiar w ludzkiej mowie? I czy można zostać bohaterem, będąc zarazem złośliwym do bólu charakternikiem...
Co zakopywano pod drogowskazem na rozstajach dróg? Bruno Calazzo, nazywany przez braci z zakonu szpitalników wiedźmim synem, co noc widzi twarz kobiety...